niedziela, 18 grudzień 2011 09:47

Jakub Bizoń: Unia Europejska musi podjąć działania radykalne

Oceń ten artykuł
(1 głos)

rioters  Jakub Bizoń

W obecnej sytuacji w jakiej znalazła się UE nie ma czasu na podejmowanie półśrodków i trwania przy "luźniej" polityce finansowej oraz utopijnej zasadzie współdecydowaniu wszystkich o wszystkim. Dodatkowym atutem by podjąć radykalne kroki jest olbrzymia akceptacja społeczna do podjęcia działań mających w końcu przynieść efekty.

Wydaje się, że polityka „luźnej” współpracy finansowej, nie opartej na zasadach autorytarnych decyzji finansowych, stanowiących wymóg ich wykonalności, musi doprowadzić do rozpadu nie tylko strefy euro ale i całej Unii Europejskiej. To właśnie swobodne podejście do polityki finansowej Grecji czy Irlandii doprowadziło do obecnej skali kryzysu. Należy w tym miejscu przypomnieć raz jeszcze, że to brak kontroli nad poczynaniami fiskalnymi Grecji był pierwszym ogniwem, doprowadzając do obecnych problemów tego kraju.

Każdy kraj, wstępując do jakiegoś układu czy wspólnoty, musi zaakceptować reguły w nim obowiązujące i nakazy, które z tego faktu wynikają. Polska, wstępując do UE zrzekła się pełnej niezależności w wielu aspektach gospodarczych, a także swobody w ustanawianiu aktów prawnych. Zatem obecnie nie ma sensu bronić niezależności w kwestiach, które i tak nie są zależne od Warszawy. Tymczasem szef polskiego rządu, mimo to, stara się za wszelką cenę bronić poczucia współdecydowania wszystkich o wszystkim wewnątrz UE, co prowadzi jedynie do kolejnego impasu podczas każdego kolejnego szczytu unijnego, a to z powodu analogicznych działań innych rządów w myśl tej utopijnej zasady.

Obecnie największym problemem unijnym jest brak ostatecznego zaakceptowania dominacji wspólnoty nad poszczególnymi państwami. Sytuacja, w której istnieje jedna waluta i kilkunastu ministrów finansów, którzy swobodnie decydują o poziomie zadłużenia, manipulując przy tym jego wielkością za pomocą sztuczek księgowania długu, jest kuriozalna.

W UE nie ma i nigdy nie było równości. Prym zawsze wiodła najsilniejsza gospodarka, a zatem Niemcy. Obecnie to Niemcom najmniej zależy na euro, bo to jedyny kraj, który mógłby w miarę bezboleśnie powrócić do marki. Nie można zatem oczekiwać, aby Niemcy bezustannie zgadzały się na "dopłacanie" do kasy UE, z której pozostałych 16 ministrów zabiera, a potem każdy na swój sposób rozporządza tymi pieniędzmi. W chwili obecnej jakiekolwiek próby sięgania po zasady równości wszystkich członków UE są stratą czasu, który z każdym dniem przybliża wspólnotę do ostatecznego rozpadu. Strach przed reakcją opinii publicznej póki co zdaje się być silniejszy niż faktyczna troska i realne próby wydobycia UE z kryzysu.

Należy jednak zadać sobie pytanie czy społeczeństwo łatwiej zaakceptuje ustępstwa w decydowaniu o własnym budżecie, czy obraz nędzy, który obecnie już obserwujemy w Grecji? Co doprowadzi do fali zamieszek, które mogą ogarnąć wszystkie kraje UE? Dyscyplina finansowa, czy krach strefy euro?

Wprowadzenie rygoru finansowego jest elementem niezbędnym i najważniejszym choć nie wystarczającym, by ocalić UE. Jednak bez jego wdrożenia nie ma sensu podejmowanie jakichkolwiek innych działań bo nie przyniosą one skutku.

Reforma fiskalna zakłada sankcje za przekroczenie rocznego deficytu strukturalnego o 3% nominalnego PKB. Sankcje, choć ochoczo krytykowane, są jednak niezbędnym elementem nacisku na wykonywalność założeń. Jeszcze w latach 80. Polscy ekonomiści za główną wadę socjalistycznego systemu gospodarczego, wymagającą natychmiastowej zmiany uznali brak możliwości bankructwa zakładu pracy, co prowadzi do braku dyscypliny finansowej. A zatem widmo kary, jak i widmo bankructwa, to, jak się wydaje, jedyne narzędzia dyscyplinujące rozpasanie fiskalne, zalecane zarówno w gospodarce planowej, jak i wolnorynkowej.

W przypadku braku szybkich i zdecydowanych kroków można być niemal pewnym, że Europę czeka fala wystąpień ulicznych i manifestacji które mogą przybrać niebezpieczny wymiar. Radykalizmy pojawiające się w momencie kryzysu mogą przyjąć różne formy. Tym samym można zarysować przynajmniej trzy możliwe scenariusze rozpadu UE wskutek:

- niepokojów wywołanych przez lewackie ugrupowania, nie posiadające wyraźnego programu politycznego i naprawczego (wzorem ruchu oburzonych);
- niepokojów wywołanych przez prawicowe grupy szukające winy po stronie zbyt szerokich programów socjalnych, obejmujących mniejszości narodowe;
- niepokojów wywołanych przez mniejszości narodowe i religijne (głównie islamistów), których kryzys może dotknąć w pierwszej kolejności.

Istnieje także realny scenariusz łączenia się rożnych ekstremów. W obliczu wspólnego wroga (problemu) istnieje obawa przed próbą połączenia sił w celu wspólnej walki z określonym wrogiem.

Grupy lewackie obecnie coraz częściej czerpią z radykalnych ideologii islamskich. Ostatnio można spotkać próby czerpania przez lewicę  wzorców z państw arabskich, które są naturalnym przeciwieństwem znienawidzonego przez te grupy świata Zachodu. Można zatem spodziewać się połączenia sił lewackich z mniejszościowymi grupami islamskimi, co przyniosłoby katastrofalne skutki.

Nie ma zatem czasu. Idealistyczne założenia konserwatystów, mówiące o demokratycznym stanowieniu społeczeństw we wszelkich zmianach traktatu UE nie są możliwe do przeprowadzenia. Rządy poszczególnych państw muszą same podjąć szybkie decyzje i kroki, jakich wymaga powaga sytuacji. Bezustanne debaty publiczne, referenda i szeroki udział ogółu w kształtowaniu oblicza UE to obecnie szybka droga do katastrofy.

Istniały w historii momenty, gdzie decyzje podejmuje się szybko i jest się z nich później przez historię rozliczanym. Do tego służy mandat otrzymany od społeczeństwa w demokratycznych wyborach - mandat do podejmowania działań.

Tekst zamieszczony również na blogu autora Invest-Blog.pl

Czytany 5177 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04