×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 396

czwartek, 05 maj 2011 09:22

Tadeusz Wróbel: Świt bez brzasku

Oceń ten artykuł
(1 głos)

tomhawk


  Tadeusz Wróbel

„Świt odysei” siły koalicji i libijscy powstańcy odnotowali kilka sukcesów. Wciąż jednak w wojnie przeciwko Muammarowi Kaddafiemu nie nastąpił przełom.

Koalicja ogłosiła już po kilku dniach, że lotnictwo dyktatora przestało istnieć jako siła bojowa. Sytuacja, jeśli chodzi o działania libijskich powstańców, jest mniej optymistyczna. Wykorzystali oni tylko częściowo fakt, że narażone na ataki powietrzne oddziały wierne Muammarowi Kaddafiemu mają ograniczone zdolności do stawiania oporu i wycofały się w kierunku zachodnim. Dzięki temu powstańcy odzyskali kontrolę nad kilkoma miejscowościami, między innymi Adżdabiją, Bin Dżawwad, Ras al-Unuf, Al-Udżajlat, Bregą. Niemniej jednak nieprawdziwa okazała się informacja z rana 28 marca 2011 roku, że zajęli Syrtę, rodzinne miasto dyktatora. Po kilku godzinach okazało się, że faktycznie powstańcy zostali zmuszeni do odwrotu, a nawet opuszczenia Bin Dżawwad. W następnych dniach utracili również Ras al-Unuf, Al-Udżajlat i prawdopodobnie Bregę. Amerykański wice- admirał William E. Gortney, dyrektor Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, stwierdził tego samego dnia na konferencji prasowej w Waszyngtonie, że powstańcy są źle zorganizowani. 31 marca zaś przewodniczący kolegium admirał Mike Mullen oszacował, że choć zniszczono 20–25 procent zdolności bojowych sił Kaddafiego, nadal mają one dziesięciokrotną przewagę nad powstańcami. Do tego tylko blisko tysiąc z powstańców ma przeszkolenie wojskowe.

Panowanie w powietrzu

Operacja „Świt odysei” rozpoczęła się nietypowo za dnia. Pierwszy atak przeprowadziły samoloty francuskie przeciwko kolumnie wojsk Kaddafiego maszerującej na powstańczą stolicę Bengazi. Politycy jako jeden z powodów podjęcia działań militarnych wymieniają obawę, że reżim zechce krwawo zemścić się na mieszkańcach tego miasta za wzniecenie buntu, który potem rozszerzył się na całą Cyrenajkę i niektóre miejscowości w Trypolitanii.

Główne uderzenie nastąpiło jednak dopiero w nocy z 19 na 20 marca. Ze znajdujących się na Morzu Śródziemnym sześciu okrętów – dwóch amerykańskich niszczycieli, trzech okrętów podwodnych US Navy, w tym USS „Floryda”, oraz brytyjskiego HMS „Triumph” – wystrzelono 124 pociski Tomahawk. Zza Atlantyku nadleciały trzy bombowce B-2 Spirit, które zrzuciły 45 kierowanych bomb GBU-31/B na żelbetonowe schrony dla samolotów na libijskich lotniskach. W pierwszych operacjach nad Libią brały udział też samoloty brytyjskie, kanadyjskie i włoskie. Te ostatnie, jak ujawnili politycy, nie uczestniczyły w atakach.

Pierwszej nocy siły koalicji zaatakowały 22 cele, z których, jak później podano, 20 zostało zniszczonych. Poza lotniskami niszczono stanowiska dowodzenia obroną powietrzną, radary i wyrzutnie rakiet. Nie podjęto się natomiast zwalczania artylerii przeciwlotniczej, ponieważ jej stanowiska zostały rozmieszczone na terenach zabudowanych. Obawiano się, że ataki na nie mogą spowodować liczne ofiary wśród cywilów, co niechybnie wykorzystałby propagandowo Muammar Kaddafi.

Pierwsze uderzenia miały miejsce w pasie nadbrzeżnym, od Syrty na wschodzie po Zuwarę na zachodzie Libii. W następnych Tomahawki. Większość misji przeprowadzały jednak samoloty taktyczne koalicji. Rejon ataków rozszerzył się po Sabhę na południu Libii, gdzie znajduje się duża baza lotnicza. Brytyjczycy poinformowali 28 marca, że wystrzelone przez ich samoloty Tornado pociski Storm Shadow trafiły w bunkry dowodzenia i z amunicją, która była stamtąd dostarczana oddziałom rządowym ostrzeliwującym Misratę. W mediach pojawiły się też informacje, że do zwalczania sił lądowych lotnictwo brytyjskie użyło pocisków Brimstone. Francuskie myśliwce Rafale i Mirage-2000 też były uzbrojone w broń precyzyjnego rażenia: GBU-12 Paveway II, A2SM i SCALP.

Od początku operacji „Świt odysei” koalicja dążyła nie tylko do zniszczenia obrony powietrznej, ale również do sparaliżowania działań stanowiących największe zagrożenie dla cywilów, czyli sił lądowych Kaddafiego. Dlatego amerykańskie dowództwo wysłało nad Libię latające kanonierki AC-130 i szturmowe samoloty A-10 Warthdog. Wiceadmirał Gortney stwierdził 28 marca, że Amerykanie wykonują stosunkowo mało misji bojowych, a skupiają się na działaniach pomocniczych, takich jak zaopatrywanie w paliwo w powietrzu samolotów innych państw, rozpoznanie i kontrola oraz walka elektroniczna.

Koalicja chętnych

Wiceadmirał podał 24 marca, że w różnej formie w „Świt odysei” zaangażowanych jest przeszło 350 statków powietrznych. Ponad połowę stanowią maszyny amerykańskie. Spośród 38 okrętów, tuzin to jednostki US Navy. Poza okrętem dowodzenia, niszczycielami i okrętami podwodnymi w operację włączono dwie jednostki desantowe, dwie zaopatrzeniowe i zbiornikowiec. Stany Zjednoczone zatem są największym uczestnikiem tej operacji. Wobec początkowego braku porozumienia wśród członków NATO w sprawie objęcia dowództwa nad działaniami w Libii, Amerykanie zdecydowali się, by czasowo dowodzić siłami koalicji. Dowódcą strategicznym został generał Carter Ham, szef US Africa Command, a dowódcą taktycznym admirał Sam Locklear (na pokładzie okrętu dowodzenia USS „Mount Whitney”).

Sojusznicy uzgodnili ostatecznie, że kierować operacją w Libii, po przejęciu odpowiedzialności za nią przez NATO, będzie kanadyjski generał Charles Bouchard. Służy on w natowskim Dowództwie Połączonym w Neapolu. W Brukseli uzgodniono też rozpoczęcie morskiej blokady Libii, w której gotowość znaczącego uczestnictwa – cztery fregaty i okręt podwodny – zgłosiła między innymi Turcja, która niechętnie patrzy na działania lotnictwa koalicji. Turcy mają też przejąć kontrolę nad lotniskiem w Bengazi, przez które będzie dostarczana pomoc humanitarna.

Znaczący jest francuski wkład w operację. Prezydent Nicolas Sarkozy, który wiele zrobił, by doprowadzić do zbrojnej interwencji w Libii, wydzielił 19 marca na jej potrzeby 20 samolotów z sił powietrznych – osiem myśliwców Rafale, dwa Mirage 2000D, dwa Mirage 2000-5, sześć latających cystern C-135, samolot wczesnego ostrzegania E3F i maszynę walki elektronicznej C-160. Francuski komponent morski tworzą lotniskowiec „Charles de Gaulle”, cztery fregaty i zbiornikowiec. Lotnictwo morskie liczy 26 maszyn. Z lotniskowca operuje osiem Rafale, sześć samolotów Super Standard, dwa wczesnego ostrzegania E-2C Hawkeye oraz sześć śmigłowców. Kolejne cztery były na fregatach, ale w następnych dniach liczba francuskich samolotów bojowych zaangażowanych w operacji libijskiej ulegała zmianie. W komunikacie ministerstwa obrony z 27 marca padano, że tylko w bazie Souda na Krecie są trzy Mirage 2000-5. Dzień wcześniej informowano, że z lotnisk francuskich wystartowało na Libię 18 samolotów bojowych, po sześć Rafale Mirage 2000D i Mirage 2000-5. Według innych źródeł w sumie liczba samolotów bojowych francuskich sił powietrznych uczestniczących w operacji libijskiej wzrosła do 20 maszyn.

Duże jest również zaangażowanie Wielkiej Brytanii. Londyn włączył do działań nad Libią dziesięć samolotów Typhoon i osiem Tornado GR4, a także latające tankowce VC10 i Tristar oraz maszyny wywiadowcze, rozpoznawcze i transportowe. Stosunkowo skromny jest brytyjski komponent morski, składający się z dwóch fregat i okrętu podwodnego.

Włosi co prawda zaoferowali tylko po cztery samoloty Tornado i F-16, ale najważniejszym ich wkładem jest udostępnienie siłom koalicji aż siedmiu baz lotniczych. W operacji uczestniczy też ich marynarka wojenna. Inni europejscy sojusznicy – Belgia, Dania, Hiszpania, Holandia i Norwegia – wydzieliły od czterech do sześciu maszyn bojowych. Cztery CF-18 przysłała też Kanada. Razem z Hiszpanią wysłała też okręty wojenne. 29 marca skierowanie dziesięciu samolotów, w tym ośmiu Gripenów, zapowiedziała Szwecja. Niemniej jednak władze w Sztokholmie zastrzegły, że nie udostępnią swoich maszyn do ataków na cele lądowe. Niezwykle cenne, szczególnie politycznie, jest włączenie się do operacji koalicji w Libii państw arabskich. Do kreteńskiej bazy Souda sześć samolotów Mirage 2000-5 przyleciało z Kataru, a Zjednoczone Emiraty Arabskie postanowiły przysłać aż tuzin F-16E/F Block 60 i Mirage 2000-9.

Agencja RIA-Novosti poinformowała 25 marca, że według rosyjskiego wywiadu, koalicja przygotowuje lądową operację w Libii na wypadek gdyby ataki powietrzne nie doprowadziły do upadku Muammara Kaddafiego. Miałaby ona rozpocząć się w końcu kwietnia lub na początku maja. Politycy zachodni jednak zapewniają, że nie ma planów wysłania wojsk lądowych do Libii. Tamtejsi powstańcy będą musieli sami poradzić sobie z siłami, jakie pozostały Kaddafiemu. Należy jednak pamiętać, że w tym kraju są obecne zagraniczne siły specjalne. Brytyjski dziennik „Daily Mail” poinformował 25 marca, że działa tam około 250 Brytyjczyków z pułku SAS i jednostki SBS. Do tego wysłano tam jeszcze setkę z jednostki wsparcia. Brytyjscy specjalsi identyfikują cele i naprowadzają na nie lotnictwo.

Artykuł ukazał się w numerze 15 (741)/2011 tygodnika alt

Materiał został umieszczony na potrzeby programu analitycznego ECAG – Libia 2011.

Czytany 15183 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Najnowsze od Tadeusz Wróbel