niedziela, 26 sierpień 2012 10:57

Tomasz Skowronek: Afryka wciąż na zakręcie

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Afryka_map


  Tomasz Skowronek

Przemoc, wojny domowe, chaos, przestępczość, AIDS i przede wszystkim głód – to niemal jedyne obrazy z Afryki, które możemy zobaczyć w mediach. Kontynent ten od wielu lat nie może się podnieść, jest ogarnięty wojnami domowymi albo coraz to nowszymi epidemiami. Od stuleci świat krzywdził Afrykę, i od wielu lat świat nie ma pomysłu jak pomóc Afryce.

Lista problemów kontynentu jest długa jak np. niedożywienie i głód, niedostateczna opieka zdrowotna i choroby, analfabetyzm, korupcja, wojny czy ogromne zadłużenie co poniektórych państw czarnego lądu. Afryka jest najuboższym kontynentem świata, o najniższym dochodzie narodowym w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Z drugiej strony Afryka to kontynent możliwości, ma dużo złota, diamentów, ropy naftowej, rud miedzi czy żelaza. Jednak mimo tego, problem głodu i ubóstwa pozostaje ogromnym. Czy zdarzy się jakiś cud i w Afryce zniknie ubóstwo?

Kryzys żywnościowy

Obecnie w Afryce umiera z głodu około 40 000 osób dziennie. Według FAO najgorsza sytuacja panuje w krajach Afryki, leżących na południe od Sahary. Z powodu tego zjawiska cierpi tam co trzecia osoba – ogółem 236 mln. Klęska głodu grozi ponad 15 mln ludzi na takich obszarach jak Czad, Mali czy Niger. Głód to prawdziwa plaga - w samej tylko Demokratycznej Republice Konga głoduje ok 40 mln ludzi, czyli jakieś 62% mieszkańców, w Zambii – ok. 45%, w Etiopii, Mozambiku i Zimbabwe – ok. 43% ludności.

Rok 2011 był rokiem przeklętym dla czarnej Afryki. W tym okresie miała miejsce klęska głodu, która dotknęła kraje tzw. Rogu Afryki (Somalia, Dżibuti, Etiopia, Kenia i Uganda). Była to największa klęska humanitarna w tym wieku na świecie. W wyniku suszy padały stada bydła i kóz. Ludzie umierali z wycieńczenia, braku wody, jedzenia i leków - w większości były to dzieci. 20 lipca 2011 roku ONZ oficjalnie ogłosiło na tym obszarze klęskę głodu – pierwszy raz od trzydziestu lat. Najgorzej było i jest nadal na południu Somalii. Obecnie w Rogu Afryki, po tragicznej w skutkach suszy sprzed roku, sytuacja powoli stabilizuje się, jednak nadal zagrożonych jest ponad 8 mln osób. Susze i głód nie są jedynymi problemami tego państwa. Państwo, mimo pewnych postępów, jest nadal w znacznej mierze rozbite, a rząd nie kontroluje całego terytorium. Bardzo ciężko jest dostarczyć pomoc humanitarną do tego kraju. Terrorystyczna organizacja Al-Shabaab nie chce widzieć u siebie żadnych organizacji pomocowych.

Dużym problemem są także rosnące ceny samej żywności, które są jednymi z głównych przyczyn głodu. W ostatnich latach najbardziej wzrosły opłaty za takie produkty, jak ryż, mąka czy zboże. Według FAO, od 2007 do 2008 r., wzrost cen żywności wyniósł aż 57%. Największy skok odnotowano w 2008 roku. Wówczas wybuchły niepokoje społeczne i zamieszki w kilku afrykańskich państwach. Jeżeli ceny żywności będą wciąż rosły, znów będziemy mieć do czynienia ze wstrząsami społecznymi, które mogą realnie zagrażać wzrostowi gospodarczemu Afryki, jej bezpieczeństwu i pokojowi. Według OCED jedną z przyczyn wzrostu cen jest produkcja biopaliw. Państwa wysoko uprzemysłowione zwiększają ich produkcję, co pogarsza światowy bilans żywnościowy.

Kolejnymi przyczynami, które pogarszają sytuację  na Czarnym Lądzie są również krwawe wojny domowe i niestabilna sytuacja polityczna, które w dodatku nie sprzyjają rozwojowi społecznemu, jak i gospodarczemu. Następnym czynnikiem są złe, dyktatorskie i bardzo skorumpowane rządy, które pomoc humanitarną po prostu rozkradają, w dodatku samemu źle zarządzając państwami. Problemem jest również położenie geopolityczne państw afrykańskich. Wiele z nich jest ze sobą skłóconych, w niektórych z nich panują wieczne wojny domowe. Warto też zwrócić uwagę, że Afryka głodna i biedna zawsze niesie ze sobą korzyści dla strony trzeciej. Mocarstwa stosują tu politykę układów z państwami afrykańskim w celu rozszerzania własnych stref wpływów i zwyczajnego robienia interesów. W skutek tych mechanizmów Afryka uzależnia się od światowych ośrodków siły, zawłaszcza od ich produktów, często pochodzenia zachodniego.

Odpowiedzialność za nierozwiązany problem afrykańskiego głodu ponosi także subsydiowana żywności z Unii Europejskiej oraz korporacje. Unijna polityka rolna była i jest niesprawiedliwa dla afrykańskich krajów. Dzięki subsydiowanej żywności, europejskie warzywa czy owoce są tańsze od afrykańskich. Oznacza to że afrykańskie gospodynie domowe wybierają hiszpańskie bądź portugalskie warzywa zamiast afrykańskich. Te wybory hamują rozwój rodzinnego rolnictwa, gdyż  afrykańscy farmerzy nie są stanie sprzedać swoich produktów poniżej cen dyktowanych przez dotacje z bogatych państw. Równocześnie, za pomocą wysokich ceł lub innych barier pozataryfowych, bogate kraje odcinają dostęp żywności z Afryki do własnych rynków. Problem są też korporacje - Afryka ma wystarczające połaci ziemi, aby uprawiać na nich żywność, ale aż 3/4 Afrykańczyków ma dostęp do mniej niż 4% afrykańskiej ziemi. Badania Banku Światowego, przeprowadzone w 22 krajach, wykazały, że 1/3 czynnej ludności rolniczej nie posiada ziemi w ogóle. Obszary uprawne w większości należą bowiem do wielkich korporacji, które często nie wykorzystują jej do produkcji żywności, ale do produkcji kawy czy herbaty, które są później sprzedawane do krajów bogatych. Podobne problemy występują na akwenach wodnych. Wiele państw afrykańskich oddaje swoje prawa połowu przedsiębiorstwom przemysłowym z krajów zachodnich. W efekcie zachodnie przedsiębiorstwa, dążąc do maksymalizacji swoich zysków, po prostu niszczą zasoby rybne, a tym samym rybaków. Ten proces skutkuje nędzą rybaków afrykańskich.

Woda i AIDS

Niestety problem z żywnością to nie jedyne zmartwienie Czarnego Lądu. Duży kłopot Afrykańczycy mają z dostępnością do wody pitnej oraz z rozprzestrzeniającą się epidemią AIDS. Woda to dziś najbardziej poszukiwane bogactwo naturalne na świecie. Dostęp do niej ma podstawowe znaczenie dla poziomu życia i stanu zdrowia oraz dla gospodarki. Oznacza to, że bez wody nie ma dobrobytu. W praktyce brakuje dostępnych ujęć a wskaźniki zanieczyszczenia przekraczają często wszelkie dopuszczalne normy. Co roku, z powodu braku czystej wody i odpowiednich warunków sanitarnych umiera 2 mln ludzi - problem ten tyczy głównie Afryki. Szacuje się, że afrykańskie dzieci, by przynieść rodzinie wodę, pokonują dziennie średnio ok. 10 km. W Sudanie, Etiopii, Ugandzie czy Mozambiku dostęp do czystej wody posiada niespełna tylko 30% ludności. Przyczyną tego stanu są m.in. susze, które przyczyniają się do uszczuplania wód gruntowych oraz rzadkie opady w rejonie. Stałe opady występują jedynie w strefie równikowej - pozostałe części Afryki są pozostają suche. Szczególnie duży problem występuje na obszarze Sahelu. Tam roczna suma opadów wynosi od 100 do 200 mm na północy, do ok. 300 mm na południu.

Problem z dostępem do wody wiąże się także z brakiem odpowiedniej infrastruktury wodno-kanalizacyjnej. Następnym czynnikiem jest brak efektywnej dystrybucji wody w regiony, w których występują jej braki. W dodatku nie są też prowadzone odpowiednie działania na rzecz jej pozyskiwania. Aby efektywnie rozwiązać problem z wodą, należałoby dostarczać państwom afrykańskim urządzenia i nowoczesne technologie wodno-sanitarne oraz zapewnić skuteczniejsze dystrybuowanie wody do krajów afrykańskich. Przykładem walki z tym właśnie problemem była Libia. Obszar tego państwa prawie w całości zajmują obszary pustynne, a klimat należy do najsurowszych na świecie. W tymże państwie zanotowano najwyższą temperaturę i jedne z najniższych opadów deszczu, a mimo wszystko kraj ten posiada znaczne zasoby wód podziemnych. Za czasów rządów Muammara Kaddafiego Libia wybudowała podziemną sztuczną rzekę, znaną również pod nazwą „Projekt Woda". Jest to sieć rurociągów, dostarczająca wodę z podziemnych warstw wodonośnych na Saharze do miast na wybrzeżu kraju. Niestety, w trakcie niedawnej interwencji zbrojnej NATO w tym raju, została zbombardowana fabryka produkująca rury niezbędne do kontynuacji tego projektu. Tym samym realizacja tego ambitnego zadania stanęła pod znakiem zapytania.

Warto też wspomnieć, że w tym roku naukowcy odkryli, że Afryka leży na ogromnych, podziemnych złożach wody. Twierdzą, że ilość podziemnej wody jest sto razy większa niż ilość wody na powierzchni. Podziemne akweny, o największej wydajności, leżą na północy Afryki oraz na Sahelu. Jednak, jak przestrzegają naukowcy, dostanie się złóż wcale nie będzie takie proste.

Przez brak wody i rosnące ubóstwo rozwijają się choroby, a choroby to kolejna plaga Afryki - w szczególności AIDS. Do największej liczby nowych zakażeń na świecie dochodzi w regionie Afryki Subsaharyjskiej. W niektórych państwach afrykańskich (RPA, Namibia, Bostwana i Suazi) odsetek osób żyjących z HIV w społeczeństwie przekroczył 40%. W przypadku Suazi pojawiają się opinie o upadku państwa na skutek tej choroby. Szacuje się, że w tym państwie ponad 60% jest zarażonych na HIV. Jedną z przyczyn jest kultura, akceptująca wielość partnerów seksualnych w tym samym czasie, słaba opieka medyczna, niewystarczająca higiena oraz właśnie problem z dostępnością do czystej wody. Ponadto wielu Afrykańczyków wierzy, że seks z dzieckiem albo dziewicą ma właściwości uzdrawiające. W konsekwencji dzieci i młodziutkie dziewczyny są gwałcone, wykorzystywane seksualnie i dodatkowo zarażane wirusem HIV. W Afryce ludzie też nie chętnie chcą się badać. Problem AIDS niestety nie zniknie tak szybko. Potrzeba jest zmiana świadomości ludzi mieszkających na tym kontynencie. Takie kraje jak Uganda i Kenia osiągnęły mały sukces w walce z tą chorobą, dzięki programowi ABC (Abstinence, be faithful, use a condom). Dzięki popularyzacji  abstynencji, wierności i używaniu prezerwatyw udało się zmniejszyć śmiertelności powodowaną przez AIDS.

Coś się zmienia

Gospodarka czarnego lądu obudziła się po dekadach kryzysu. Oznacza to pojawienie się światełka tunelu dla czarnego kontynentu. Szybki wzrost gospodarczy afrykańskich państw może budzić nadzieję na lepsze jutro. Przez ostatnie 10 lat aż 6 z 10 najszybciej rozwijających się krajów świata stanowiły państwa afrykańskie. Średni wzrost PKB Angoli w latach 2001–2010 wynosił aż 11,1%, Nigeria rozwijała się w tempie 8,9% a Etiopia 8,4%. Bank Światowy szacuje że w 2012 roku wzrost gospodarczy całej Afryki ma wynieść 6%. W 2025 roku ponad 1,23 mld ludności ma żyć powyżej granicy ubóstwa. Na kontynencie tym, w ostatnich latach pojawiło się coraz więcej inwestorów, głównie z Chin, Indii oraz Brazylii. Młodzi ludzie zyskują coraz lepsze wykształcenie. Rok temu BBC podawało, że Afryka jest najszybciej rozwijającym się rynkiem telefonów komórkowych na świecie. Liderem wśród krajów korzystających z telefonów komórkowych jest Nigeria, w której, według danych, z komórek korzysta aż 93 mln użytkowników na 155 mln mieszkańców. Oznacza to, że Afryka jest spragniona nowych technologii.

Warto też zwrócić uwagę, że Czarny ląd rozwija się głównie za sprawą boomu na surowce naturalne. Afryka stała się ważnym eksporterem surowców (zwłaszcza do Azji) i otrzymuje w związku z tym duże zastrzyki kapitału. Warto przyglądać się takim krajom jak Angola, Nigeria, Botswana czy Ghana. Panstwa te posiadają potencjał a ich znaczenie coraz bardziej rośnie. Ghana jest tygrysem Afryki – w 2011 roku rozwijała się w tempie 14% w skali roku. Za parę lat można się spodziewać, że również o Ghanie będzie coraz głośniej.

Ostatnimi latami można zaobserwować coraz większe zainteresowanie Afryką wśród mocarstw i nie dotyczy to tylko Chin. Po za Chinami, Czarnym Lądem zainteresowały się Brazylia, Indie, Turcja oraz ponownie Stany Zjednoczone. 31 lipca rozpoczęła się dziesięciodniowa podróż Hillary Clinton do 11 krajów afrykańskich, która symbolizuje zmianę nastawienia USA do regionu. Oznacza to, że Stany Zjednoczone, Brazylia czy Indie nie chcą, aby to Chiny zdominowały Afrykę. Obecność mocarstw na tym kontynencie świadczy o coraz większej jego atrakcyjności dla biznesu. Tak więc rosnący zakres współpracy między Afryką a mocarstwami może przekładać się na wymierne zyski. Pozostaje tylko pytanie czy ich zainteresowanie oznacza nowy kolonializm, i czy pieniądze z surowców i inwestycji zapewnią trwały wzrost?

Czas odpowie nam na te pytania. Jednak, mimo wszystko, coraz więcej głosów pojawia się, że Chiny czy Brazylia zaczynają traktować Afrykę po partnersku. Afryka stoi przed szansą na transformację oraz zapewnienie trwałego wzrostu gospodarczego. Kto wie – możliwe, że Afryka staje właśnie u progu boomu ekonomicznego, tak jak Azja 30 lat temu.

Czarny kontynent stoi jeszcze przed wieloma wyzwaniami. Musi dokonać większego postępu w leczeniu AIDS/HIV, malarii, walki z nędzą i głodem, poprawić swoją infrastrukturę, utrzymać wzrost gospodarczy i stabilizację polityczną. Przed Afryką jeszcze długa droga, ale wzrostowe wskaźniki gospodarcze utrzymają się a sytuacja polityczna i społeczna będzie się poprawiała, to możemy się spodziewać, że przyszłość będzie należała do tego kontynentu.

Przeczytaj również:

Afryka nie jest już problemem – wywiad z Johnem Abrahamem Godsonem, prezesem Instytutu Afrykańskiego i posłem na Sejm RP


Czytany 8544 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04