piątek, 12 lipiec 2013 08:57

Tomasz Skowronek: Ekwador - nowy lewicowy lider Ameryki Łacińskiej?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

correa_09geopolityka  Tomasz Skowronek

Wycofanie Ekwadoru z porozumienia handlowego z USA i rozważenie przyznania azylu Edwardowi Snowdenowi, może sygnalizować przejęcie pałeczki "lewicowego lidera Ameryki Łacińskiej". Jeszcze nie tak dawno to niewielkie andyjsko-amazońskie państwo było typową „republiką bananową”. Dziś jawi się jako ostoja antyamerykanizmu, a prezydent kraju Rafael Correa może stać się prawdziwym "duchowym przywódcą" i "mesjaszem" lewicy na zachodniej półkuli – również w wymiarze geopolitycznym.

Ekwador za rządów R. Correi definitywnie wkroczył w nową epokę swojej historii. Obecny prezydent to wykształcony w Stanach Zjednoczonych i Belgii ekonomista. Zanim jednak został głową państwa, był ministrem finansów. Już wtedy zyskał rozgłos, sprzeciwiając się dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Można go krytykować za wiele rzeczy, jak m.in. populizm, arogancję, czy ciągoty autorytarne, co nie zmiania faktu, że od ponad 6 lat z powodzeniem prowadzi swój naród pod sztandarem „Rewolucji Obywatelskiej”. 

Szef ekwadorskiego państwa krytykowany jest nie tylko przez opozycję, ale także przez dawnych współpracowników. Alberto Acosta, znany lewicowy działacz, który wprowadził R. Correę w politykę, i który był jego „prawą ręką”, obecnie mówi wprost, że prezydent zrobił się arogancki i władczy, stając się nowym „Caudillo” w regionie. Jednak ten obecnie najbardziej znany ekwadorski polityk potrafił dać rodakom coś, czego żaden inny ekwadorski przywódca dać nie potrafił – stabilność polityczną, większą płacę minimalną, powszechną służbę zdrowia i edukacji i rozwój gospodarczy.

Na chwilą obecną Ekwador jest jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej stabilnych gospodarek w regionie. W tak dobrej sytuacji ten andyjski kraj jeszcze nigdy nie znajdował się. Trzy lata temu, R. Correa cało wyszedł z próby zamachu stanu, a przetrwanie puczu w Ameryce Łacińskiej to naprawdę niezwykła rzadkość. W 2013 r. został wybrany na urząd prezydenta po raz trzeci, i jak zapowiada – po raz ostatni. Stał się niewątpliwie najsłynniejszym przywódcą w historii własnej ojczyzny.

W polityce zagranicznej R. Correa dość okazale manifestuje swoją niezależność wobec Waszyngtonu. Zamknął amerykańską bazę wojskową w Manta. Potrafił wydalić ambasadora USA i ogłosił zawieszenie spłacania zagranicznego zadłużenia. W 2012 r. rząd w Quito przyznał azyl polityczny Julianowi Assange'owi, założycielowi demaskatorskiego portalu Wikileaks. Ostatnie zapewnienia o możliwości przyznania azylowi E. Snowdenowi i zerwanie porozumienia handlowego z „wielkim sąsiadem” tylko podsyciło napięcia pomiędzy państwami. Ekwador postanowił wycofać się z umowy po tym, jak Biały Dom zagroził cofnięciem preferencji celnych, gdyby ekwadorskie władze przyznały „przypadkiem” E. Snowdenowi azyl polityczny. Podkreślić jednak należy, że dzięki temu porozumieniu wiele produktów ekwadorskich miało bezcłowy dostęp na rynek amerykański. W zamian władze w Quito współpracowały z Waszyngtonem w walce z produkcją i przemytem narkotyków.

Rocznie, dzięki preferencjom celnym. Ekwadorczycy zarabiali blisko 23 mld USD. Do USA eksportowano owoce, warzywa, kwiaty, tuńczyka – w sumie ok. 700 produktów. Prezydent zapewnił jednak eksporterów, że ekwadorski budżet zapewni odszkodowania za utracone, wskutek wypowiedzenia umowy, zyski, a także postara się znaleźć nowe rynki zbytu. Warto zaznaczyć, że 45% dotychczasowego eksportu z Ekwadoru kierowane właśnie do Stanów Zjednoczonych. Aby zrealizować obietnicę prezydenta obecny rząd będzie musiał zacieśnić stosunki handlowe zwłaszcza z Chinami, które już pozostają jednym z największych partnerów handlowych, oraz z innymi państwami, aby znaleźć nowe rynki zbytu. Quito już prowadzi negocjacje w sprawie uzyskania wzajemnych ulgowych warunków handlu z Unią Europejską. Rozpoczęto również rozmowy z MERCOSUR, aby Ekwador uczynić siódmym członkiem „wspólnego rynku południa”. Tak więc ekwadorskie władze nie za bardzo obawiają się ferować ostrych ocen pod adresem Amerykanów.

Pytanie brzmi tylko czy antyamerykańska retoryka, którą prezentuje R. Correa wystarczy, aby stać się nowym liderem lewicującej fali w zachodniej hemisferze? Na pewno on, jak i jego kraj uzyskał większy rozgłos i prestiż, zwłaszcza na południowoamerykańskim kontynencie. Wielu pozostałych przywódców, którzy krytykują politykę zagraniczną Waszyngtonu, jest zajętych bardziej problemami na swoich podwórkach. Wenezuela jest podzielona po ostatnich kwietniowych wyborach. Prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner traci poparcie. W Brazylii natomiast panuje rząd raczej o charakterze technokratycznym, aniżeli ideologicznym. Tak więc Ekwador, w sensie medialnym, wydaje się być nieformalnym kandydatem na lidera latynoamerykańskiej lewicy. Zresztą media już ochrzciły R. Correę następcą Hugo Chaveza. Nie mniej jednak należy pamiętać, że polityka zmarłego przywódcy wenezuelskiego to nie tylko krytyka Stanów Zjednoczonych. Wenezuela była w stanie sprzedawać po korzystnych cenach ropę naftową czy nawet zastępować MFW, udzielając pożyczek. Ekwador raczej takich możliwości nie posiada...

W kontekście afery PRISM warto wspomnieć o ostatnim incydencie z udziałem samolotu prezydenta Boliwii Evo Moralesa. Gdy boliwijska szef państwa wracał z Moskwy, władze Francji, Włoch, Hiszpanii i Portugalii nie wyraziły zgody na międzylądowanie i przelot nad terytorium tych krajów. Prezydencki samolot musiał lądować we Wiedniu, gdzie został przeszukany przez tamtejsze siły bezpieczeństwa. Podejrzewano że E. Snowden znajduje się na pokładzie maszyny.

W La Paz, jak i w całej Ameryce Południowej, zawrzało. Wszystkie państwa regionu wyraziły solidarność z Boliwijczykami. Prezydent Argentyny stwierdziła, że to upokorzenie całego południowoamerykańskiego kontynentu. Nie ulega wątpliwości, że za tą intrygą stał Biały Dom. Jeżeli amerykańskie władze posunęły się na taki krok, oznaczać to może, że wiedza E. Snowdena jest naprawdę imponująca. Być może także administracja amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy chciała w ten sposób „nastraszyć” narody Ameryki Łacińskiej, w tym Ekwadoru, aby nie przyznawała azylowi byłemu agentowi CIA. Należy jednak podkreślić, że ta taktyka odniosła odwrotny skutek. W kolejce do przynania azylu amerykańskiemu „whistleblowerowi” powiększyła się niedawno o Nikaraguę, Boliwię i Wenezuelę. Ekwador zyskał więc nowych partnerów i sprzymierzeńców...

Fot. www.granma.cubaweb.cu

Czytany 4358 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04