sobota, 26 marzec 2011 09:52

Witold Szirin Michałowski: Geopolityka elit Europy

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Ku_Nowej_Europie


  Witold Szirin Michałowski

Recenzja: Leszek Sykulski, Ku Nowej Europie: perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji, wydawnictwa: Instytut Geopolityki i Alfa24, Częstochowa 2011, 122 ss.

Joseph Alexandre Saint-Yves d’Alveydre (1842-1909) – ekscentryczny okultysta był nie tylko kabalistą i marynistą, ale też zupełnie serio, przez ówczesne „elity”, traktowanym autorytetem, twórcą pojęcia synarchii - utopii zakładającej trójpodział władzy, zjednoczenie wszystkich religii, a także prawicy i lewicy pod wspólnym sztandarem. W 1886 ukazała się jego Misja Indii w Europie. Z dzieła dowiedzieć się można, nie tylko że słowo „Agharta” znaczy „niedostępny dla gwałtu i nieosiągalny dla anarchii”, ale i również, że ludzkość miała do czynienia z „celtyckim geniuszem Ramy”. Nie wszyscy jednak zgadzali się z opiniami w rodzaju: "Narody centralnej Azji żywią ogromną sympatię do Rosji i jej cara… Głębokie uczucie religijne Rosjan, pociąg ich do okultyzmu, ich język, legendy, proroctwa, hermetyczne tłumaczenie Pisma Świętego zachowanego u pewnych sekt wskazują na intelektualny i socjalny ich związek z Azją ....Ileż to krwi, płaczu i szlochania, nieutulonego żalu i rozbratu usunięto by, gdyby Rosjanie dzięki temu Zakonowi połączywszy się z Anglią i Europą, wszyscy wspólnie pomogli narodom Azji stworzyć z nami wielki święty Związek... (opr. Karola Chobota, Katowice 1921).

 

Od naszych, rzekomo słowiańskich, braci zza wschodniej granicy Białorusi zawsze więcej nas dzieliło, niż łączyło. Zdawał sobie sprawę z tego nie tylko Adam Mickiewicz. Tak chyba będzie nadal. Mieszkańcy kraju nad Wisłą uważają, że ich korzenie sięgają nie tylko Sarmatów, ale i greckorzymskiej, judeochrześcijańskiej cywilizacji basenu Morza Śródziemnego. Cywilizacji, której fundament stanowiło prawo własności do ziemi. Na wschód od granic Rzeczypospolitej Obojga Narodów przez wiele wieków zaś obowiązywały prawa własności, odziedziczone po ludach Wielkiego Stepu. Związane były z własnością posiadania koni, baranów i kobiet. Wypalane rozgrzanym żelazem, nie tylko na końskich zadach, tamgi, dały rzekomo początek znacznej ilości herbów polskiej szlachty.

Question de l‘Alliance Franco-Russe niejakiego Mikołaja Notowicza opublikowano w 1880 r. Inspirowana przez carską Ochranę idea, aby Rosjanie dzięki temu Zakonowi połączywszy się z Anglią i Europą, wszyscy wspólnie pomogli narodom Azji stworzyć z nami wielki święty Związek zdążyła przez minione 130 lat zapuścić korzenie dość głęboko.

Car Mikołaj II jak i Włodzimierz Lenin też nie mieli nic przeciwko temu, aby kozackie konie mogły pławić się w ciepłych wodach Oceanu Indyjskiego, a Mikołaj Roerich - malarz i pod koniec życia agent bolszewicki - został kandydatem na kolejną reinkarnację tybetańskiego Dalaj Lamy.

Ogromną szkodą jest, że Leszek Sykulski - autor książki Ku nowej Europie. Perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji zapomniał, że historia magistra vitae est. Nie zamierzam przywoływać mniej lub bardziej znanych autorytetów, których nazwiska już zetlały na dawno nieodkurzanych półkach bibliotek najróżniejszych uczelni, ani tych którzy obecnie usiłują robić kariery jako niezależni eksperci - dobrze opłacani przez Gazprom.

Muszę stanowczo zaprotestować jednak przeciwko głównym tezom autora, zawartym w ostatnim fragmencie jego ksiązki. Widzi on bowiem obecną Polskę, jako pomost między podzielonymi częściami kontynentu... zwornik obszaru od Lizbony po Władywostok.

Jest chyba nieporozumieniem założenie, że panmongolska idea Imperium Azjopy którą jeszcze w początkach ubiegłego wieku usiłował wdrażać baron Roman Ungern von Sternberg na rosyjskim dalekim wschodzie, jest nadal godna realizacji. To, że niektórzy z doradców obecnego premiera Rosji uważają, że naturalna granica Azjopy osiągnie izotermę stycznia, przebiegającą doliną rzeki Ren, to już zupełnie inna sprawa, kwalifikująca ich niewątpliwie do poddania intensywnej opiece lekarskiej.

Mongołowie podbijając wschodnio-słowiańską dzicz i sprawując przez blisko trzy wieki nad nią kontrolę, przenieśli na obszar Europy Wschodniej z Chin nie tylko wojenne know-how na najwyższym wówczas poziomie w zakresie stosowanej broni: z rakietową, bakteriologiczną i psychotronową włącznie ale również zaliczany do art gobernandum system urtonowej łączności, podatków, prawo i powszechną tolerancje religijną. Tolerancję, której społeczeństwa chrześcijańskiej Europy, winne „holokaustom” towarzyszących wojnom religijnym, wyprawom krzyżowym, ”nawracaniu” Indian, zagładzie mieszkańców Irlandii, Żydów czy najbardziej okrutnym – lodowym, za który odpowiedzialność ponoszą niestety Rosjanie, nie potrafiły nigdy osiągnąć.

Przybysze z Azji centralnej zaszczepili w mentalności antenatów władców Kremla i obecnych decydentów, rezydujących w mieście, którego nazwa ma przecież mongolskie pochodzenie (Moskwa, to inaczej strumień płynący przez bagna), unikalną umiejętność wojny psychologicznej. Wojny, która w XXI wieku może mieć decydujące znaczenie, bo najgroźniejszą stosowaną na niej powszechnie dostępną bronią będzie... laptop i telefon komórkowy. O tym, jak taka broń potrafi być skuteczna, świadczą chociażby tylko ostatnie wydarzenia w Afryce Północnej. Co było do przewidzenia, to cena baryłki ropy z poziomu ca 70 USD wkrótce osiągnie wartość blisko dwukrotnie wyższą. W ślad za nią będzie podążać cena gazu, wydobywanego na terytorium syberyjskiej kolonii.

Leszek Sykulski nie mógł przewidzieć takiego rozwoju wydarzeń. Natomiast jest ewidentnym nieporozumieniem, że swojej książki nie wyposażył w szkicową mapę rurociągów, znajdujących się na terytoriach obecnie zajmowanych przez Federację Rosyjska. Nie poinformował również czytelników, że gazowe i płynne węglowodory w przeważającej mierze nie są wydobywane na obszarach etnicznie rosyjskich, a władcy Moskwy pobierają za nie haracz. Co to słowo znaczy – warto porównać z wpisem w Wikipedii [1]. Nie ma on zbyt wiele wspólnego z kosztami wydobycia tego rodzaju surowców.

Wspomniany przeze mnie niedawno na łamach Półrocznika Geopolityka Apoloniusz Zarychta [2] - polski geopolityk okresu międzywojennego sformułował prawo gigantanazji - w ogromnym uproszeniu, głoszące, że w dziejach powszechnych olbrzymy, czyli wielkie organizmy państwowe, giną. Ginęły zawsze i będą ginąć. W tej sytuacji rozważania Sykulskiego o trwałych więziach kontynentalnych od Atlantyku do Pacyfiku brzmią humorystycznie. Tym bardziej, że Chiny wcześniej czy później upomną się i upomnieć się muszą o zagrabione im przez wysłanników rosyjskich carów, korumpujących ambanów - wysokiej rangi urzędników z Pekinu, ziemie południa Syberii. W kontekście tym warto przeanalizować dzieje Republiki Dalekiego Wschodu, istniejącej w latach 1920-22.

Nie lubię bawić się w wizjonera, ale przyszłość rosyjskiego społeczeństwa. które do dzisiaj nie potrafiło się uporać w swojej masie nie tylko z tym, co wydarzyło się w Katyniu, ale również z uczciwym osądzeniem „Lodowego Holokaustu”, winnego zagładzie kilkudziesięciu milionów ludzi, czy ludobójstwem w Czeczenii -  widzę raczej czarno. Nie chcę być z kolonialnym imperium w Zjednoczonej Europie, tak jak nie chciałbym być w niej z hitlerowskimi Niemcami.

Zupełnym nieporozumieniem w książce Sykulskiego są rozważania na temat ukraińskiego państwa sezonowego (Saisonstaat). Opinie na ten temat wyrażane przez kogoś, kto posługuje się tytułem prezesa Instytutu Geopolityki z Częstochowy, nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Opinie głęboko w dodatku niesprawiedliwe i chybione. Istnienie Samostijnej Ukrainy jest dla nas dużo ważniejsze niż członkostwo III RP w NATO.

Jeszcze w XIX w. dla bardzo wielu przedstawicieli naszego narodu Syberia była drugą ojczyzną. Dziś możemy i powinniśmy być w zjednoczonej Europie ambasadorami (tez to słowo jest mongolskiego pochodzenia) jej interesów. Ale Syberii racjonalnie zarządzanej przez Pekin, a nie barbarzyńsko eksploatowanej przez moskiewskich oligarchów. Już wkrótce, w szybkim zrozumieniu tej prawdy, decydentom z Berlina i Paryża pomogą ich właśni muzułmańskiej wiary współobywatele - tym bardziej, że laptopy i telefony komórkowe ma prawie każdy z nich.

Przeczytaj inne recenzje książki Leszka Sykulskiego:

____________________________________

1 http://pl.wikipedia.org/wiki/Haracz
2 Michałowski W.. S., Wspomnienie o Apoloniuszu Zarychcie, [w:] Geopolityka Półrocznik Naukowo-Analityczny Instytutu Geopolityki, nr 1 (2) 2009, Częstochowa 2009, s. 193-199, dostęp: http://www.geopolityka.org.pl/images/geopolityka_nr_2.pdf

Czytany 9279 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04