niedziela, 07 luty 2016 20:00

Info ECAG: Kulawy estoński przykład

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Info ECAG

Estonia bywa przywoływana w Polsce jako przykład udanej transformacji w duchu neoliberalnym. Niestety (zwłaszcza dla Estończyków) obraz ten jest z gruntu nieprawdziwy, a rzekomy prymus Pribałtiki znowu dotknięty jest kryzysem – przede wszystkim ze względu na swoją ogromną wrażliwość na sytuację międzynarodową i niską samodzielność własnej gospodarki.

Recesja i towarzyszące jej inne niekorzystne zjawiska społeczne (jak znaczna redukcja liczby miejsc pracy) dotarły nad Zatokę Fińską wraz z problemami ekonomicznymi całego makroregionu (w tym m.in. Finlandii). Przede wszystkim jednak są to konsekwencje wojny handlowej z Rosją, w której Estonia uczestniczy gorliwie, wraz z resztą państw Unii Europejskiej. Skoro zaś aż 27% estońskiego eksportu trafiało dotąd na rynki fiński i rosyjski – wówczas rosnąca zadyszka Tallina jest tym bardziej zrozumiała.

W ciągu roku wolumen eksportu Estonii spadł o 6%, podczas gdy wielkość przywozu do Estonii – o 10%. Jednocześnie obroty towarowe między Estonią a Rosją przez 2015 r. spadły o 42%, zaś Ministerstwo Spraw Gospodarczych i Komunikacji Republiki Estońskiej przewiduje, że spadek zdolności nabywczej Finów w niedalekiej przyszłości mieć negatywny wpływ także na sektor handlu w Estonii. Obroty przeładunkowe portu w Tallinie (podobnie jak i innych estońskich portów) zmniejszyły się o jedną czwartą w porównaniu do  roku 2014. Wojna handlowa dotknęła przede wszystkim miejscowe mleczarstwo (którego eksport tylko w pierwszej połowie 2015 r. praktycznie się załamał, ze spadkiem 38%. Na pogorszeniu sytuacji międzynarodowej i zagrożeniu wojennym ucierpiała również turystyka (spadek o 14% – a ubytek spowodowała głównie absencja przybyszy z Rosji).  

Reasumując – wzrost gospodarczy z prognozowanego 1% PKB – wyhamował dokładnie do zera. Oczekiwania na rok 2016 mówią wprawdzie znowu o osiągnięciu 2%, jednak, tak jak i poprzednie – wydają się grzeszyć nadmiernym optymizmem, a Estończycy mają słuszne powody do obaw, że powtórzy się czarny scenariusz z lat 2008–2009, kiedy to PKB spadło o 18,3% Zwolnienia dotykają zwłaszcza branży energetycznej, a porozumienia, na podstawie których Estonia kupuje prąd ze Skandynawii (hołdując własnej odmianie mitu o „dywersyfikacji i bezpieczeństwie energetycznym), a zatem – co zarzucając m.in. związkowcy – „finansuje miejsca pracy w Szwecji i Finlandii”, redukując je jednocześnie u siebie.

Podobieństw do sytuacji Polski jest zresztą więcej – Tallin również zamiast ekonomią woli zajmować się geopolityką na poziomie przedszkolnym, a młodziutki (ledwie 37-letni) premier Estonii Taavi Rõivas już zapowiedział wydanie 40 mln euro na budowę na terytorium kraju stałych baz na potrzeby wojsk amerykańskich, gorliwie też uczestniczy w zrzutkach na unijną „politykę imigracyjną”. To jednak wywołuje kolejne (obok socjalnych) napięcia społeczne. Tylko w sobotę, 6 lutego ulicami estońskiej stolicy przeszedł przeszło 30-tysięczny marsz przeciwników imigracji).

Fot. confidencial.e-noticies.es

Czytany 4780 razy