czwartek, 25 październik 2012 07:32

Rafał Zgorzelski: Rozczarowanie Europą

Oceń ten artykuł
(1 głos)

hungary_flag dr Rafał Zgorzelski

We wtorek, w 56. rocznicę wybuchu antysowieckiej rewolucji na Węgrzech, odbyły się w Budapeszcie dwie jakże różne demonstracje – przeciwników i orędowników rządu Viktora Orbana. Po stronie zwolenników Orbana wystąpiło ponad 150 tys. ludzi, a w manifestacji jego oponentów, na czele z szefem Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP), Attilą Mesterhazym, trzy razy mniej.

Opozycja ogłosiła, że rozpoczyna marsz po odzyskanie władzy, a ma jej w tym pomóc były premier (w latach 2009–2010) centrolewicowego rządu, bezpartyjny Gordon Bajnai, który ma chrapkę na odzyskanie władzy na Węgrzech po wyborach parlamentarnych w roku 2014. Bajnai może liczyć głównie na wsparcie siły lewicowych. Już po upadku swego rządu utworzył ośrodek badań politycznych „Ojczyzna i Postęp”, w ramach którego realizowane są prace mające na celu stworzenie alternatywnych koncepcji do tych, które oferuje prawicowy rząd Viktora Orbana, aczkolwiek oficjalnie po wyborczej przegranej Bajnai ogłosił wycofanie się z polityki. Teraz do niej pragnie powrócić.

 

Bardziej przyszłościowym kandydatem węgierskiej lewicy wydaje się być mimo wszystko Masterhazy, młody (rocznik 1974), dynamiczny, świetnie wykształcony (ekonomista z doktoratem). To zapewne jednak polityk przyszłości węgierskiej lewicy. Bajnai, jako „bezpartyjny fachowiec”, doświadczony minister rozwoju regionalnego i samorządu lokalnego (w latach 2007–2008), minister gospodarki i rozwoju narodowego (w latach 2008–2009) oraz były premier Węgier może liczyć też na potencjalne wsparcie ze strony tych, którzy nie sympatyzują z lewicą, a nie będąc zwolennikami rządów prawicowego Orbana poprą eksperta jednoznacznie nie identyfikującego się z żadną partią.

W 56 lat od magicznej węgierskiej rewolucji, będącej przejawem pragnienia wolności, demokracji i praworządności oraz głosem głębokiego sprzeciwu wobec sowieckiego zniewolenia, dwie różne siły polityczne tego samego kraju wyciągają z przemian demokratycznych po 89’ dwa skrajne, odmienne wnioski. Węgierska lewica, będąca w dużej mierze, spadkobierczynią systemu zniewolenia, uważa dziś, że Orban zdradził ideały wolności i demokracji, które przyświecały inicjatorom obywatelskiego zrywu. Viktor Orban, który podejmował dyskusje z europejskimi włodarzami, nie godząc się bezrefleksyjnie na wszystkie rozwiązania narzucane Węgrom, jest oskarżany dziś przez rodzimą lewicę o izolacjonizm. To jednak krzywdzące opinie...

Bardziej pokojowo przebiegało wystąpienie zwolenników Orbana, który niesiony dumą z postawy bohaterów roku 1956, wyraźnie podkreślał jednak, że nie pozwoli na to by reputacja Węgier i sam kraj Madziarów były szargane przez brukselskich urzędników. Węgry są częścią Wspólnoty Europejskiej i bynajmniej nie czują się jej pariasem, chcą zabierać ważny głos w dyskusji nad przyszłością Europy.

Rocznica rewolucji 1956 roku była obchodzona na Węgrzech bardzo uroczyście, i to w wielu miejscach. Swój patriotyzm manifestowali licznie i na różne sposoby. Węgrzy w różnym wieku, starsi i młodsi, biorąc udział w pochodach, wystawiając znicze, składając kwiaty w miejscach symbolizujących męczeństwo walk o niepodległość Węgier, „Za wolność Waszą i Naszą”. Pięknym polskim akcentem był niewątpliwie poniedziałkowy przemarsz mieszkańców Budapesztu na czele z ministrem obrony prawnikiem Csabą Hende pod pomnik generała Józefa Bema. Na dumnych Węgrzech powiewały symbole zabitego przez reżim symbolu powstania – wyrwane godło komunistycznych Węgier.

Rozjechana przez sowieckie czołgi rewolucja węgierska jest dziś na Węgrzech prawdziwym symbolem. Politycznie kolejne rocznice jej obchodów, to okazja do wyrażenia swoich emocji oraz przekonań politycznych, patriotyzmu, frustracji, radości, zniechęcenia.

Przy okazji manifestacji na Węgrzech warto wspomnieć też wczorajsze berlińskie wystąpienie szefa brytyjskiej dyplomacji Williama Hague, który nie kryje swojego zawodu Unią Europejską. Hague wyraźnie zaznaczył, iż w Wielkiej Brytanii wzrasta frustracja instytucjami Unii Europejskiej, które „wysysają z narodowych parlamentów” kompetencje oraz chcą decydować o suwerennych państwach bez nich w coraz to większej ilości spraw.

Jakże współbrzmi wystąpienie brytyjskiego ministra z głosem Orbana, który podobnie jak Hague, chciałby, aby jego państwo odgrywało we Wspólnocie Europejskiej większą rolę. Hague mówił w Berlinie, że rozczarowanie Unią Europejską jest głębsze niż kiedykolwiek, a sama Wspólnota interpretowana jako organizm, którego Europejczycy i Brytyjczycy nie czują się współdecydentami.

Wystąpienie szefa brytyjskiej dyplomacji jest bardzo ważne. Pokazuje, że nie wszyscy podzielają entuzjazm choćby francuskiego prezydenta Francois’a Hollande, który szczególnie w ostatnim czasie kładzie coraz większy nacisk na potrzebę większej unifikacji i politycznej integracji Europy pod batutą wspólnego europejskiego rządu. Takie rozwiązanie przez Europejczyków zaakceptowane nie zostanie, a nawet jeżeli poprzez presję większość wypowiedziałaby się za nim, to nie należy mu dawać większych szans na przetrwanie. Jednakże, co warto podkreślić, Orban i Hague nie kwestionują potrzeby istnienia Wspólnoty Europejskiej, skupiającej państwa narodowe, Europy Ojczyzn. Obydwaj wskazują jedynie na potrzebę konstruktywnej i poważnej debaty nad tym, jak zreformować i zmodernizować UE, po to, aby Europejczycy czuli się jej współwłaścicielami.

Zupełnie niezrozumiałe są wystąpienia węgierskich socjalistów, którzy domagają się od Orbana podwyższania wydatków, gdy wszystkie racjonalnie postępujące państwa starają się je zrównoważyć. Również Wielka Brytania nie chce zwiększania budżetu UE, a premier tego państwa David Cameron nie wyklucza, że zawetuje na listopadowym szczycie UE porozumienie budżetowe, o ile brukselscy biurokraci nie powściągną nieco swoich emocji i nie zmniejszą planowanych wydatków. Brytyjczycy postawili się ostro Angeli Merkel, która może liczyć na życzliwe poparcie Hollande, choć kanclerz Niemiec i prezydent Francji reprezentują, zdawałoby się, zupełnie różne opcje polityczne. Łączą ich jednak wspólne interesy, i to muszą zrozumieć węgierscy socjaliści – Orban zabiega o interesy Węgier, a Jurandowa postawa pod murami krzyżackiego zamczyska w Szczytnie nie jest w dyplomacji najlepszym rozwiązaniem. Interesy te prowadzą do tego, że choć Hollande pali zazwyczaj cholewki do Merkel, to w negocjacjach budżetowych Francja jest gotowa zbliżyć się do Wielkiej Brytanii. Francuzi zabiegają o wsparcie dla swojej koncepcji wspólnej polityki rolnej, a Brytyjczycy o głębsze cięcia w całościowym Unijnym budżecie na lata 2014–2020. Jedno nie wyklucza przecież drugiego.

 

Czytany 7410 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04