środa, 18 styczeń 2012 06:49

Jakub Bizoń: Czym się płaci za ropę?

Oceń ten artykuł
(16 głosów)

oil_dollar  Jakub Bizoń

„Iran jest o krok od zrealizowania programu nuklearnego dzięki któremu będzie mógł wyprodukować broń jądrową” - taki komunikat wydali eksperci z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Iran zdaje się posiadać już, skuteczną w wymiarze geopolitycznym, broń, której najbardziej obawia się USA i nie jest to broń jądrowa...

Obecnie rozliczeń za ropę można dokonywać jedynie w dolarach. Ponieważ każdy kraj na świecie kupuje ropę, musi przez ten fakt posiadać rezerwy w tej walucie, za które można ten surowiec nabyć. Dzięki temu dolar jest najpotężniejszym pieniądzem rezerwowym, a USA nie musi obawiać się inflacji, gdyż każda ilość wydrukowanego dolara natychmiast znajduje chętnych nabywców. Tym sposobem cały świat finansuje deficyt USA. Gdyby pozbawić dolara tego statusu, imperium amerykańskie rozsypałoby się niczym domek z kart.

Irak – Libia – Iran (Syria)

W Iraku i Libii mieliśmy do czynienia z systemem socjalistycznym. Religia znajdowała się poza regulacją państwową. W Iranie jest odwrotnie. Konstytucja Islamskiej Republiki Iranu opiera się na zasadach i naukach tej wiary. Co zatem stanowi spoiwo łączące te trzy państwa? Wszystkie trzy starały się pozbawić dolara hegemonii na rynkach rozliczeń finansowych.

Irak – Saddam Husesjn wprowadził w życie swój zamysł, by za iracką ropę trzeba było płacić nie w dolarach, lecz w euro. Kilka miesięcy później niezależni eksperci dowodzili, że Irak posiada broń masowego rażenia, której użycie wydaje się wysoce prawdopodobne. USA szybko odpowiedziało operacją „Szok i przerażenie”. Nie mały również szok wywołała nieco później w opinii publicznej informacja, że Irak nie posiadał takiej broni, o której mówiły raporty. Po pojawieniu się kolejnych doniesień o możliwości spreparowania powyższych informacji, by dać pretekst do ataku, David Kelly – ten który dostarczał informacje na ten temat brytyjskiemu premierowi Tonemu Blairowi – popełnił samobójstwo. W efekcie inwazji Iracka giełda ropy została zatrzymana, operacje w euro anulowane i znowu można było za ropę płacić tylko dolarami.

Libia – Muammar Kaddafi miał inny środek, którym chciał się posłużyć do osłabienia światowej dominacji dolara – było nim złoto. Przywódca Libii opracował plan powołania do życia nowej waluty – złotego dinara. Miała to być waluta, w której zapłaty za ropę domagałyby się wszystkie kraje afrykańskie. Złoto, jako środek rozliczeń za ropę, mogło wywołać wielkie problemy nie tylko w USA, ale także w całej Europie. Żaden kraj bowiem nie posiada obecnie rezerw tego pierwiastka, przekraczających więcej niż kilka procent „wyprodukowanych” przez siebie pieniędzy. Na ostatnim zjeździe Unii Afrykańskiej, w którym uczestniczył Kaddafi, plan powołania nowej waluty poparły niemal wszystkie państwa z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej, która kategorycznie odrzuciła ten pomysł. Tymczasem „arabska wiosna ludów”, która bardzo szybko dotarła do Libii, ostatecznie pogrzebała szansę na powołanie do życia, nowej waluty.

Iran i Syria – Iran zdaje się posiadać już broń, której najbardziej obawia się USA. Nie jest to broń jądrowa, ale Irańska Giełda Naftowa. Od 14 lutego 2008 r. rozliczenia za irańską ropę są przyjmowane są nie tylko dolarach, ale i w euro, a prawdę mówiąc w zasadzie istnieje możliwość zapłaty na ten nośnik energii w dowolnej walucie świata. Niedawno pojawił się pomysł w kongresie USA, by zdusić gospodarkę Iranu, uniemożliwiając jej sprzedaż ropy. Rodzi się pytanie, czy chodzi o zahamowanie sprzedaży ropy, czy o zahamowanie jej sprzedaży za inną walutę niż dolar?

Z możliwości kupna ropy w innej walucie cieszy się z pewnością Państwo Środka. Chińczycy z jednej strony obawiają się spadku wartości dolara, ale z drugiej są zadowoleni z faktu, że pojawia się szansa, by gromadzić rezerwy nie tylko w jednej walucie. Dywersyfikacja bowiem zawsze jest wskazana – niezależnie czego dotyczy. Nic dziwnego zatem, że Chiny dają głośny wyraz poparcia dla Teheranu i sprzeciwiają się jakiejkolwiek interwencji ze strony USA. Rosja także zajmuje przychylne stanowisko wobec Iranu. Jej przychylne nastawienie prawdopodobne wynika z prac toczących się wokół powstającej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Gdyby EAU powołała własną walutę, możliwość dokonywania rozliczeń za ropę właśnie w nowej walucie związkowej byłaby niesłychanie istotna. Łatwo wyobrazić sobie bowiem scenariusz, w którym waluta EUG jest w transakcjach wymieniana na dolara, a tym samym staje się celem ataku spekulacyjnego w celu jej maksymalnego osłabienia.

W kontekście Iranu pojawia się jeszcze jeden aspekt – jest nim Syria. Rząd syryjski nie przedstawił planu, który mógłby zagrozić pozycji dolara, ale tak się złożyło, że rozpętana „arabska wiosna ludów” zawitała do Syrii – USA mają teraz poważny problem. Syria stanowi ostatnią bazę morską w tym rejonie świata, jaką posiada jeszcze Rosja, która wraz z Chinami stoi murem za władzami w Damaszku. Tymczasem międzynarodowa opinia publiczna domaga się, by USA dołożyły starań w celu zaprzestania walk na ulicach Syrii. Stany Zjednoczone, aby móc zaangażować się bardziej w sprawę Iranu, muszą najpierw uporać się z Syrią – a to wydaje się wieść prostą drogą do konfliktu z Rosją i Chinami. Kraje te już zapowiedziały, że nie poprą żadnej rezolucji NATO na wzór podjętej w kwestii Libii, gdyż uważają, że poprzednim razem mandat NATO został przekroczony.

Co dalej?

Na chwilę obecną wydaje się, że USA znalazły się w patowej sytuacji. Nie może zaatakować Syrii, a bez uporania się z tym państwem, nie mogą w pełni zaangażować się w konflikt z Teheranem. Tymczasem Izrael coraz silniej naciska na Amerykę, by ta podjęła interwencję zbrojną względem państwa perskiego. Możliwym zatem wydaje się scenariusz, że tym razem to nie USA, ale sam Izrael dokona interwencji. Z punktu widzenia strategii geopolitycznej, takie posunięcie miałoby dla USA same plusy:

- Waszyngton nie musiałby się wdawać w konflikt z Rosją, a co gorsza ze swym największym państwowym wierzycielem – Chinami;

- budżet USA nie poniósłby kolejnych miliardowych obciążeń związanych z wydatkami wojennymi;

- USA przywróciłyby na Irańskiej Giełdzie Naftowej wyłącznie własną walutę bez bezpośredniego angażowania się w konflikt;

- opinia publiczna otrzymałaby wyraźną informację, że jedynym powodem ataku była obawa Izraela o zagrożenie własnego bezpieczeństwa ze strony Iranu;
- potencjalna wojna izraelsko-irańska mogłaby zyskać statut konfliktu lokalnego, a nie globalnego, co pozwoliłoby uniknąć powstawania kolejnych napięć pomiędzy USA a innymi państwami zarzucającymi im ciągłe doprowadzanie do konfliktów zbrojnych.

Prezydent USA Barack Obama 16 grudnia 2011 r. powiedział: „Militarna interwencja w Iranie planowana jest przez Pentagon od ponad ośmiu lat. (…) Kiedy sponsorowana przez USA wojna nuklearna staje się ‘instrumentem pokoju’, popieranym i akceptowanym przez światowe instytucje i najwyższe władze z ONZ włącznie, nie ma już odwrotu: społeczność ludzka niewątpliwie została pchnięta gwałtownie ku samozniszczeniu.”

Czy to zapowiedź wybuchu III wojny światowej? Gerald Celente – jeden z pionierów strategii trendów, który od 1980 r. przedstawia prognozy w oparciu o ponad 300 dziedzin z zakresu polityki, finansów, ekonomii, środowiska naturalnego czy kultury popularnej, powiedział w wywiadzie, że właśnie atak na Iran może do niej doprowadzić. Pozostaje mieć nadzieję, że ten światowej klasy ekspert jednak się myli, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby to żadnego ataku tym razem nie doszło.

Tekst zamieszczony również na blogu autora Invest-Blog.pl

Czytany 10621 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04