poniedziałek, 28 maj 2012 08:12

Michał Ziemowit Buśko: Patrzmy, nadchodzi. Wybory w Egipcie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Egipt-wybor  Michał Ziemowit Buśko

24 maja zakończył się wstępny dwudniowy etap wyborczej rywalizacji  w pierwszych w historii Egiptu demokratycznych, wolnych wyborach prezydenckich.  Wyłonienie prezydenta w początkowej fazie jest jednak mało prawdopodobne. W rywalizacji brakuje wyraźnego lidera. Podczas gdy o zwycięstwie decyduje 50-procentowa większość głosów, żaden z kandydatów nie ma szans by choć zbliżyć się do wymaganego progu. Kolejna tura jest przewidziana na 16 i 17 czerwca – wezmą w niej udział dwaj najbardziej pożądani przez wyborców kandydaci tury pierwszej. Bez względu jednak na to kto do niej wejdzie, już dziś wiadomo kto jest przegranym.

Kto startował? 

Zgodnie ze nowelizowaną wiosną zeszłego roku konstytucją, kandydat na prezydenta musiał być obywatelem Egiptu, który ukończył 39 lat,  posiadać pełnię praw publicznych, niepozostawać w związku małżeńskim z osobą nieposiadajacą obywatelstwa egipskiego oraz być osobą, której rodzice posiadają jedynie obywatelstwo egipskie. Kandydaci musieli uzyskać poparcie co najmniej 30 deputowanych parlamentu, bądź podpisy poparcia 30 000 uprawnionych do głosowania wyborców z 15 różnych prowincji.

W wyborach wystartowało 13 kandydatów, 10 innych kandydatur zostało zdyskwalifikowanych przez nadzorującą proces wyborczy komisję, która dopatrzyła się proceduralnych uchybień. Najpoważniejszą kandydaturą, wycofaną mocą orzeczenia komisji, była kandydatura Hazema Abu Ismaila – przedstawiciela salafitów. Został on zdyskwalifikowany ze względu na podwójną egipsko-amerykańską narodowość matki. Innym zdyskwalifikowanym kandydatem był kolejny islamista Chairat al-Szater – przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego, którego kandydatura nie została zatwierdzona ze względu na wyrok za przestępstwo kryminalne, osądzone mocą decyzji sądu wojskowego w roku 2007.

Rywalizacja została zdominowana przez dwa obozy: reprezentantów byłego reżimu oraz islamistów. Żadnemu ze stronnictw nie udało się jednak wystawić wystarczająco silnego kandydata, który mógłby powalczyć o zwycięstwo w pierwszej turze. Wyścig wyborczy został zdeterminowany rywalizacją wewnętrzną. Nie należy się zatem spodziewać, by którykolwiek z kandydatów odniósł zwycięstwo w pierwszej turze. Warto jednak przyjrzeć się sylwetkom najsilniejszych konkurentów, gdyż to właśnie wśród nich należy się dopatrywać uczestników przyszłej II tury jak i kreatorów politycznych sojuszy.

Pogrobowcy reżimu

Amr Musa

Były bliski współpracownik Mubaraka. Pomimo jednak powiązania z reżimem, jest postacią popularną, głównie ze względu na historię dość niezależnej, odważnej polityki. Począwszy od roku 1990 Musa pełnił rolę egipskiego przedstawiciela przy ONZ. W roku 1991 został wybrany na ministra spraw zagranicznych, urząd sprawował do roku 2001, kiedy to został zdymisjonowany przez Mubaraka. Jak się powszechnie uważa prezydent obawiał się rosnącej konkurencji zdolnego i popularnego ministra. W tym samym roku Musa został wybrany na stanowisko sekretarza generalnego Ligii Arabskiej (LA), funkcję tą pełnił do czerwca 2011. Jako szef LA zaangażował się w kampanię mierzącą w zniesienie izraelskiej blokady Strefy Gazy oraz w poszukiwanie szerszej współpracy dyplomatycznej celem nacisku na Izrael.  W okresie Arabskiej Wiosny starał się zdystansować od reżimu, choć nigdy nie poparł ruchów wolnościowych. W czasie kampanii wyborczej Musa przedstawiał się jako kandydat środka, gwarantujący rządy prawa i stabilizację; zwracał uwagę na problem kryzysu władzy i bezpieczeństwa; postulował konieczność reform gospodarczych i walki z kryzysem;  podkreślał doświadczenie i dotychczasowy dorobek dyplomatyczny.

Mocnymi argumentami Musy są: ponadpartyjna popularność, którą wypracował jako konsekwentny adwersarz polityki Izraela oraz wizerunek fachowca, który pomaga przekonywać wyborców o kompetencji przeprowadzenia zapowiadanych reform.

Silnym argumentem Musy jest ponadto poparcie ze strony ruchów sekularnych, które widzą w jego kandydaturze szanse na obronę idei świeckości państwa oraz konkurencję dla zdominowanego przez islamistów parlamentu – co może okazać się istotne ze względu na pozostające w fazie projektu prace konstytucyjne. Jak oczekują zwolennicy Musy, jego zwycięstwo pomogłoby wpłynąć na ostateczny kształt projektu tak, by zneutralizować znaczenie haseł islamskich.

Słabą stroną Musy jest jego bezbarwność oraz dystans jaki tworzy wokół własnej osoby – w szczególności w obliczu charakteru egipskiej kampanii, która była dotychczas nacechowana populistycznym kolorytem. Bez względu jednak na głosy krytyki, Musa jest wciąż silnym kandydatem i bez wątpienia może stać się zwycięzcą  w wyborczym wyścigu.

Ahmed Szafik

Były polityk reżimowy, emerytowany oficer lotnictwa. Kariera polityczna Szafika, podobnie jak kariera samego Mubaraka, wyrosła na gruncie wieloletniej służby wojskowej, pełnionej w ramach funkcji szefa sztabu. W latach 1996-2002 naczelny dowódca egipskich sił powietrznych. W okresie emerytury, minister lotnictwa, któremu przypisuje się zasługi znacznej modernizacji i usprawnienia działania egipskich państwowych linii lotniczych.   Urząd ministerialny pełnił do 29 stycznia 2011, został wówczas wybrany na premiera. Nominacja Szafika miała w założeniu uspokoić rewolucyjne nastroje placu Tahrir. Posuniecie nie spotkało się jednak z poparciem ulicy, a Szafik przetrwał na stołku premiera jedynie kilka tygodni dłużej niż sam Mubarak. Szafik w swej kampanii skupił się na problemach kryzysu bezpieczeństwa, przestępczości, chaosu i rozkłady władzy. Starał się jednocześnie prezentować jako konsekwentny przeciwnik fundamentalizmu islamskiego i obrońca religijnej tolerancji, a jednocześnie jako polityk energiczny i konsekwentny – co w założeniu miało go odróżniać od bezbarwnego i mało dynamicznego Musy.

Kandydatura Szafika może zatem liczyć na poparcie bardziej ambitnych reżimowych technokratów, wojskowych oraz koptyjską 10% mniejszość religijną. Jego potencjalna popularność jest jednak nadszarpnięta przez oskarżenia o niejasne korupcyjne skandale. Tym samym więc jak się należy spodziewać nie jest on kandydatem, który mógłby realnie zawalczyć o udział w kolejnej turze wyborów.

Szukając islamskiego ideału

Mohammed Mursi

Kandydat Bractwa Muzułmańskiego. W okresie dyktatury Mubaraka polityk opozycyjny, od połowy lat 90-tych pełniący funkcję członka najwyższych władz bractwa oraz deputowanego wybranego jako kandydat niezależny. W roku 2005 stracił mandat w wyniku aresztowania dokonanego w trakcie skierowanych w bractwo represji politycznych. Aktualnie pełni funkcję szefa politycznej reprezentacji bractwa – zwycięskiej w ostatnich wyborach fundamentalistycznej partii Wolności i Sprawiedliwości.

Jako reprezentant bractwa znajduje naturalne poparcie ogromnego elektoratu własnej partii. Sukces Mursiego nie jest jednak przesądzony. Mimo że jest jednym z najważniejszych polityków ruchu jego postać jest stosunkowo mało znana egipskiej ulicy, a jego kandydatura jest postrzegana jako alternatywa drugiej kategorii. Mursi został bowiem zgłoszony jako kandydat dopiero wtedy kiedy okazało się, że czołowy, preferowany przedstawiciel braci – Chairat al-Szater nie może wziąć udziału w prezydenckim wyścigu.

Kampania wyborcza Mursiego skupiła się na radykalnych – prostych w przekazie komunikatach. Mursi starał się nadrobić zaległości i jak najmocniej zapaść w pamięci wyborców. Jego propaganda została silnie nacechowana hasłami radykalizmu zarówno islamskiego (proponował przykładowo – powołując się na przepisy Szariatu – by wykluczyć  możliwość ubiegania się kobiet i nie-muzułmanów o urząd prezydencki) jak i politycznego w ogóle – szczególnie znane stały się deklaracje o konieczności rewizji traktatu pokojowego z Izraelem.

Należy przy tym zaznaczyć, że samo znaczenie deklarowanych radykalizamów nie musi świadczyć o wzroście ekstremizmu samego bractwa. Przykładem może być chociażby problem rewizji izraelsko – egipskiego układu pokojowego z Camp David z roku 1979, którego odrzucenie miałoby oznaczać nie tyle gotowość do wojny, co raczej gotowość do bardziej bezkompromisowego asertywnego stanowiska. W praktyce relacji dwustronnych owe deklaracje oznaczają niewiele – nawet najbardziej antyizraelski kandydat nie zrezygnuje z układu, gdyż oznaczałby to utratę milionów dolarów amerykańskiej pomocy zasilającej rokrocznie egipski budżet. Jednocześnie jednak, w praktyce propagandy wyborczej hasła owe mają swoje istotne znaczenie. Uwypuklenie populistycznych radykalnych elementów to sygnał wysyłany przez człowieka, który chce być postrzegany jako charyzmatyczny i bezkompromisowy – słowem walka o autorytet i pełne uznanie członków partii. Stawka jest duża, Bractwo Muzułmańskie jest zwarta siłą polityczną posiadającą zdyscyplinowany elektorat – co pokazało 43% poparcie jakie uzyskał ruch przy okazji wyborów parlamentarnych. Bracia liczą na dobry wynik i tym razem – zdają sobie bowiem sprawę, że sytuacja, w której przejęliby kontrolę zarówno nad parlamentem jak i urzędem prezydenta jest prostą drogą do politycznej hegemonii. Inna sprawa, że Mursi liczy również na poparcie spoza Bractwa, a konkretnie elektorat drugiej siły islamskiego fundamentalizmu – salafitów, którzy poprzez dyskwalifikację swojego kandydata pozostali politycznie osieroceni.  Radykalne wypowiedzi Mursiego są zatem nie tylko próbą konsolidacji roli w ramach bractwa, ale także narzędziem pozyskania bardziej radykalnych niezagospodarowanych politycznie wyborców.

Strategia Mursiego może jednak okazać się zgubna. Flirt z fundamentalizmem to ostrze obosieczne. Mursi ryzykuje bowiem odpływ postępowego elektoratu bractwa, który popierając ogólne hasła islamskie chciałby usłyszeć więcej pragmatycznych konkretów, w szczególności zaś w sferze gospodarki i polityki społecznej. Tym samym zatem pozycja Mursiego nie jest aż tak silna jak by sobie tego życzył. Tym bardziej, że nie jest on jedynym liczącym się kandydatem islamistów.

Abel Moneim Abul Fotuh

Były członek bractwa, który począwszy od zeszłego roku funkcjonuje jako kandydat niezależny. Jest powszechnie znaną postacią egipskiej opozycji zarówno doby Sadata jak i Mubaraka. Ze względu na szeroko zakrojony polityczny aktywizm i kierowniczą funkcję w ramach komitetu wykonawczego bractwa, kilkukrotnie więziony – z najdłuższym wyrokiem w latach 1996-2001. W roku 2009 zrezygnował z funkcji kierowniczych ruchu w konsekwencji konfliktu z zachowawczymi politykami organizacji. Kiedy w 2011 wbrew polityce ruchu wyraził chęć kandydowania na urząd prezydenta establishment organizacji zmusił go do politycznej banicji. Ostatecznie jednak wykluczenie przyczyniło się do wzrostu popularności – Fotuh skupił wokół siebie część elektoratu umiarkowanych islamistów, którzy stanęli po stronie politycznego aktywizmu, zarzucając elementom konserwatywnym serwilizm wobec byłego reżimu. W okresie rewolucji aktywny uczestnik protestów i gorący orędownik politycznego zaangażowania.

Siłą Fotuha jest jego nieposzlakowana opinia. Uchodzi za człowieka prawego i oddanego, politycznego dysydenta, który w opinii wielu jest nie tylko islamistą ale patriotą.  Sam Fotuh umiejętnie korzysta ze sprzyjającego wizerunku – jest politykiem aktywnym i niezwykle charyzmatycznym, starającym się wyjść naprzeciw oczekiwaniom bardziej liberalnego, otwartego i młodszego środowiska umiarkowanego fundamentalizmu. Fotuh chce ponadto wpłynąć na elektorat tradycyjnie znajdujący się poza sferą oddziaływania islamistów – przedstawia swoją kandydaturę jako szansę na porozumienie ponad podziałami i dialog pomiędzy islamistami a zwolennikami partii liberalnych. Stara się prezentować islamistyczny program polityczny, unikając jednocześnie haseł radykalnych. Skupia się na zagadnieniach pragmatycznych, podkreślając wagę problemów gospodarczych i ekonomicznych, jednocześnie zaś, sporą część jego propagandy zajmuje tematyka sprawiedliwości społecznej i opiekuńczości państwa.

Aktywizm Fotuha jest zatem znaczącym zagrożeniem dla pozycji Mursiego. Jak się uważa, wystawiona przez braci kandydatura Morsiego może być dla części fundamentalistów mniej atrakcyjna niż autentyczna,  zdeterminowana postawa Fotuha, który ma spore szanse na zagospodarowanie bardziej aktywnego politycznie elektoratu. Fotuh ma jeszcze jeden argument – szerokie spektrum polityczne, które może okazać się zbawienne w obliczu II tury. Prawdopodobny scenariusz wyborczej dogrywki będzie zapewne rywalizacją na linii islamiści – siły post-reżimowe. Elektorat islamistów wie, że jeśli będzie on reprezentowany w II rundzie przez Fotuha będzie miał duże szansę na wygraną. W przeciwieństwie bowiem do Mursiego, Fotuh może liczyć nie tylko na fundamentalistów, co zasadniczo zwiększa jego szansę. Dogrywka jest jednak melodią przyszłości, a sam Fotuh musiał przede wszystkim stawić czoło pierwszej rundzie, która była testem partyjnej lojalności. Największą ułomnością kandydatury Fotuha jest brak afiliacji, zdyscyplinowanego upartyjnionego elektoratu czy organizacyjnej machiny, która stałby za jego plecami. Jak się można domyślać są to słabości, które jednak nie pozwolą przetrwać do II tury.

Lewicowy sentyment

Hamden Sabahi

Jedyny liczący się kandydat lewicowy. Represjonowany politycznie działacz opozycyjny, założyciel i wieloletni szef partii Karama „Godność”. Deputowany izby niższej wybrany w roku 2000 i 2005. Dwukrotnie skazany na karę więzienia. Pierwszy wyrok został osądzony w konsekwencji działalności Sabahiego, organizującej ruch drobnych farmerów, sprzeciwiających się monopolizacji rolnictwa w rękach większych posiadaczy. Kolejny wyrok był wynikiem aktywizmu krytykującego amerykańską politykę w Iraku, która jako taka była popierana przez reżim Mubaraka. W czasie rewolucji jeden z nielicznych, bardziej doświadczonych organizatorów protestów. Ze względu na lewicową orientację polityczną liczy na poparcie robotników, rolników i drobnych handlarzy.

Sabahi wprost odwołuje się idei naseryzmu i arabskiego-socjalizmu. Tym samym więc, poza hasłami natury ekonomicznej i społecznej staje po stronie sprzeciwu wobec amerykańskiego imperializmu. Teoretycznie jest to przekaz dość atrakcyjny, antyamerykański resentyment jest bowiem emocją dość powszechną bez względu na polityczną afiliację. Z drugiej strony jednak Sabahiemu brakuje programu pozytywnego, stara się odgrzewać ostygłe idee, które dla części przeciętnych Egipcjan są jedynie symboliką, dla wielu zaś  populistyczną propagandą. Hasła arabskiego-socjalizmu przebrzmiały i nie mogą stanowić dziś skutecznego narzędzia w walce o współczesny elektorat.

Nie ważne kto wygrał, ważne kto przegrał

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie II tura z udziałem Musy i Mursiego lub Fotuha. Bez względu jednak na to kto stanie po stronie islamistów jedno jest pewne – realia wyborów pokazują, że prezydencka elekcja stała się nie tyle sporem o demokratyzację,  czy rozliczenie z przeszłością, ale raczej konflikt wokół poglądów na rolę religii. Starcie prezydenckie II tury nie będzie konkurencją na linii reżim – demokrata, ale pojedynkiem zwolennika sekularyzacji z islamistą. Tym samym więc, wybór prezydenta nie będzie odzwierciedlał oczekiwań elektoratu o typowym rysie liberalnym, którego aktywność legła u podstaw rewolucji jak i transformacji w ogóle. Tysiące byłych uczestników Arabskiej Wiosny stanie w obliczu trudnej decyzji – wyboru pomiędzy przedstawicielem byłego reżimu a islamistą – decyzją, która żadną miarą nie pokrywa się z oczekiwaniami rewolucyjnego Egiptu. Bez względu zatem na wynik II tury, egipski rewolucyjny ruch liberalny już poniósł porażkę.

Brak reprezentacji tendencji liberalnych, to nie tylko brak przedstawicielstwa, to także brak otwartej dyskusji, która mogłaby wnieść nową polityczną jakość. Egipt stoi w obliczu wyborów pomiędzy minionymi modelami władzy, widzianymi przez pryzmat wyidealizowanych wyobrażeń. Wyborów reprezentowanych przez gerontokrację, która nie jest w stanie zdobyć się na pozytywny, odważy program polityczny, ludzi którzy odgrzewając ideologiczne spory nie potrafią  odpowiedzieć na współczesne palące problemy.

Słaba reprezentacja, słaby prezydent, słabe państwo

Najważniejszym wyzwaniem prezydencji będzie problem ekonomicznej zapaści. Jak podają rządowe statystyki ponad połowa Egipcjan żyje poniżej poziomu ubóstwa oszacowanego na dwa dolary dziennie, kraj toczy problem bezrobocia – szczególnie w przypadku młodych, wśród których 25% zdolnych do pracy pozostaje bez zatrudnienia.

Inne zagrożenie to widmo nieuchronnej dewaluacji, krajowe rezerwy walutowe spadły w przeciągu dwóch lat z poziomu 36 miliardów dolarów do poziomu 11 miliardów.

Prezydent będzie musiał odpowiedzieć na rosnące żądania socjalne, które są źródłem nieustających protestów i niezmiennie podsycają rewolucyjne wrzenie. W kraju panuje chaos a demonstracje są na porządku dziennym. Część protestów wciąż skutkuje krwawą eskalacją – przykładem mogą być chociażby wydarzenia z początku miesiąca. W trwających wówczas protestach w okolicach rządowej kairskiej dzielnicy Abbasija śmierć poniosło 11 osób – wszyscy zginęli z rąk nieznanych sprawców. W powszechnej opinii odpowiedzialność za krwawe wydarzenia ponosi reżim. Nie brakuje teorii spiskowych, komentujących tragedię jako prowokację, a przekonanie, że generalicja celowo wykorzystała eskalację aby opóźnić przekazanie władzy w ręce cywilne.

Innym problemem jest drastycznie rosnąca przestępczość, która podobnie jak kanalizowane w formie protestów oczekiwania polityczne uwolniła się spod autorytarnej kontroli państwa, stając się zmorą trudnej transformacji. Mimo że Wojskowa Rada Narodowa nie prowadzi oficjalnych statystyk, opisujących problem, ciągłe doniesienia alarmują o rosnącej liczbie morderstw, gwałtów i rozbojów.

W obliczu niestabilnej sytuacji władza potrzebuje dużego kredytu społecznego zaufania, aby podjąć się odważnej polityki. Szeroka społeczna i polityczna legitymacja staje się koniecznością, warunkującą powodzenie transformacji. Egipt potrzebuje męża stanu, który spełni oczekiwania demokratyzacyjne, odpowie na potrzeby demonstrujących i przekona sfrustrowanych Egipcjan, że demokracja, w którą uwierzyli, jest w zasięgu ich politycznych oczekiwań, a prezydent którego wybrali silnym reprezentantem interesów wszystkich Egipcjan, bez względu na ich poglądy. Jak jednak pokazują dotychczasowe realia szansę na wybór męża stanu są niewielkie. Egipcjanie wybiorą zapewne marionetkowego prezydenta, który będzie umoczony w trudny i nie-transparentny proces przekazania władzy.

Zgodnie z konstytucyjną deklaracją, zatwierdzoną przez Wojskową Radę Narodową, prezydent będzie teoretycznie odpowiedzialny za zwołanie parlamentu, wybór premiera oraz zatwierdzenie ministrów jak i za szereg tradycyjnych ról przypisanych prezydenckiemu urzędowi, takich jak reprezentacja państwa za granicą. Deklaracja konstytucyjna jest jednak dokumentem tymczasowym, który miał być zastąpiony nową ustawą zasadniczą przygotowaną przez wyłonioną przez parlament konstytuantę. Zgodnie z pierwotnymi założeniami, konstytucja miała być poddana referendum, jak zatem zakładano wybór prezydenta miał się odbyć w oparciu o powszechnie przyjętą legitymację jego uprawnień. Projekt nowej konstytucji nie jest jednak gotowy. Tym samym więc wybrany prezydent obejmie swój urząd bez jasno określonego mandatu, co otworzy niebezpieczeństwo manipulacji.

Kto będzie prezydentem?

Mohammed Mursi

Choć pewności nie ma. Jak jednak można przewidywać, z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie to islamista. W obliczu drugiej rundy, zwolennicy Fotuha i Mursiego zjednoczą się – razem zaś posiądą wystarczający elektorat by wybrać religijnie zorientowanego prezydenta. Jednocześnie jak się należy spodziewać, konkurencja ze strony Musy nie będzie duża, głównie ze względu na polityczne osamotnienie. Zapowiadane przez ruchy sekularne poparcie może okazać się iluzoryczne, gdyż kandydatura jest odległa od oczekiwań liberalnej i antyreżimowej części sekularystów.

W praktyce będzie to oznaczało dominację islamistów, którzy będą władali zarówno parlamentem jak i urzędem prezydenta. Islamiści staną się tym samym projektantami jak i egzekutorami egipskiej transformacji.

Fot. fot Jonathan Rashed

Autor jest publicystą, doktorantem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, redaktorem naczelnym serwisu informacyjnego www.bliskiwschod.pl. Oryginalny materiał znajduje się TUTAJ.

Czytany 3858 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04