niedziela, 04 maj 2014 10:29

Mateusz Piskorski: F..k the EU! - czy Berlin się na to zgodzi?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Berlin-7   dr Mateusz Piskorski

Niemcy od lat stanowić mogą wzorzec skutecznego tworzenia symbiozy polityki zagranicznej z polityką gospodarczą i stymulowaniem eksportu. Ekonomizacja relacji zewnętrznych republiki federalnej prowadzi do aideologicznego, racjonalnego wyboru decyzji rządu w Berlinie. Ten ostatni, stając niejednokrotnie w najnowszej historii przed wyborem: utracić poparcie potężnych kół przemysłowych, czy narazić się hegemonowi z Waszyngtonu, zmuszony był do umiejętnego lawirowania i poszukiwania rozwiązań kompromisowych. 

Ostatnie wydarzenia związane z Ukrainą i zdecydowane parcie do konfrontacji zimnowojennej dużej części establishmentu amerykańskiego sprawiają, że tym razem dylematy kanclerz Angeli Merkel mogą okazać się bardziej skomplikowane niż dotychczas, a ostatecznie podjęta decyzja może być znacznie bardziej brzemienna w skutkach niż podobne rozstrzygnięcia z ostatnich lat.

Waszyngton w sposób zdecydowany nawołuje do wprowadzenia daleko idących sankcji gospodarczych wobec Federacji Rosyjskiej, zapewne zdając sobie sprawę, że tylko w ten sposób może postawić Unię Europejską (czytaj: głównie Niemcy) pod ścianą i zmusić do zgody na projekt Transatlantyckiego Partnerstwa Handlowego i Inwestycyjnego (ang. Transatlantic Trade and Investment Partnership, TTIP), forsowany od roku przez korporacje amerykańskie, zdające sobie sprawę, że bez opanowania Europy trudno im będzie rzeczywiście wyjść z przedłużającego się kryzysu. Niemiecki przemysł, stanowiący motor napędowy jednej z ostatnich opartych na realnej produkcji gospodarek świata zachodniego, doskonale rozumie to zagrożenie, a z drugiej strony od lat zdaje sobie sprawę, że kluczowymi partnerami są dlań rozwijające się gospodarki niezachodnie.

Bezpośrednim dowodem na wagę, jaką niemieccy przedsiębiorcy przywiązują do rynków wschodnich, w tym przede wszystkim do współpracy z Rosją, jest znaczenie istniejącego już od 1952 roku Komitetu Wschodniego Niemieckiej Gospodarki (niem. Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft, OADW). W skład tej struktury wchodzą najistotniejsze organizacje branżowe niemieckiego biznesu, w tym Federalny Związek Przemysłu Niemieckiego (niem. Bundesverband der Deutschen Industrie, BDI), Federalny Związek Banków Niemieckich (niem. Bundesverband Deutscher Banken, BDB), Powszechny Związek Niemieckich Towarzystw Ubezpieczeniowych (niem. Gesamtverband der Deutchen Versicherungwirtschaft, GDV), Zrzeszenie Handlu Zagranicznego Niemieckich Handlowców Detalicznych (niem. Aussenhandelsvereinigung des Deutchen Einzelhandels, ADE), Centralny Związek Rzemiosła Niemieckiego (niem. Zentralverband des Deutchen Handwerks, ZDH) oraz ponad 130 wielkich niemieckich przedsiębiorstw. Działania Komitetu odbywają się w dziewięciu podstawowych obszarach geograficznych (Rosja, Ukraina, Białoruś, Kraje Kaukaskie, Mołdawia, Azja Środkowa, Albania, Kosowo, Europa Południowo-Wschodnia) i dotyczą nie tylko analizy warunków biznesowych, prawnych i kredytowych inwestycji w określone branże, ale również studiów nad otoczeniem politycznym, a także forsowania określonych działań oficjalnych władz w Berlinie względem państw objętych działalnością OADW.

Stojący obecnie na czele zarządu Komitetu Eckhard Cordes, jednocześnie prezes zarządu koncernu Metro AG, w sposób jednoznaczny podkreślił niedawno, że „jeśli jest jakiekolwiek wspólne przesłanie kapitanów naszego biznesu, to brzmi ono: usiądźcie do stołu i negocjujcie pokojowe rozwiązanie konfliktu”. Pogląd ten istotnie podzielany jest przez większość przedstawicieli niemieckich elit gospodarczych. Herbert Hainer, prezes koncernu Adidas, twierdzi, że „warto się zastanowić, czy ktoś taki, jak Władimir Putin nie powinien być włączony do procesu negocjacyjnego wcześniej, a nie teraz, kiedy jest za późno”. Podobne oceny i obawy wyrażają inni menedżerowie niemieckich gigantów przemysłowych, m.in. prezes Siemens AG Joe Kaeser (po przyłączeniu Krymu do Rosji miał on osobiste spotkanie z prezydentem W. Putinem pod Moskwą), prezes Deutsche Bank Juergen Fitschen (ostrzega przed głębokim kryzysem w przypadku sankcji), prezes Volkswagena Martin Winterkorn (VW sprzedaje w Rosji rocznie ponad 300 tys. samochodów). Ponad 6200 niemieckich firm prowadzi stałe interesy z partnerami rosyjskimi, przy czym dotyczy to nie tylko gigantów w rodzaju BASF, Adidas, Henkel, Beiersdorf czy Volkswagen, ale również małych i średnich przedsiębiorstw. Według dra Klausa-Juergena Gerna z Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, w przypadku wprowadzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji, prognozowany wzrost gospodarczy Niemiec należałoby obniżyć o 2%. Spowodowany ewentualnymi sankcjami spadek wynoszących dziś ponad 76 mld euro obrotów handlowych republiki federalnej z Federacją Rosyjską, mógłby – zdaniem ekonomistów – doprowadzić ponadto do konieczności likwidacji ok. 300 tys. miejsc pracy nad Renem i Łabą. Świętujący w Petersburgu swoje siedemdziesiąte urodziny w otoczeniu niemieckich przemysłowców wraz z Władimirem Putinem były niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder ma rację – Niemcy skazane są na partnerstwo gospodarcze z Rosją. Rosja, podobnie jak inne rynki wschodzące, potrzebuje dostępu do nowych technologii i związanych z nimi inwestycji. W obecnych warunkach wysoko przetworzone produkty niemieckiego przemysłu mogą liczyć na zbyt właśnie w Federacji Rosyjskiej czy w Chińskiej Republice Ludowej. Integracja euroatlantycka oznaczałaby krach niemieckiej gospodarki.

Jaki to ma związek z polską polityką zagraniczną? Wydawać by się mogło, że problemy naszych sąsiadów zza Odry nas nie dotyczą, że nasi politycy mogą sobie nadal pohukiwać o sankcjach i szarżować słowami bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Polski eksport na rynek rosyjski przez poszczekiwania poszczególnych ekip rządzących nad Wisłą już dawno spadł do poziomu poniżej wszelkich oczekiwań. Ale może polskie władze powinny sobie przypomnieć, że 38% naszego eksportu to eksport na rynek niemiecki. Że to Polska stanowi część niemieckiej Grossraumwirtschaft (gospodarki wielkiego obszaru) w naszej części Europy. Pojąwszy to, powinni namawiać kanclerz Merkel do podjęcia rozsądnej decyzji. Decyzji, która nie tylko będzie korzystna dla gospodarki naszego regionu uzależnionej od koniunktury na rynku niemieckim, ale też pozwoli na uniknięcie przekształcenia Europy w ekonomiczną kolonię USA. Co do intencji Waszyngtonu, nikt już chyba nie ma wątpliwości po sławetnym „F..k the EU” Victorii Nuland wypowiedzianym w Kijowie. „The EU” zamienić możemy na „Germany”, ale też na „Poland”. Bo taki jest stosunek Amerykanów do całej Europy.

Tekst pochodzi z bloga autora.
Fot. www.stag-berlin.com
Czytany 3699 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04