piątek, 09 kwiecień 2010 11:39

Waldemar Czachur: Niemcy - wzlot, zagubienie czy upadek supergwiazdy?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
  alt Waldemar Czachur   Niemcy są dla świata i przede wszystkim dla Europy, a więc i dla Polski, ważnym partnerem. Ciągłość, wielowektorowość i skuteczna koordynacja polityki zagranicznej z polityką gospodarczą, kulturową czy też polityką pomocy rozwojowej uczyniły z Niemiec liczącego się w świecie i Europie gracza.  
Pomne swej przeszłości Niemcy politykę zagraniczną z jednej strony oparły na takich instytucjach jak Unia Europejska i NATO, a z drugiej umiejętnie wykształciły w jej ramach przede wszystkim miękkie instrumenty, które wraz z wzrostem gospodarczym umożliwiły im skuteczne działania na arenie międzynarodowej. Jednak nic nie jest dane i wypracowane na zawsze, szczególnie kiedy kryzys finansowy i gospodarczy przewrócił agendy polityczne większości krajów do góry nogami.
 
Deutsche Wirtschaft?
Niemiecka gospodarka była jeszcze do końca lat 90. nominalnie trzecią co do wielkości na świecie. Początek wieku XX to dynamiczny wzrost gospodarki Chin, Indii czy też Brazylii, które zachwiały pozycją Niemiec w rankingach PKB. Rok 2009 to dla RFN kolejna strata wartości PKB o 5% i przede wszystkim utrata na rzecz Chin pierwszego miejsca na liście globalnych eksporterów. Niemiecki eksport spadł w 2009 r. o 14,7%, a import o 8,9%. Są to najgorsze wyniki niemieckiej gospodarki po drugiej wojnie światowej. Skąd to wyhamowanie niemieckiego giganta? Czy gospodarcze tąpnięcie jest wyłącznie wynikiem światowego kryzysu?
 
Gospodarka RFN po zjednoczeniu musiała udźwignąć ruinę po NRD, a przez to już nigdy nie powróciła do lat swojej świetności. Ponadto okazało się, że nowe kraje związkowe w niczym nie przypominają Irlandii czy nawet Polski, co więcej - jak wynika z raportu o stanie jedności Niemiec z roku 2008 - proces transformacji trwał będzie do roku 2019 i pochłonie następne 156 mld euro. Lekko osłabiona gospodarka RFN końca XX wieku, oparta na eksporcie, musiała jeszcze bardziej wyhamować w momencie, kiedy w trakcie kryzysu doszło do załamania się popytu na rynkach zagranicznych. Polityka rządu w dużej mierze pomogła zapobiec dalszym załamaniom rynku finansowego, ale pewne jest, że jeszcze w tym roku pojawią się jej negatywne skutki w postaci wzrostu bezrobocia i deficytu budżetowego.
 
Jak wynika z raportu Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW), niemiecka gospodarka w roku 2010 i 2011 wzrośnie każdorazowo o 2%. Powrót do stanu gospodarki z połowy 2008 roku możliwy będzie dopiero pod koniec 2011 r. Koniunktura w roku 2010 utrzyma­na będzie przede wszystkim dzięki rynkowi własnemu, a nie jak dotychczas eksportowi, choć spodziewany jest jego mały wzrost.
 
Na wschodzie bez zmian
Nowe (wschodnie) kraje związkowe, choć zasilone wielkimi dotacjami (ok. 15 bln euro), stały się dla Niemiec wielkim wyzwaniem zarówno gospodarczym, jak i demograficznym oraz politycznym. I choć wschodnioniemiecka gospodarka nabrała rozmachu i odnotowała wzrost między 2000 a 2008 rokiem o 14%, podczas gdy na Zachodnie wzrost wynosił 9,1%, to różnica między wschodem a zachodem jest ciągle spora. Przyczyną są deficyty natury strukturalnej jak: niewielka liczba dużego kapitału, brak przedsiębiorstw usługowych, wykwalifikowanych rąk do pracy, duże bezrobocie i ciągła depopulacja oraz starzenie się społeczeństwa. W roku 2006 wywędrowało 50 700 Niemców ze wschodnich landów, w tym 33 800 ludzi w wieku między 18. a 30. rokiem życia, co ma ogromny wpływ na rozwój gospodarczy. Innym istotnym faktem jest rozczarowanie Niemców wschodnich procesem transformacji i zjednoczenia Niemiec. Postrzegają się oni ciągle jako przegrani, co czyni ich bardziej podatnymi na hasła radykalnie prawicowe. Z badań wynika, że ponad 40% Niemców wschodnich odnosi się z niechęcią do demokratycznych rządów. Godnym uwagi jest jednak spójna polityka rządu RFN względem nowych krajów związkowych. Chodzi tutaj zarówno o programy edukacyjno-społeczne, jak i napędzające rozwój gospodarki. Pozytywnie ocenić należy umieszczenie w landach wschodnich innowacyjnego i nowoczesnego przemysłu, szczególnie technologii związanych z energetyką i ochroną środowiska. Będzie on pozytywnie zmieniał oblicze wschodniej części Republiki, co może mieć również pozytywne skutki dla polsko-niemieckiej strefy przygranicznej. Mimo to należy być świadomym, że ciągle jeszcze widoczny podział Niemiec doprowadził do zmian na scenie politycznej i w szeroko rozumianej kulturze politycznej.
 
Turbulencje na scenie politycznej
Dotychczas stabilny układ partyjny na niemieckiej scenie politycznej został w ostatnich latach poważnie zachwiany. Nie tylko przez rozmycie się dwóch wielkich partii ludowych (Volksparteien), czyli CDU/CSU i SPD, ale przede wszystkim przez nieznaną do tej pory w Niemczech nieprzewidywalność tworzenia się różnych koalicji w pięciopartyjnym systemie. Wszystko wskazuje na to, że obok Liberałów i Zielonych nowa partia lewicowa die Linke na trwałe wpisała się w niemiecką scenę polityczną. Oznaczać to może, że w przyszłości do stworzenia koalicji rządowej potrzebne będą w Niemczech trzy, a nie jak dotychczas dwie partie. Zmiany te mogą mieć dla niemieckiego wyborcy, który przyzwyczajony był do przewidywalnej polityki, negatywne konsekwencje. Utrata stałego elektoratu i niska frekwencja w wyborach może być tylko jednym z przykładów zachodzących zmian. W ostatnich wyborach do Bundestagu wynosiła ona 72% i była najniższą w historii Republiki. Istotne jest również, że partie CDU i SPD tracą rocznie łącznie około 24 tys. członków i tendencji spadkowej nie daje się zahamować.
 
Kłopotliwa demografia
Z danych demograficznych wynika, że Niemcy do roku 2060 stracą ok. 8 mln mieszkańców w stosunku do stanu z roku 2005, gdy tymczasem ludność Francji powiększy się o 10,4 mln, a Wielkiej Brytanii o 13,6 mln mieszkańców. Choć cała Europa przeżywa problemy demograficzne, to jednak dla niemieckiej gospodarki ich konsekwencje mogą być poważniejsze niż np. dla Polski. Co więcej, Niemcy znajdą się w tej części Europy, która zagrożona jest degradacją demograficzną w stosunku do zachodniej części kontynentu. W tym sensie centralne geopolityczne położenie Niemiec może zostać zakwestionowane, co nie pozostanie bez znaczenia dla niemieckiej pozycji. Poza tym nałożenie się na to wymienionych wcześniej przeobrażeń w polityce wewnętrznej może działać destabilizująco na międzynarodową pozycję Niemiec.
 

Słabsze Niemcy w globalnym świecie
W kontekście powyżej zarysowanych zmian zachodzących w Niemczech nasuwa się więc pytanie, jakie cele wyznacza sobie relatywnie słabnący Berlin i w jaki sposób definiuje swoje interesy w polityce europejskiej czy też polityce międzynarodowej. Wspomnieć należy, że zmianom uległ również dotychczasowy układ sił w zglobalizowanym świecie, konsekwencją czego jest słabnąca rola Europy i Ameryki, a coraz bardziej licząca się Chin czy Indii. Do tego dochodzi osłabienie instytucji multilateralnych i nowe globalne wyzwania jak klimat, terroryzm, kryzys finansowy i gospodarczy. Stałym elementem dotychczasowej niemieckiej polityki zagranicznej było stanowisko, że Niemcy swoje cele powinny realizować w ramach UE czy też NATO. Prowadziło to do przekonania, że interesy Europy są zgodne z interesami Niemiec, przez co Niemcy stały się największym orędownikiem integracji europejskiej. Myślenie to wynikało z konstruktywnego i krytycznego przepracowania swojej historii. Nawet jeśli podczas rządów Schroedera (1998-2005) słychać było głośnie werbalizowanie „własnych, niemieckich interesów", a eksperci pisali o „deeuropeizacji" i „renacjonalizacji" niemieckiej polityki zagranicznej, to było to raczej efektem jej zagubienia, niż realizacji opartej na szerokim konsensusie koncepcji. Niemcy pod rządami kanclerz Merkel nie tylko poluzowały relacje z Francją, choć ciągle stanowią one znaczącą siłę napędową UE, ale przede wszystkim nadały pragmatyczny ton rozmowom z Rosją i znacznie ociepliły relacje z USA.
 
Dzisiejsze Niemcy, wewnętrznie znacznie słabsze niż jeszcze w XX wieku, tym bardziej będą działały na rzecz pogłębiania integracji UE i budowania nowych partnerstw zarówno w ramach UE, jak i poza nią. W momencie, kiedy Berlin nie popiera bezwarunkowo inicjatyw Paryża, Niemcy będą szukały koalicjantów dla poszczególnych polityk pośród innych krajów UE. Tutaj szczególnie otwiera się szansa na polsko-niemieckie inicjatywy. Nie oznacza to w żadnym wypadku, że niemiecko-francuska współpraca ulegnie pogorszeniu. Można tu mówić jedynie o jej przewartościowaniu, gdyż partnerstwo niemiecko-francuskie jest wynikiem długoletniej współpracy instytucjonalnej, czy wręcz rutyny administracyjno-politycznej oraz symbolem europejskiej integracji.
 
Jaki interes mają zatem Niemcy w dalszym pogłębianiem integracji UE zarówno w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, jak i w polityce gospodarczej? Angażując się w politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, Berlin będzie chciał utrzymać swoją dotychczasową pozycję lidera w UE i w znacznym stopniu definiować relacje UE z Rosją oraz innymi krajami, chociażby Europy Wschodniej czy Kaukazu, przede wszystkim ze względów gospodarczych. RFN postrzega współpracę z Rosją zarówno w kategoriach gospodarczych, jak i politycznych. Co więcej, współpraca ta odzwierciedla sposób funkcjonowania niemieckiej polityki zagranicznej. Jest ona pragmatyczna, wielosektorowa i wielowektorowa, oparta na interesach gospodarczych oraz bezpieczeństwa. Poza tym jest ona wynikiem ciągłego „balansowania" w kreowaniu relacji z USA, Chinami, jak i w ramach całościowej polityki UE wobec Rosji (polityka równego dystansu i małych kroków). Niemcy będą intensyfikować dialog z Rosją, są wręcz jej strategicznym partnerem w UE, chociażby w kwestiach budowania stabilnego porządku w europejskiej polityce energetycznej, ale nie tylko. Współpraca w tym zakresie umożliwia Niemcom dostęp do rosyjskich złóż ropy i gazu oraz możliwość zwiększenia eksportu innowacyjnych technologii (zielone i nuklearne technologie).
 
Istotnej zmianie, jaka zachodzi obecnie w Niemczech, podlega percepcja bezpieczeństwa w polityce europejskiej i międzynarodowej. Jest ona w pewnym sensie wynikiem oczekiwań innych państw, kierowanych pod adresem Berlina. Chodzi tutaj o udział Niemiec w operacjach zbrojnych, a co za tym idzie, o rolę Bundeswehry w polityce bezpieczeństwa. Dotychczasowe militarne zaangażowanie się Niemiec - najczęściej pod presją sojuszników - w rozwiązywanie konfliktów światowych podniosło ich pozycję międzynarodową i wzmocniło poczucie własnej wartości, ale - co pokazuje obecna debata o Afganistanie - wymusiło też zmianę statusu Bundeswehry w samych Niemczech. Chodzi o jej przekształcenie z armii pełniącej zadania logistyczno-stabilizacyjno-rozwojowe w armię bardziej ofensywną, nastawioną na prowadzenie bojowych misji zagranicznych w ramach NATO i UE. Zmiany te, choć kosztowne i ze względów historycznych politycznie niełatwe, umożliwią Berlinowi aktywniejszą rolę w europejskiej polityce bezpieczeństwa i obrony.
 
Wracając do gospodarczego aspektu niemieckich działań na rzecz integracji należy z całą powagą stwierdzić, że to Niemcy potrzebują dziś Europy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dziś tylko przez Europę i z Europą zapobiegać mogą dalszemu osłabieniu gospodarki, by odbudować swoją pozycję europejskiego i światowego eksportera.
 
Wnioski
Czy nawet słabsze Niemcy mają ambicje do maksymalizacji swoich wpływów, do odgrywania większej roli w stosunkach międzynarodowych? W przestrzeni publicznej słychać głosy tych, którzy widzą Niemcy jako supermocarstwo (jednak bez hegemonistycznych zapędów), które powinno w zależności od konstelacji interesów współtworzyć międzynarodowy porządek, jak i tych, którzy widzą upadek Niemiec czy zdegradowaną supergwiazdę.
 
Wiele wskazuje na to, że świadomy swego geopolitycznego znaczenia Berlin, choć po trosze słabszy i zagubiony, nie stracił nadziei na pozycję europejskiego lidera. Swoje ambicje realizować może jednak tylko w ramach polityki unijnej. Co więcej: im większe miałyby być te ambicje, tym bardziej Niemcy potrzebowały będą Unii Europejskiej. Ale zaangażowanie Niemiec na rzecz UE będzie miało już bardziej pragmatyczny charakter. Nie wynika to w żadnym wypadku z eurosceptyzmu niemieckich elit. Niemcy stały się eurorealistami, świadomymi z jednej strony konieczności integracji w kontekście zmieniającego się porządku w zglobalizowanym świecie, a z drugiej strony mocniej niż kiedykolwiek wcześniej zabiegającymi o swoje własne interesy, zarówno w Brukseli, jak i poza Unią. Mocno przesadzone są zatem głosy o zagrożeniu potężnych Niemiec. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że Berlin w najbliższych latach może grać w pierwszej lidze światowych mocarstw. Wskazuje na to również przeprowadzona w 2009 roku przez DGAP (Niemieckie Towarzystwo Polityki Zagranicznej) ankieta, z której jednoznacznie wynika, że elity niemieckie nie widzą swego kraju jako global player, ale też nie wyobrażają sobie roli podporządkowanej w polityce międzynarodowej.
 
Berlin będzie musiał pogodzić się z rolą „średniaka" w globalnej polityce międzynarodowej, choć o wiodącym prymacie w Unii Europejskiej, chociażby dlatego, że dziś Unia bez RFN niewiele znaczy, tak jak zresztą Berlin bez UE. Polityka Berlina cechować się będzie ciągłym i zapewne bardzo skutecznym żonglowaniem pomiędzy artykułowaniem swoich narodowych interesów, a konstruktywnymi, wynikającymi z odpowiedzialności za globalne problemy, działaniami w ramach organizacji międzynarodowych, takimi jak np. polityka klimatyczna. Prymarny interes Niemiec w polityce międzynarodowej koncentrował się będzie zatem na polityce energetycznej i klimatycznej, ale również - co wynika z umowy koalicyjnej - na kontroli rynków finansowych i polityce bezpieczeństwa UE. Dla Polski otwiera to szerokie możliwości intensywnej współpracy.
 
Warto być jednak świadomym, że jeśli osłabienie Niemiec skutkowałoby zminimalizowaniem ich zaangażowania w Brukseli, i - co raczej jest nie do pomyślenia - rezygnacją z roli przywódcy europejskiego, to Europa może sporo stracić - autentycznego i hojnego adwokata integracji europejskiej, będącej gwarantem efektywności UE wobec globalnych wyzwań.
 
Artykuł ukazał się w Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego nr 06/2010 alt Publikacja za zgodą wydawcy.
Czytany 13027 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:56