czwartek, 25 kwiecień 2013 08:54

Tomasz Skowronek: Wenezuela po wyborach

Oceń ten artykuł
(1 głos)

N_Maduro  Tomasz Skowronek

Nicolas Maduro zostaje nowym prezydentem Wenezueli. Zaskoczenia raczej nie ma. Większość obserwatorów była niemal jednomyślna że to socjalistyczny polityk i szef wenezuelskiej dyplomacji przejmie stery po zmarłym Hugo Chavezie. Jednak wynik wyborów już może być małym zaskoczeniem. 

 

N. Maduro uzyskał tylko 1,6% przewagi nad Henrique Caprilesem. Oznacza to, że opozycja osiągnęła największy sukces od 1998 r., kiedy to do władzy doszli chaviści. Mimo że H. Capriles przegrał wybory, to ma powody do radości. Potrafił przekonać połowę Wenezuelczyków, że potrafi być alternatywą dla „socjalizmu XXI wieku” . Wynik ten pokazuje także, jak społeczeństwo się podzieliło na chavistów i antychavistów. Czego możemy się spodziewać od nowego prezydenta? Jakie wyzwania przed nim stoją?

H. Capriles w czasie kampanii wyborczej, podobnie jak N. Maduro, obiecał podwyżkę płac o 40%, rozwinięcie i polepszenie opieki społecznej, głównie służby zdrowia. Nawiązywał do „trzeciej drogi” – połączenia ognia z wodą, czyli polityki neoliberalnej z prosocjalną. Osobną dyskusją jest jednak, jaką politykę realizowałby w razie zwycięstwa. Wdrożenie polityki neoliberalnej z punktu widzenia H. Caprilesa nie byłoby opłacalne. W efekcie takich działań najprawdopodobniej straciłby władzę i ugruntowałby drogę socjalistom. To pokazuje jak wielkich zmian o charakterze rewolucyjnym dokonał H. Chavez w swoim narodzie. Tym samym opozycja zrozumiała, że aby wygrać wybory, nie może całkowicie zrezygnować z osiągnięć zmarłego prezydenta. N. Maduro często natomiast powoływał się na zmarłego szefa państwa i jego osiągnięcia.

W ostatnim czasie, w Wenezueli można zaobserwować wręcz kult zmarłego prezydenta. Przypomina to trochę kult Juana Perona i peronizmu, który do tej nawet pory odgrywa główną rolę w argentyńskiej polityce. Oddawanie czci wenezuelskiemu przywódcy jest jednak całkiem zrozumiałe. Hugo Chavez wyciągnął z biedy swoich rodaków. Ubóstwo zmniejszyło się o połowę, a skrajne ubóstwo zmalało prawie o 70%. Liczby te są potwierdzane przez wielu ekonomistów, jak również ONZ, Bank Światowy czy nawet przeciwników H. Chaveza, takich jak Michael Shifter z prestiżowego Forgein Affiars.

Kandydat opozycji Henrique Capriles ogłosił, że nie uznaje swojej przegranej z powodu rzekomych naruszeń prawa wyborczego. Obserwatorzy nie potwierdzają jednak tych wiadomości. Nie zmienia to faktu, że na ulicach starli się przeciwnicy i zwolennicy socjalistycznego rządu. W czasie rozruchów zginęło 6 osób a ok. 60 zostało rannych. W kontekście tym warto jednak odnotować, że zamieszek można było się spodziewać – niezależnie od wyborczego wyniku. Wenezuela jest jak beczka prochu: demonstracje, strajki, marsze opozycji bądź chavistów, które kończą burdami, są niemal na porządku dziennym. Po niezaakceptowaniu przez opozycję zwycięstwa N. Madury, obawiano się, że sytuacja może być podobna do tej z 2002 r., kiedy to dokonano zamachu stanu i chwilowo odsunięto H. Chaveza od władzy. Dziś taki scenariusz jest raczej mało prawdopodobny. Zarówno siły bezpieczeństwa jak i baza chavistów (w tym dwie grupy zbrojne Tupamaros i La Piedrita) są w pogotowiu i przygotowane na taką ewentualność.

Nowy prezydent Wenezueli będzie musiał zmierzyć z wieloma problemami. Inflacja wzrosła do poziomu prawie 30%. W porównaniu z poprzednim roku wzrosła o 5% i niestety niewiele wskazuje na to, że ta tendencja wzrostowa zatrzyma się. Także gospodarka rozwija się najwolniej z państw południowoamerykańskich. Przestępczość w Caracas kwitnie. Do tego dochodzi dewaluacja waluty, niedobór żywności w sklepach i spadek poziomu produkcji ropy z 3,3 mln baryłek dziennie do 2,4. Zadłużenie państwa sięga kwoty 42,5 mld USD w chińskim banku China Development Bank. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że N. Maduro będzie musiał przekonać rodaków do zaciśnięcia pasa. Tylko czy ich przekona?

Należy podkreślić, że nowy prezydent nie posiada takiej charyzmy jak jego poprzednik, który potrafił pociągać za sobą tłumy i prostym językiem wytłumaczyć chwilowe problemy w państwie. Także pozycja polityczna nowego przywódcy jest znacznie słabsza. Być może Wenezuela będzie musiała drożej sprzedawać ropę zaprzyjaźnionym krajom (może za wyjątkiem Kuby), podnieść podatki lub zwiększyć cenę benzyny. Władze w Caracas mogą również zaciągnąć nowy kredyt w CDB, lub renegocjować nowe warunki spłaty poprzedniego długu. Na chwilą obecną ok. 20% wenezuelskiego długu jest przeznaczana na obsługę chińskich instytucji. Co za tym idzie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Caracas jeszcze bardziej zacieśni stosunki z Pekinem. Chińczycy powinni być zainteresowani stabilną sytuacją polityczną w tym latynoamerykańskim państwie, tym bardziej że chińskie firmy naftowe są wyjątkowo aktywne w tym  kraju.

Chaviści nie mogą spocząć na laurach. Minimalna wygrana N. Madury powinna zostać odebrana jako dzwonek alarmowy. W następnych wyborach nowy szef państwa może przegrać, a kult H. Chaveza zacznie z czasem słabnąć. Z drugiej strony istnieje duże prawdopodobieństwo, że chavizm będzie tak popularny jak peronizm w Argentynie, a tym samym zacznie odgrywać znaczącą rolę w wenezuelskiej polityce. Można się spodziewać, że opozycja będzie rosła w siłę i socjaliści będą musieli się z nimi liczyć. Tym bardziej że H. Carpiles bardzo uwierzył w siebie.
Nowy prezydent Wenezueli stoi przed bardzo trudnymi wyzwaniami. Musi rozwiązać problemy, które bezpośrednio dotyczą funkcjonowania przeciętnych gospodarstw domowych czyli inflacja, przestępczość oraz niedobór produktów. Ważne będzie także utrzymanie miejsc pracy, a także zwiększenie liczby publicznych inwestycji w infrastrukturę. W ciągu sześciu lat okaże się czy nowy rząd sprosta tym wyzwaniom. Od powodzenia tych zamierzeń zależy, czy rewolucja boliwariańska zwycięży w następnej batalii...

Fot. in2eastafrica.net

 

Czytany 4544 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04