poniedziałek, 12 sierpień 2013 09:50

Wybory na mera Moskwy - Sobianin miażdży...

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

S_Sobianin  Info ECAG

Metodą znaną i z polskich przedwyborczych zabaw internetowych – sondaże niektórych rosyjskich mediów przydają w wyborach na mera Moskwy znaczenia a to Aleksemu Nawalnemu, a to Iwanowi Mielnikowowi z KPFR, albo Siergiejowi Mitrochinowi z Jabłoka. Jednak wszystkie sondaże prowadzone w zgodzie ze sztuką wskazują na jedno – niezależny, ale należący do Jednej Rosji Siergiej Sobianin 8 września zdeklasuje rywali. Pytanie tylko brzmi z jak dużą przewagą.

Po 18 latach rządów Jurija Łużkowa – trzyletni już okres sprawowania władzy przez S. Sobianina nie wrył się może w świadomości moskwian jakimiś szczególnymi osiągnięciami. No, może poza ujawnieniem skali skorumpowania miejskich inwestycji przez rodzinę eksmera i wciągnięciem stolicy kraju w obręb ogólnofederacyjnej polityki rozwoju. Dotychczas bowiem bywało tak, że albo Moskwa była obiektem wszechrosyjskiej nienawiści, albo też sama bywała używana do prowadzenia kampanii politycznych o skali państwowej. To rzecz jasna problem wszystkich stolic – w Rosji jednak szczególnie drażliwy. Tam bowiem to właśnie miasto św. Jerzego przyciąga najwięcej imigrantów, najwięcej inwestycji, oferuje najszybsze tempo rozwoju – co jest dość standardowe – ale jednocześnie nie ma opozycyjnego sznytu Petersburga i wręcz pragnęłoby akceptacji władz centralnych.

Wybory w Moskwie – inaczej niż np. w Kijowie – marnie więc nadają się na test dla opozycji. Pomimo tego jednak oficjalne zainteresowanie elekcją wyraziło aż 41 kandydatów na kandydatów. Spośród wielu, którzy nawet nie podeszli do procedury (zebrania 120 tys. podpisów uprawnionych wyborców lub 6% radnych i pochodzących z wyboru urzędników komunalnych tj. 110 uprawnionych) – wyróżnili się ci mający problemy z zebraniem podpisów i skompletowaniem dokumentów niezbędnych do rejestracji – w tym m.in. Nikołaj Kurjanowicz z Rosyjskiego Sojuszu Wszechnarodowego, a także np. Gleb Fetisow reprezentujący Zielonych, no i Siergiej Udalcow z Lewicowego Frontu – niedopuszczony ze względu za swoją odpowiedzialność za zamieszki 6 maja 2012 r.

Od początku jednak wiadomo było, że liczyć się będzie szóstka: S. Sobianin rządzący Moskwą na polecenie Dymitra Miedwiediewa i Władimira Putina, Michaił Diegtiariow z Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, Nikołaj Lewiczew ze Sprawiedliwej Rosji, wspomniani już I. Mielnikow z KPFR i S. Mitrochin z Jabłoka – no i nieszczęsny A. Nawalny. Sobianin otrzymał m.in. poparcie „Ojczyzny”, Patriotów Rosji, Rosyjskiej Partii Emerytów „Za Sprawiedliwość”, a także 270 innych środowisk – no i osobistości takie jak reżyser Andriej Konczałowski. A. Nawalny uderzył jednak na ulicach – zwłaszcza przed stacjami metra, no i w sondażach internetowych, w których jego zwolennicy wykazali się aktywnością godną fanów Janusza Korwina-Mikkego.

Ostatnie sondaże biorące pod uwagę ogół moskiewskich wyborców dają Sobianinowi 55 proc., Nawalnemu – 9%, Mielnikowowi – 4%, Mitrochinowi – 3%, Diegtariowowi – 2% i Lewiczewowi – 1 proc. Tylko 7% deklaruje absencję wyborczą (sondaż WCIOM przeprowadzony między 30 lipca a 1 sierpnia br.). W przypadku zdeterminowanych do udziału w elekcji – proporcje są jeszcze korzystniejsze dla kandydata obozu władzy: 76 proc. dla Sobianina i 17 proc. dla Nawalnego, dla pozostałych pretendentów poparcie utrzymuje się na poziomie pon. 1% do 3% (Synovate.Comcon, 25-31 lipca 2013 r.).

O ile na Ukrainie opozycja zawsze mogła liczyć na chwiejne nastroje społeczne w stolicy – o tyle Moskwa, pozornie najbardziej rozchwiana część Federacji – wykazuje się raczej jeszcze większą polityczną pro-rządowością, niż inne duże miasta. Jeśli więc mieszkańcy największego miasta Federacji nie mają ochoty na zmiany – to jakie nadzieje może wiązać opozycja z rosyjską prowincją?

(karo)
Fot. news-russ.ru

Czytany 4041 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04