poniedziałek, 26 sierpień 2013 09:13

Gruzja: do NATO, ale bez gorączki

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

geor_usa  Info ECAG

Wizyta ministra obrony Gruzji Iraklija Alasanii w USA przyniosła podtrzymanie atlantyckiego kursu Tbilisi – ale jednocześnie rozczarowała wszystkich liczących na wzrost anty-rosyjskiej atmosfery zarówno w samym państwie gruzińskim, jak i wśród jego zachodnich sojuszników. 

W ekipie Bidziny Iwaniszwilego I. Alasania uchodzi nieomal za jastrzębia, stąd zaprezentowana przez niego umiarkowana linia zawiodła amerykańskich antyrosyjsko nastawionych gruzińskich neokonserwatystów. Minister obrony Gruzji zapowiedział bowiem m.in. współpracę z Rosją przy zapewnianiu bezpieczeństwa podczas Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Odbiega to wyraźnie od stanowiska prezentowanego choćby przez zwolenników Micheila Saakaszwilego wzywających a to do bojkotu rozgrywek, a to do masowych protestów, a po cichu wręcz wyrażających nadzieję na zakłócenie święta sportu np. przez zaognienie sytuacji na Kaukazie.

I. Alasania kategorycznie odrzucił też możliwość militarnego rozwiązania problemu Abchazji i Osetii Południowej. Jak podkreślił minister – „Gruzja nie widzi bezpośredniego zagrożenia mogącego doprowadzić do eskalacji konfliktu w regionie”, chociaż "jednostronne wytyczenie" granicy Osetii Południowej z pewnością sytuacji nie upraszcza. I. Alasania opowiedział się za drogą „reintegracji gospodarczej, w tym realizacji wspólnych projektów infrastrukturalnych.

Mówiąc o Rosji I. Alasania przyznał, że „nie mamy złudzeń co do tego, że Rosja zmieni swoje stanowisko w kwestii integralności terytorialnej Gruzji i naszego zamiar przystąpienia do NATO, ale jesteśmy gotowi przywrócić pełne, wzajemne stosunki polityczne, handlowe i gospodarcze".
Z drugiej jednak strony minister powtórzył tradycyjne już gruzińskie zaklęcia o „dążeniu do strategicznego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi” – choć zwróciło uwagę, że w przeciwieństwie do M. Saakaszwilego nie potraktował tej opcji jako stanu, który już jest faktem. I. Alasania w rozmowach z amerykańskim sekretarzem obrony Chuckiem Hagelem poruszył kwestię udziału gruzińskich żołnierzy w operacjach w Afganistanie i zapowiedział rozwój współpracy wojskowej między obu krajami, zwłaszcza w zakresie szkolenia, infrastruktury i logistyki. Minister zaznaczył, że opcję proatlantycką popiera 75% Gruzinów, a Tbilisi oczekuje, że terminarz wchodzenia do Paktu mógłby ustalony już na jego przyszłorocznym szczycie.

I. Alasania to polityk bez wątpienia prozachodni, dla ekipy B. Iwaniszwilego stanowiący wygodną osłonę przed wątpliwościami Waszyngtonu, wciąż szukającego śladów prorosyjskiego zwrotu w polityce Gruzji. Ze względu na sytuację wewnętrzną – tak radykalna zmiana wciąż wydaje się być niemożliwa do przeprowadzenia szybko. Jednocześnie jednak zaszczepione Gruzinom w poprzedniej dekadzie poczucie zagrożenia przez Rosję – ustąpiło już chyba na dobre refleksji o osamotnieniu w obliczu potężnego sąsiada, z którym zwyczajnie trzeba się dogadać. W tym sensie właśnie wizyta I. Alasanii w USA odbiegała od standardowych dotąd „lennych hołdów” składanych przez M. Saakaszwilego pod pozorem „strategicznego partnerstwa”. Podtrzymując pronatowski kierunek polityki zagranicznej – rząd gruziński zaznacza jednak wyraźnie, że do żadnych działań antyrosyjskich tym razem wykorzystać się nie da. I to jest zmiana nie tylko znacząca, choć nie rzucająca się w oczy – ale i stanowiąca dobrą wiadomość dla całego Kaukazu i Zakaukazia.

(karo)

Czytany 2382 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04