czwartek, 14 lipiec 2011 10:08

Turcja tworzy Unię!

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

turcja  Bartosz Mroczkowski

Zniecierpliwienie niezdecydowaniem Unii Europejskiej odnośnie akcesji Turcji, turecki premier Recep Tayyip Erdogan zastępuje budową własnego centrum geopolitycznego w regionie Bliskiego Wschodu. Systematycznie od 2002 roku skutecznie nadaje ton realizmu w tureckiej polityce zagranicznej, zdobywając kolejnych sojuszników. Wspiera kraje muzułmańskie, wynosząc się na pozycję lidera. Nie patrząc na Zachód, zbliżył się do państw autorytarnych – Iranu i Syrii. Krytykuje za zakaz budowy minaretów w Szwajcarii i wspiera opozycjonistów w Arabskiej Wiośnie Ludów. Czy możemy mówić o modelu tureckim?

Zero problemów
Turcja w swojej strategii, nakreślonej przez ministra spraw zagranicznych Ahmeda Davutoğlu w stosunkach z sąsiadami stosuje praktykę „zero problemów”. Odnosi się to do pragmatyki i realizmu politycznego – nie nakłada ram ideologicznych jak Polska odnośnie Białorusi, która usilnie już dzisiaj chyba pragnie ustąpienia Łukaszenki. Przeciwnie, z każdym z nich relacje układane są indywidualnie. Wizja Erdogana łączy ku sobie pozycję ambasadora świata muzułmańskiego w regionie Bliskiego Wschodu z nieustannym zaangażowaniem dyplomatycznym i zwiększaniem wymiany handlowej ze swoimi sąsiadami. Przykładem identyfikowania się ze światem islamu jest twarde stanowisko w sprawie Autonomii Palestyńskiej, nie zważając na systematyczne pogarszanie się stosunków z Izraelem. Każdy ruch na mapie jest dokładnie przemyślany (sprzeciwienie się syjonistom to zyskanie aprobaty muzułmanów).

Turcja w Arabskiej Wiośnie Ludów była mało widoczna i balansowała pomiędzy twardą polityką nacjonalistyczną, a wartościami demokratycznymi. Widać to na przykładzie Tunezji i Egiptu, w których to państwach wsparła protestujących przeciwko władzy. Wynika to z hipotezy Ibrahima Kalina – politycznego doradcy premiera Erdogana, że turecka polityka zagraniczna zostanie oczyszczona z elementów nacjonalistycznych i zyska nowe zaufanie na Zachodzie. Rządząca partia Sprawiedliwości i Rozwoju utrzymuję porządek kemalizmu, na który składają się rządy ludu, sekularyzm (oddzielenie państwa od religii) etatyzm, reformizm, nacjonalizm i republikanizm. Hosni Mubarak wliczał się w te ramy ideologiczne, bo także bronił państwo przed fanatyzmem religijnym co mogłoby się przenieść na popieranie terroryzmu i Al-Kaidy w regionie. Natomiast nie zgadzał się ze wzrastającą pozycją Turcji w regionie, o czym świadczy udział Egiptu w procesie pokojowym pomiędzy Izraelem a Palestyną – stąd poparcie tureckiego establishmentu dla protestujących. Słowa Recepa Erdogna, aby Hosni Mubarak „wsłuchał się w wolę ludu”, nie specjalnie zdziwiły opinię publiczną. Sytuacja z Libią już nie była tak prosta. Libia była jednym z głównych partnerów handlowych Turcji, a tureckie inwestycje w ostatniej dekadzie przekroczyły miliardy dolarów. Poza sferą ekonomiczną punktem wrażliwym była obecność przeszło 25 tysięcy tureckich obywateli na terenie Libii. Stąd słowa Davotoglu oceniajace, że potępianie Kaddafiego „mogłoby narazić naszych obywateli na ryzyko” wydają się być zrozumiałe.

Turcja jest za ludźmi nie za reżimami

Jednak odmówienie wzięcia udziału w operacji NATO spotkało się ogromną krytyką nie tylko w Europie. Praktyka „zero problemów” zmusiła do przekalkulowania strategii w kwestii Libii. Jak pisze Mustafa Akyol dla portalu foreignaffairs.com, Erdogan odszedł z polemiki krytykowania NATO za operację w Libii w kierunku retorykę odejścia Kaddafiego. Potwierdzeniem zmiany poglądów jest przyjęcie lidera libijskiej opozycji Abdula-Dżalila, który podkreślił, że poparcie tureckie potwierdza, iż operacja NATO nie jest krucjatą przeciwko Kadafiemu, a ma swoje logiczne uzasadnienie.

Podobna sytuacja spotkała się z Syrią, która miała bardzo chłodne relacje z Turcją przed dojściem do władzy partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Poza sporami terytorialnymi, Syria wspierała organizacje terrorystyczne i partię stricte islamistyczną i lewicową Partia Pracujących Kurdystanu. Z czasem Davutoglu udało się wypracować kompromis, rozwiązać spory terytorialne, zbliżając się do Syrii tak, że Turcja wzięła udział w procesie pokojowym pomiędzy Syrią a Izraelem – który jak dalej podaje Mustafa Akyol został zastopowany operacją „płynny ołów” w strefie Gazy. Wyciągnięta lekcja z Libii przełożyła się na protesty u swojego południowo-wschodniego sąsiada. Recep Erdogan wezwał władze w Syrii, by te przeprowadziły odpowiednie reformy, zgodnie z duchem demonstrantów. Jednak najwyraźniej Baszar al-Assad za wszelką cenę próbuje utrzymać się przy władzy. Spowodowało to pogorszenie stosunków z Damaszkiem i Teheranem, które poczuły się zagrożone interweniowaniem Turcji w sprawy wewnętrzne sąsiadów. Dzieje się tak pomimo przyjęcia tysięcy syryjskich uchodźców przez Ankarę i utworzenia obozów przy granicy z Syrią.

Model Turecki

Na konferencji po spotkaniu ambasadorów regionu bliskowschodniego, minister Davutoglu określił sytuacje w regionie, jako „spóźniony proces normalizacji”, którego tchnieniem jest właśnie Turcja. W ten sposób Mustafa Akyol wyróżnia „model turecki” tłumacząc, że turecka partia rządząca stworzyła coś pomiędzy sekularyzmem autorytarnym (Egipt, Libia, Tunezja) a autorytaryzmem islamskim (Iran pod rządami fanatycznych ajjatolahów). Nowy turecki system niewątpliwie łączy ze sobą te dwa elementy – oddziela religię od systemu ustawodawczego i wykonawczego państwa zachowując islamskie wartości sprawowania władzy. Już są tego pierwsze odzewy, tunezyjska partia NAHDA i Bractwo Muzułmańskie Egiptu już zapowiedziały, że wolą brać przykład z Partii Sprawiedliwości i Rozwoju i pójść do wyborów powszechnych, niż dążyć do przejęcia kontroli w całości. Jednak Akyol zauważa pewne nieścisłości. W teorii taki model byłby czymś bardzo potrzebnym w regionie, ale w praktyce Turcja ma też własne problemy z nacjonalistycznymi Kurdami. Rządy AKP musiałby przeprowadzić trudną zmianę konstytucji i tak zdefiniować jej problematykę by połączyć się kompromisem z Kurdami, Turkami i konserwatystami a zwolennikami idei sekularyzmu. Wtedy można by mówić o latarni morskiej tureckiej demokracji na Bliskim Wschodzie – świetle ostrzegawczym dla państw autorytarnych, w których Turcja kiedy tylko pojawi się możliwość będzie wspierać społeczeństwo obywatelskie.

Turcja to bliskowschodnie centrum turystyczne, którego celem jest spajanie państw muzułmańskich, przez co chce być klarownym liderem w sprawach po pierwsze regionu po drugie społeczności muzułmańskiej. Dobrym momentem na dyskusję kontynuacji tego procesu jest Arabska Wiosna Ludów, która daje większe możliwości realizacji celów w polityce zagranicznej, ale także powoduje filozoficzne pytanie, którędy teraz ma iść Turcja i jaką drogę wybierze.

fot. Wikipedia/Creative Commons

Inny tekst w tym temacie:

Tomasz Skowronek: Turcja - między wschodem a zachodem

Czytany 8557 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04