niedziela, 11 wrzesień 2011 15:25

Ameryka 10 lat po zamachu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

wtc3  Bartosz Mroczkowski

Ostatnia dekada faktycznie dla USA była spełnieniem najczarniejszych scenariuszy. Zaczynając od upadku ZSRR u progu lat dziewięćdziesiątych, kiedy to przy nieudolnej władzy Jelcyna, Bush senior, a później Clinton stworzyli z USA niepodważalne i bezsprzeczne supermocarstwo, gospodarcze, militarne i technologiczne, nagle w 2001 roku, po raz pierwszy w historii (nie licząc Pearl Harbor), zostały zaatakowane na swoim terytorium. Jednak na zamach na World Trade Center składało się wiele czynników – innymi słowy, jeszcze nigdy żadne supermocarstwo nie dostało tylu wskazówek, że dojdzie do zamachu.

Początek wątku samego Osamy bin Ladena ciągnie się przynajmniej od 1993 r. Amerykańskie wojska stacjonowały w Somalii z mandatu ONZ, by chronić ludność cywilną przed „gangami żywnościowymi” – uzbrojonymi grupami religijnymi, które kradły żywność przekazywaną przez organizacje charytatywne (w tym ONZ). Dowodzone przez bin Ladena zmilitaryzowane grupy zestrzeliły w 1993 roku dwa helikoptery z amerykańskimi żołnierzami na pokładzie. Clinton natychmiast nakazał wycofać wojska, a skutkiem było przedefiniowanie strategii o angażu w konflikty zbrojne, ponieważ trudno było zrozumieć opinii publicznej, co właściwie amerykańskie wojska robiły tak daleko poza swoimi granicami. Efektem takiego rozumowania była spóźniona reakcja na masakrę w Rwandzie i w zasadzie lincz opinii międzynarodowej na amerykańskiej administracji.

Sygnały o ataku na amerykańską ambasadę w Nairobi były już znane na kilka miesięcy wcześniej przed tym wydarzeniem. Jednym z pomysłodawców był sierżant amerykańskiej armii Ali Muhamed. Miał on ogromny wpływ na rozwój organizacji w Stanach Zjednoczonych. Po zamachu na bin Ladena, to właśnie on szkolił jego prywatną ochronę, a w między czasie kilkakrotnie powracał na terytorium USA. Był koordynatorem pomiędzy terrorystami a niewidomym szejkiem – głową próby zamachu na amerykańskie mosty m.in. w San Francisco. Trenował terrorystów w obozach szkoleniowych na terenie Afganistanu, Somalii i w wielu innych miejscach. Od 1998 roku, rozpoznany, jako szpieg, przez FBI, został wtrącony do więzienia stanowego. Do dziś służy swoją wiedzą amerykańskiemu wywiadowi.

Po zamachu amerykańska administracja zdecydowała się na atak na Afganistan. Wypowiedzenie wojny odbyło się zgodnie z punktem piątym Paktu Północnoatlantyckiego. Po 2001 roku George W. Bush ze swoimi doradcami, przemodelowali zasady wojny prewencyjnej, jako wojny obronnej na obcym terytorium – bez zgody Rady Bezpieczeństwa. Amerykańskie założenia mówiły o tym, że USA mogą przeprowadzić akcję zbrojną kiedy uznają to za stosowne. Zasada „wyprzedzającego uderzenia” została wykorzystana w uderzeniu na Irak, argumentując działania, jako powstrzymanie Iraku od rozprzestrzeniania broni masowego rażenia.

Żadnej broni masowego rażenia nie znaleziono, ale Muammar Kaddafi, obserwując sytuację na Bliskich Wschodzie, sam poinformował służby wywiadowcze Wielkiej Brytanii i USA, że chce zrezygnować z programu dozbrajania w broń atomową. Było to kompletnym zaskoczeniem dla obu rządów, które nie przewidziały takiego postępowania.

Amerykanie po 9/11 byli dotknięci podwójnie. Po pierwsze, bardzo negatywnie odczuła to amerykańska gospodarka, gdyż w tym dniu odnotowano masowe spadki na giełdzie. Po drugie całkowicie przewartościowana została polityka zagraniczna. Amerykańska dyplomacja ewoluowała w stronę Bliskiego Wschodu, a jej interesy skupiały się na polityce obronnej. W tym kontekście USA nie potrzebnie zaangażowało się własnych sojuszników w Iraku. Jednocześnie doprowadzono do bardzo napiętych sytuacji z Turcją (gdy Turcy odmówili pomocy, Amerykanie nagłośnili zbrodnie ludobójstwa na Ormianach w latach dwudziestych ubiegłego wieku), Niemcami, Francją (masowe wylewanie francuskiego wina) i Rosją. Wizerunek USA w Europie podupadł, co spowodowało nader negatywne skutki dla powodzenia w realizacji swoich interesów. Amerykanie stracili sojuszników, a Rosja z Putinem na czele, bezwzględnie wykorzystując sytuację, próbowała dobić interesu handlując z USA tarczą antyrakietową w zamian za pomoc odnośnie Iranu.

Wielofrontowość amerykańskiej potęgi od tego momentu systematycznie była podważana. Dwie wojny poniosły za sobą ogromne, liczone w bilionach dolarów, koszty. Produkcja amerykańskiej gospodarki przenosiła się do Chin, które wykupywały amerykańskie obligacje – uzależniając w efekcie obydwa państwa od siebie. Dodatkowo USA przeżywała katastrofy naturalne na wschodzie kraju. Nazwana przez Busha novum, Wojna z Terroryzmem przez wielu polityków w Europie była wyśmiewana i krytykowana. Próbowano dookreślić ją jaką wojnę z głodem czy wojnę z ubóstwem, które w praktyce są nie do wygrania, co nie oznaczało, że trzeba pozostać bezczynnym na tej płaszczyźnie.

W 2008 roku doszło do krachu finansowego, w którym to kryzysie ucierpiał praktycznie cały świat, a amerykański system banków inwestycyjnych jest krytykowany do dzisiaj. Ostatni punkt zmiany świata unipolarnego w multipolarny to Arabska Wiosna Ludów. Przewartościowanie sił w stosunkach międzynarodowych, które jest widoczne od kilku lat, zaniża ocenę USA zarówno wizerunkowo, jak i gospodarczo. Na czołowych graczy wyrosły Chiny, Brazylia, Indie, Rosja i w średnim stopniu Niemcy i Francja.

Drugim elementem poza USA i ich pozycją w świecie, jest oddalenie się dialogu pomiędzy religiami. Początkowo w Europie i w USA bardzo popularne były poglądy nacjonalistyczne, krytykujące islam. Świat zalany był populizmem, ale nie bez winy samych muzułmanów. Ciężko jest odróżnić islamistę-terrorystę, od „zeuropeizowanego” muzułmanina. Media wypromowały problem terroryzmu wraz z organizacjami terrorystycznymi. W pewnym stopniu al-Kaida z Osamą bin Ladenem osiągnęły swój cel. Problematyka, która od tak dawna radykalni islamiści próbowali upowszechnić, była już niemalże globalnie i paradoksalnie radykalny islam znajdywał co raz więcej zrozumienia u młodych muzułmanów na całym świecie, w tym przede wszystkim w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii.

Efektem 11 września jest silny podział Zachodu od Bliskiego Wschodu. W celu poszukiwania terrorystów uruchomiono machinę inwigilacyjną w Internecie, na lotniskach, bankach itp. Amerykanie w Iraku, jak pisze Bob Woodward w swojej książce The war within a secret White House history 2006-2008, zrozumieli przede wszystkim własne błędy wywiadowcze, czego efektem były straty poniesione w tej wojnie. Po drugie – implementacja elementów systemu prawnego w danym państwie musi odbywać się przez podniesienie rąk obywateli tego państwa.

Na koniec 9/11 to nie tylko atak na terytorium USA. To zmiana światopoglądowa, całkowite przerzucenie zainteresowań wywiadu i polityki zagranicznej administracji już kolejnego prezydenta USA. Na filozoficznej płaszczyźnie rozumowania religii, jako czegoś ponad fizycznego, została ona sprymityzowana do definiowania i realizowania własnych celów. Dzisiaj trwa dyskusja, czym właściwie jest islam i dlaczego radykałowie pałają się taką nienawiścią i bezkompromisowością, jak zamachowcy z World Trade Center. Dla niektórych wykorzystywanie elementów inwigilacji, to gra na „ciemnotę ludzi”, którzy ze strachu przed powtórką zgodzą się na wszystko – prawo amerykańskie pozwala na zamknięcie do więzienia na czas nieokreślony człowieka, który tylko będzie podejrzany o terroryzm.

Prawo międzynarodowe definiowane było zanim ataki terrorystyczne stały się tak powszechne, jak dziś. Trudno się dziwić reakcji USA na budowę więzienia w Guantanamo, gdyż terroryści to już nie tylko fanatycy religijni, ale często bardzo dobrze, logistycznie zorganizowane grupy, działające na całym świecie. Terroryści będą próbować ponownie, dlatego władze są tak bardzo czułe na tym punkcie. Z drugiej strony świat popada w inwigilującą skrajność, nie wydalając fanatyków, takich jak Anjem Joudary z organizacji Islam4UK – zdelegalizowanej po kontrowersyjnych wypowiedziach i działaniach w Wielkiej Brytanii. Skrajność w tym przypadku jest czymś złym, bo świat już się podzielił – nie warto tego utrzymywać.

Artykuł jest głosem dyskusji ECAG o 11 września 2001 r. Przeczytaj inne artykuły:

Krzysztof Kokoszczyński: „Przebudzenie w dorosłość”

Marcin Domagała: 20 chłopców zaatakowało...

Kornel Sawiński: Rocznica 11 września: dekada geopolitycznej ofensywy USA

Ryszard M. Machnikowski: 10. rocznica wydarzeń 11 września

Czytany 9857 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04