środa, 20 marzec 2013 08:32

Błażej Popławski: Fasadowa demokracja w Zimbabwe

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

zimbabwe_referendumgeopolityka  dr Błażej Popławski

16 marca 2013 roku w Zimbabwe odbyło się referendum konstytucyjne. 19 marca ogłoszono jego wyniki. Mieszkańcy Zimbabwe głosowali za reformą ustroju. Projekt poparły główne partie kraju. Najwięksi malkontenci Konstytucji zostali pobici przez policję i trafili do aresztu. Czy nowelizacja Ustawy Zasadniczej ma szansę zmienić status kraju i wydźwignąć go z politycznego i gospodarczego niebytu?

Na gruzach Wielkiego Zimbabwe

Wielkie Zimbabwe wywołuje skojarzenia czytelne dla historyków i archeologów. To pochodzący sprzed tysiąca lat kompleks największych budowli okresu przedeuropejskiego w Afryce na południe od równika. Spacer po ruinach stanowi wyprawę w głąb dziejów regionu. Przypomina chwile świetności Wielkiego Zimbabwe. Czas ten bezpowrotnie minął. Część mieszkańców tego kraju z nieco mniejszą nostalgią wspomina okres kolonialnej Rodezji – epokę brutalną, którą chciałoby się wyrzucić z pamięci, ale i tak – porównując do Zimbabwe z czasów prezydentury Roberta Mugabe – okres prosperity. Według ponurego dowcipu, dawniej turystów zachęcano do przyjazdu sloganem „Przyjedź do Zimbabwe i zobacz ruiny Rodezji”, teraz można jedynie stwierdzić „Przyjedź do Zimbabwe i zobacz ruiny Zimbabwe”.

Robert Mugabe rządzi Zimbabwe od 33 lat. Syn migranta z Malawi, partyzant, działacz komunistyczny objął władzę w 1980 r. Najpierw odsunął od władzy mniejszość etniczną, spychając plemię Ndebele poza nawias życia politycznego i zamieniając zamieszkane przez nich Bulawayo w podupadłą wioskę. Shona zdominowali wszystkie sektory władzy. R. Mugabe wprowadził ustrój monopartyjny. Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe – Front Patriotyczny stał się jedyną działającą legalnie partią. Władzę prezydenta, premiera i stanowisko głównodowodzącego armią skupił R. Mugabe. Sukcesywnie utrwalał kult jednostki, krwawo tłumiąc wszelkie przejawy opozycji.

Następnie R. Mugabe wyeliminował białych Rodezyjczyków z życia gospodarczego kraju – brutalne wywłaszczenie, nacjonalizacja i terror w interiorze doprowadziły do ruiny sektor rolniczy, dotychczas decydujący o wysokości PKB. Kolejnym kozłem ofiarnym stali się mieszkańcy miast, oskarżani przez prezydenta o sprawstwo kryzysu ekonomicznego i szerzenie kontrrewolucji. Sytuacji gospodarczej nie poprawiło megalomańskie zaangażowanie się R. Mugabego w wojnę kongijską. Krwawe diamenty nie uratowały ekonomiki kraju, a jedynie spetryfikowały system kleptokracji partyjnej.

Szalejąca hiperinflacja, pogłębiająca się recesja, fale uchodźców polityczno-ekonomicznych uciekających do Botswany i RPA – to tragiczny krajobraz dawnego spichlerza Afryki.

Prace nad Konstytucją

Konstytucja, która funkcjonuje obecnie w Zimbabwe, nie stanowi gwarancji praw i podstawowych wolności obywateli. Jest dzieckiem braku kultury prawnej, symbolem deficytu demokracji w postkolonialnym społeczeństwie. Poprawki do niej, sukcesywnie wprowadzane przez R. Mugabe, wzmacniały władzę prezydenta, dając mu coraz to nowe narzędzia do wywierania presji na obywateli Zimbabwe.

Debata nad nadaniem Konstytucji nowego, sensu stricte demokratycznego charakteru, jest dowodem słabnięcia reżimu obecnego prezydenta. To konieczny kompromis, na który musiał się zgodzić, naciskany przez społeczność międzynarodową. Presja ze strony Wielkiej Brytanii i RPA, nakładanie na Zimbabwe coraz to nowych sankcji, zachwiały pozycją obecnego szefa państwa. W 2009 r., w obliczu całkowitego załamania się gospodarki kraju, prezydent dopuścił do władzy lidera opozycji – Morgana Tsvangiraia. Rząd jedności narodowej miał uratować kraj. Jednym z jego celów była od samego początku reforma konstytucyjna.

Propaganda przedwyborcza

Warto zwrócić uwagę, że sama idea „demokratyzacji ustawy zasadniczej” pojawia się w środowiskach władzy w Harare cyklicznie, każdorazowo przed zbliżającymi się wyborami. Na lipiec tego roku zapowiedziano przeprowadzenie kolejnych wyborów, w których – co zakłada R. Mugabe – ZANU-PF pokona opozycję antyprezydencką.

Projekt poddany pod referendum 2013 r. bliźniaczo przypomina tzw. Draft Kariba z 2007 roku – opracowywany pospiesznie przed wyborami w 2008 roku. Partia prezydencka ZANU-PF przegrała wtedy minimalnie z opozycją, skutkiem czego musiała podzielić się władzą. Prace nad Konstytucją wkrótce jednak wstrzymano. Wrócono do nich dwa lata później. Zarys nowej Konstytucji powstał w połowie 2012 roku. Robert Mugabe przeforsował jednak wprowadzenie niespełna 30 poprawek.

W marcu mieszkańcy Zimbabwe nie głosowali zatem nad zmianą ustroju, lecz na złagodzeniem – i tak karykaturalnego – systemu sprawowania władzy, mającej z demokracją tyle wspólnego, co krzesło zwykłe z krzesłem elektrycznym.

Tymczasowość nowej Konstytucji

Nowa Konstytucja wprowadza novum w postaci ograniczenia maksymalnego możliwego okresu sprawowania władzy prezydenta. Dotychczas wybierano go na sześcioletnią kadencję. Prezydent mógł ubiegać się o urząd nieskończoną liczbę razy. Według nowej Konstytucji, może on sprawować swój urząd maksymalnie przez dwie pięcioletnie kadencje. Zapis ten nie działa jednak wstecz. Zapewnia zatem R. Mugabemu praktyczną możliwość rządów do śmierci. W przyszłym roku dyktator kończy 90 lat – jeśli wygra wybory planowane na 2013 roku, ma szansę zejść z tronu w Harare w wieku 99 lat.

R. Mugabe w kilku wywiadach stwierdził, że zdołał już kilka razy zmartwychwstać. Nowelizacja Konstytucji daje mu jednak szansę spokojnej śmierci i przekazania władzy namaszczonemu przez siebie następcy. Gwarantuje to zapisana w nowej Ustawie Zasadniczej zasada, że jeśli prezydent umrze w czasie pełnienia jednej z dwóch pierwszych kadencji (w latach 2013-2023), jego następcę wybiera partia, która ma większość w parlamencie. Zatem, jeśli R. Mugabe wygra kolejne wybory i nie zdoła zmartwychwstać, urząd prezydenta przejmie nie lider opozycji lub kandydat wyłoniony w wyborach powszechnych, lecz działacz ZANU-PF namaszczony przez umierającego R. Mugabego.
Nowa Konstytucja wprowadza regułę koniecznej kontrasygnaty rządu dla dekretów prezydenta. Zasada ta nie dotyczy jednak decyzji o wprowadzaniu stanu wyjątkowego. Prezydent nadal będzie mógł – lege artis – wyprowadzać na ulice miast wojsko i policję i tłumić wszelkie przejawy kontestacji swej władzy.

Draft poddany głosowany zakłada zasadę podziału władz. Nie doprecyzowuje jednak listy instytucji je kreujących. W nowej Konstytucji zapisano gwarancje wolności prasy i swobodę praw obywatelskich. R. Mugabe nie kryje, że przepisy te wycofa, gdy tylko wygra najbliższe wybory.

Rezultaty

Referendum przebiegło w większości regionów kraju spokojnie. Dzień po jego przeprowadzeniu zatrzymano Beatrice Mtetwę – znaną prawnik, obrończynię praw człowieka w Zimbabwe. Władza dusi w zarodku potencjalne głosy sprzeciwu.

Według danych ogłoszonych 19 marca przez Komisję Wyborczą, frekwencja wynosiła ok. 50% z sześciu milionów obywateli Zimbabwe uprawnionych do udziału w głosowaniu ludowym. Projekt poparło 3.079.966 osób, przeciwko głosowało 179.489 mieszkańców Zimbabwe. Oddano 56.627 głosów nieważnych. Większość obywateli byłej Rodezji opowiedziała się za wprowadzeniem nowelizacji Konstytucji. Wkrótce mieszkańców tego państwa czeka kolejne głosowanie. Za kilka miesięcy zadecydują o wyborze prezydenta i losach Zimbabwe.

Fot. thestar.com.my

Czytany 5913 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04