środa, 20 lipiec 2011 08:27

Dominik Jankowski: Proste rachunki

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

pgbankgeopolityka  Dominik Jankowski

Kryzys gospodarczy w strefie euro wpływa nie tylko na rynki finansowe. Jego konsekwencje będą mieć znaczenie także dla bezpieczeństwa.

Kiedy rok temu w atmosferze gorącego sporu finalizowano rozmowy o pakiecie finansowym dla zadłużonej Grecji, wielu przewidywało, że to dopiero początek walki ze skutkami źle prowadzonej przez lata polityki fiskalnej państw strefy euro. Dziś jest już jasne, że lista krajów wymagających pomocy będzie o wiele dłuższa. Obok Grecji, Irlandii i Portugalii, które już otrzymały międzynarodowe wsparcie finansowe, wymienia się Hiszpanię, Włochy i Belgię jako kolejne państwa mogące ugiąć się pod ciężarem ekonomicznego efektu domina.

 

Trudne decyzje

Narasta presja na redukcję deficytów budżetowych i długów publicznych w państwach strefy euro. Niemcy, które rok temu sprzeciwiały się pomocy finansowej dla Grecji, dziś walczą o wprowadzenie unijnych mechanizmów ograniczających zadłużenie poszczególnych państw. Stworzenie Europejskiego Funduszu Stabilizacyjnego i podpisanie paktu Euro Plus (przystąpiła do niego także Polska) mających przywrócić równowagę makroekonomiczną na Starym Kontynencie powoduje, że kraje unijne muszą wprowadzić w życie program głębokich reform, uzupełnionych przez cięcia wydatków publicznych. To oznacza, że w wielu dziedzinach – w tym także w polityce bezpieczeństwa i obronności – będą musiały kolejny rok z rzędu szukać dodatkowych oszczędności.

W 2010 roku Europa była jedynym kontynentem na świecie, który wydał mniej na obronę niż rok wcześniej. Aż 14 europejskich państw NATO ograniczyło wydatki na ten cel, między innymi Bułgaria, Czechy, Łotwa, Litwa, Słowacja czy Hiszpania. Pierwszą pozycją w budżetach krajów Starego Kontynentu, którą można było zmniejszyć, były środki na obronność i siły zbrojne. Pozwalało to z kolei ograniczyć cięcia w innych dziedzinach, jak na przykład służba zdrowia czy szkolnictwo.

W europejskim dyskursie politycznym coraz częściej pojawia się stwierdzenie, że Europa jest tak zwaną zieloną wyspą bezpieczeństwa na świecie. Pamięć o niedawnych konfliktach albo odeszła już w zapomnienie (wojny na Bałkanach), albo uważa się je za kwestię niezwiązaną bezpośrednio z kontynentem europejskim (wojna gruzińsko- rosyjska, zamrożone konflikty). Nie brak opinii, że do stawienia czoła niektórym wyzwaniom – takim jak napływ nielegalnych imigrantów z Afryki Północnej czy rodzimy terroryzm (homegrown terrorism) – nie są potrzebne twarde środki bezpieczeństwa, ale skuteczniejsza polityka migracyjna czy asymilacyjna.

Niebezpieczne konsekwencje

Głównym skutkiem nieskoordynowanych ograniczeń w wydatkach na obronność i politykę bezpieczeństwa jest postępujący spadek znaczenia Europy na militarnej mapie świata. To z kolei oznacza konsekwencje zarówno w stosunkach transatlantyckich, jak i regionalnych. W Stanach Zjednoczonych, podobnie jak w Europie, toczy się obecnie trudna debata o ograniczeniach budżetowych. Projekt Baracka Obamy zakłada, że łączne cięcia w wydatkach na obronę sięgną do 2023 roku 400 miliardów dolarów. Także Kongres USA, który ostatecznie decyduje o kształcie budżetu federalnego, opowiada się za zmniejszeniem środków państwa przeznaczanych na politykę zagraniczną. Kongresmani coraz częściej pytają, jaki sens ma angażowanie się w udzielanie gwarancji bezpieczeństwa na kontynencie europejskim, jeśli Europa – będąca obok Stanów Zjednoczonych najbogatszym regionem na świecie – nie kwapi się, aby utrzymywać wydatki na obronność na odpowiednim poziomie.

Z kolei w Europie coraz bardziej widoczny staje się proces indywidualizacji polityki bezpieczeństwa. Wielka Brytania, Francja czy Niemcy, państwa, które wciąż mogą pozwolić sobie na myślenie w skali globalnej, w mniejszym niż dotychczas stopniu oglądają się na pozostałych partnerów z kontynentu. Takie podejście prowadzi do osłabienia wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony, będącej drugim obok NATO filarem bezpieczeństwa europejskiego, co szczególnie dobitnie ukazała niemoc Unii Europejskiej w początkowej fazie kryzysu libijskiego.

Artykuł ukazał się w numerze 25/2011 (751) tygodnika alt

Czytany 4643 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04