niedziela, 02 czerwiec 2013 14:36

Konrad Rękas: Irańskie wybory: ośmiu kandydatów spośród sześciuset

Oceń ten artykuł
(1 głos)

iran-electionsKonrad Rękas

Irańska Rada Strażników Konstytucji dopuściła ostatecznie ośmiu kandydatów do udziału, w rozpisanych na 14 czerwca, wyborach prezydenckich. Trzech uważanych jest za reformatorów, pięciu za konserwatystów, a w tym gronie zwraca uwagę brak uważanego za faworyta opozycji eksprezydenta Alego Akbara Haszemi Rafsandżaniego.

Obecnej głowie państwa – charyzmatycznemu Mahmudowi Ahmadineżadowi ubiegania się o trzecią kadencję zabrania konstytucja. Z kolei spośród blisko 600 chętnych – Rada zarejestrowała:

– liberałów:

* Mohammada Rezę Arefa, w latach 2001–2005 wiceprezydenta Iranu, popieranego przez Moszarekat – reformistyczny Islamski Irański Front Udziału;

* Hassana Rouhani, sekretarza Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa w latach 1989–2005, z centrowego Stowarzyszenia Duchownych-Kombatantów;

* Mohammada Garaziego, w latach 1989-97 ministra poczty,

– konserwatystów:

* Mohammada Bager Galibafa, od 2005 r. burmistrza Teheranu, uważanego za potencjalnego czarnego konia ze świeckiego, ale tradycjonalistycznego Islamskiego Stowarzyszenia Inżynierów, 

* Golama Alego Haddad-Adela, w latach 2004–2008 przewodniczącego Madżlisu, z socjal-konserwatywne go i neo-fundamentalistycznego ruchu Isargaran (Towarzystwa Wyznawców Rewolucji Islamskiej), związanego z odchodzącym prezydentem Ahmadineżadem, 

* Saida Dżaliliego, od 2007 r. sekretarza Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa, popieranemu przez Front Stabilności Rewolucji Islamskiej – a po cichu także przez najwyższego przywódcę Alego Chamenei – co może przesądzić o wyniku wyborów na korzyść tego kandydata, 

* Mosena Rezaeje, od 1997 r. sekretarza Rady Administracyjnej Systemu, popieranego przez Partię Modernizacji i Rozwoju,

* najbardziej chyba znanego poza granicami Persji spośród kandydatów – Alego Akbara Welajatiego, ministra spraw zagranicznych Iranu w latach 1981–1997 z najstarszej historycznej partii ajatollahów – Motalefeh, Islamskiej Partii Koalicyjnej.

Ostatnie sondaże, wykonane 1 czerwca przez dwa ośrodki – Ghatreh i Nazareakhar charakteryzują się sporym zróżnicowaniem, jednak zgadzają się odnośnie kolejności kandydatów. Ogólne badania charakteryzuje znaczna fluktuacja i zmiany na pozycjach 2–4. Liderem sondaży pozostaje jednak od kilku dni H. Rouhani, z wynikami 31,98–38,62%. Na drugim miejscu plasuje się M. B. Galibaf – 14,6–26,49%. Trzeci jest M. R. Aref – 20,86– 16,67% (jego też respondenci wskazują jako zwycięzcę pierwszej z serii debat kandydatów). S. Dżalili jest dopiero czwarty, z wynikami 13,84–12,13% (choć niektóre firmy badawcze u progu kampanii dawały mu nawet 40-procentowe poparcie, wyżej nawet niż M. R. Arefowi).

Sytuacja polityczna w Iranie – choć mowa jest o państwie teoretycznie skupiającym uwagę światowej opinii publicznej – jest słabo znana, a złożoność tamtejszego systemu władzy, jak i wewnętrzna różnorodność organizacyjna wymykają się schematom „islamskiej dyktatury”. Perska kampania prezydencka jest tymczasem pełnokrwista i obfituje w zwroty akcji. Irańscy wyborcy nie mniejszą wagę przykładają też do autoprezentacji kandydatów, zwłaszcza tej w trakcie debat na żywo. Oczywiście jednak nawet spór między reakcjonistami, umiarkowanymi konserwatystami i modernistami odbywa się w prawno-ideowych, a więc i wyznaniowych granicach, wytyczonych przez Straż Konstytucji, co oczywiście ma też swoje implikacje międzynarodowe. Tak zachowawcy, jak i liberałowie stoją wszak na gruncie poszanowania suwerenności Iranu, choć np. H. Rouhani – jako były negocjator w sprawie irańskiego programu atomowego z krajami „Szóstki” bywa traktowany jako polityk, który umiałby być może wyprowadzić Teheran z zagrożenia wojną ze strony koalicji amerykańsko-izraelskiej (co tłumaczy jego wysoką pozycję sondażową). Wskazywałoby to, że Persowie chcą zagłosować na bezpieczeństwo międzynarodowe bardziej, niż na którykolwiek z wewnątrzkrajowych punktów programowych, dzielących kandydatów. Nadal jednak w kampanii ostatniego – ani nawet pierwszego słowa nie powiedział najwyższy przywódca Ali Chamenei. Dopiero więc najbliższe dwa tygodnie pozwolą jasno ustalić oczywistego faworyta wyścigu.

Fot. www.watblog.com

Czytany 4988 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04