środa, 15 czerwiec 2011 08:03

Krzysztof Kokoszczyński: Unia bliżej obywateli

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

eu

  Krzysztof Kokoszczyński

Główną przeszkodą, stojącą pomiędzy obywatelami a Unią, jest złożoność związku europejskiego. Co należy zrobić, aby obywatele Unii lepiej zrozumieli działania Parlamentu, a także jakie wypracować metody obywatelskiego wpływu na proces decyzyjny?

Unia Europejska jest złożonym organizmem i jako taki, często jest trudna do zrozumienia nie tylko dla specjalistów, ale również dla zwykłego obserwatora. Niedawna konferencja, zorganizowana przez Collegium Civitas, poświęcona wpływowi obywateli na proces legislacyjny UE, zainspirowała do refleksji o sposobach ich funkcjonowania w ramach organizmu europejskiego. Parlament Europejski, w końcu, jak każdy parlament, pełniący funkcję podstawowego miejsca interakcji obywateli z władzą, mógłby stać się bliższy obywatelom państw członkowskich.

 

Główną przeszkodą, stojącą pomiędzy obywatelami a Unią, jest złożoność związku europejskiego. Podział obowiązków i możliwości działania pomiędzy różnymi jej ciałami: Parlamentem (PE), Komisją (KE) i Radą (RUE), sprawia, że nawet ludzie, którzy spędzają swoją karierę na ich studiowaniu, nie zawsze mają pewność co do kompetencji każdego z nich. Oczywiście, ta złożoność wynika z długiego i skomplikowanego procesu kształtowania się całej UE. Różna sytuacja polityczna w trakcie powstawania kolejnych traktatów, prowadziła do różnych rozgrywek politycznych i, w konsekwencji, zawierania różnych porozumień między państwami członkowskimi, które z kolei miały różne zapatrywania na kształt i niezależność instytucji unijnych (Rada wzmacniania w okresach przewagi poglądów traktujących UE jak bardziej złożone forum międzyrządowe; Komisja i, szczególnie, Parlament w trakcie przewagi zwolenników głębszej integracji); nie bez znaczenia było również pragnienie utrzymywania równowagi sił i wpływów pomiędzy największymi państwami członkowskimi (Francja, Niemcy, Włochy, później również Wielka Brytania), jak również pomiędzy tymi państwami en masse i tzw. mniejszymi krajami. Te wszystkie zmienne cele doprowadziły do powstania tego skomplikowanego i unikalnego organizmu, jakim jest Unia Europejska.

W sieci wzajemnie przenikających się kompetencji, konsultacji i nachodzących na siebie grup interesów, statystycznemu obywatelowi niezwykle łatwo się pogubić. Co należy zrobić, aby obywatele Unii lepiej zrozumieli działania Parlamentu, a także jakie wypracować metody obywatelskiego wpływu na proces decyzyjny?

Jedną z pierwszych nasuwających się odpowiedzi, jest edukacja. Niestety ta propozycja nie w pełni odpowiada na postawione pytanie. Nie należy pomijać roli tego czynnika w zwiększaniu zrozumienia funkcji PE w życiu obywateli Unii, ale prawdziwym pytaniem pozostaje zachęcenie ludzi do zdobywania wiedzy o PE i jego działaniu. Informacje na ten temat są stosunkowo szeroko dostępne, ale dotarcie do nich wymaga pewnego wysiłku. Jest on stosunkowo niewielki, ale w dzisiejszym świecie, pełnym informacji, wymagających naszej uwagi, zachęcenie odbiorcy, nawet do takiej "pracy" może być problematyczne. Naturalnie, oprócz zrozumienia mechanizmów unijnych, czy szerzej, procesów demokratycznych konieczne jest również, by obywatele mogli zobaczyć praktyczne i bezpośrednie efekty aktywności PE.

Podstawowym kierunkiem rozwoju wydaje się więc komunikacja. Koniecznie dwustronna – nie tylko obywatele muszą wiedzieć, co robi PE, ale również, jaki mogą oni mieć na podejmowane w nim działania. Naturalnie, strona internetowa Parlamentu posiada multum informacji, wliczając w to zapisy posiedzeń wszystkich komisji, ale nie można oczekiwać, by zwyczajny obywatel wchodził na te strony i z zapartym w piersiach oddechem śledził obrady Parlamentu. Zgodnie z duchem czasu, Parlament jest reprezentowany we wszystkich ważniejszych sieciach i portalach społecznościowych: Facebook’u, Twitterze, YouTube, itd. Jednak te wszystkie sposoby porozumienia rozbijają się na rzeczywistym problemie w komunikacji z obywatelem – wymagają od niego aktywności i świadomego wyboru: wejścia na te strony, przedłożenia filmiku z PE nad inne itp.

Z tego miejsca możemy pójść w dwie strony, szukając rozwiązania. Pierwszym jest zwiększenie obecności PE w mediach „biernych”, a drugim zachęcenie obywatela do aktywności.

W omawianym kontekście chodzi o takie media, które obywatele obejrzeliby niezależnie od istnienia w nich wiadomości dotyczących Parlamentu. Sztandarowym przykładem byłyby tu główne, wieczorne wydania programów informacyjnych, czy też najpopularniejsze dzienniki oraz tygodniki. Parlament pojawia się w nich rzadko, tak więc mało słyszy się o kwestiach tam dyskutowanych. Naturalnie, wynika to z faktu, że dla mediów krajowych atrakcyjniejsze są tematy bliższe swoim odbiorcom. Jednym z powodów tej sytuacji, jak się wydaje, jest łatwość przedstawienia informacji krajowych, w ogólnym zarysie: Sejm przegłosował ustawę, jest nowe prawo, tak głosował rząd, tak opozycja. W takiej sytuacji odbiorca szybko orientuje się, jak to nowe prawo wpływa na niego, jako że zna głównych graczy na scenie politycznej i ma już określony stosunek do nich. Nawet, jak nie rozumie do końca danej ustawy, to może się do niej odnieść przez swoje sympatie partyjne: „jego/jej” partia tak zagłosowała, tak więc odbiorca się cieszy lub smuci. Natomiast Parlament Europejski, mimo zbliżonej procedury legislacyjnej, nie oferuje tego samego stopnia zaangażowania emocjonalnego. Europosłowie mają mniej „medialne” nazwiska (z kilkoma wyjątkami), a rozpoznawalność frakcji PE pozostaje niska. Media musiałby w ramach transmisji dostarczać więc więcej informacji, ułatwiającej widzom, słuchaczom czy czytelnikom porównywalny stopień zrozumienia co w przypadku relacji dotyczących partii krajowych, a jak mówi stare powiedzenie: czas to pieniądz.

Obecności w mediach „biernych” pomogłoby również wprowadzenie w życie (pojawiającego się od jakiegoś już czasu) pomysłu, by to frakcje z PE prowadziły kampanie wyborcze do Parlamentu, a nie poszczególne partie członkowskie. Zwiększyłoby to w naturalny sposób ich obecność w mediach „biernych”, a dzięki temu rozpoznawalność frakcji by wzrosła, co mogłoby się przełożyć na wzrost zainteresowania tak nimi, jak i Parlamentem. Jednak konsekwencje takiej zmiany mogłyby być również negatywne, jak chociażby spadek zainteresowania wyborami do PE z uwagi na brak znanych wyborcom partii. Można by zapobiec takim efektom poprzez odpowiednio duże kampanie promujące frakcje jako takie – do czego z kolei potrzeba by znaczących nakładów finansowych. Możliwe są oczywiście tańsze, długofalowe kampanie zakrojone na znaczenie skromniejszą skalę, ale wtedy potrwałaby one dekady, zanim poziom obecności frakcji w „biernych” mediach wzrósłby na tyle, by ich działania i cele polityczne były znane choćby tak, jak są znane partie krajowe.

Jeżeli chodzi o zachęcenie do aktywności, to najprostsza i najbardziej skuteczna droga będzie prowadzić przez zwiększoną obecność w mediach biernych. Ludzie najczęściej przejawiają zainteresowanie tematami, o których jest już głośno w mediach (można tu przytoczyć polski przykład: niedawny, gwałtowny wzrost zainteresowania przeszczepami szpiku, promowanymi przez popularną Dorotę Rabczewską w trakcie choroby Adama „Nergala” Darskiego). Dobrą, pozytywną inicjatywą (także obecną w mediach) jest warszawska, doroczna Parada Schumana i cała jej otoczka. Tego typu wydarzenia nie kojarzą się obywatelom z suchym przedstawianiem faktów, a z czymś dynamicznym, atrakcyjnym.
Dobrym, aktywnym działaniem jest też European Youth Parliament Fundacji Schwarzkopfa i wspierany przez UE. Jest to, w skrócie, modelowy parlament młodzieży. Młodzi ludzie z różnych krajów Europy spotykają się i debatują wedle zasad PE. Oczywiście, jak każde działania skierowane do młodzieży przyniosą one efekty po pewnym czasie, ale EYP może zbudować poczucie solidarności i tożsamości europejskiej wśród swoich uczestników – a to z kolei może doprowadzić do ich większego zainteresowania działaniami Parlamentu, jako najwyższego wyrazu integracji europejskiej (przypomnijmy, posłowie, mimo bycia wybieranymi w swoich państwach mają na celu dbanie o interesy wszystkich mieszkańców Unii, nie tylko swoich rodaków).

Inne działania wspierające aktywne zainteresowanie Parlamentem Europejskim powinny być bardziej długofalowe i mieć na celu podtrzymywanie raz już zdobytego zainteresowania – i do tego świetnie się nadają wymienione wyżej portale społecznościowe, które poprzez swoją działalność i krótką formę dostarczają „impulsów” wiedzy, informacji oraz ciekawostek o działaniu PE na tyle regularnie, by raz zainteresowani tym tematem nie zapomnieli o nim.

Rola Parlamentu Europejskiego w Unii rośnie od wielu dekad. Czas pokaże, czy ten trend będzie kontynuowany, ale wprowadzenie nowego bytu do świadomości obywateli jest procesem na tyle długofalowym, że kampanie informacyjne i promocyjne PE powinny być właściwie stale obecne w państwach UE. Naturalnie, barierą są tu środki finansowe potrzebne na tak szeroką inicjatywę, ale nawet małymi krokami i wspieraniem dobrych inicjatyw organizowanych przez organizacje zewnętrzne można zwiększać zainteresowanie Parlamentem i jego działalnością.

Czytany 4756 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04