piątek, 15 luty 2013 08:11

Witold Repetowicz: Operacja Serwal w Mali - problemy drugiej fazy

Oceń ten artykuł
(1 głos)

mali05  geopolityka  Witold Repetowicz

Ponad miesiąc minął od czasu rozpoczęcia w Mali operacji Serwal i ponad dwa tygodnie od rozpoczęcia jej drugiej fazy. Pierwsza faza polegała na zatrzymaniu ofensywy islamistów Ijada ag Ghali i Abu Zeida, następnie przejście do kontrofensywy, odbicie zajętych miast w rejonie Mopti, a następnie wkroczenie do Gao i Timbuktu i oparcie linii frontu na łuku Nigru, naturalnej granicy między Mali właściwym, a pustynno-górzystą północą uznawaną przez Tuaregów za niepodległy Azawad.

Pierwsza faza operacji, jak można się było spodziewać, przebiegła bez większych problemów. Wprawdzie początkowo, gdy nie dotarły jeszcze lądowe siły francuskie, islamiści wciąż mieli przewagę na lądzie, mimo intensywnych bombardowań francuskich, co dowodzi słabości armii malijskiej, ale później zostali sprawnie wyparci. Gao zostało zdobyte po krótkich, acz intensywnych walkach, a z Timbuktu islamiści wycofali się bez walk. Siły Aqmi i MUJAO nie zostały jednak rozbite, a jedynie wycofały się do kryjówek na pustyni, skąd, już w trakcie drugiej fazy operacji, dokonali ataku na Gao. Ten atak również obnażył słabość sił malijskich, które tylko dzięki pomocy Francuzów i milicji Delta płk Gamou, odzyskały kontrolę nad Gao. W międzyczasie siły rebeliantów tuareskich z MNLA zajęły kilka miast, głównie w rejonie Kidalu (w tym stolicę regionu Kidal) oraz przy granicy z Mauretanią oraz Nigrem.

Francja nie ukrywała od samego początku, iż spodziewa się, że druga, pustynna faza operacji Serwal będzie zdecydowanie trudniejsza, z uwagi na zupełnie odmienny charakter walk. Przewaga technologiczna i liczebna na ogromnym, górzystym obszarze nie gwarantuje sukcesu, gdyż oddziały islamistów, terrorystów czy rebeliantów operują tam w małych grupach, szybko pojawiających się i znikających. Inna struktura demograficzna utrudnia, o ile nie uniemożliwia również rozróżnienia ich od ludności cywilnej. Dlatego też poprzednie rebelie tuareskie były tłumione albo za pomocą ludobójstwa (rzezi ludności cywilnej), albo przy pomocy milicji etnicznych, które miały gwarantowaną bezkarność i których dowódcy otrzymywali w zamian wolną rękę w prowadzeniu nielegalnych interesów, w tym przemytu narkotyków przez Saharę.

Francja określiła cztery cele operacji Serwal:

1) przywrócenie integralności terytorialnej,

2) porządku konstytucyjnego Mali,

3) trwałe rozwiązanie problemu tuareskiego oraz

4) likwidacja terroryzmu i narkoprzemytu na Saharze.

O ile początek drugiej fazy operacji Serwal napawał optymizmem to po dwóch tygodniach rozpoczęły się już poważne problemy, które mogą zniweczyć możliwość jej skuteczności.

Na początku drugiej fazy operacji Francuzi oraz wojska Czadu, które do płn. Mali wkroczyły prosto z Nigru, a z terenów kontrolowanych przez Bamako, weszły do Kidalu w porozumieniu z MNLA. MNLA oświadczyła, iż nie godzi się na wkroczenie tam wojsk malijskich i tak tez się stało. Za to MNLA zaoferowała swój udział w operacji Serwal i walkę z terrorystami (wcielając te zapowiedzi w życie m.in. poprzez schwytanie dwóch ważnych liderów islamoterrorystów), a także gotowość do negocjacji z Mali. Choć prezydent Mali, pod naciskiem Francuzów, nie wykluczył negocjacji z MNLA, to nie podjęto takich rozmów do dziś a malijskie media codziennie podżegają do nienawiści przeciwko MNLA i Tuaregom. Doszło zresztą już do kilku pogromów, dokonanych przez wojsko, a sądy malijskie wydały nakaz aresztowania kilkudziesięciu przywódców MNLA. Nie sprzyja to negocjacjom.

Tuaregowie są na terenie pustynnej północy Mali (Azawadu) u siebie i dzięki temu mogą skutecznie unieszkodliwić terrorystów z Aqmi, MUJAO czy Boko Haram (większość Tuaregów z Ansar Dine przeszła na stronę MNLA i w tej chwili Ansar Dine nie liczy się), którzy w większości są Algierczykami (Aqmi), Sahrawijczykami (MUJAO), Nigeryjczykami (Boko Haram) czy też międzynarodowymi dżihadystami, którym wszystko jedno gdzie walczą. Wojska malijskie (ani większość sił afrykańskich AFISMA) w ogóle nie jest w stanie prowadzić walk na pustyni, natomiast siły francuskie i czadyjskie mogą przejąć kontrolę nad tym terytorium, jednakże po ich wycofaniu należy się spodziewać odżycia konfliktu. Liderzy MUJAO już schronili się w enklawie sahrawijskiej Tindouf na terenie Algierii, gdzie pozostają nieuchwytni. Część zaś liderów Aqmi uciekła do Algierii, skąd w każdej chwili mogą wrócić. Z kolei Tuaregowie, w ciągu ostatnich 100 lat, wszczynali już pięć rebelii, których tłumienie (bez rozwiązania politycznego) nic nie dało. Mogą więc wywołać szóstą. Tuaregowie z Mali łatwo mogą też znaleźć schronienie w Nigrze, którego północ jest też kontrolowana przez Tuaregów, w dodatku eksrebeliantów. Tuaregowie z Nigru z całą pewnością nie będą biernie przyglądać się terrorowi wymierzonemu w Tuaregów z Mali. Warto tu dodać, że ani Francja ani żaden inny kraj europejski nie ma żadnego powodu, by angażować się w walkę przeciwko Tuaregom. MNLA bowiem nie chce prowadzić walk przeciwko Francji, chce natomiast wytępić na Saharze islamski terroryzm i umożliwić bezpieczną turystykę w tym regionie.

O ile początkowo współpraca między MNLA a Francją i Czadem układała się dobrze to po 2 tygodniach zaczęły się poważne problemy, spowodowane błędami Francji. MNLA, poza Kidalem, zajmowała m.in. miasta Lere i Menaka. Gdy wojska malijskie pod ochroną wojsk francuskich podeszły pod Lere, tamtejszy dowódca MNLA, nie chcąc angażować się w walkę z Francuzami, bez walki wycofał się do Mauretanii. Podobnie było w Menace, gdzie miasto zajęły oddziały milicji płk Gamou (milicja Delta złożona głównie z Tuaregów z klanu Imghad, wrogiemu klanowi Iforhas, z którego pochodzi większość liderów całej tuareskiej społeczności w Mali), wspierane przez Francuzów. Tu jednak dowódca MNLA, który wcześniej wycofał się z miasta został zwabiony na rozmowy z oficerem francuskim, po czym aresztowany. Ten incydent wywołał wściekłość MNLA i groźby z jej strony przejście do działań partyzanckich przeciwko Mali i – jeśli Francja będzie wspierała Mali – przeciw całej operacji Serwal. Byłoby to tragiczne w skutkach, póki co jednak nie zostało wdrożone.

Incydent w Menace jest interesujący i niepokojący również z innego punktu widzenia. W tym samym czasie, gdy siły Gamou ruszyły na Menakę, Gao zostało zaatakowane i przez było przez jeden dzień okupowane, przez terrorystów z Mujao. To pokazuje kruchość kontroli nad tym terytorium. Ponadto zatrzymany dowódca MNLA z Menaki nie był na liście ściganych sporządzonej przez władze malijskie. Wojsko wyjaśniło jednak, iż ma własną listę. Oznacza to, że rząd wciąż nie ma władzy w Mali i rządzi wojsko. Co gorsza, płk Gamou, który dokonał tego aresztowania, sam jest ścigany przez sądownictwo malijskie za udział w aferze Air Cocaine czyli przemycie kokainy przez Saharę. W tym samym czasie gdy Gamou aresztował dowódcę MNLA w Menace, jego ludzie ochraniali powrót dwóch arabsko-mailjskich „biznesmenów” do Gao. Ci dwaj, nie tylko, że byli ścigani przez władze Mali pod zarzutem organizacji przemytu kokainy, ale kontynuowali swą przestępczą działalność w czasie, gdy MUJAO kontrolowało Gao (współpracując z islamskimi terrorystami). Ponieważ mieszkańcy Mali usiłowali owych „biznesmenów” zlinczować, zostali oni zatrzymani przez Francuzów, przekazani Malijczykom i następnie po cichu uwolnieni przez mera Gao, lidera arabskiej milicji etnicznej płk Ould Meydou oraz płk Gamou.

Perspektywa przywrócenia porządku konstytucyjnego w Mali wydaje się więc daleka. W tym samym czasie gdy Gao zostało zaatakowane przez siły Mujao, w Bamako również doszło do walk: malijsko – malijskich. Junta kpt Sanogo to tzw. „zielone berety” czyli wojska lądowe. W maju ub. r. „czerwone berety” czyli wojska lotnicze usiłowały dokonać kontrpuczu, ale zostały pokonane. Po rozpoczęciu operacji Serwal „czerwone berety” zostały wprawdzie uwolnione ale kilka dni później „zielone berety” zaatakowały ich bazę w stolicy kraju Bamako, a w walkach zginęło kilka osób.

To wszystko pokazuje chaos, jaki panuje w Mali. Niesprawna armia, która prowadzi walki między sobą i ucieka przed każdym atakiem islamskich terrorystów, oddając inicjatywę w ręce milicji etnicznych, co z kolei grozi krwawymi porachunkami międzyplemiennymi oraz ponownym rozkwitem przestępczej działalności narkoprzemytniczej. To wszystko podkreśla znaczenie negocjacji Mali i MNLA jako absolutnej konieczności. Nie wydaje się natomiast, by sens miało obecnie szkolenie i zbrojenie wojska Mali, które jest częścią malijskiego problemu, a zatem nie może go rozwiązywać. Rozwiązaniem jest natomiast doprowadzenie do negocjacji Mali i MNLA, oparcie operacji antyterrorystycznej na pustyni na siłach MNLA i Czadu przy wsparciu logistycznym Francji (i ew. innych państw), wreszcie zabezpieczenie przywrócenia porządku konstytucyjnego w Mali poprzez wprowadzenie do południowej części Mali sił ONZ.

Fot. www.thefad.pl

 

Czytany 6240 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04