sobota, 02 kwiecień 2011 10:57

Łukasz Reszczyński: Trudna debata

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ku_Nowej_Europie


  Łukasz Reszczyński

Zamiast recenzji: Leszek Sykulski, Ku nowej Europie. Perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji, Instytut Geopolityki i Alfa24, Częstochowa 2011, 122 ss.

Najnowsza praca Leszka Sykulskiego to zwiastun umacniania się, alternatywnej dla skostniałej koncepcji geopolitycznej państwa polskiego, opcji. Koncepcja bloku kontynentalnego, oraz perspektywa sprzyjania nie tylko dobrym kontaktom z Rosją, ale również umacnianiu jej kooperacji z Berlinem i Paryżem to poglądy z pewnością niepopularne w Polsce. Przez niemal połowę poprzedniego stulecia geopolityczna egzystencja naszego kraju nakierowana była na przerwanie tego, określanego przez autora mianem kontynentalnego kręgosłupa, połączenia. Największe emocje budzi z pewnością idea sprzyjania relacjom Berlina z Moskwą, który to układ w Polsce jednoznacznie kojarzony jest z zagrożeniem. Historia dwudziestolecia międzywojennego może potwierdzać te obawy, jednak nowe okoliczności (członkostwo w NATO, UE oraz fakt, że Polska nie jest „świeżo upieczonym” niepodległym państwem) mogą sprzyjać większej pewności siebie Warszawy. „Kręgosłup” ten w ostatnim czasie wyraźnie się odbudowuje, co powinno być dostatecznym bodźcem dla działań w tej kwestii.

 

Propozycje Leszka Sykulskiego to istotne novum w debacie na temat polskiej egzystencji geopolitycznej, jak również całego kontynentu europejskiego. Obecna sytuacja, zarówno naszego kraju, jak i całej Unii Europejskiej wymusza rozmowy nad tym problemem, gdyż współczesna strategia (a raczej jej brak), stawia Wspólnotę (w tym również i Polskę) na równi pochyłej, co źle wróży zarówno polskim jak i unijnym aspiracjom geopolitycznym.

Autor zarysowuje ogólny model (choć idea bloku kontynentalnego ma już swoją historię) totalnego przewartościowania zamysłów geopolitycznych całego europejskiego kontynentu. Głównym komponentem tej zmiany ma być Rosja, której strategiczny sojusz z Unią Europejską ma być „[...] niezbędnym preludium do stworzenia Bloku Kontynentalnego, jednej z największych, jeśli nie największej koncepcji geopolitycznej w historii świata.” Propozycje te nie powinny być jednak traktowane jako pewnik i konkretny układ zapewniający powodzenie przyszłych założeń. Praca Leszka Sykulskiego winna stanowić preludium do intensywnej debaty nad potrzebą zreorganizowania światowego układu geopolitycznego, który ma być szansą dla polepszenia pozycji Europy, a tym samym również i Polski. Nie można traktować proponowanego modelu jako całości, która miałaby nagle zacząć obowiązywać. Sam autor zresztą wyróżnia pewne etapy w tej strategii (na początek Rosja, później Japonia, co w efekcie pozwoli skierować się w kierunku Afryki oraz Oceanu Indyjskiego).

Z perspektywy Polski warto na początek skupić się na naszym najbliższym, geograficznym otoczeniu. Autor słusznie zauważa, że „[...] wyodrębnianie [...] regionu Europy Środkowej jako odrębnego bytu geopolitycznego jest pozbawione jakiegokolwiek sensu”. Ponownie w ocenie tej sytuacji pomocny okazuje się okres międzywojennego dwudziestolecia, który w sposób najbardziej skrajny obnażył sprzeczne z polskimi ambicjami mechanizmy geopolityczne rządzące tym regionem. Idea wyodrębnienia „III Europy”, której przewodzić miałaby Polska jest nierealna, chociażby ze względu na państwa półwyspu bałkańskiego, które nigdy nie posiadały silnych związków z Warszawą. Rozczłonkowanie Europy Południowo – Wschodniej poprzez mozaikę wpływów światowych mocarstw stanowi najskuteczniejszą barierę wobec polskich zamiarów (które obecnie mają charakter jedynie symboliczny). „Nowe Międzymorze” (Paryż, Berlin, Warszawa, Moskwa, Ankara, Rzym) wydaje się jednak również koncepcją wewnętrznie sprzeczną. Włączenie doń państw mających tworzyć „kręgosłup” bloku kontynentalnego (Francja, Niemcy, Rosja) marginalizuje jego znaczenie. Wydaje się, że słusznym pomysłem mogłoby być stworzenie alternatywnej osi, która równoważyłaby i ograniczała tym samym ewentualne zapędy mocarstwowe państw „kręgosłupa”.

clip_image002

Zdjęcie za: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Europe_topography_map.png&filetimestamp=20080612084157

Idea ta, poszerzona o Szwecję (Sztokholm, Warszawa, Budapeszt, Belgrad, Rzym, Bukareszt, Ankara), nawiązuje do włoskich planów przeciwdziałaniu nadmiernemu wzrostowi znaczenia geopolitycznych wpływów III Rzeszy w okresie międzywojennym. Jej nieco zmodyfikowana odsłona stanowiłaby swoiste zabezpieczenie dla objętych nią krajów, a także mogłaby być szansą dla Polski na wzmocnienie swojej geopolitycznej pozycji (Warszawa wraz Ankarą mogłyby odgrywać w niej główne role). Umocnienie i późniejsza konsolidacja obydwu osi, w przyszłości znacznie wzmacniałaby „geopolityczny kręgosłup” kontynentu euroazjatyckiego (poszerzonego w perspektywie również o Tokio). Podstawą myślenia o geopolitycznej egzystencji „alternatywnego kręgosłupa” jest jednak wyczyszczenie tego obszaru z wpływów amerykańskich, które skutecznie przeciwdziałają jego konsolidacji.

Problem ten w stosunku do Europy Środkowo–Wschodniej wskazuje również autor. Przykład destrukcyjnej działalności Waszyngtonu najlepiej obrazuje przykład bałkański. Stany Zjednoczone umocniły tam swoje przyczółki (Kosowo, Albania, a także Macedonia), które stanowią znakomite pomosty dla eksportu amerykańskich interesów w głąb kontynentu. Podtrzymywanie permanentnego kryzysu na Bałkanach (obecnie najwyraźniej zarysowanego w Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie) skutecznie dystansuje geopolityczne ambicje Unii Europejskiej, która nie mogą zapanować nad własnym, geopolitycznym „podwórkiem”, nie jest w stanie awansować w światowym układzie geopolitycznym. Zgubne jest również postrzeganie przez Brukselę zbieżności jej interesów na Bałkanach z interesami amerykańskimi (są one całkowicie przeciwstawne).

W założeniach autora blok kontynentalny winien dzielić się na kilka „megaregionów”, w czym należy upatrywać szansy na polityczny awans państw pokroju Polski. Wyróżniony przez autora megarregion północno – wschodnioeuropejski stałby się zatem naturalnym, geopolitycznym środowiskiem funkcjonowania dla naszego kraju (tożsamym z ideą północno – południowego kręgosłupa). Pozornie znacznie osłabia to początkowo naszą pozycję w tym układzie, ze względu na dołączenie do niego chociażby państw skandynawskich.  Dialog Warszawy ze Szwecją pokazuje jednak, że z partnerami tego pokroju jesteśmy w stanie współpracować na równych zasadach.

Debata na temat bloku kontynentalnego w Polsce jest i będzie kwestią niezwykle trudną. Nie sprzyjają jej wciąż mocno zakorzenione anglosaskie interesy w naszym kraju. Problemem są również obecne w politycznym myśleniu w naszym kraju mocarstwowe zapędy, czerpane szczególnie chętnie z idei okresu międzywojennego, które obecnie pozbawiają realnej oceny własnych możliwości (nie oznacza to, że Polski w sensie geopolitycznym nie stać na więcej. Rozpoczęcie pracy nad umacnianiem swojej pozycji winno jednak zaczynać się z odpowiedniego pułapu). Nie przekonuje o tym nawet fakt, że idea prometejska, która w dwudziestoleciu miała swoje jak najbardziej uzasadnione przesłanki oraz realne szanse powodzenia, obecnie nie pasuje do nowej rzeczywistości geopolitycznej regionu wschodnioeuropejskiego. Słusznie zauważa autor, że Partnerstwo Wschodnie „[...] jest w swojej istocie obliczone na podział Kontynentu, a nie jego integrację”. Zasadniczy problem rozbija się zatem o postrzeganie przez polskie elity polityczne i społeczeństwo relacji z Rosją. Pryzmat tragicznej historii obydwu narodów jest jedyną do tej pory perspektywą, z jakiej postrzega się wschodniego sąsiada w Warszawie. Idea bloku kontynentalnego, a w jego ramach nastawienie na polityczno–gospodarcze zbliżenie z Moskwą nie zakłada oczywiście wiernopoddańczego układu relacji na linii Kreml – Warszawa. Rozliczenie zbrodniczej przeszłości jest jak najbardziej istotne w kontekście bilateralnych relacji między naszymi narodami, jednak priorytet ten powinien ustąpić miejsca egoistycznym pobudkom polskich celów geopolitycznych, które w kontekście przyszłości kraju są zdecydowanie istotniejsze (przewartościowanie w relacjach z Rosją nie oznacza zmarginalizowania problemu historii, a jedynie jego przesunięcie na inną platformę).

Idea bloku kontynentalnego budzi emocje, co wydaje się normalną reakcją na rozwiązania, mogące śmiało być określanymi mianem rewolucyjnych. Choć idea ta nie jest nowa, to jednak obecny układ geopolityczny świata wydaje się wyjątkowo sprzyjać podjęciu wysiłku na rzecz jego realizacji. Uwolnienie kontynentu europejskiego od niekiedy agresywnych interesów anglosaskich jest zadaniem, które winno stać się priorytetem w walce o konsolidację kontynentu europejskiego, zarówno pod względem politycznym, kulturowym, gospodarczym jak i geopolitycznym. Rosja, w myśl zasady „przyjaciół trzymaj blisko, wrogów daleko” jest naturalnym kierunkiem zainteresowania Europy. Jak podkreśla Leszek Sykulski, istnieje wiele zbieżnych zagrożeń wobec obydwu podmiotów, które niejako łączą ich cele geopolityczne. Należą do nich chociażby „rywalizacja gospodarcza z dwoma najsilniejszymi ośrodkami siły współczesnego świata – USA i Chinami”. Europa może być silnym podmiotem geopolitycznej szachownicy, jednak podstawowym warunkiem jest emancypacja spod oddziaływania Stanów Zjednoczonych.

Ważne powinno stać się również wyznaczenie pewnego pułapu kooperacji z Rosją w ramach tworzenia bloku kontynentalnego (przynajmniej początkowego). Ze względów ekonomicznych chociażby, proces ten musi zostać odpowiednio zaplanowany w czasie i możliwie maksymalnie wyzbyty z ryzyka uzależnienia jednej ze stron od drugiej.

Z pewnością nie sposób przewidzieć długości trwania procesu tworzenia bloku kontynentalnego. Na powodzenie jego realizacji wpływa zbyt wiele czynników aby takie przypuszczenia można było wysnuwać, trudno również określić stan wzajemnych relacji geopolitycznych, które można by zweryfikować jako istnienie bloku.

Wypada nie zgodzić się z autorem w jednej kwestii: dotyczącej perspektywy włączenia Turcji do Unii Europejskiej. Według Leszka Sykulskiego: „Turcja powinna zostać przyjęta do Unii Europejskiej z dwóch powodów. Po pierwsze pozwoliłoby to utrwalić politykę tego państwa w oderwaniu od wpływów USA i umożliwiłoby większy wpływ Unii Europejskiej na proces stabilizacji Bliskiego Wschodu (w miejsce USA)”. Włączenie tak poważnego geopolitycznie podmiotu w ramy europejskiej Wspólnoty zdecydowanie zagraża budowaniu wewnątrzunijnej spójności, która tak potrzebna jest dla idei budowy bloku kontynentalnego.  Turcja, jako kraj unijny, z wciąż silnymi wpływami amerykańskimi (choć konsekwentnie ulegającymi erozji w ostatnim czasie) stanowiłaby dla Unii największy destrukcyjny sworzeń, mogący funkcjonować w dużo bardziej skuteczny sposób niż kraje regionu środkowoeuropejskiego. Nie oznacza to jednak, że Turcję należałoby wykluczyć z koncepcji bloku. Z perspektywy korzyści geopolitycznych byłoby to działanie nielogiczne, co zresztą podkreśla autor. Budowanie koncepcji bloku kontynentalnego powinno być obecnie nastawione główne w kierunku rosyjskim. Polepszanie relacji z Rosją, sprzyjać będzie proporcjonalnie umacnianiu relacji z Turcją, która niewątpliwie będzie zainteresowana współpracą na swoich dwóch podstawowych kierunkach strategii geopolitycznej. Na tym polu również rysuje się geopolityczny front, na którym aktywnie powinna działać Warszawa.

Przeczytaj również inne recenzje tej pozycji:

Marcin Domagała: Na drodze budowy Bloku Kontynentalnego

dr Radosław Domke: W stronę osi Paryż-Berlin-Moskwa

Witold Szirin Michałowski: Geopolityka elit Europy

dr Mateusz Piskorski: Którędy do celu?

Piotr A. Maciążek: „Ku Nowej Europie...” czyli geopolityczna wykładnia marksizmu

dr Robert Potocki: Wielka Europa jako koncepcja geopolityczna?

Ronald Lasecki: Świt Wielkiej Europy

Czytany 8396 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04