piątek, 10 czerwiec 2011 07:32

Lucyna Czechowska: Prezydencja z korzyścią dla Polski czy z korzyścią dla Unii?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

LogoPolskiejPrezydencji  Lucyna Czechowska

31 maja premier Donald Tusk zaprezentował oficjalnie Program 6-miesięczny polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w II połowie 2011 r. Co ogłoszone priorytety mówią o Polsce, a co oznaczają dla Wspólnoty?

Każda Prezydencja tyleż samo mówi o kondycji kraju, który ją sprawuje co o aktualnej sytuacji samej Unii Europejskiej. Warszawa podejmuje się tego zadania po raz pierwszy, w dodatku w charakterze lidera tria Polska – Dania – Cypr, dlatego szanse i ryzyka związane z przewodniczeniem Radzie UE zyskują tutaj na znaczeniu.

Priorytety przedłożone Wspólnocie przez wielu określane są jako ambitne. Powszechnie uważa się także, że Polacy nie skorzystają z sugestii Belgii odnośnie sprawowania skromnej i nie rzucającej się w oczy Prezydencji. Mimo ograniczeń, jakie wobec tej instytucji wprowadził Traktat z Lizbony, Warszawa wyraźnie chce jak najlepiej wykorzystać dany jej czas. To, czy podjęte działania skupione będą bardziej na realizacji europejskich czy narodowych celów, jest więc testem jej unijnej dojrzałości. 

W Programie 6-miesiecznym zaproponowano trzy główne priorytety („Integracja europejska jako źródło wzrostu”, „Bezpieczna Europa” i „Europa korzystająca na otwartości”), za którymi kryje się cały szereg szczegółowych dążeń.

Zwyczajowo część z nich wynika z postępów prac w poszczególnych dziedzinach oraz przyjętego przez UE kalendarza (np. negocjacje budżetowe, reforma Wspólnej Polityki Rolnej, finalizacja akcesji Chorwacji). Kolejne są odpowiedzią na wyzwania i potrzeby stające obecnie przed Unią (np. wypracowanie nowego modelu wzrostu gospodarczego) oraz na bieżącą sytuację na arenie międzynarodowej (np. zmiana rozporządzenia o Frontex). Pozostałe, zgodnie z przyjętą praktyką, wypływają z interesów narodowych państw tworzących trio, w tym w szczególności obszarów, które określa się jako domenę polskiego zainteresowania (np. polityka sąsiedztwa i Partnerstwo Wschodnie, solidarność energetyczna).

Do silnych stron Programu należy zaliczyć w pierwszej kolejności jego mocne osadzenie w unijnej retoryce. Choć polskie interesy narodowe można wyczytać pomiędzy wierszami, zdają się one harmonijnie współgrać z celami całej Wspólnoty (przedstawienie dużego, inwestycyjnego budżetu jako narzędzia wzrostu gospodarczego). Co więcej, wpisując się w prace europejskich instytucji (w marcu 2011 rozpoczęła funkcjonowanie Agencja Regulatorów ACER oraz wszedł w życie III pakiet energetyczny, zaś pod koniec maja Komisja Europejska przedstawiła Single Market Act – projekt reform rynku wewnętrznego), Warszawa daje dowód na to, że wie i rozumie, czym żyje obecnie Unia. Pozytywem dokumentu jest także spójność z priorytetami aktualnej, zamykającej trio Hiszpania – Belgia – Węgry, Prezydencji. Do najważniejszych punktów wspólnych obu programów należą: wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw, reforma WPR, budowa wspólnej polityki energetycznej, wspieranie procesu akcesyjnego Bałkanów Zachodnich oraz rozwój wschodniego wymiaru EPS.

Jak wiadomo, kultywowanym zwyczajem przewodniczenia Radzie UE jest podejmowanie kwestii, w których dane państwo się „specjalizuje”. Zgodnie z oczekiwaniami po obu stronach unijnej granicy, Warszawa w drugiej połowie 2011 roku poświęci sporo uwagi rozwojowi Partnerstwa Wschodniego. Kontynuacją wcześniej prezentowanych stanowisk będzie także promocja tworzenia zewnętrznej polityki energetycznej Wspólnoty.

Interesujące jest natomiast czy Rzeczypospolitej uda się poszerzyć zakres obszarów, w jakich jej zdanie uważane jest za cenne, a nawet niezbędne. W minionych latach polska gospodarka częstokroć podawana była za przykład stabilności i wzrostu w warunkach ogólnoświatowego kryzysu. To, czy Warszawa będzie w stanie pokierować odbudowywaniem konkurencyjności Europy, pokaże czy był to tylko odosobniony fenomen, czy rzeczywiście mamy krajom członkowskim do zaproponowania konkretne gospodarcze rozwiązania. Niebagatelne możliwości w tym aspekcie wiążą się także z obronnością. Zgodnie z wypowiedzią premiera Tuska, Warszawa chciałaby zainicjować debatę polityczną nad stworzeniem grupy bojowej dla całej UE i przedstawiać tworzoną przez Polskę, Niemcy i Francję grupę szybkiego reagowania (Weimarska Grupa Bojowa) jako wzorcowe rozwiązanie.

Najczęściej formułowanym zarzutem wobec priorytetów polskiej Prezydencji jest z kolei niewystarczające uwzględnienie sytuacji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Według części obserwatorów lepszym wyjściem byłaby modyfikacja Programu – jasny sygnał, że Warszawa potrafi elastycznie reagować na zmienne warunki oraz stać ją na poświęcenie czasu i energii na kwestie spoza kanonu własnych zainteresowań. Wydaje się jednak, że odsunięcie na bok długofalowych problemów niewiele by tu pomogło. Samo umieszczenie bieżących kwestii w programie nie przesądziłoby o nabyciu kompetencji do ich rozwiązania, tak samo, jak ich pominięcie nie oznacza, że próby poprawy sytuacji nie będą podejmowane. Propagowanie „Europy korzystającej na otwartości” wymierzone jest przede wszystkim przeciw głosom, aby wstrzymać proces integracji UE z jej sąsiedztwem (np. zawieszenie układu z Schengen). Polacy są zdeterminowani, aby wydarzenia na Południu nie wpłynęły negatywnie na szanse rozwojowe na Wschodzie oraz nie zniweczyły budowanej przez lata filozofii europejskiej otwartości i promowania dobrobytu po obu stronach unijnych granic.

Innym zastrzeżeniem wobec polskiej wizji Przewodniczenia Radzie UE są zbyt wygórowane ambicje. Wedle analityków każda Prezydencja tylko około 20% czasu poświęca na realizację swoich priorytetów, oddając pozostałe 80% sprawom bieżącym. Nie ulega wątpliwości, że Polska, aby wzmocnić swoją pozycję wewnątrz Wspólnoty, ujęła w Programie 6-miesięcznym wiele trudnych do zrealizowania zamierzeń. Części z nich zapewne nie uda się urzeczywistnić. Z drugiej strony wiele osiągnięć, jakie dziś uważamy za integralną część życia, kiedyś uchodziło za nader dalekosiężne. Prezydencja ma na celu niektóre wątki tylko zarysować, przygotować grunt pod ich późniejszą finalizację.

Dużo bardziej niż braku skuteczności należy się obawiać widocznej stronniczości Warszawy, która wykorzysta nadchodzące pół roku dla realizacji bardziej własnych, niż ogólnoeuropejskich priorytetów. Przepis na dobrą Prezydencję opiera się bowiem na równowadze tego, co narodowego i tego, co unijne. Im bardziej polskie cele strategiczne utożsamione będą z dobrem całej Unii, tym większe mają szansę na realizację.

Tekst jest stanowiskiem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego altz dnia 8 czerwca 2011 r.


Czytany 5960 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Przeczytaj teksty o podobnej tematyce.