wtorek, 12 marzec 2013 08:27

Błażej Popławski: Kenijski test systemu - analiza wyborów 2013 roku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

kenya_elections  dr Błażej Popławski

Marzec 2013 roku przyniósł Kenii test demokracji. Miliony mieszkańców tego kraju ruszyło do urn wyborczych, wybierając prezydenta, parlamentarzystów, przedstawicieli władzy samorządowej. To najważniejsze wybory w historii niepodległej Kenii.

Mandat etniczny

Komentatorzy ostrzegali przed powtórzeniem się w marcu 2013 roku sytuacji z przełomu 2007 i 2008 roku, kiedy po wyborach prezydenckich doszło do krwawych zamieszek. Śmierć w nich poniosło ok. 1100 osób, a setki tysięcy zostało zmuszone do opuszczenia swoich domów. W 2007 roku o władzę w Kenii rywalizowali Mwai Kibaki, popierany przez grupę etniczną Kikuju oraz Raila Odinga, pochodzący z Luo. Awaria systemu komputerowego przy podliczaniu głosów stała się pretekstem do podważenia poprawności całości procedury. Etniczne pogromy, starcia Kikuju z Luo, zachwiały pozycją Kenii na arenie międzynarodowej. Wpływy z handlu i turystyki znacznie zmalały. Dopiero utworzenie rządu jedności narodowej z prezydentem M. Kibaki i premierem R. Odingą uspokoiło sytuację w kraju.

W 2010 roku, w referendum ogólnokrajowym przyjęto nową konstytucję, całkowicie zmieniającą procedury wyborcze. W głosowaniu ludowym wzięło udział 72% Kenijczyków, projekt konstytucyjny poparło 68%. Dokument ten jest objętościowo cztery razy większy od polskiej Konstytucji. W jego treści nietrudno dostrzec obszerne passusy przepisane przez Kenijczyków z konstytucji Republiki Południowej Afryki. Siłą dokumentu nie jest jednak jego oryginalność. Lektura konstytucji Kenii klarownie sugeruje, że celem ustawy zasadniczej jest zapobieganie kryzysom, przeciwdziałanie trybalizmom niszczącym scenę polityczną i rozwiązywanie konfliktów na drodze konsensualnej. Wybory 2013 roku miały być testem dla demokracji kenijskiej i sprawdzianem dla Konstytucji.

Kandydaci i partie

Procedurę rejestracji, dokładnie określoną w nowej Konstytucji, przeszło ośmiu kandydatów, z których od początku liczyło się naprawdę dwóch – Uhuru (w suahili – wolność) Kenyatta i Raila Odinga. Obaj politycy brali już udział we wcześniejszych wyborach – U. Kenyatta poniósł porażkę w 2002 roku, zaś R. Odinga przegrał pięć lat później. Zgodnie z ustawą zasadniczą, kandydaci zgłaszani byli w parach prezydent – wiceprezydent. U boku U. Kenyatty stanął William Ruto, zaś u boki R. Odingi – Kalonzo Musyoka.

U. Kenyatta i W. Ruto uzyskali poparcie Sojuszu Jubileuszowego (Jubilee Alliance) – koalicji utworzonej przed wyborami przez cztery partie: Narodową Koalicję Tęczową (National Alliance of Rainbow Coalition), Zjednoczoną Partię Republikańską (United Republican Party), Sojusz Narodowy (National Alliance), Kongres Republikański (Republican Congress). Główne grupy etniczne, z których wywodzili się działacze Sojuszu Jubileuszowego to Kikuju i Kalendżin. R. Odinga i K. Musyoka uzyskali poparcie Koalicji na rzecz Reform i Demokracji (Coalition for Reforms and Democracy), utworzonej przez 14 partii, opartej na działaczach ODM i plemieniu Luo.

Kampania wyborcza

Główne kwestie, wokół których ogniskowała się debata przedwyborcza, obejmowały: regulację podziału gruntów publicznych, walkę z korupcją i trybalizmem w polityce oraz odpowiedzialność U. Kenyatty i W. Ruty za zamieszki po wyborach z 2007 roku, o których prowokowanie oskarża obu polityków Międzynarodowy Trybunał Karny. Zgodnie z amerykańskim stylem kampanii, zorganizowano debaty telewizyjne z udziałem kandydatów. U. Kenyatta zatrudnił zdecydowanie lepszych spin-doktorów. Stylizując swe wystąpienia na dyskurs Baracka Obamy, wygrał medialne starcie. Od początku U. Kenyatta traktował kampanię jako inwestycję – ten najbogatszy biznesmen Kenii, którego majątek szacowany jest na pół miliarda dolarów, wydał na reklamę ponad 100 mln dolarów. Dzienniki kenijskie wypełniały reklamy wyborcze U. Kenyatty. W radiu i telewizji kandydat ten był o wiele częściej słyszalny i widzialny od konkurentów.

Czynnikiem, który zaważył na ocenie kandydatów nie były jednak kwestie merytoryczne – choć część komentatorów próbuje klasyfikować program U. Kenyatty jako bardziej neolibarny, a program R. Odingi jako bardziej socjaldemokratyczny. Wybór lidera kraju wiązał się bardziej z oceną przeszłości Kenii – spuścizny półtorej dekady rządów Jomo Kenyatty, dwóch i pół dekad dyktatury Daniela arapa Moi oraz dziesięciolecia prezydentury Mwai Kibakiego. Przeszłość Kenii naznaczona była walką o władzę między plemionami – także kampania wyborcza 2013 roku bazowała na grze resentymentami etnicznymi, próbach pozyskania głosów plemion.

Hasłem naczelnym prezydentury J. Kenyatty (1964–1978) było harambee, co w suahili oznacza „ciągnąć razem”. Apel J. Kenyatty o współpracę narodową, o angażowanie się w politykę, doprowadził do zaniku granic sfery publicznej i prywatnej, rozrostu korupcji i zwiększenia wpływów plemienia Kikuju. Po śmierci Baba yaTaifa (ojca narodu) władzę objął Daniel arap Moi. Hasłem nowych władz (1978–2002) było nyayo – podążanie śladami. W przypadku D. A. Moi, nyayo oznaczało etniczne krążenie elit – wymianę Kikuju na Kalendżin, którzy szybko zdominowali scenę polityczną Kenii. Z plemienia tego pochodzi kandydat na wiceprezydenta William Ruto.

Wybór między Uhuru Kenyattą a Railem Odingą jest zatem oceną działalności politycznej ich ojców – Jomo Kenyatty i Ogingi Odingi. Autobiografia tego ostatniego nosi tytuł „Not yet Uhuru” („Jeszcze nie wolność”). Polityk wykazywał w niej, że niepodległość nie jest synonimem suwerenności, ze o wiele ważniejsze jest wykształcenie się świadomości politycznej Kenijczyków. Raila Odinga w trakcie kampanii odwoływał się postulatów formułowanych przez ojca, trawestując tytuł jego biografii. Wskazywał, że czas rządów Uhuru (Kenyatty) nie nastał i Kenijczycy są „gotowi na zmiany” („tuko tayari”). Syn Jomo Kenyatty wybrał na hasło kampanii „tuko pamoja” – „Jesteśmy zjednoczeni”. Kenijczycy przy urnach wybrali „zjednoczenie”.

Wybory

Wybory odbyły się 4 marca. W przypadku, gdyby żaden z kandydatów nie uzyskał ponad połowy głosów z co najmniej połowy hrabstw, drugą turę z udziałem dwóch kandydatów, którzy zdobyli największą liczbę głosów, planowano na 11 kwietnia.

Głosowano od świtu (06.00) do zmierzchu (17.00). Kenijczycy ustawili się w długich kolejkach do lokali wyborczych. Po raz pierwszy wybierano nie tylko prezydenta i posłów, lecz także senatorów, członków zgromadzeń hrabstw i gubernatorów. Władze przedsięwzięły specjalne środki ostrożności – ulice miast i miasteczek patrolowało blisko 100 tysięcy policjantów.

Każdy z wyborców miał ze sobą nowoczesną kartę identyfikacyjną – efekt trwającego miesiącami ogólnonarodowego programu biometrycznego (Biometric Voter Registration). Chciano zminimalizować prawdopodobieństwo fałszerstw wyborczych. Pomocy udzieliły władze Kanady. Celem było przekazanie nowych dowodów jak największej liczbie wyborców. Szacowano, że uprawnionych do głosowania jest ok. 18 mln Kenijczyków (z 45-milionowej populacji całego kraju). Ostatecznie wydano 14,3 mln kart (1,77 mln w samym Nairobi) – najwięcej problemów dostarczył żmudny proces identyfikacji Kenijczyków, żyjących poza granicami kraju. Odnotowano ok. 20 tys. nieudanych prób podwójnej rejestracji. Kanadyjski system rejestracji okazał się jednak zawodny. W kilku miastach głosy liczono ręcznie, a palce wyborców, którzy oddali głos oznaczano kolorową farbą.

Według zagranicznych obserwatorów głosowanie przebiegło prawidłowo i w pokojowej atmosferze. Do kilku ataków na głosujących doszło na wybrzeżu. Sprawcami byli członkowie Republikańskiej Rady Mombasy (Baraza la Jamhuri la Mombasa), organizacji działającej od 1999 roku, postulującej oderwanie się pasu nadmorskiego od Kenii. Hasłem secesjonistów jest „Pwani si Kenya!” – „Wybrzeże nie jest Kenią!”. Baraza często oskarżana jest o szerzenie ekstremizmu religijnego (hasła wprowadzenia szariatu; postulat zwierzchności sądów kadich nad sądami państwowymi), antyokcydentalizm (niechęć wobec turystów z Europy i USA), sprzyjanie ideom restauracji władzy arabskiej na wybrzeżu (wizja unii Mombasy z oderwanym od Tanzanii Zanzibarem i renesansu nadmorskiego sułtanatu). W 2008 roku organizacja ta została zdelegalizowana. W marcu 2013 roku Baraza dokonała kilku ataków na posterunki policji. Jej działacze nawoływali do bojkotu wyborów.

Warto jednak podkreślić, że śmierć kilkunastu osób, ofiar ataków Baraza, nie wpłynęła na przebieg wyborów. Wzięło w nich udział 70% Kenijczyków uprawnionych do głosowania. Frekwencja stanowi dowód dojrzałości politycznej narodu, zainteresowania przyszłością kraju. Kenia zdała test demokracji.

11 marca, zgodnie z procedurą wyborczą, ogłoszono wyniki. Wygrała wolność (Uhuru). Syn pierwszego prezydenta Kenii uzyskał niespełna 51% głosów. Z zagranicy napływają kolejne gratulacje dla nowego lidera narodu.

Sukces U. Kenyatty i zapowiedź zaprzysiężenia na 26 marca wywołały sprzeciw ODM. Do krwawych zamieszek jednak nie doszło. R. Odinga nie wyprowadził swoich zwolenników na ulicę, lecz – apelując do Kenijczyków pokój – zadeklarował wszczęcie legalnej procedury odwoławczej. To kolejny dowód na akceptację procedur demokratycznych przez Kenijczyków. Prawdopodobieństwo destabilizacji kraju, krwawych zamieszek plemiennych, gdzie przynależność etniczna decyduje o poglądach politycznych, jest zdecydowanie mniejsze niż miało to miejsce pięć lat temu.

Fot. www.brookings.edu

Czytany 4971 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04