czwartek, 27 sierpień 2009 12:32

Paweł Rogaliński: Unijne obrady o ubóstwie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Paweł Rogaliński

Czy syty zrozumie głodnego?

„Gdzie mieszkamy. Czego potrzebujemy" - to główne hasło ósmego już, corocznego Europejskiego Spotkania ds. Ludzi Doświadczających Biedy. Na zaproszenie prezydencji czeskiej do Brukseli zjechali goście z całej Europy: politycy, członkowie organizacji charytatywnych, delegacje osób ubogich oraz dziennikarze. Jako przedstawiciel mediów z Wielkiej Brytanii, miałem niezwykle trudne zadanie obiektywnej oceny całej imprezy.

Obrady, trwające kilka dni, odbywały się w Pałacu Egmont. Przybyłe delegacje osób wykluczonych społecznie raz po raz przedstawiały kolejne problemy najbiedniejszych i możliwości ich rozwiązania. Wielu z nich opowiadało historie swojego życia. Nie brakowało rodziców ciężko chorych, wymagających rehabilitacji dzieci. Niskie zarobki uniemożliwiały kupno drogich leków dla ich pociech. Na twarzach przedstawicieli ubóstwa widać było zmęczenie trudami życia. Kiedy mówili, ich ręce niejednokrotnie drżały ze stresu, a oczy pełne były łez. Jako obserwator, byłem wstrząśnięty. Problemami, przeżyciami, ironią losu. Takie doświadczenie zapada w pamięć do końca życia.

Polska delegacja złożona była z pani koordynator wyjazdu i pięciu przedstawicieli ubóstwa. Ich kłopoty opierały się w głównej mierze na problemach finansowych. Historia jednego z mężczyzn z naszego kraju była szokująca. Za długi wynoszące 400 złotych, trafił do aresztu. Policjanci, zamiast zapukać w drzwi i poinformować o karze, powybijali w środku nocy wszystkie okna w mieszkaniu i wskakując przez nie, skuli go w kajdanki. Podobny los czeka jego koleżankę z delegacji, która co miesiąc otrzymuje listy od firm windykacyjnych i policji.

Wypowiedzi w sali nabierały coraz to bardziej emocjonalnego nastawienia. Atmosfera tam panująca przepełniona była jednocześnie rozpaczą i nadzieją. Przedstawiciel Niemiec, drżącym głosem postulował: „Od ośmiu lat spotykamy się w Brukseli. Ciągle obradujemy, wymieniamy się wnioskami i nie widzimy żadnych efektów tych spotkań. W przyszłym roku znów zjadą się delegacje i ponownie nikt nie podejmie żadnych kroków w celu poprawy sytuacji biednych. To musi się zmienić". Po tych słowach wszyscy powstali a sala rozbrzmiała hukiem gromkich oklasków. Jedynie politycy prowadzący obrady zachowali dyplomatyczny dystans.

Napiętą sytuację próbował załagodzić Martin Žárský, przedstawiciel czeskiego Ministerstwa Spraw Społecznych. Nawiązał on do mojej wypowiedzi z zeszłego dnia, iż na posiedzeniach powinni być obecni także politycy krajowi i regionalni, bo to oni mogą najszybciej wprowadzić przedstawiane pomysły w życie. Vladimír Špidla, były premier Czech oraz komisarz Unii Europejskiej ds. Zatrudnienia, Spraw Społecznych i Równości Szans dodał, że: „rezultaty nowych aktów prawnych nie są widoczne na pierwszy rzut oka, w związku z czym nie ma możliwości od razu zauważyć te postępy. Aby praca zaowocowała w odczuwalne skutki, potrzeba nam wielu, wielu lat".

Ataki słowne i rozżalenie ludzi ubogich były spowodowane z jednej strony poczuciem olbrzymiej odpowiedzialności za skutki obrad, z drugiej zaś kolosalną różnicą warunków bytowych, w jakich się znaleźli. Bankiety i lunche w niezwykle bogatych salach pałacu Egmont oraz drogie hotele w centrum Brukseli (gdzie dobowy pobyt jednej osoby wynosił blisko 250 euro), były niczym wycieczka wygrana na loterii. Myśl, że za kilka dni wrócą do swoich krajów i znów będą głodować, stała się istnym koszmarem. Zapewnienia polityków, że Komisja Europejska robi wszystko, by zapobiec ubóstwu, nie były w stanie uspokoić zgromadzenia pełnego żalu, frustracji i... olbrzymiej nadziei na zmianę.

Rozmawiając z wieloma osobami, często słyszałem zarzuty pod adresem Komisji: „Unia rozrzuca pieniądze na lewo i prawo, zamiast podjąć konkretne działania zwalczające biedę". Inne opinie dotyczyły celowości spotkania. - Przecież na ten zjazd musieli wydać fortunę! - komentowała jedna z dziennikarek. Czy jednak fala krytyki była sprawiedliwa?

Komisja Europejska, jako jedyny organ posiadający inicjatywę ustawodawczą, opracowuje wnioski nowych aktów prawa unijnego, przedkładanych następnie Radzie i Parlamentowi. To od niej zależy kształt przyszłych ustaw, dlatego przed podjęciem jakichkolwiek kroków, musi zdobyć rozeznanie w wielu trudnych sytuacjach. Aby tworzone prawo nie było oderwane od rzeczywistości, Komisja zawsze spotyka się i rozmawia z różnymi grupami interesu oraz zasięga porady Komitetu Regionów a także Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

Jak widać, spotkanie było niezbędne. Pozwalało bowiem na wysłuchanie tych, którzy są najbliżej biedy. To oni wiedzą najlepiej czego im potrzeba i jak poradzić sobie z dręczącymi ich problemami. Przepych również nie powinien być elementem krytyki, ponieważ nie ma innego, lepszego wyjścia. Chyba nikt nie wyobraża sobie zapewnienia biednym tanich pensjonatów i najniższej klasy jedzenia, gdyż byłoby to jawną dyskryminacją i nietaktem - w końcu politycy na co dzień jedzą inaczej. Pomimo licznych kontrowersji, jakie powstały wokół spotkania, całą inicjatywę walki z ubóstwem należy ocenić pozytywnie. Jak powiedziała Anna Osińska, krajowy koordynator EAPN na Spotkania w Brukseli oraz członek zarządu ATD w Warszawie: „Moje wrażenia są dosyć mieszane, ale mimo to wierzę, że obrady mogą wiele zmienić dla jednego człowieka: przede wszystkim dodać mu energii i zaszczepić pozytywną myśl".

Artykuł został opublikowany w alt, w nr 07-08.2009, s. 9.


Czytany 5861 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04