niedziela, 11 wrzesień 2011 09:21

Kornel Sawiński: Rocznica 11 września: dekada geopolitycznej ofensywy USA

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

WTC1


  Kornel Sawiński

Dziesiąta rocznica ataków na Amerykę rodzi cały szereg pytań dotyczących konsekwencji geopolitycznych dla świata, będących pośrednim lub bezpośrednim skutkiem tego bezprecedensowego w historii wydarzenia. Pomijając liczne pytania i wątpliwości, jak doszło do tego wydarzenia, warto skoncentrować uwagę na sferze realnych, geopolitycznych przetasowań, będących efektem wypowiedzianej przed dekadą tzw. „wojny przeciwko terroryzmowi”.

W postzimnowojennym świecie wobec braku liniowego, jasnego podziału między blokami geopolitycznymi powstało zapotrzebowanie na nową formułę imperialnej ekspansji, pojawił się nowy enigmatyczny, mgławicowy, eksterytorialny wróg: międzynarodowy terroryzm. Wykorzystując narrację wojny z owym wrogiem administracji prezydenta George’a W. Busha udało się rozstawić na globalnej szachownicy swoje imperialne figury (sygnowane trwałą wojskową obecnością) w znaczących z wielu strategicznych powodów miejscach globu.

Amerykański autor Frank Viviano napisał: („San Francisco Chronicie”, 26 września 2001): ”Mapa azylów terrorystów i mapa celów na Bliskim Wschodzie oraz w Azji Środkowej jest, w dużym stopniu, mapą głównych źródeł energii na świecie. To obrona tych energetycznych zasobów, a nie zwykła konfrontacja pomiędzy islamem a Zachodem będzie głównym zapłonem w globalnym konflikcie następnych dziesięcioleci” [1].

Amerykańska inwazja Afganistanu (2001), miała kilka zasadniczych przyczyn. Budowany od lat dziewięćdziesiątych rurociąg Turkmenistan-Afganistan-Pakistan, miał początkowo akceptację talibańskiego rządu, którego przedstawiciele byli częstymi gośćmi amerykańskich rządowych prominentów. Zerwanie umowy przez rząd Talibów doprowadziło do zawieszenia realizacji projektu, który reaktywowany został dopiero po amerykańskiej interwencji [2]. Inną, często bagatelizowaną przyczyną inwazji była produkcja opium, całkowicie w okresie rządów Talibów wstrzymanej. W latach okupacji amerykańskiej produkcja opiatów najwyższej na świecie jakości wzrosła pięćdziesięciokrotnie (!) [3]. Kontrola nad szlakami tranzytowymi opiatów posiadają dziś organizacje, same znajdujące się pod kontrolą amerykańskiego wywiadu. Kontrola największego obszaru produkcji heroiny – jednej z najbardziej dochodowych gałęzi globalnego przemysłu, cynicznie mówiąc – nie tylko sama w sobie jest istotna. To również ważny obszar rywalizacji USA z Chinami o panowanie nad „złotym trójkątem”. Kontrola Afganistanu z geopolitycznego punktu widzenia jest trudna do przecenienia. Pakistański poeta Muhammad Iqbal nazwał go „sercem Azji”, a lord Curzon „mostem kapitańskim Azji”. Afganistan, stanowiący podbrzusze dla Chin i Rosji, i używając określenia rosyjskiego historyka Andrieja Fursowa – będący „nadbrzuszem” dla Indii i świata muzułmańskiego (głównie Pakistanu i Iranu) [4] jest dla amerykańskiego imperium cenną „platformą wypadową”, mogącą służyć do destabilizacji regionu, czy prowokowania narkoterroryzmu, tak jak w przypadku Kosowa na Bałkanach.

Jeśli chodzi o nazwaną w iście orwellowskim stylu operację „Iracka Wolność”, przeprowadzoną również na fali wydarzeń z 11 września, to posiada ona podobnie złożony charakter, co inwazja Afganistanu. Irak, którego terytorium, według rozmaitych szacunków, posiada pod swoją powierzchnią drugie co do wielkości złoża ropy na świecie.

Irak nie tylko ze względu na ropę musiał jednak zostać opanowany przez siły zbrojne amerykańskiego imperium. W szerszym, długookresowym kontekście należy patrzeć na to państwo, jak na obszar będący w samym geograficznym środku spotkania trzech kontynentów. Przez otwarte morza do Zatoki Perskiej wlewają się wody z wszystkich trzech oceanów.

Koncentrując się na przyczynach bardziej bezpośrednich, warto przypomnieć, że rząd iracki, jako pierwszy rząd państwa należącego do OPEC ogłosił przejście w rozliczeniach z dolara na euro. Rząd ten podpisał również wielomiliardowe kontrakty na eksploatację złóż „czarnego złota”, faworyzując firmy francuskie, rosyjskie, oraz chińskie. Wyparcie dolara przez euro, jako waluty wiodącej (nie tylko w handlu ropą) mogłoby, według Roberta Mundella, doprowadzić do najbardziej radykalnej zmiany międzynarodowego systemu walutowego od czasów prezydenta Nixona, który wycofał zasadę parytetu złota w stosunku do drukowanego dolara [5]. Zerwanie z dolarowym monopolem niesie ze sobą poważne konsekwencje natury geoekonomicznej. Od czasów starożytnych, ten kto posiada kontrolę nad „bitą monetą” (czyli dzisiejszym drukowanym pieniądzem), posiada w ręku instrument szantażu i politycznej władzy o ogromnym potencjale możliwości. Wojna dolara o zachowanie swojej monopolistycznej pozycji nałożyła się niejako na próby gaszenia w zarodku europejskiej integracji kontynentalnej. Słynny podział Donalda Rummsfelda na „starą Europę” (Francja, Niemcy, Rosja będące przeciwko atakowi na Irak) oraz „nową Europę” (składającą się z nowoprzyjętych do Unii państw stojących u boku USA) był doskonałym tego przykładem. Innymi powodami operacji „Iracka Wolność” były: obrona interesów Izraela (konsekwentny antysyjonizm w polityce irackiej), oraz skłonność do gwałtownych radykalnych rozwiązań, firmowana przez neokonserwatywnych jastrzębi, którzy stanowili „intelektualną” nadbudowę polityki prezydenta Busha.

Rozpoczęta w 2008 roku prezydentura Baracka Obamy nie doprowadziła, jeśli chodzi o generalne cele, do zasadniczych zmian w polityce zagranicznej USA. W obszarze metod działania widać zdecydowaną różnicę wynikającą – jak pisał Zbigniew Brzeziński – ze zmiany polityczno-ekonomicznego lobby nowej administracji. Opracowana jeszcze za kadencji Busha „Inicjatywa Większego Bliskiego Wschodu" (Greater Middle East Initiative), mająca na celu przemodelowanie obszaru państw muzułmańskich „od Marakeszu do Bangladeszu”, według zachodniego wzorca demokracji liberalnej, dopiero w czasach Obamy nabrała prawdziwego rozpędu. Realizowana za pomocą dużo subtelniejszych i bardziej wyrafinowanych metod strategia „demokratyzacji” w Libii pokazała, że gdy metody wzniecania „kolorowych rewolucji” za pomocą technik charakterystycznych dla wojen sieciowych zawodzą, tam z pomocą przychodzą amerykańskie, bądź sojusznicze rakiety, bomby, operacje komandosów, czy kontraktorów. Administracja prezydenta Obamy z większym powodzeniem (brak masowych ruchów antywojennych), niż administracja Busha, realizuje nie swoimi rękami swoje geopolityczne interesy. Racjonalnie rzecz biorąc realizacja wspomnianego wyżej planu „Większego Bliskiego Wschodu” wydaje się niczym więcej niż tylko destabilizacją państw tego obszaru. Chaos, który prowokuje się przez jawne wspieranie w Libii Al-Kaidy, ma na celu wymuszenie zmian dotychczasowego status quo. „Rewolucje” arabskie, i północnoafrykańskie mają za zadanie sukcesywne pozbawianie Chin dostępu do państw bogatych w surowce. Dla państwa środka jest to sytuacja wysoce niekomfortowa, biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój gospodarczy tego kraju. Może to również powodować wzrost napięć chińsko-rosyjskich ze względu na brak innej możliwości i zainteresowanie przez Chiny rosyjskim, syberyjskim obszarem surowcowym. Jeśli na serio weźmiemy grożenie „libijskim scenariuszem”, kierowane przez senatora McCaina pod adresem Rosji i Chin [6], to faktycznie spodziewać się możemy w najbliższej przyszłości rozlania fali destabilizacji na obszar Kaukazu, czy Azji Środkowej. Biorąc pod uwagę doktrynę Zbigniewa Brzezińskiego zakładającą, że największym wyzwaniem dla przyszłości amerykańskiego supermocarstwa jest Azja i wpływ tej doktryny na obecną amerykańską administrację, taki scenariusz wydaje się niezwykle prawdopodobny. W tych ramach kontrola, osłabienie (również poprzez destabilizację) Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu są tylko środkiem, prowadzącym do kontroli, osłabienia ośrodków siły Heartlandu.

Warto zwrócić uwagę na odejście przez „ekipę Obamy” od retoryki „wojny z terroryzmem”. Zabicie Osamy Bin Ladena było swego rodzaju symbolicznym zamknięciem rozdziału formuły, która według planistów w CIA i Pentagonie w znacznym stopniu się wyczerpała.


Fot.: Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic license.

United Airlines Flight 175 crashes into the south tower of the World Trace Center complex in New York City during th)

Artykuł jest głosem dyskusji ECAG o 11 września 2001 r. Przeczytaj inne artykuły:

Krzysztof Kokoszczyński: „Przebudzenie w dorosłość”

Marcin Domagała: 20 chłopców zaatakowało...

Ryszard M. Machnikowski: 10. rocznica wydarzeń 11 września

Bartosz Mroczkowski: Ameryka 10 lat po zamachu

________________________________________
1 T. Gabiś, Raport o wojnie w Iraku,/w/ Stańczyk, pismo postkonserwatywne, 1-2, (38/39), 2003, s. 55.
2 http://www.worldpress.org/specials/pp/pipeline_timeline.htm
3 http://www.zavtra.ru/cgi/veil/data/zavtra/11/922/81.html
4 http://www.meshet.kz/ru/analityc_59.html
5 „Wall Street Journal” (marzec 1998)
6 http://www.geopolityka.org/index.php/libia-2011/1002-senator-mccain-straszy-rosje-libijskim-scenariuszem

Czytany 8795 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04