Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 16 marzec 2015 08:23

Adam Gwiazda: Kontraktorzy na wojnę i pokój

Oceń ten artykuł
(10 głosów)

prof. dr hab. Adam Gwiazda

Nie słabnie popyt na usługi najemników wojskowych, określanych częściej mianem kontraktorów. Wybuchają bowiem nowe konflikty zbrojne, czego najnowszym przykładem jest wojna na Ukrainie, nasilająca się wojna z Państwem Islamskim oraz trwająca już pięć lat wojna domowa w Syrii. Zawód najemnika wojskowego jest drugim, najstarszym na świecie zawodem. Jego odrodzenie we współczesnych czasach, wynika z różnych przyczyn. Jedną z nich jest prywatyzacja sektora usług związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa i dążenie do zmniejszenia kosztów. Okazuje się bowiem, że prywatne oddziały najemników mogą wykonać różne zadania szybciej i często o wiele taniej niż utrzymywane z pieniędzy podatników armie.

Liczne wojny lokalne i niestabilna sytuacja w wielu państwach świata sprzyjają rozwojowi tego specyficznego sektora usług. Stwarza to pomyślne warunki dla działalności prywatnych firm wojskowych (PMC = Private Military Companies). Firmy te w swojej działalności korzystają z wielu luk w prawie międzynarodowym i krajowym, a także z braku odpowiednich aktów prawnych, które regulowałyby ich działalność. Mają jednak poważny problem ze swoim wizerunkiem w mediach, gdzie ich pracownicy określani są pogardliwie mianem „psów wojny” lub „najemników” walczących dla każdego, kto dobrze zapłaci. Do tej pory z usług tych firm nie korzysta jednak ONZ, chociaż poszczególne PMC wielokrotnie przedstawiały swoje oferty współpracy. Mogą one podjąć interwencję w dowolnym zakątku świata w ciągu paru dni od podpisania kontraktu. Natomiast wysłanie żołnierzy z sił pokojowych ONZ jest procesem czasochłonnym i wymaga najpierw uzyskania zgody od obu stron konfliktu, a także zgody wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa. To wszystko wymaga sporo czasu, podobnie jak potem skompletowanie, odpowiednio do danej sytuacji, silnego kontyngentu Błękitnych Hełmów. ONZ dysponuje bowiem bardzo skromnymi środkami pochodzącymi ze składek członkowskich, z których można finansować operacje sił wielonarodowych. Siły te liczyły w najlepszym okresie około 76 tys., a obecnie tylko około 16 tys. Z kolei budżet ONZ na misje pokojowe nie przekracza kwoty 5,2 mld dolarów. Dla porównania roczne dochody wszystkich wojskowych firm PMC wyniosły w latach 2006–2007 ponad 200 mld dolarów.

Pomyślny klimat na kontraktorów

Dobre czasy dla PMC nastały po zakończeniu zimnej wojny, kiedy wiele państw zaczęło zmniejszać liczebność swoich armii i ograniczać wydatki na cele wojskowe. W latach 1990’ na rynku znalazło się około 6 mln ekswojskowych, posiadających dosyć specyficzne kwalifikacje, których nie można było wykorzystać w cywilnych działach gospodarki. Spora ich część (około 1,5 mln) zasiliła szeregi pracowników różnego rodzaju firm zajmujących się świadczeniem usług z szeroko pojmowanego zakresu bezpieczeństwa. Im bardziej kurczyły się armie poszczególnych państw, tym szybciej rosły w siłę PMC. Prekursorem współczesnych firm wojskowych była południowoafrykańska Executive Outcomes, która powstała w 1989 r. i działa do 1998 r. głównie w krajach Afryki. Obecnie największe PMC funkcjonują w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i w Izraelu, a spora ich część to firmy offshore, zarejestrowane w „bezpiecznych” miejscach. Ich rozwojowi sprzyja także polityka rządów wielu państw, które w ramach stosowanych od dawna w wielu przedsiębiorstwach outsourcingowych, zalecały i nadal zalecają wykonywanie coraz większej liczby zadań zewnętrznych firmom prywatnym.

Postępuje tak również, niechętnie nastawiona do PMC, obecna administracja Baracka Obamy, którego raziły ogromne różnice w płacach między pracownikami Blackwater i stacjonującymi w Iraku żołnierzami i oficerami amerykańskimi. A jednak prezydent B. Obama wybrał, w połowie 2008 r., jako swoja ochronę w trakcie wizyty w Iraku i Afganistanie właśnie krytykowanych przez siebie kontraktorów z Blackwater, a nie o wiele tańszych, lecz także o wiele mniej skutecznych „państwowych” ochroniarzy czy żołnierzy. Innym przykładem, potwierdzającym 100 procentową skuteczność kontraktorów z firmy Blackwater, było zatrudnienie ich w 2003 r. do ochrony wizytującego Irak Paula Bremera, byłego szefa administracji cywilnej tego państwa. Wówczas to założyciel Al-Kaidy, Osama bin Laden obiecał każdemu, kto zabije P. Bremera 10 kg złota. Nikt tego złota nie zarobił, chociaż 6 grudnia 2003 r., w pierwszym dniu wizyty P. Bremera w Iraku, zorganizowano na niego zamach bombowy. Jednak kontraktorzy z Blackwater w liczbie 36 żołnierzy bez większych problemów wyprowadzili swojego klienta z tego zamachu na trasie jego przejazdu, pomimo intensywnego ostrzału całego konwoju przez kilkudziesięciu dżihadystów. W następnych latach kontraktorzy Blackwater ochraniali także wizyty innych, nie tylko amerykańskich, polityków w Iraku, w tej liczbie także wizyty Condoleezzy Rice i brytyjskiego premiera Tony Blaira.

Szacuje się, że usługi świadczone przez PMC są o około 60% tańsze niż analogiczne usługi świadczone przez armię amerykańską czy też żołnierzy NATO lub ONZ. Dlatego też Eric Prince, założyciel i do 2009 r. szef firmy Blackwater, zabiegał o zlecenia nie tylko od rządów poszczególnych państw, lecz także od różnych firm prywatnych, w tym także niektórych koncernów wydobywających ropę naftową w niestabilnych politycznie rejonach świata. Jego próby przekonania do swojej oferty ONZ spełzły jednak na niczym. Zainwestował on część dochodów zarówno w różnego rodzaju „współpracę” z politykami Partii Republikańskiej, gdyż zdawał sobie sprawę od samego początku, że uzyskanie lukratywnych zleceń zależy głównie od poparcia polityków. Wyłożył także spory kapitał w rozwój własnej agencji wywiadowczej Total Intelligence Solutions, w której ponad 100 zatrudnionych w niej pracowników zbiera i analizuje różnego rodzaju informacje, tak jak to robią pracownicy państwowej, amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA).

W praktyce wszystkie, największe PMC, świadczą kompleksowe usługi z zakresu szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Nie zwracają przy tym uwagi na różne uwarunkowania polityczne, którymi kierują się państwa demokratyczne przy podejmowaniu decyzji o udzieleniu pomocy wojskowej danemu krajowi. Biorą też udział w dużych operacjach wojskowych razem z armiami innych państw zaangażowanych w danym regionie świata, czego przykładem może być pierwsza i druga wojna w Iraku oraz w Afganistanie. W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. pracownicy PMC stanowili tylko około 1% zaangażowanych tam sił zbrojnych, w 2003 r. w Iraku 1 najemnik przypadał na 10 żołnierzy, a w 2009 r. na 1,4 żołnierza. Szacuje się, że przy końcu minionej dekady w Iraku było około 95 tys. kontraktorów PMC, w tej liczbie 11 tys. uzbrojonych. Tych ostatnich było więc dwa razy więcej niż wynosił kontyngent brytyjski i siedem razy więcej niż kontyngent polski. O skuteczności działania kontraktorów z Blackwater może świadczyć fakt, że w owym czasie O. bin Laden wyznaczył nagrodę w wysokości 50 tys. dolarów za głowę każdego kontraktora tej firmy.

Rosnący popyt na usługi PMC

Zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r. radykalnie zmieniły sytuację na rynku usług z zakresu bezpieczeństwa. Do tego czasu nawet największe PMC ledwo wiązały koniec z końcem. W 2002 r. firma Blackwater uzyskała od administracji amerykańskiej sześciomiesięczne zlecenie o wartości 5,4 mln dolarów na zapewnienie 20 wysoko wykwalifikowanych „ochroniarzy” dla siedziby CIA w Kabulu. Okazało się, że tylko Blackwater była w stanie dostarczyć na czas do stolicy Afganistanu odpowiednio wykwalifikowanych komandosów i zapewnić skuteczną ochronę pracującemu tam personelowi CIA. Ta sama firma otrzymała w 2005 r. od rządu amerykańskiego kontrakt na ochronę życia i mienia mieszkańców Nowego Orleanu, poszkodowanych przez huragan Katrina. Nie potrafiła takiej ochrony zapewnić ani miejscowa policja ani też Gwardia Narodowa, natomiast kontraktorzy Blackwater poradzili sobie z tym zadaniem bez większych problemów. Renoma tej firmy i skuteczność jej pracowników zaowocowała wieloma kontraktami. Z prestiżu, jakim cieszyła się Blackwater, skorzystały pośrednio także inne formy z tej branży.

Od czasu wojny w Afganistanie tylko z kieszeni amerykańskich podatników wypłacono do 2013 r. firmom PMC około 220 mld dolarów, z czego około jedną trzecią tych środków zdefraudowano lub zmarnowano. Niektóre, duże firmy PMC, takie jak dawna Blackwater, która w drugiej połowie minionej dekady zmieniła nazwę na Xi, a od 2012 r. działa pod nazwą Academi, zainwestowały zarobione pieniądze w budowę własnej dużej bazy wojskowej w Północnej Karolinie. Znajduje się tam m.in. największy w całych Stanach Zjednoczonych tor treningowy dla podjazdów opancerzonych, ponad kilometrowy poligon dla snajperów oraz sztuczne jezioro do ćwiczeń abordażu. Firma ta posiada także swoją grupę lotniczą z 26 typami różnych śmigłowców i samolotów, łącznie z Boeingami 767 i dysponuje „armią” 23–25 tysięcy bardzo dobrze wyszkolonych najemników w stanie gotowości bojowej. Wśród pracowników tej, jak również innych tego rodzaju firm, znajdują się byli zawodowi żołnierze, policjanci i pracownicy służb specjalnych z różnych krajów, w tym także z Polski, Ukrainy, Bułgarii, Kolumbii, Panamy, Hondurasu, Chile i Peru.

Wbrew obiegowym opiniom tylko niewielki procent z nich stanowią komandosi, którzy szybciej niż żołnierze innych formacji uzyskują prawa do pełnej emerytury. Z wielu różnych względów nie opłaca się im przedłużać kontraktu z armią i wolą podejmować pracę w PMC. Są oni, podobnie jak i pozostali pracownicy tych firm, tak długo cennymi „nabytkami” dopóki ich wiedza i umiejętności zachowują aktualność.

Często weterani z wojska i służb specjalnych sami zakładają swoje firmy wojskowe lub ochroniarskie i konkurują ze sobą m.in. poprzez zatrudnianie tanich, czyli nie posiadających najwyższych kwalifikacji, pracowników. Generalnie jednak wiele PMC kieruje się kryterium przydatności do realizacji określonego zadania i posiadanymi umiejętnościami (plus doświadczeniem) przy zatrudnieniu swoich pracowników. Liczy się przede wszystkim ich skuteczność działania, a nie ich dokonania z przeszłości (w tym także popełnione przez niektórych z nich nadużycia). Zwykle do wykonania określonego zadania dobiera się odpowiednią grupę pracowników. Przykładowo dla, nie tyle odbicia, ile „odzyskania” porwanego przez piratów i wybrzeży Somalii statku handlowego dobiera się specjalistów od prawa morskiego, a także negocjatora, który jednorazowo, inkasuje za swoją usługę około 100 tys. dolarów, oczywiście w przypadku pozytywnego finału tej operacji, natomiast zatrudniająca go firma PMC zarabia zwykle na takiej operacji 1 mln dolarów (bez okupu, który musi zapłacić armator). Inne są też dochody PMC z kontraktów rządowych, a inne z kontraktów uzyskiwanych od korporacji ponadnarodowych np. za ochronę platform wiertniczych czy kopalni miedzi lub szybu naftowego. Podobnie, zróżnicowane są płace pracowników PMC od 6 do nawet 30 i więcej tysięcy dolarów miesięcznie. Najwyższe gaże są zresztą przedmiotem negocjacji i nie są ujawniane. Przykładowo, pod koniec pierwszej dekady XXI w. kontraktor firmy Xi otrzymywał w Iraku około 600 dolarów dziennie czyli rocznie zarabiał około 220 tys. dolarów. Dla porównania roczne zarobki sierżanta armii amerykańskiej wynosiły wówczas 50–70 tys. dolarów, a głównodowodzącego siłami koalicyjnymi generała Davida Petraeusa około 180 tys. dolarów.

Dochody PMC i ich pracowników zależą zarówno od ilości, jak i wartości uzyskiwanych przez nie kontraktów. Przede wszystkim jednak ich dochody zależą od wykonania powierzonych im zadań. Najbardziej lukratywnymi są nadal kontrakty rządowe i te udzielane przez przywódców opozycji walczącej zbrojnie z armią rządową. W wielu lokalnych wojnach o tzw. niskiej intensywności działań zbrojnych, w których z różnych względów nie chcą lub nie mogą brać udziału wojska innych państw, tak jak to ma obecnie miejsce w trwającej już pięć lat wojnie domowej w Syrii, konflikcie zbrojnym w Libii i Nigerii, obie walczące strony zatrudniają też najemników. Im więcej więc takich konfliktów i wojen lokalnych, tym lepsze rysują się perspektywy dla działalności wielu PMC. A takie konflikty i wojny będą się raczej nasilać i nie będą to konflikty tylko o podłożu religijnym czy etnicznym, lecz głównie będą to wojny o surowce, zasoby słodkiej wody i żywności. Tym samym zwiększać się będzie popyt na usługi PMC i różnego rodzaju firmy świadczące usługi z zakresu bezpieczeństwa ze strony korporacji ponadnarodowych posiadających swoje fabryki, kopalnie i inne części majątku, często w kilkudziesięciu lub nawet ponad stu różnych krajach świata.

Po wycofaniu żołnierzy pozostają kontraktorzy

Okazuje się jednak, że zakończenie stanu wojny w danym kraju wcale nie oznacza braku w nim pracy dla kontraktorów. Potwierdza to dobitnie sytuacja w Iraku, skąd wycofano ogromną większość wojsk amerykańskich w 2011 r. Obecnie w tym kraju przebywa tylko ok. 300 amerykańskich żołnierzy piechoty morskiej (marines) i kilkaset doradców wojskowych na północy tego kraju, którzy szkolą kurdyjskich Peszmergów do walki z dżihadystami Państwa Islamskiego. Znaczna część stacjonujących jeszcze w Iraku marines zajmuje się ochroną amerykańskich placówek dyplomatycznych, a pozostała część została przydzielona do koordynacji współpracy z irakijskiego Urzędem Bezpieczeństwa. Należy przypomnieć, że w szczytowym okresie, tj. pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, w Iraku było aż 158.800 amerykańskich żołnierzy. Dla porównania w tym samym czasie działało w tym kraju 94.000 kontraktorów. Ich liczba uległa następnie znacznemu zmniejszeniu z chwilą, kiedy wygasły kontrakty podpisane przez kilku największych amerykańskich PMC z administracją amerykańską. Przykładowo na liście płac Departamentu Stanu znajdowało się, w styczniu 2013 r., 12.500 kontraktorów, w tym 4.500 obywateli amerykańskich, którzy nadal pracowali w Iraku, a w styczniu 2014 r. ich liczba wynosiła już tylko 5000, w tej liczbie było około 2000 Amerykanów. Większość z nich zajmuje się ochroną Amerykańskiej Ambasady w Bagdadzie oraz konsulatów w Basrze i Erbil. Ponieważ nie ma już prawie żadnych żołnierzy amerykańskich w Iraku ( z wyjątkiem wspomnianych ok. 300 marines), to pracujący tam kontraktorzy przejęli większość obowiązków w zakresie transportu lotniczego i różnych zadań logistycznych, które do niedawna wykonywali amerykańscy żołnierze.

Przykładowo firma DynCorp International podpisała w 2010 r. pięcioletni kontrakt z Departamentem Stanu, o wartości 894 mln dolarów, w ramach którego zobowiązała się do zapewnienia transportu lotniczego swoimi prywatnymi helikopterami UH-1 i samolotami DHI-8. Firma ta zapewnia zresztą nie tylko transport lotniczy, lecz także „siły szybkiego reagowania” w przypadku sytuacji zagrożenia życia i mienia obywateli lub firm amerykańskich. Zajmuje się także przewożeniem rannych z miejsc zamachów do szpitali, prowadzi stałą obserwację głównych szlaków komunikacyjnych i zajmuje się ochroną konwojów. Władze USA zdecydowały się pod koniec 2013 r. zmniejszyć liczebność personelu swoich placówek dyplomatycznych w Iraku, których ochrona przez prywatne firmy PMC ochłonęła w 2012 r. aż 698 mln dolarów. Zapewnienie ochrony żadnej innej amerykańskiej placówki i personelu dyplomatycznego nie kosztowało nawet jednej trzeciej tej sumy. W ramach oszczędności budżetowych Departament Stanu i Obrony nie zawiera nowych, większych kontraktów z firmami PMC działającymi w tym kraju. Będą jednak obowiązywać zawarte wcześniej kontrakty, ponieważ z chwilą opuszczenia Iraku przez wojska amerykańskie, zarówno personel dyplomatyczny jak i pracownicy amerykańskich i wielonarodowych firm działających w Iraku coraz bardziej „uzależnili się” od ochrony zapewnianej im przez prywatnych kontraktorów.

Pewnym paradoksem jest fakt, że z tej ochrony korzystają także liczne irackie instytucje i urzędy. Do wymienionej wyżej liczby 5000 kontraktorów znajdujących się w styczniu 2014 r. nadal na liście płac Departamentu Stanu należy jeszcze dodać 6624 kontraktorów, którzy w październiku 2013 r. znajdowali się na liście płac Departamentu Obrony, ale następnie zostali „przekazani” administracji ówczesnego premiera Iraku Nouri al-Malikowi, który zatrudnił ich do ochrony swoich ministerstw, a także do realizacji różnych innych zadań, w tej liczbie także do walki na północy Iraku przeciwko atakującym, tam dżihadystom z Al-Kaidy i obecnie Państwa Islamskiego, które latem ubiegłego roku opanowało znaczne obszary północnego Iraku. Wcześniej, bo przy końcu stycznia 2014 r., dżihadystom udało się opanować bardzo ważny strategicznie obszar na północy Iraku wokół takich miast jak Birkuk i Faludża. Nie wiadomo ilu z 6624 zatrudnionych przez rząd iracki kontraktorów brało udział w tych walkach. W tej grupie było 1626 obywateli amerykańskich, 2807 obywateli innych państw i 2191 obywateli Iraku. Kontraktorzy ci otrzymywali wówczas wynagrodzenie od rządu irackiego, a ten z kolei dostawał i nadal otrzymuje pomoc finansową ze strony USA na szkolenie swojej armii. Można więc założyć, że część tych środków przeznaczona jest także na płace dla kontraktorów, którzy – jak potwierdzają to także inne przykłady – są stale zatrudniani w wielu krajach świata zarówno w czasie wojny jak i w czasie pokoju.

Fot. eyreinternational.wordpress.com

Czytany 6164 razy