środa, 30 listopad 2011 14:43

Rating dla myślenia o Europie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

moodys


  Bartosz Mroczkowski

„Ratingi unijnych państw są zagrożone!” – taki komunikat podała agencja Moody`s, która zagroziła, że obniży raiting większości państw Unii Europejskiej – nie tylko członków strefy euro. Poza ekonomicznymi implikacjami, które pociągają za sobą bardzo poważne problemy ze stabilnością narodowych gospodarek, Europa ociera się też o kryzys psychologiczny. Euro obligacje, czy interwencje w strefie euro? Unia polityczna czy walutowa? Oba pytania są zasadne i oparte na niezadowoleniu społecznym i idei odejścia od dalszej integracji.

Rating, to ocena wiarygodności kredytowej. Agencje, przy jej nadaniu, sprawdzają otoczenie polityczne, bilans płatniczy, obsługę długu oraz sektor bankowy. Skale przyznawane są od AAA do BBB dla poziomu inwestycyjnego i od BB do D dla spekulacyjnego. Każda z agencji ma swoje indywidualne określenia ocen w nadawaniu ratingów. Dziś, z siedemnastu państw strefy euro, tylko sześć posiada AAA. Dominują dwie opcje: francuska, która zakładała do niedawna dodruk pieniędzy w strefie euro oraz opcja niemiecka, która przewiduje pozostawienie w spokoju Europejskiego Banku Centralnego, którego zadaniem jest utrzymywanie płynności finansowej. W zamian mają być dokonane ostre cięcia kosztów w strefie publicznej. Eksperci sugerują, aby stworzyć euroobligacje, które z pewnością otrzymałyby najwyższy rating, z powodu gwarancji rządowych państw je wypuszczających – większości państw unijnych. Przeciwnikiem są Niemcy, Holandia i Finlandia z tego względu, że największe koszty i gwarancje emisji euroobligacji spadałyby na największych płatników UE. Belgia już ma obniżony raiting przez dwie agencje – Moody`s i Standard & Poors. Dzieje się tak dlatego, że dopiero teraz belgijski rząd przyjął plan budżetu, a dotychczasowe problemy przypominały charakterem bardziej kryzys rządowy, aniżeli ekonomiczny.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy już rozważa ewentualną pożyczkę dla Włoch. Plan jest dość zawiły, bo pieniądze pierwotnie miały pochodzić z EBC, który w swoim statucie ma możliwość udzielania pożyczek i ich pobierania od instytucji międzynarodowych. Instytucja ta mogłaby udzielić takiej pożyczki MFW, która w ramach swoich linii pomocowych, udzieliłaby wsparcia rządowi Włoch. Zagrożone są też Portugalia, Hiszpania i Węgry. W dwóch pierwszych rządy przejęli eksperci, a nie typowi politycy, którzy poza konstytucyjnymi obowiązkami dbają o wizerunek partii politycznych, co niestety łączy się z demagogią i populizmem.

Twórcy i myśliciele Wspólnoty przewidywali projekt tego rodzaju organizacji międzynarodowej w kategoriach „prosperity”. W przypadku zaistniałego kryzysu finansowego sytuacja jednak po kolei obnaża porażki Unii Europejskiej.

Porażka racjonalności

Z założenia Parlament Europejski jest niezależny od państw narodowych i nie powinien kierować się sugestiami poszczególnych rządów. Praktyka jest jednak zupełnie odwrotna. Poza grupami interesu, prawa, które ustala Parlament Europejski, nie zawsze mają logiczne uzasadnienie i czasami w nieprzemyślany sposób ingerują w integralność członków Unii Europejskiej. Zakaz palenia w miejscach publicznych jest elementem polityki społecznej i zdrowotnej, z którym państwo narodowe poradzi sobie doskonale bez angażowania do tego organizacji międzynarodowej. Z drugiej strony jednak, wskutek kryzysu finansowego narodziła się dyskusja pt. co dalej z Unią? Przez dalszą integrację rozumie się ustanowienie wspólnej polityki finansowej, np. narzucającej określenie progu długu publicznego w konstytucji każdego z państw. W takim rozumieniu jest to pukanie w drzwi integralności państwa. Pytanie, czy to się będzie opłacać? Gdyby wywołany skutek miałby przynieść pozytywne efekty i systematyczny rozwój państwa – wówczas takie działanie wydaje się zasadnym.

Drugą stroną medalu tej idei jest fakt, że o budżetach państw decydować będą dyplomaci i wyspecjalizowani urzędnicy w Brukseli. Euroentuzjaści twierdzą, że wciąż istnieje potrzeba budowy projektu europejskiego, opartego na wspólnotowej walucie. Tym samym Unia jest skazana na głęboką integrację. W kontekście tym ważne jest, że integracja europejska nie osiągnęła jednak pełnej integracji politycznej. Wciąż nie istnieje pomysł na skuteczne wdrożenie na kontynencie „państwa federalnego”. Przez kryzys w strefie euro stosuje się rozwiązania, które zbliżają do siebie poszczególne gospodarki, a więc państwa. Nie oznacza to jednak braku świadomości o własnej narodowości – jeszcze.

Porażka polityki zagranicznej

To składnia elementów, na które każde państwo chce mieć bezpośredni wpływ. W tym kontekście największymi eurosceptykami pozostają Brytyjczycy. Tymczasem Francuzi, dla których polityka wschodnia kończy się na Rosji, swoje zainteresowania przerzucają w rejon śródziemnomorski i Bliski Wschód. Niemcy zaś, którzy przez swoją finansową pozycję siłą rzeczy określani są jako jeden z liderów Unii Europejskiej, nie bez kozery dążą do ustawienia UE „na swój obraz i podobieństwo”.

W tych relacjach Polska usilnie próbuje narzucić swój projekt polityki wschodniej. Niestety zadanie to okazuje się coraz trudniejsze ze względu chociażby na jawny regres procesu demokratyzacji wg zachodnich standardów na Ukrainie (nie wiadomo ostatecznie nadal, czy dojdzie do podpisania umowy stowarzyszeniowej, która przewiduje narzucenie Ukrainie blisko 60% dorobku prawnego Unii Europejskiej, a jeśli już tak się zdarzy istnieje niepewność co do ratyfikacji dokumentu przez poszczególne państwa). Obok pozostaje Białoruś, która sprzedała Gazpromowi kolejne 50% udziałów w gazowej spółce dystrybucyjnej Biełtransgaz (Gazprom jest już właścicielem całości spółki). W zamian Mińsk będzie płacić tylko 165 dolarów za 1000 m3 – dla porównania Polska płaci 550 dolarów. W praktyce rosyjski koncern swobodnie może zarządzać systemem gazociągów w państwie, które jest objęte Programem Wschodnim Unii Europejskiej.

Obok nieskoordynowanej unijnej polityki zagranicznej, która ogranicza się do roli kolejnych głosowań nad rezolucjami, istnieją jeszcze poszczególne interesy korporacji międzynarodowych, które pod płaszczem inwestycji, nieświadomie bądź świadomie wspierają niedemokratyczne reżimy. Przykładem jest Turkmenistan. Saparmyrat Nijazow, były przywódca tego państwa, zmarły 21 grudnia 2006 roku, autor Świętej Księgi – Ruhnama, w której opisał historyczną i polityczną wizję narodu turkmeńskiego. Dzieło o stricte propagandowym charakterze, wychwalające osobę prezydenta jako „ojca Turkmenów”, stało się podstawą, obok Koranu, życia społecznego tego kraju. Turkmenistan prowadzi jednak dość niezależną politykę w regionie. Przykładem jest próba budowy gazociągu z Morza Kaspijskiego – przy mocnym sprzeciwie Rosji, Iranu i Chin. Dla pierwszych dwóch podział tych wód jest niedookreślony w umowach międzynarodowych, dla Chin natomiast jest konkurencyjnym projektem dla własnych gazociągów na północy. Państwo, w którym przez lata panował kult jednostki jest jednak dość atrakcyjnym miejscem dla inwestycji zagranicznych. Mimo obiekcji do charakteru rządów takie koncerny, jak Siemens, Nokia, Mercedes czy Gazprom lub amerykańskie spółki paliwowe nie wahały się aktywnie wejść do tego państwa.

Porażka bezpieczeństwa

Problemem w tej kwestii jest różnorodność w rozumieniu bezpieczeństwa w Europie. Ideą, którą głosił jeszcze m.in. św. pamięci Lech Kaczyński, był pomysł powstania wyspecjalizowanego wojska „europejskiego”, składającego się z jednostek ze wszystkich państw członkowskich. Miał być on, obok NATO, system bezpieczeństwa na kontynencie. Trudność w tym temacie polega na pytaniu przeciwko komu takie jednostki zbrojne miałby być skierowane?

Niemiecka analiza geopolityczna przewiduje, że Rosja powinna wchodzić w skład systemu bezpieczeństwa w Europie. Dla obywateli niemieckich Rosja jest państwem przewidywalnym i nowoczesnym. Polska skrajnie różni się w tej opinii. Zresztą jej stanowisko nie jest odosobnione. Obawy Polski podzielają państwa nadbałtyckie, ale też Rumunia, Bułgaria i Węgry, które mają bezpośrednie doświadczenie z radziecką okupacją. Pozytywnym aspektem jest jedność w sprawie rurociągu Nabucco, który pośrednio może doprowadzić do bardzo napiętej sytuacji w regionie Morza Kaspijskiego realizowany i popierany przez Turkmenistan, Kazachstan i Azerbejdżan. Co ciekawe po stronie Moskwy opowiada się Teheran. Warto przypomnieć, że problem wód terytorialnych na tym akwenie pojawił się po rozpadzie ZSRR, gdy jeszcze głównymi graczami w tym rejonie był Iran i Rosja. O podziale decydowały dwa dokumenty: porozumienie rosyjsko-perskie z 1921 roku i radziecko-irańskie z 1970, które w zasadzie głównie dotyczyło praw odnośnie żeglugi i rybołówstwa. Rosyjskie MSZ już grozi użyciem siły w tym bombowców strategicznych i planuje rozlokować bazy wojskowe w regionie kaspijskim. Komisja Europejska z drugiej strony odpowiedziała, że zablokuje gazociąg południowy – South Stream.

We wszystkich elementach i poszczególnych polityk, które różnią się od społecznej, zdrowotnej, energetycznej, środowiskowej, regionalnej, monetarnej itp. występuje rywalizacja, co wcale nie musi oznaczać braku logicznych i sprawnych rozwiązań. Jednak brak wspólnej polityki bezpieczeństwa (w tym projektów energetycznych, realizowanych z pominięciem państw tranzytowych) jak Nord Stream, lub kooperacja francusko-niemiecko-rosyjska, która realizowana jest ponad głowami unijnych członków – składają się w sumie na pakiet istotnych zagrożeń. Francuzi sprzedają okręty desantowe Mistral, Niemcy przewidują współprace wojskowo-techniczną z Moskwą. Dodatkowo Paryż i Berlin bez konsultacji, co irytuje najbardziej ambitnych Brytyjczyków, ustalają zasady funkcjonowania nowej unii walutowej. Przy działaniach tych państw, jako rzeczywistych, ale nie do końca akceptowanych liderów, pojęcie prezydencji traci regularnie na znaczeniu. Nie do końca jest zrozumiały brak zaproszeń na spotkania „siedemnastki”, państw, które nie są w strefie euro, ale zastrzegły sobie jej przyjęcie w Traktacie Lizbońskim.

Dziś państwa europejskie są od siebie ściśle uzależnione ekonomicznie. Istnieją naciski na państwa, które nie przestrzegały zasad wypływających z obowiązku przyjęcia euro, aby rozważyły sens funkcjonowania w strefie euro państw. Jednak Traktat Lizboński nie przewiduje opuszczenia strefy euro, bez opuszczenia Unii Europejskiej. Ocena tej organizacji pozostanie zatem na poziomie spekulacyjnym, czyli BB z plusem na dobrą przyszłość z uwagi na powiązania gospodarek i wiarę w przetrwanie projektu.

Czytany 4731 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04