poniedziałek, 04 lipiec 2011 08:26

Artur Bilski: Europejskie NATO? Yes we can

Oceń ten artykuł
(1 głos)

EUNATO  kmdr Artur Bilski

Drogi Europejczyków i Amerykanów rozchodzą się w Afganistanie. NATO stoi w obliczu poważnego kryzysu który wyczerpuje możliwości jego rozwoju w obecnym kształcie i jego reforma jest nieunikniona. Ciągle bowiem brak jest czystej i klarownej wizji zagrożenia, które połączyłyby Amerykę i Europę tak jak to było podczas zimnej wojny.

Polska inwestując wszystkie aktywa w sojusz z USA – jako gwarancje bezpieczeństwa – i nie budując sobie żadnej alternatywy w postaci rozwijania polityki obronnej i sit zbrojnych Unii Europejskiej może przegrać szanse na odgrywanie znaczącej roli w UE. Być może to się zmieni po wspólnej polsko-francuskiej deklaracji dotyczącej europejskiej obrony ogłoszonej niedawno Paryżu.

Dzisiaj trzy kraje Unii Europejskiej cierpią na nie wyleczone, mocarstwowe kompleksy: Francja, Niemcy i Polska. Te ambicje choć starannie skrywane pod maską poprawności politycznej i europejskości tworzą potężne podskórne nurty we wszystkich tych społeczeństwach i mogą doprowadzić albo do przyspieszenia procesu federalizacji Unii albo do jej zatrzymania i uwiądu. Na razie grozi nam to drugie.

Polska ciągle usiłuje odgrywać rolę „hegemona" w Europie Środkowej w oparciu o sojuszu z USA, zamiast budować swój potencjał gospodarczy i wojskowy w oparciu o UE jako jej wschodnia flanka i przeć do federalizacji. „Jedyną szansą Polski wpływania na politykę światową jest Unia Europejska” – mówi Antonio Missiroli – dyrektor European Policy Centre w Brukseli.

Konsekwencje tego ślepego zapatrzenia w Amerykę są widoczne już teraz. Polacy nie dość, że tracą zaufanie w Europie to i jeszcze realne wpływy w Unii Europejskiej. Nasza dyplomacja nie wywalczyła żadnego z 37 najważniejszych stanowisk dyrektorów generalnych w Unii Europejskiej. Polskich samodzielnych urzędników jest w Komisji Europejskiej 562 wynika z danych KE. Europą rządzą dzisiaj Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie podczas gdy my kraj o szóstym potencjale w Unii Europejskiej nie liczymy się zupełnie w tym gronie. Nic dość tego Polska po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego chce jeszcze osłabienia unijnej dyplomacji i prezydenta.

Polska musi przeorientować swoją politykę zagraniczną. Bezpieczeństwo powinniśmy budować zakotwiczając mocno w strukturach europejskich. Działanie takie wymaga jednak od naszych polityków wychodzenia poza własne ograniczenia historyczne i cierpliwe budowanie kompromisu, co nie jest jednak mocną stroną naszych elit, które nie najlepiej się czują, niestety, jako podmiot w polityce międzynarodowej, i chętnie, mam wrażenie, uciekają od realnego świata jednoczącej się Europy w niebezpieczne iluzje amerykańskiego snu.

Budując wspólna politykę, w tym obronną i armię Unii Europejskiej weszlibyśmy w struktury decyzyjne, nad którymi możemy mieć kontrolę. Po drugie jest to również szansa dla naszego przemysłu zbrojeniowego na nowoczesne technologie i zamówienia w ramach europejskiej wspólnoty. Jak widać amerykański offset, który miał być dla nas skokiem technologicznym okazał się klapą. Nie mówiąc już o amerykańskiej pomocy wojskowej dla naszej armii. Pora więc by Polska tchnęła nowego ducha w europejski projekt i jasno wyznaczyła sobie misje do wykonania w ramach budowania „życzliwej hegemonii Europy w świecie" i życzliwej hegemonii Warszawy w Europie Środkowej i Wschodniej. Jesteśmy naturalnie predestynowani, by wypełnić taką rolę. Musimy do tego usilnie namawiać Francję i Niemcy. Europa musi mieć do nas jednak zaufanie, które roztrwoniliśmy nie konsultując swoich decyzji z unijnym klubem, co do poparcia wojny w Iraku czy budowy tarczy antyrakietowej. Nie mówiąc już o nieustannym podgrzewaniu atmosfery w stosunkach z Rosją.

Stawianie tylko na USA jest niekorzystne dla nas z jeszcze jednego bodaj czy nie najważniejszego powodu. Nie mamy żadnego wpływu, w żadnym momencie, na proces decyzyjny w Waszyngtonie, a w konsekwencji musimy podporządkować się decyzjom tam zapadającym i w dodatku słono za nie płacić, jak to się działo w Iraku i teraz w Afganistanie. Chodzi zarówno o życie żołnierzy jak i pieniądze, których niewiele już pozostaje na modernizację polskiej armii, która bardziej może przydać się Unii niż Stanom Zjednoczonym.

Trend w Europie będzie inny od tego z jakim my podążmy. Silne nastroje antyamerykańskie w Europie po wojnie w Iraku i potencjalna porażka zachodu w Afganistanie może przyspieszyć zmiany wewnątrz NATO i emancypację obronną Unii Europejskiej. Szczególnie teraz po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego i widocznym „odprężeniu" w stosunkach USAUE. Jest to dobry moment by zapoczątkować pracę nad Wspólną Polityką Bezpieczeństwa i amią finansowaną z budżetu Unii Europejskiej.

Dzisiaj widać wyraźnie, że drogi Europejczyków i Amerykanów rozchodzą się właśnie w Afganistanie. NATO stoi w obliczu poważnego kryzysu który wyczerpuje możliwości jego rozwoju w obecnym kształcie i jego reforma jest nieunikniona. Ciągle bowiem brak jest czystej i klarownej wizji zagrożenia, które połączyłyby Amerykę i Europę tak jak to było podczas zimnej wojny. Być może teraz mogłaby to być wspólna wizja przewodzenia światu. Wojna w Iraku i Afganistanie udowodniły, że próba jednostronnego wykorzystania Sojuszu przez USA i nadania mu nowej dynamiki poprzez pchnięcie go do wojny z globalnym, islamskim terrorem jako „policyjną pałkę „Zachodu nie powiodła się".

Wyjściem z tej sytuacji klinczu interesów byłaby ewolucyjna „europeizacja" NATO i poprzez jego struktury emancypacja militarna Unii Europejskiej w ramach przestrzeni powstałej po – jak mówi francuski politolog Emanuel Todd – wycofywaniu się Ameryki ze świata – i w to miejsce utworzenie europejskiego „życzliwego hegemona", który wykorzysta swój potencjał do budowy pokojowego i moralnego ładu na świecie wspólnie z USA, ale za to na równych prawach. Współpraca w ramach NATO dwóch równoprawnych potęg ekonomicznych i militarnych USA i UE? To wielce obiecująca perspektywa.

Scenariusz gwałtownego wycofania się USA z NATO, podobnie jak Francji w 1966 r.,  za rządów Baracka Obamy ma niewielkie szanse zaistnienia. Sytuacja taka byłaby bowiem nagłym zachwianiem globalnej supremacji USA w świecie, czyli sytuacji, kiedy jak pisze Charles Krauthammer: „żadne państwo nie może rzucić wyzwania amerykańskiej hegemonii". Byłaby również niebezpieczna dla Europy, ponieważ Unia potrzebuje czasu, by zbudować wojskowy filar do odegrania roli globalnego lidera i paradoksalnie również wsparcia albo przynajmniej życzliwej neutralności ze strony Ameryki. Na pewno jednak nie dzielenia Unii na „nową i starą Europę" w zależności od egoistycznych zamiarów.

Dotychczasowa hegemonia USA w świecie, według francuskiego politologa Emmanuela Todda – opiera się na dwóch filarach: Europie i Japonii. Oba te filary są ekonomicznymi potęgami uzależnionymi od amerykańskiej gospodarki, o czym dobitnie świadczy boleśnie odczuwalny kryzys finansowy. Zarówno Unia jak Japonia znajdują się również pod wojskowym protektoratem Stanów Zjednoczonych, co pozwalało Waszyngtonowi na miękkie wpływanie na ich proces decyzyjny przez używanie straszaka chińskiego albo rosyjskiego (radzieckiego).

Ewentualna emancypacja wojskowa Japonii zablokowana jest przez artykuł 9 konstytucji, który zakazuje użycia siły jako sposobu rozwiązywania sporów międzynarodowych, jak również posiadania armii, floty i lotnictwa wojskowego. Z kolei ewentualna emancypacja wojskowa Unii Europejskiej blokowana jest przez funkcjonowanie NATO, zdominowane przez Stany Zjednoczone. Tak długo jak istnieje NATO w obecnym kształcie i rozczłonkowana militarnie Unia Europejska, ta ostatnia nie będzie stanowić równorzędnego partnera ani dla Ameryki ani dla Rosji, nie mówiąc już o Chinach jako potencjalne mocarstwo, które może mieć rozbieżne interesy, ale i narzędzia do ich realizacji. Siła militarna jest bowiem ciągle integralnym elementem polityki zagranicznej zarówno w przypadku Waszyngtonu jak i Kremla, czego niestety nie można powiedzieć o Brukseli. Unia póki co nie jest w stanie dorównać Rosji w skuteczności posługiwania się instrumentami militarnymi. Wystarczy bowiem spojrzeć w jaki sposób, wielokrotnie słabsza gospodarczo od Unii Rosja, jest w stanie wytworzyć olbrzymią wartość dodaną w dyplomacji wobec Brukseli używając straszaka sił zbrojnych i broni nuklearnej.

Mocarstwo według Zbigniewa Brzezińskiego charakteryzuje się bowiem trzema elementami: potęgą gospodarczą, atrakcyjnością kultury oraz siłą militarną, którą można przerzucić w dowolny rejon świata. Unii brakuje tego ostatniego. Bez armii i wspólnej polityki obronnej ubezwłasnowolniona militarnie Unia Europejska będzie ciągle w stanie politycznej nieważkości dryfująca pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją niczym kosmiczny rozbitek. Tak długo jak ten stan będzie trwał, Europa nie będzie liczyć się na arenie międzynarodowej, a poszczególne kraje (jak Polska) będą szukać protektorów poza starym kontynentem.

Ewolucyjna emancypacja militarna Europy, budowa unijnej armii, przyczyniłoby się do powstania „europejskiego hegemona" i spowodowałoby podział świata zachodniego na dwa zbliżone pod względem potencjału mocarstwa. Dałoby to szanse podtrzymania zachodniej cywilizacji w globalnej rywalizacji o przywództwo i jednocześnie byłoby przeciwwagą w ramach Zachodu dla amerykańskiej potęgi w myśl zasady „check and balances" (hamulców i równowagi), którą Amerykanie zakodowali w swojej konstytucji Oznacza to, że oba mocarstwa USA i UE wzajemnie się ograniczają i zarazem uzupełniają przez co inne kraje nie muszą się ich obawiać.

W obecnej sytuacji takiej równowagi nie ma. Co spowodowało nadużycie dominującej pozycji przez Waszyngton z czym mieliśmy do czynienia podczas kadencji G. Busha II. Kadencja Baracka Obamy może być w tym względzie przełomowa. Stąd pokojowy Nobel dla prezydenta USA, który ma być pewnie zachętą do działania w tym kierunku. Ameryka odeszła bowiem daleko od zasady „stranika systemu międzynarodowego", którego politykę zagraniczną przenikają, jak pisze Robert Kagan i William Kristol w książce „Persent Dangers" w wyjątkowo wielkim stopniu wartości moralne". Nowe otwarcie Obamy może oznaczać również koniec pewnego dogmatu o nieomylności Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie elity przekonane są bowiem o swojej wyjątkowości i uważają, że „używają swojej siły sprawiedliwie i mądrze, w sposób do którego nie są zdolne inne państwa" – pisze Francis Fukuyama w książce „Ameryka na rozdrożu". Myślenie takie zapoczątkowało według niego pożegnalne przemówienie Georga Waszyngtona i pogląd, że „republika amerykańska powstała w cnocie i mogłoby ją zbrukać tylko uczestnictwo w politycznych grach, typowych, dla Europejczyków". Inwazja na Irak udowodniała jednak coś zupełnie przeciwnego. Paradoksalnie to w Europie 15 lutego 2003 r. miesiąc przed wybuchem wojny w Iraku, odbyły się masowe demonstracje antywojenne. Minister spraw zagranicznych Francji określił te protesty mianem „narodzin narodu europejskiego". Była to jednocześnie próba zdystansowania się UE od „politycznych gier" Ameryki i jasnego określenia swoich interesów. Sprzeciw Francji, i Niemiec i innych krajów zapobiegł wplątaniu i „zbrukaniu" NATO w amerykańskiej „irackiej prywacie", która w gruncie rzeczy jest rozbudową imperium za pomocą brutalnej sity.

Amerykanie byli również bezwzględni wobec Europy i wykorzystali historyczne resentymenty do politycznego rozparcelowania Unii i rozgrywania jej państw członkowskich na nową i starą Europę. Widać więc z tej sytuacji, że militarna emancypacja Unii Europejskiej była przez ekipę Busha brutalnie sabotowana i będzie dalej sabotowana, ale w bardziej finezyjny sposób. Dlatego poprzednia administracja sztuczne podtrzymywała i wyolbrzymiała sojusz z Polską, ponieważ mogliśmy skutecznie blokować dalszą integrację militarną UE w zamian za obietnice bycia amerykańskim namiestnikiem w Europie Wschodniej. W tym kontekście koncepcja tarczy antyrakietowej na terenie Polski była zrozumiałym ruchem w tym kierunku. Jak widać obecna administracja również kontynuuje tą politykę.

Esej pochodzi z książki autorstwa Artura Bilskiego „Polska Armia Na Posyłki”, Warszawa 2010. PANP

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa Nobilis Media.

Czytany 6822 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04