niedziela, 09 październik 2011 07:32

Tomasz Skowronek: Meksykańska wojna narkotykowa

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

drug  Tomasz Skowronek

Meksyk wśród krajów latynoamerykańskich zawsze wyróżniał się stabilnością. Praktycznie od 1917 roku panowała tam demokracja parlamentarna i nie dochodziło do żadnych zamachów stanów, co w krajach Ameryki Łacińskiej jest rzadkością. Jednak od 2006 roku, kiedy to prezydent Felipe Calderón zapowiedział walkę z narkotykami, w kraju tym toczy się najkrwawsza wojna w regionie, a stabilizacja kraju jest coraz bardziej zagrożona.

Co chwila media informują o różnych okrucieństwach i zbrodniach, jakie dokonywane są w Meksyku przez kartele narkotykowe. Wojna z narkotykami pochłania wiele ofiar i pieniędzy, a efektów nie ma żadnych. Z dnia na dzień sytuacja jest coraz gorsza. Spożycie narkotyków, mimo „twardej polityki antynarkotykowej“, jeszcze bardziej wzrosło. Polityka prezydenta Calderona prowadzi do nikąd. Czy jest za tym sens kontynuować brutalną i nieefektowną wojnę, której nie da się wygrać?

Przegrana wojna

„Wojna z narkotykami zakończyła się klęską“ - ogłosiła światowa komisja do spraw Polityki Narkotykowej, w której skład wchodzą m.in. były prezydent USA Jimmy Carter, były prezydent Brazylii Fernand Henriqu Cardoso i były prezydent Kolumbii Cesar Gaviria oraz takie postaci, jak Kofi Annan czy Javer Solana. Meksykańskie wojsko i policja nie potrafią sobie poradzić z gangami narkotykowymi. Nie pomaga nawet wysyłanie patroli, bombardowanie fabryk czy plantacji. Największym dramatem wojny narkotykowej jest ok 40 tysięcy trupów w ciągu ponad pięciu lat. W tej liczbie kryje się niestety kilkanaście tysięcy niewinnych cywilów. Meksyk stał się prawdziwym „teatrem okrucieństwa“. Kartele narkotykowe dokonują okrutnych zbrodni, policja co jakiś czas znajduje ukrzyżowane ciała czy poobcinane głowy. W samym tylko Ciudad Juarez, najbardziej krwawym meksykańskim mieście, śmierć poniosło 3111 osób. Z Ciudad Juarez emigrują mieszkańcy miasta, a amerykańskie firmy zamroziły tam swoje inwestycje.

Na walkę z narkotykami władze Meksyku wydają 15% swojego PKB, a mimo to kartele narkotykowe są często lepiej uzbrojone niż policja. Kartele to wysoce rozwinięte organizacje przestępcze, które dysponują olbrzymimi zasobami pieniężnymi i są wyposażone w bardzo nowoczesne uzbrojenie, m.in w karabiny snajperskie, noktowizory, broń przeciwpancerną, granaty... Odnotowano nawet przypadki użycia przez grupy przestępcze łodzi podwodnych. Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie bezkarności, i braku respektu dla jakiejkolwiek władzy wsród grup przestępczych. Państwo po prostu przegrywa wojnę z dużo lepiej uzbrojonymi i poinformowanymi gangsterami. Ponad 5 lat zmagań, wiele ofiar śmiertelnych i wiele milinów dolarów wyrzuconych w błoto i zero efektów, bo produkcja narkotyków nie maleje a konsumpcja wciąż rośnie – to efekt absurdalnej wojny z narkotykami.

Meksyk państwem upadłym?

Coraz więcej osób się zastanawia czy Meksyk jest na skraju zapaści i czy w nadchodzącym dziesięcioleciu może stać się narkopaństwem. Coraz częściej pojawiają się głosy, że meksykański rząd stracił kontrolę nad pewnymi obszarami kraju. Michoacán, Chihuahua, Guerrero, Sonora oraz Nuevo Leon to stany gdzie toczą się największe walki z kartelami, a jednocześnie mafie narkotykowe najbardziej kontrolują te części kraju.

W stanie Michocan w 2010 roku około dwudziestu napastników zaatakowało konwój przedstawicieli władz meksykańskiego tego stanu. Zamachowcy ostrzelali rządowe samochody przy pomocy broni automatycznej i granatów. Zginęło dwóch ochroniarzy, a Minerva Bautista – Sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa został lekko rany. W miasteczku Ascension, które leży w stanie Chihuahua, wszyscy policjanci podali się do dymisji po zbrojnym ataku, w którym zginęli ich koledzy. Przez wiele tygodni policja w Ascension była atakowana wielokrotnie. Niemal identyczny przypadek zdarzył się w mieście Villa Ahumada. Po serii ataków gangów na policję w 2009 roku z pracy zrezygnowali wszyscy tamtejsi funkcjonariusze. W stanie Guerrero gangsterzy zabili meksykańskiego deputowanego. To właśnie w tym stanie znajduje swoją siedzibę najpotężniejszy kartel narkotykowy w Meksyku "La Familia". W mieście w Guadalupe gdzie komendantem policji została 20-latka Marisol Valles Garcia, okrzyknięta przez media „najodważniejszą kobietą w Meksyku". Nie minęło dłużo czasu, kiedy kobieta wystąpiła o azyl w USA, kiedy lokalne gangi narkotykowe miały grozić kobiecie utratą życia, w razie braku współpracy. W Guadalupe spośród 17 oficerów policji, którzy pełnili funkcje w tym mieście, aż 15 zostało zamordowanych.

Gangsterzy również pobierają haracze od... szkół i przedszkoli! Aż 140 szkół podstawowych w Acapulco podjęło decyzję o strajku. Nauczyciele boją się porwań i napadów karteli narkotykowych, które wymuszają haracze. Około 600 nauczycieli w Acapulco oświadczyło, że są zastraszeni przypadkami porwań dla okupu oraz brutalnym wymuszaniem haraczu. A policja, do której zwrócono się o ochronę, zignorowały te prośby. Te przypadki pokazują słabość państwa w tych regionach, kartele narkotykowe chcą udowodnić że mają władzę, że się nie boją i zastraszają mieszkańców, aby ci nie współpracowali z policją. Jednak nawet i taka współpraca i tak nie miałaby sensu, gdyż wysokie stanowiska administracyjne czy policyjne są w Meksyku bardzo skorumpowane. Zajmują je często ludzie będący w zmowie z gangsterami. Wymiar sprawiedliwości w wielu meksykańskich miastach po prostu nie istnieje. Czy Meksyk może w przyszłości być państwem upadłym?

Na chwilą obecną uznawanie Meksyku za państwo upadłe jest dziś małą przesadą. Jeżeli jednak nic się nie zmieni w ciągu najbliższych lat, to może być różnie. Narkotykowe grupy przestępcze, czy wszechobecna korupcja nie sprzyjają stabilności. Warto też wspomnieć o tym, że krążą różne hipotezy na temat rządu Calderona. Ma on faworyzować jeden z karteli narkotykowych. Jedno jest pewne – gangi narkotykowe finansują politykę w Meksyku, tak samo, jak różne partie polityczne są często finansowane w mniejszym lub w większym stopniu. Jeżeli sytuacja nie zmieni się, to kto wie, czy kolejnym prezydentem tego kraju nie będzie kandydat świata narkotykowego.

Stany Zjednoczone współwinne?

Stany Zjednoczone bardzo entuzjastycznie przyjęły politykę Calderona wobec narkotyków. Biały Dom praktycznie od razu wsparł Meksyk w wojnie narkotykowej. Niestety niepowodzeniu w wojnie z kartelami narkotykowymi, winne są w olbrzymiej mierze również właśnie Stany Zjednoczone. To właśnie Ameryka jest największym konsumentem narkotyków na świecie, a broń palna, która służy do zabijania policjantów, żołnierzy jak i cywili pochodzi z USA. Rząd amerykański nic nie zrobił, aby uregulować handel bronią. Nie podjęto działań zmierzających do ograniczenia popytu na narkotyki wśród Amerykanów.

Biały Dom zaoferował pomoc w postaci tzw. Planu Merida, czyli pomocy finansowej i wojskowej. Inicjatywa Merida zakłada trzyletnie wsparcie ze strony Waszyngtonu w wysokości 1,4 miliarda dolarów, m.in. w postaci śmigłowców i samolotów obserwacyjnych, sprzętu inspekcyjnego, technologii pozwalających na usprawnienie systemów komunikacji i monitoringu, szkolenia i doradztwa technicznego. Jak na razie Meksyk otrzymał 197 mln USD. Stany Zjednoczone liczyły, że Plan Merida odniesie taki sam „sukces“, jak poprzedni Plan Kolumbia. Jednak i ten plan zakończył się wielkim niepowodzeniem. Co prawda udało się zatrzymać najbardziej poszukiwanego barona narkotykowego Kolumbii i udało się ograniczyć bezpośredni przerzut kokainy z Kolumbii do USA, ale liczba produkcji i konsumpcji kokainy w Kolumbii nie zmniejszyła się nawet o gram, a kolumbijska kokaina trafia teraz bezpośrednio do Meksyku, skąd dostarczana jest do Stanów Zjednoczonych. Ponadto okazało się, że w Kolumbii,  w imię „walki z narkotykami“, łamano prawa człowieka. Główna kolumbijska organizacja praw człowieka donosi, że siłą wysiedlono ok. 3 milionów ludzi, a armia kolumbijska niejednokrotnie była podejrzana o mordowanie cywili.

Jak walczyć z narkotykami?

Klucz do rozwiązania problemu narkotykowego w Meksyku tkwi w Stanach Zjednoczonych, Ameryka to gigantyczny rynek zbytu. Jedyną drogą, aby odciąć narkobaronom źródło dochodów, jest stopniowa legalizacja narkotyków w Stanach Zjednoczonych, co oczywiście na chwilą obecną jest mało realne. Należało by też pozbawić meksykańskie mafie możliwości prania brudnych pieniędzy w krajowych i międzynarodowych firmach.

Rząd Meksyku raczej nie wygra wojny z kartelami – jest to niemożliwe. Stany Zjednoczone nie chcą nawet słyszeć o legalizacji miękkich narkotyków, i nie przyjmują się zbytnio raportem Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej. Warto też zwrócić uwagę, że wojna z narkotykami to bardzo silne lobby. Na walce z narkotykami zarabiają przede wszystkim  producenci broni, koncerny chemiczne, czy sektor więziennictwa (w USA są państwowe jak i prywatne więzienia). Antynarkotykowa polityka Waszyngtonu również prowadzi do nikąd. W USA ściganie przestępstw związanych z zażywaniem marihuany, kosztuje 40 mld USD rocznie. Polityka „zero tolerancji” wobec konsumentów nie działa. Tymczasem możliwa jest inna, nierepresyjna polityka narkotykowa i bardziej humanitarne podejście – zamiast karać, lepiej leczyć.

W Stanach Zjednoczonych mimo prowadzenia twardej polityki antynarkotykowej spożywanie narkotyków jest większe, niż w krajach, gdzie narkotyki są legalne (Holandia,Czechy). Paradoks polega na tym, że im twardsze prawo antynarkotykowe, tym więcej osób bierze narkotyki. Represyjna strategia nie rozwiązała problemu z narkotykami, zaś wojna z nimi nie została, i nie może być nigdy wygrana. Społeczeństwo meksykańskie jest zmęczone wojną rządu z kartelami. Już coraz mniej osób wierzy w to, że tę wojnę można wygrać. Ciężko przewidzieć, jak może zakończyć się ten konflikt, jeżeli w ogóle się zakończy. Rząd Meksyku może mieć dwa rozwiązania po za wojną: negocjacje z kartelami (co jest bardzo mało prawdopodobne) albo legalizację narkotyków. Dużo będzie zależeć od Stanów Zjednoczonych, które również radykalnie powinny zmienić swoją dotychczasową politykę antynarkotykową.

Czytany 11059 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04