poniedziałek, 07 maj 2012 08:32

Rafał Zgorzelski: Dwie Francje, dwie Europy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

sarko_vs._holl  dr Rafał Zgorzelski

Ubiegający się o reelekcję na fotel prezydenta Francji Nicolas Sarkozy popełnił tylko jeden błąd, za to jaki – nie docenił Francois’a Hollande. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest zdecydowany wzrost pozycji lewicy we Francji, i zarazem w całej Europie. I klęska samego Sarkozy’ego...

Zderzenie dwóch cywilizacji

 

Wybory we Francji były nie tylko osobistą rywalizacją Francois’a Hollande i Nicolasa Sarkozy’ego oraz stojących za nimi obozów politycznych, lecz de facto starciem dwóch wizji Francji i Europy. Dwóch koncepcji polityki, rozbieżnych wyobrażeń gospodarki, przeciwstawnego postrzegania Europy.

Starcie Sarkozy’go i Hollande’go w drugiej turze wyborów we Francji oraz (jak wszystko na to wskazuje) wyborcza wygrana Hollande, to w rzeczywistości utrzymanie w pewnym sensie statusu quo we francuskiej polityce, ponieważ zdecydowaną zmianę jakościową w stylu rządzenia niosłoby ze sobą zwycięstwo bardziej wyrazistej Marine Le Pen, bądź Jean-Luc Melenchona. Sarkozy i Hollande postrzegani są jako uczestnicy pewnej konstelacji politycznej, która od dekad na przemian sprawuje władzę we Francji i Europie nie mając jej nic więcej, poza tym co już znamy, do zaproponowania.

Jednak Hollande i Sarkozy zaprezentowali w kampanii prezydenckiej zupełnie odmienne wizje przyszłości Francji i Europy. Sposób postrzegania teraźniejszości przez Hollande’go okazało się bardziej atrakcyjne dla tych Francuzów, którym zawsze były bliskie wyobrażenia lewicowe, czy wręcz komunistyczne, koncepty państwowej opieki nad obywatelami. Zresztą Francois Hollande, to, w modelu bycia, zupełne przeciwieństwo Nicolasa Sarkozy’ego, a to wyborcom najbardziej się podoba.

Sarkozy był utożsamiany przez wyborców nie tylko ze znanymi im efektami swej prezydentury we Francji, lecz również z wymagającymi przecież wyrzeczeń koncepcjami rynkowego podejścia do walki z gospodarczą recesją wbrew polityce, która zakłada zwiększanie zadłużenia i socjalną opiekę w imię zabezpieczenia doraźnych interesów, nie licząc się zbytnio z bezpieczeństwem finansowym Europy w kolejnych dziesięcioleciach. Wyborcy francuscy, niezależnie od racjonalnej oceny takiego rodzaju postępowania w kontekście pozycji ekonomicznej swego państwa i całej Europy, nie chcieli ponosić dalej konsekwencji błędów popełnianych przez elity finansowe i polityczne państwa. Zadziałała reakcja obronna. Skoro w trakcie prezydentury Sarkozy’ego wzrastało bezrobocie i pogłębiała się recesja, żyło nam się gorzej, to czas na zmianę warty. Tym bardziej dlatego, że Sarkozy nie kojarzył się Francuzom jako człowiek skromny i osobiście oszczędny, a wręcz odwrotnie, chełpliwy i lubujący się w przepychu.

Szanse europejskiej lewicy

W kryzysie zresztą, warto zauważyć, postrzega szansę dla siebie cała europejska lewica, która we wszystkich najważniejszych wyborach ostatnich lat ponosiła spektakularne klęski. Szansę i nadzieję dla tego rodzaju myślenia niesie zwycięstwo Hollande, który nie kryje swojego sceptycyzmu wobec europejskiego paktu fiskalnego, a tym samym polityki cięć lansowanej przez Niemcy. Dostrzegając możliwość wzrostu gospodarczego ożywienia poprzez zwyżkę popytu wewnętrznego, którego rękojmię daje rozluźnienie dyscypliny finansowej.

W kwestiach kapitałowych podstawowa różnica między Sarkozy’m a Hollande polegała na tym, że ten pierwszy uznał za największe niebezpieczeństwo w trudnych czasach recesji gospodarczej budżetowy deficyt Francji oraz wysuwał tezę, która nie mogła spotkać się z życzliwym przyjęciem wyborców – o potrzebie zaciskania pasa w celu odzyskania inicjatywy ekonomicznej. Hollande natomiast położył nacisk na bardziej sprawiedliwe, wg niego, rozłożenie obciążeń finansowych oraz renegocjację, niekorzystnego jego zdaniem, paktu fiskalnego.

Sarkozy i Hollande, to odmienna percepcja, na poziomie artykułowanych przekonań, kwestii obyczajowych, a więc wyraziciele diametralnie rozbieżnych kultur. W sprawach obyczajowych Sarkozy zdecydowanie występował przeciwko małżeństwom homoseksualnym oraz adopcji przez tego rodzaju związki dzieci. Hollande był dokładnie przeciwnego zdania.

Urzędujący prezydent Francji w kampanii wyborczej występował jako przeciwnik „kolorowej Francji”. Konkretnie zaś opowiadał się przeciwko wzrostowi uprawnień dla imigrantów i zmniejszeniu ich ilości na drodze zaostrzenia kryteriów ich naturalizowania oraz wydalania z francuskiego terytorium tych, którzy przebywają w niej nielegalnie. Hollande w tej kwestii, w wielokulturowości, postrzegał szansę dla Francji i Europy. Przy czym przekaz Hollande’go wydawał się o wiele bardziej autentyczny, ponieważ środowisko Sarkozy’ego podnosiło temat ten niejako na potrzeby wyborcze, a samo zagadnienie jest bardziej tożsame z Frontem Narodowym.

Za Sarkozy’m, jako kandydatem na prezydenta Francji, przemawiało też duże doświadczenie polityczne. Sprawował przecież funkcje ministra w kilku rządach francuskich, deputowanego i posła do europejskiego parlamentu oraz przede wszystkim urzędującego prezydenta, którym zbytnio nie mógł się za to wykazać Hollande, niegdyś pierwszy sekretarz Partii Socjalistycznej, poseł i eurodeputowany. Okazało się jednak, że wyborcy, chcący zmiany politycznej warty, nie specjalnie się tym przejęli.

Przed decydującym starciem 

Sondaże przedwyborcze i eksperci dawali zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo Hollande’owi, który pokonał swego głównego przeciwnika w pierwszej turze 22 kwietnia, uzyskując 28,6 proc. głosów, wyprzedzając Sarkozy’ego (27,2%). Za tą dwójką uplasowali się wtedy kolejno szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen (17,9%), skrajnie lewicowy Jean-Luc Melenchon (11,1%) oraz centrysta Francois Bayrou (9,1%).

Tak wysokie poparcie dla bardziej radykalnych kandydatów w pierwszej turze wyborów, tj. dla Le Pen i Melenchon’a pokazało dużą frustrację i niezadowolenie Francuzów z obecnego stanu gospodarki i modelu francuskiej polityki oraz sprzyjało zdecydowanie Hollande’owi; stanowiło najlepszą recenzję dotychczasowych rządów Sarkozy’ego, który stracił w ciągu kilku ostatnich lat znaczną część dawnych wyborców. Bezpośrednie zwycięstwo w pierwszej turze nad rywalem dało Hollande’owi psychologiczną przewagę. Wyrazem okazywanego niezadowolenia wobec Sarkozye’go było też wygwizdanie, jeszcze przed pierwszą turą wyborów, tj. 1 marca urzędującego prezydenta podczas wizyty we francuskim Kraju Basków w Bayonnie. Zresztą Francuzi generalnie źle oceniali to, jak Sarkozy radzi sobie z budżetowym kryzysem we Francji i zawirowaniami w strefie euro.

Na korzyść Hollande przemawiała zdecydowanie wewnętrzna mobilizacja całej francuskiej lewicy, której zamiarem było odzyskanie prezydenckiego fotela utraconego po dwóch kadencjach Francois’a Mitterranda wygrywającego prezydencki wyścig w 1981 i 1988 roku. Po różnie rozumianej stronie prawicowej strony sceny politycznej tej jedności już nie było czego najbardziej dobitnym wyrazem okazała się deklaracja Le Pen, że wrzuci do urny pusty głos wyborczy.

Za Hollande przemawiały wyniki sondaży dające mu przed drugą turą wyborów pięcio-, sześciopunktową przewagę. Jednakże analitycy nie zwracali uwagi na wydarzenia z 1995 roku, gdy to po pierwszej turze wyborów Jacques Chirac znalazł się na drugim miejscu za plecami socjalisty Lionela Jospina, wychodząc ostatecznie z tej konfrontacji zwycięsko. Zresztą Chirac zasiadał na tym stanowisku dwie kadencje, ponieważ socjaliści w 2002 roku popełnili ten sam błąd, którego dopuścił się u progu obecnej kampanii prezydenckiej Sarkozy. Zlekceważyli przywódcę Frontu Narodowego Jean’a-Marie Le Pena, który znalazł się, obok Chiraca, w drugiej turze wyborów. Wydaje się, że sztabowcy Sarkozy’ego popełnili lapsus nie kładąc większego nacisku w kampanii na zdarzenia z roku 1995.

Medialne zderzenie gigantów

Istotne znaczenie w batalii o urząd prezydenta Francji miała też prawie trzygodzinna, jedyna przedwyborcza debata telewizyjna obydwu kandydatów. Dyskusja ta przerodziła się w zacięty pojedynek o głosy tych wyborców, którzy nie podjęli ostatecznej decyzji. Należy zaznaczyć, że Sarkozy proponował swemu kontrkandydatowi zorganizowanie przed drugą turą wyborów trzech debat na francuskie tematy gospodarcze i społeczne oraz spraw międzynarodowych. Hollande nie dał się w ten sposób podejść. Spisał się w tej debacie bardzo dobrze, choć wydawało się, że znany z krasomówczych umiejętności Sarkozy właśnie w trakcie tego spotkania przechyli wyborczą szalę na swoją korzyść. Nie wiadomo jednak jak na decyzje wyborców przełożyłyby się kolejne debaty, bo po pierwszej z całą pewnością Sarkozy wyciągnąłby odpowiednie wnioski.

Nicolas Sarkozy podczas rzeczonej dyskusji starał się wskazywać słabe, wg niego, punkty programu wyborczego Hollande’a, a kandydat socjalistów znajdujący się w uprzywilejowanej pozycji recenzenta dotychczasowych osiągnięć urzędującego prezydenta dezawuował je przypisując Sarkozy’emu odpowiedzialność za ekonomiczną recesję i wysokie bezrobocie.

Dla przeciętnego francuskiego wyborcy zapewne były przekonywujące zapowiedzi Hollande’go o zwiększeniu podatków dla najlepiej zarabiających obywateli Francji (zwyżka obciążeń podatkowych jako antidotum na gospodarcze problemy jest sztandarowym pomysłem wszystkich socjalizmów świata), co miałoby ułatwić wyjście z kryzysu. Oczywiście 75% podatek od dochodów powyżej 1 mln euro rocznie dla kilku tysięcy osób nie miałby żadnego wpływu dla budżetu Francji, lecz była to dobra, w wykonaniu Hollande’go, gra na uczuciach francuskich wyborców – zwłaszcza tych, którzy nie lubią, jak innym powodzi się lepiej. Podobała się też im mało realna zresztą deklaracja wycofania do końca bieżącego roku francuskich wojsk z Afganistanu przeciwko czemu oponował Sarkozy. Mniej rozumiał statystyczny Francuz kwestię związaną z projektem emisji euroobligacji, co forsował w kampanii wyborczej, wbrew Sarkozy’emu, Hollande. Niepokojące mogło wydawać się Francuzom lansowanie przez kandydata lewicy koncepcji zwiększenia roli Europejskiego Banku Centralnego tłumaczone przez tegoż w taki to sposób, że działanie to pomoże w wyjściu z recesji. Wprawdzie Sarkozy wskazywał na potrzebę konstytucyjnego zapisania zasad utrzymania dyscypliny finansów państwa, lecz głębokiej niechęci wielu środowisk nie mogły przełamać żadne, nawet najbardziej realne, pomysły. Ponadto urzędującemu prezydentowi nie było na rękę występowanie przeciwko pozycji wpływowych środowisk finansjery. Sarkozy mógł liczyć na poparcie silnych osobowości, które nie obawiają się wyzwań wolnego rynku, a nie słabszych jednostek wyglądających za opieką państwa.

Hollande zagrał, podczas wspomnianej już debaty telewizyjnej, także kartą osobistą używając argumentów, które trafiają do wyborcy. W kraju ogarniętym bez mała trzymilionowym bezrobociem wątek ten okazał się bardzo nośny. Hollande zarzucił Sarkozy’emu, że ten obsadza państwowe posady swoimi bliskimi. Tego rodzaju kwestie działają na wyobraźnię, szczególnie tych osób, które pozostają bez pracy, i potęgują frustrację. Oczywiście mimo, że Sarkozy zaprzeczył takiemu stanowi rzeczy, to jednak w powszechnej świadomości komunikat ten został zarejestrowany. Hollande zachował się tu bardzo szczwanie, bo przecież oczywiste jest, że tworząc swoją administrację prezydencką będzie bazował na najbliższych sobie osobach.

Hollande odrobił lekcję z marketingu politycznego. Przez szereg miesięcy zajadał warzywne sałatki po to, aby „ładniej wyglądać” i przekonać do siebie prezencją wyborców. Rezygnacja ze ślimaków, żab, mięsa jako podstawy menu przyniosła oczekiwane rezultaty.

Hollande zręcznie lansował też koncepcję zredukowania (do roku 2025) udziału energii wytwarzanej we Francji przez jądrowe elektrownie. Kwestia zmniejszenia ilości reaktorów jądrowych z 58 do 24 mogła się podobać, ponieważ nie tylko poszczególne jednostki, a całe społeczeństwa coraz krytyczniej odnoszą się również do kwestii związanych z bronią jądrową.

Aspekty międzynarodowe

Wydaje się, że bardziej przekonywujące byłoby większe położenie przez Sarkozy’ego w drugiej turze kampanii wyborczej nacisku na kwestie dotyczące polityki wewnętrznej Francji miast na sprawy międzynarodowe. Z drugiej strony jednak była to, tj. sprawy międzynarodowe, dla Sarkozy’ego istotna karta w grze, za którego prezydentury rola Francji, u boku Niemiec (tandem Merkozy), w polityce światowej znacznie wzrosła. Kanclerz Niemiec Angela Merkel, przywódczyni „Europejskiej Partii Przyjaciół Sarkozy’ego” nie ukrywała wcale, że z Sarkozy’m współpracuje się jej w duecie bardzo dobrze, jednakże naiwnością byłoby sądzić, że po zwycięstwie Hollande’go niemiecko-francuskiej relacje i wspólne interesy ulegną diametralnej zmianie, a Frau kanclerz zaryzykuje własną pozycję polityczną dla ckliwego rozwodzenia się nad losem Sarkozy’ego. Wystarczy wskazać chociażby na sytuacje z przeszłości, np. dobrą współpracę socjalisty Francois’a Mitterranda z chadekiem Helmutem Kohlem. Nie powinny tej współpracy zagrozić też, mimo wszystko, wystąpienia Hollande’go, który podkreślał to, iż Niemcy nie decydują o Europie i wskazywał, iż nie popiera niemieckiego modelu reform zmierzających do wyjścia z kryzysu. Niemniej zwycięstwo Hollande, to pewny nacisk na Merkel w kierunku większych ustępstw fiskalnych i monetarnych, przeciwko polityce cięć, która przez znaczną część społeczeństw jest uznawana za nieskuteczną oraz nie jest przez nie w dużej mierze akceptowana.

Szukający finansowych oszczędności Sarkozy ponadto wykorzystywał w kampanii elementy polityki zagranicznej na potrzeby dyskusji dotyczącej oszczędności krajowych. Kwota 600 mln euro oszczędności rocznie tytułem zamrożenia francuskiego wkładu do budżetu Unii Europejskiej na wypadek utrzymania statusu quo z Schengen – Sarkozy opowiadał się za zreformowaniem tego układu – miała robić wrażenie na krajowym wyborcy. Ten element gry wyborczej, podejmowanej przy wsparciu Niemiec, i wbrew Komisji Europejskiej, kampanijnej walki z napływem nielegalnych imigrantów okazał się nieskuteczny, bo w ustach Sarkozy’ego brzmiał mniej autentycznie niż z ust Le Pen.

„Nie chcem, ale muszem”

Sarkozy podczas kampanii wyborczej przed drugą turą wyborów był zmuszony, wskutek sytuacji, w jakiej się znalazł, zabiegać o głosy tych osób, które w pierwszej turze poparły Marine Le Pen. Podnosząc kwestie imigrantów i zaostrzając w tej materii retorykę, zaryzykował przesunięcie sympatii części swoich dotychczasowych, nastawionych bardziej centrowo, wyborców na lewo. Z drugiej strony ponętnym okiem spoglądał także w kierunku centrowego elektoratu Bayrou. Musiał kalkulować co bardziej mu się opłaca i jaki dobrać przekaz, aby pozyskać wsparcie wyborców Frontu Narodowego i elektoratu centrowego. Hollande natomiast miała stosunkowo łatwe zadanie przekonać do siebie wyborców Melenchona oraz ekolożki Evy Joly, a także podjąć rywalizację o głosy sympatyków Bayrou. Szczególnie istotna była tu rywalizacja o wyborców Bayrou, który zadeklarował oddanie swego głosu na Hollande’go. Przy wsparciu byłych kontrkandydatów oraz w związku z zapowiedzią Marine Le Pen, że odda w drugiej turze pusty głos, co nie było zapewne bez znaczenia na decyzje wyborców Frontu Narodowego, pozycja Hollande’go znacznie wzrosła. Ukłony Sarkozy’ego w stronę wyborców Frontu Narodowego ostatecznie nie przyniosły pożądanych rezultatów. Przede wszystkim dlatego, że dla nich Sarkozy nie jest wiarygodny i utożsamiają go z rządzącym establishmentem. Le Pen nie mogła udzielić poparcia Sarkozy’emu, bo zaprzeczyłaby w ten sposób temu co wcześniej głosiła, a ponadto podważyła sens funkcjonowania swej partii skoro jest dla niej alternatywa w postaci obozu Sarkozy’ego. Interes własnej partii postawiła więc Le Pen ponad Francję. Dla Frontu Narodowego jednak, paradoksalnie zwycięstwo Hollande’go, może przynieść w przyszłości same korzyści, ponieważ parcia socjalne, których we Francji gwarantem jest prezydent Hollande, będą sprzyjały eksplozji obecnych systemów politycznych.

Kampania błędów

Sarkozy popełnił jeszcze jeden błąd. W kampanii wyborczej postawił bowiem na „pracę, odpowiedzialność i rodzinę” starając się w ten sposób skusić wyborców Frontu Narodowego. O ile jego przekaz wydawał się autentyczny w sprawie sprzeciwu wobec małżeństw gejów i eutanazji, o tyle mniej pewnie brzmiał już, o czym wyżej, w sprawie kontestowania pozycji imigrantów. Wprawdzie zauważalny wzrost poparcia zarówno dla Le Pen i Sarkozy’ego dało się dostrzec właśnie po zamachu Mohammeda Meraha, Francuza pochodzenia algierskiego, w Tuluzie i Montauban, lecz granie tą kartą okazało się niewystarczające. Nie udało się prowadząc kampanie w myśl hasła „Silna Francja” poprzez nacisk na sprawy związane z bezpieczeństwem wewnętrznym odwrócić uwagi wyborców od wzrastającego bezrobocia i malejącej siły nabywczej Francuzów. Najmniej trafiony i zdecydowanie nieprzekonujący konserwatywnego wyborcę był aspekt stawiania w kampanii wyborczej na rodzinę, co w odniesieniu do potrójnie żonatego Sarkozy’ego dało jedynie powód jego oponentom politycznym do żartów, a dla tradycyjnych wyborców działało jak czerwona płachta na byka.

Sarkozy poniósł spektakularną porażkę i jako pierwszy od trzydziestu lat prezydent Francji opuści Pałac Elizejski po pierwszej kadencji. Zapowiadał, że jeśli przegra, to odejdzie z polityki. Czy tak się rzeczywiście stanie, dowiemy się już niebawem. Zwycięzcą wyborów jest Hollande. Mają one jednak również innych wygranych. Są nimi Jean-Luc Melenchon oraz przede wszystkim Marine Le Pen, która konsekwentnie umacnia pozycję Frontu Narodowego i przed kolejnymi wyborami będzie kładła nacisk na taki to aspekt, iż stanowi on jedyną realną alternatywę dla socjalizmu oraz odbierających Francuzom miejsca pracy imigrantów. Zwycięstwo Hollande’go wieszczy odwrócenie tendencji spadkowej dla europejskiej lewicy i będzie wykorzystywane przez nią jako argument w kolejnych wyborach. Wybory we Francji, a także w Grecji pokazują jednak, że następne lata będą oznaczały (głębokie) przesunięcia na europejskich scenach politycznych oraz będą niosły ze sobą pojawienie się na nich, bądź uzyskanie poważniejszej pozycji przez nurty bardziej wyraziste.

Czytany 4320 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04