niedziela, 11 lipiec 2010 10:23

Paweł Rogaliński: EUROubóstwo: kontrowersje wokół brukselskich obrad

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
alt Paweł Rogaliński

Pod koniec prezydencji hiszpańskiej, w Brukseli zorganizowano spotkanie z przedstawicielami najuboższych z całej Unii. Roszczeniowe postulaty wyrównywania szans spotkały się jednak z masową nieobecnością polityków. geopolityka

Po co spotkania w Brukseli?

Każda kolejna prezydencja UE przypadająca na okres od stycznia do czerwca zobowiązana jest do zorganizowania spotkania obejmującego grupę polityków, organizacji pozarządowych oraz przedstawicieli osób najuboższych, wykluczonych społecznie i reprezentantów mediów ze wszystkich 27 krajów członkowskich. Obrady w Brukseli mają niezwykle ważny cel - zaradzić ubóstwu, które dosięga co szóstego Europejczyka. Problem ten w szczególności dotyczy Polski, gdzie 14% osób dorosłych, pomimo stałej pracy, nadal doświadcza biedy. Jest to jednocześnie najwyższy wskaźnik w całej Unii Europejskiej. Aby skuteczniej koordynować działania zwalczające powyżej wymienione problemy, 2010 rok uznano za Europejski Rok Zwalczania Ubóstwa i Wykluczenia Społecznego. Mimo to czerwcowe obrady, zamiast formą okrągłego stołu, stały się forum zaciętej dyskusji o politykach i obowiązkach państwa wobec najuboższych. W efekcie Komisja Europejska, zamiast utrwalić swój pozytywny wizerunek, zaserwowała sobie głównie czarny pijar jako instytucji biurokratycznej i nieprzychylnej zwykłym „zjadaczom chleba”.

Brak polityków

Dziewiąte z kolei Spotkanie ds. Osób Dotkniętych Ubóstwem postanowiono zorganizować w Parlamencie Europejskim, by zainteresować deputowanych problemem biedy. Niestety, plany te okazały się być nierealne, a temat ubóstwa dla brukselskich polityków wydał się być niewygodny do poruszania. Już sama Komisja Europejska, jako organizator spotkania, nie podeszła do zorganizowanych obrad z należytą powagą. Na oficjalnym powitaniu dziennikarzy pojawił się wyłącznie dyrektor Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu (EAPN) Fintan Farrell tłumacząc, że przedstawicielka KE niestety nie dotrze na spotkanie. Kolejnego dnia, podczas omówienia wydarzeń z ubiegłego roku, zabrakło obecności komisarza Unii Europejskiej ds. zatrudnienia, spraw społecznych i integracji László Andora (węgierskiego następcy Vladimíra Špidli). Nie znalazł on również dostatecznie dużo czasu, by odpowiedzieć na wszystkie pytania dziennikarzy. Europosłowie także starali się uniknąć trudnej debaty. Spośród ogółu 736 osób wybrano 90, którzy zajmują się tematyką społeczną, i zaproszono ich na obrady. Niestety, chęć uczestniczenia w spotkaniu wykazał jedynie co szósty z nich. Ostatecznie na debacie pojawiło się tylko kilku eurodeputowanych. Sam przewodniczący PE Jerzy Buzek, który miał przywitać zgromadzonych swoim przemówieniem, niestety w ostatniej chwili zrezygnował z tych planów ze względu na inne obowiązki.

Problemy nie do rozwiązania?

Masowa ucieczka od trudnego tematu nie powinna jednak dziwić. Z roku na rok żądania narodowych delegacji mają tendencję rosnącą, znacznie przewyższającą możliwości finansowe Unii i krajów członkowskich. Przedstawiciele najuboższych domagali się m.in. przyznania zasiłków dla bezrobotnych na poziomie równym zarobkom osób pracujących, czy sprzedaży mieszkań po możliwie minimalnych kwotach, by nie trzeba było zaciągać na nie kredytów.

- Najuboższe rodziny powinny mieć możliwość minimum raz w miesiącu wyjścia do kina czy teatru. Kupno komputera w dzisiejszych czasach jest również koniecznością. Depcze się naszą godność - mówiła Lidia Lewandowska z polskiej delegacji. W obliczu powyższych postulatów, wielu polityków wolało być nieobecnych, niż publicznie obiecywać rzeczy trudne do spełnienia.

Mimo wymienionych problemów, spotkanie przyniosło jednak wiele nowych, niezwykle wartościowych wniosków, dotyczących m.in. konieczności zmniejszenia biurokratycznych wymagań podczas rozdzielania unijnych dotacji na cele społeczne oraz stworzenia systemu rotacji podczas przyznawania turnusów rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych. Zmiany te nie wymagają dodatkowych nakładów finansowych, za to mogą poprawić życie wielu osobom.

Ocena spotkania

Spotkania w Brukseli, pomimo wrażenia organizacyjnego chaosu, są bezdyskusyjnie potrzebne. Nie tylko ze względu na fakt, że wyciągane z nich wnioski trafiają na biurka najważniejszych polityków wszystkich krajów Unii. Ich dodatkową zaletą jest powszechna obecność mediów. Te ostatnie są swoistym pośrednikiem między trzema zainteresowanymi przy rewizji podziału dóbr publicznych: grupą interesu (a więc najuboższymi), społeczeństwem oraz elitą polityczną. Innymi słowy to media są odpowiedzialne za to, by przekazać społeczeństwu informację, że rosnące oczekiwania biednych nie wynikają z niczego innego, jak z ich desperacji i marzeń o normalnym życiu. Co więcej, interpretacja zachowania polityków nie powinna skupiać się wyłącznie na ich braku zainteresowania tematem, ale również na naturalnej, ludzkiej próbie uniknięcia bezpodstawnych ataków, bo przecież nikt nie jest osobiście odpowiedzialny za działanie całego kolektywu, jakim jest Unia Europejska. To pozornie błędne koło uników, w niezwykle jaskrawy sposób widoczne na spotkaniach Komisji Europejskiej, znajduje swoje ujście właśnie w informacji przekazanej całemu społeczeństwu Starego Kontynentu. Dzięki temu cel obrad zostanie jak najbardziej osiągnięty - Europejczycy ponownie pomyślą o sytuacji okolicznych kloszardów i być może staną się bardziej otwarci na ich problemy.

Artykuł pochodzi z alt

Czytany 4898 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04