piątek, 19 sierpień 2011 09:12

Tomasz Otocki: Łotewscy oligarchowie. Z czym to się je?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

monylinks


  Tomasz Otocki

Wpływ Łotwy na politykę europejską – nawet w rejonie Morza Bałtyckiego – wciąż pozostaje symboliczny. Za symbolicznymi wpływami idzie niewielka wiedza przeciętnego Europejczyka na temat łotewskiej polityki, w tym oligarchów, którzy w ciągu ostatnich dziesięciu lat jak mało kto wpłynęli na bieg politycznych spraw nad Dźwiną. W powszechnej świadomości oligarcha mieszka wciąż w Rosji albo na Ukrainie.

Pisząc o rosyjskich oligarchach – Romanie Abramowiczu, Borysie Bierezowskim czy Michaile Chodorkowskim – światowa prasa zdążyła już wylać sporo atramentu. Trudno się dziwić – Rosja jest najpotężniejszym krajem spośród państw postkomunistycznych, ma ambicje odgrywania istotnej roli na arenie międzynarodowej (odziedziczyła choćby po ZSRR stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ), procesy zachodzące w tym kraju mają pośredni, a często i bezpośredni, wpływ na to, co się dzieje w innych krajach przestrzeni posowieckiej. Inaczej jest z malutką Łotwą, której wpływ na politykę europejską – nawet w rejonie Morza Bałtyckiego – wciąż pozostaje symboliczny. Za symbolicznymi wpływami idzie niewielka wiedza przeciętnego Europejczyka na temat łotewskiej polityki, w tym oligarchów, którzy w ciągu ostatnich dziesięciu lat jak mało kto wpłynęli na bieg politycznych spraw nad Dźwiną. W powszechnej świadomości oligarcha mieszka wciąż w Rosji albo na Ukrainie.

Już pobieżne przejrzenie Internetu za pomocą wyszukiwarki pozwala uświadomić sobie skalę problemu. O ile wpisany na polskojęzycznej stronie „Google” rzeczownik „oligarchowie” daje 62,8 tys. wyników, to już w litewskiej – „oligarchai” – 98,1 tys., zaś w łotewskiej – „oligarhi” – 302 tys., a weźmy pod uwagę dwudziestokrotnie mniejszą liczbę potencjalnych użytkowników języka. Gdyby ustalić hierarchię „magicznych słów” używanych w łotewskiej polityce sezonu 2009 r./2011 r., to oprócz odmienianej przez wszystkie przypadki „konsolidacji” – eufemizmu oznaczającego drastyczne cięcia w budżecie, a czasem również konsolidację sił politycznych po 2009 r. – słowo „oligarcha” znalazłoby się bodaj na pierwszym miejscu.

Jak piszą eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich Joanna Hyndle i Paweł Siarkiewicz: „ścisłe powiązanie biznesu z polityką stanowi cechę charakterystyczną dla łotewskiej sceny politycznej od momentu przywrócenia przez ten kraj niepodległości. We wszystkich kadencjach parlamentu nieprzerwanie działają siły polityczne finansowane lub bezpośrednio kierowane przez tzw. oligarchów – najbogatszych biznesmenów, którzy zbudowali majątki dzięki kontrolowaniu procesów prywatyzacyjnych na początku lat 90., korumpowaniu urzędników państwowych i parlamentarzystów, udziałom w mediach oraz pozyskiwaniu coraz większego wpływu na kolejne rządy, aż do bezpośredniego włączania się do polityki i obejmowania eksponowanych stanowisk państwowych”.

I dalej: „międzynarodowe instytucje działające przeciwko korupcji zarzucają od lat Łotwie brak skutecznych działań na rzecz przejrzystości biznesu, jak i polityki”.

Gdyby zapytać Łotyszy, ilu jest w kraju oligarchów, to – nawet zakładając, że początkowo mieliby trudności z podaniem liczby – wymieniliby trzy nazwiska znane z „telewizyjnego okienka”: Ainarsa Šlesersa, Andrisa Šķēlego i Aivarsa Lembergsa. Za przedstawicieli oligarchów uznało ich w sondażu z czerwca b.r. 81% obywateli kraju, przeciwnego zdania było tylko 7%. Wg 60% Łotyszy oligarchowie „zdecydowanie wpływają na pracę Sejmu, rządu i innych instytucji państwowych”, zaś dalsze 29% uważa, że „raczej wpływają”. Nazwiska tych samych trzech osób wymienił w czerwcu b.r. prezydent Zatlers uzasadniając decyzję o poddaniu pod głosowanie kwestii rozwiązania Sejmu. Wreszcie te same osoby były negatywnymi bohaterami protestów społecznych, które rozpoczęły się już 26 maja – po sławetnej decyzji Sejmu o niewyrażeniu zgody na przeszukanie mieszkania Šlesersa przez KNAB – a zakończyły się wraz z tzw. pogrzebem oligarchów, gdy zbuntowani przeciwko „biznesmenom” mieszkańcy Łotwy gromadzili się na pogrzebowych happeningach, w kraju i zagranicą (szerzej: „Czy to już koniec oligarchów?”, blog Wilno-Ryga-Tallin-Helsinki, 11 czerwca 2011 r.).

Mamy zatem trzech oligarchów – budzi to nieuchronne skojarzenia z trzema klanami ukraińskimi, ale należy być ostrożnym. Wg politolog Ivety Kažoki „nie należy definiować łotewskich oligarchów, patrząc z punktu widzenia rosyjskiej polityki końca XX wieku – pieniądze, władza, media. Bo to niczego nie wyjaśnia”. Badaczka ośrodka „Providus” podpowiada: „na Łotwie pod pojęciem oligarchy rozumieliśmy raczej osobę, której osobiste interesy biznesowe i polityczne są ze sobą splecione nie do rozsupłania. Nierzadko ta osoba do swego bogactwa doszła poprzez wpływy polityczne”. Oligarcha może być politykiem, osobą blisko z polityką związaną, jednak „w obu przypadkach jego wpływ na daną partię jest nieporównywalnie większy niż w wypadku jej szeregowego członka, posła lub darczyńcy. Te wpływy oligarcha może wykorzystywać dla osiągnięcia swoich osobistych celów, nie tylko, by pomnożyć bogactwo, ale także by np. zahamować dochodzenia przeciwko popełnionym przez siebie przestępstwom. Wpływy łotewskich oligarchów powiększają podporządkowane im media, które z powodów finansowych bądź innych nie są w stanie swym czytelnikom/słuchaczom/widzom obiektywnie o tych oligarchach opowiedzieć i przemieniają się w ich propagandową tubę”.

Dalej obrazowo i „po nazwiskach”: „stosunek oligarchy do państwa przypomina stosunek pasożyta do żywego organizmu. Ludzi, którzy w ten sposób wykorzystują władzę państwową na Łotwie, jest zdecydowanie więcej niż trzech. Ale Šķēle, Lembergs, Šlesers są wśród nich najbardziej wpływowi i bezwstydni w swych działaniach, dlatego zasłużyli na określenie „oligarchowie”. Tak zdecydowany osąd postaci Šķēlego i Šlesersa – Lembergs to odrębna kwestia – jest plonem ostatnich dziesięciu lat, zwłaszcza okresu po tzw. rewolucjach: parasolkowej (2007 r.) i brukowej (2009 r.). Jeszcze w 2002 r. lider antyoligarchicznej frakcji „Nowa Era” w Sejmie Arturs Krišjānis Kariņš (obecny poseł do PE) bagatelizował problem oligarchii, twierdząc, że „Łotwie daleko do Rosji w tej dziedzinie”, a trzykrotny premier i „człowiek sukcesu” Šķēle należał do najpopularniejszych polityków. Zmieniły się czasy, zmieniła się narracja, być może politycy widzą dziś więcej.

Skoro eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich pisali o „najbogatszych biznesmenach”, warto by sięgnąć do nazwisk majętnych Łotyszy, które o styku gospodarki z polityką mówią więcej niż niejedna analiza politologiczna. W listopadzie 2010 r. w tzw. „złotej setce”, liście 100 najbogatszych Łotyszy sporządzonej przez „Baltic Screen”, a opublikowanej przez pismo „VIP Lounge”, na pierwszym miejscu znalazło się nazwisko burmistrza Ventspils Aivarsa Lembergsa. Do najbogatszych rodzin należą właśnie Lembergsowie – ojciec Aivars z dziećmi Anrijsem i Līgą, a także małżeństwo Lipmanów: Kirow i Anna. Do pierwszej rodziny przynależał majątek rzędu 180 milionów łatów, do drugiej – 54 miliony. Warto dodać, że stojący dziś nieco w cieniu wielkiej polityki Kirovs Lipmans ma również bogate doświadczenia polityczne: odznaczony Orderem Trzech Gwiazd, zasiadał w kadencji 2001-2005 w radzie miejskiej Lipawy z listy Partii Ludowej, Łotewskiej Drogi i Związku Chrześcijańsko-Demokratycznego. Obecnie pełni funkcję przewodniczącego Łotewskiej Federacji Hokeja na Lodzie oraz szefa farmaceutycznej spółki „Grindeks”, wcześniej stał na czele firmy „Liepājas Metalurgs”. „Trójka” i „czwórka” na liście to w zasadzie osoby niepolityczne, zaś na piątej pozycji, awansując z 27 miejsca, znalazła się w 2010 r. rodzina Šķēlech: ojciec Andris, żona Kristiāna Lībane–Šķēle oraz córki z pierwszego małżeństwa: Madara Dobrāja-Šķēle i Anete Šķēle-Pētersone z 52 milionami. Skądinąd przepisywanie majątku na małżonka i dzieci to w światku politycznym Łotwy rzecz nagminna i nie budząca zdziwienia. Złośliwie mówiąc: trudno mieć to za złe przedstawicielom partii – TP i LPP/LC – które zawsze wartości rodzinne głosiły. Ale żarty na bok. W maju 2011 r. w mediach ukazał się – będący uzupełnieniem do listy opublikowanej jesienią – spis najbogatszych kobiet Łotwy. Podobnie jak w przypadku spisu najbogatszych obywateli RŁ bez względu na płeć, również i tu doszukać się można smaczków politycznych. Najbogatsza okazała się żona Kirowa Lipmana Anna Lipmane. Na trzecim miejscu znalazła się żona byłego premiera i lidera PLL adwokat Kristiāna Lībane–Šķēle (wartość majątku: 10 milionów łatów), która sama działa w polityce: zasiadała w Sejmie, była szefową klubu poselskiego Łotewskiej Drogi, a od 2006 r. pełni zaszczytną rolę honorowego konsula Luksemburga. Dodajmy sprawiedliwie: małżeństwo ze Šķēlem nastąpiło już po wejściu żony do polityki, w przeciwieństwie do mariażu Ainārsa i Inese Šlesersów, innego ze znanych związków politycznych. W pierwszej dziesiątce bogatych pań znalazły się dwie córki Šķēlego.

Przed wyborami w 2010 r. sensacyjne czasopismo „Kas jauns”, posiłkując się m.in. danymi dostarczonymi przez partie polityczne do Centralnej Komisji Wyborczej, opublikowało nazwiska 11 milionerów, którzy ubiegali się o mandaty poselskie. Najwięcej takich osób – sześć – znalazło się na liście ugrupowania „O lepszą Łotwę” (PLL), będącego koalicją LPP/LC i Partii Ludowej, de facto zaś sojuszem dwóch polityków-biznesmenów: Andrisa Šķēlego i Ainārsa Šlesersa (AŠ)². Oprócz PLL, po jednym bogatym przedsiębiorcy znalazło się na listach ZZS, „Jedności”, PCTVL („O Prawa Człowieka w Zjednoczonej Łotwie”), Centrum Zgody oraz narodowców. Największe zasoby z tego grona zgromadził Andris Šķēle, drugą pozycję zajął nieznany wówczas poseł z Widzemii Andris Bērziņš – rolnik, zaś od lipca b.r. prezydent RŁ – który pod względem zgromadzonego majątku prześcignął nawet uważanego powszechnie za krezusa A. Šlesersa (małżeństwo Šlesersów zajęło 9 i 11 miejsce). Na ósmej pozycji w rankingu znalazł się Mārtiņš Lauva – biznesmen startujący z Centrum Zgody. Swego milionera miała również „Jedność” – tu najbogatszy okazał się Igors Aleksandrovs, lekarz madońskiego szpitala, a także punktująca na co dzień biznesowe uwikłania rosyjskiej konkurencji PCTVL – tu o miejsce w Sejmie ubiegał się znany biznesmen, m.in. właściciel domu w Hiszpanii, Gints Lazdiņš.

O wpływach oligarchów decyduje tyleż majątek, co ich projekty polityczne: w przypadku Andrisa Šķēlego była to powstała w 1998 r. Partia Ludowa (TP) – konserwatywno-liberalne ugrupowanie odwołujące się do idei modernizacji i europeizacji Łotwy przy zachowaniu wartości narodowych i patriotycznych. Ainārs Šlesers kierował początkowo stawiającą na pojednanie łotewsko-rosyjskie „Nową Partią” (JP) zakładaną wspólnie z kompozytorem Raimondsem Paulsem, następnie zaś chrześcijańsko-konserwatywną Pierwszą Partią Łotwy (LPP) oraz Pierwszą Partią Łotwy – Łotewską Drogą (LPP/LC) powstałą ze zjednoczenia z postkomunistycznymi reformatorami. Ugrupowanie Lembergsa „Łotwie i Windawie” („Latvijai un Ventspilij”) jest najstarszym spośród tworów powołanych do życia przez oligarchów – powstała w 1994 r. i od tego czasu uzyskuje bezwzględną większość w wyborach do rady Ventspils. Poprzez LV, będące od 2006 r. częścią bloku politycznego Związek Zielonych i Rolników (ZZS), Lembergs wywierał wpływ na politykę wszystkich centroprawicowych rządów w minionych latach. W 2007 r. wytargował stanowisko przewodniczącego Sejmu dla działacza LV Gundarsa Daudzego (obecnie szefa kancelarii nowego prezydenta). Wpływy polityczne w ZZS okręgu kurlandzkiego podzieliły między siebie dwa ugrupowania oligarchiczne związane z burmistrzami miast portowych: Windawy (Łotwie i Windawie) oraz Lipawy (Partia Lipawska). Również partia Šķēlego była do 2010 r. częścią centroprawicowych rządów, miała mocne wpływy w samorządach – zwłaszcza Valmiery i małych miast, a także nominowała premierów i ministrów spraw zagranicznych. LPP/LC było do czasu samorozwiązania się TP najsłabszym ogniwem w łańcuchu oligarchii – nie tylko ze względu na relatywnie skromny majątek lidera, ale i pozycję w Sejmie. Od 2009 r. partia znajdowała się poza strefą wpływów politycznych w centrali, rekompensując to sobie w stołecznej Rydze i Dyneburgu, gdzie stanowiła ważny składnik koalicji z rosyjskojęzycznymi. O tym, że ugrupowanie traci impet świadczy fakt, że w 2010 r. uzyskało 3 mandaty w Sejmie, a zaraz potem pojawiły się spekulacje o możliwości wspólnego startu z Rosjanami do rady stolicy i wtopieniu się w Centrum Zgody. Generalnie jednak 2010 r. był ciężkim ciosem politycznym dla oligarchów – o ile ZZS zwiększyło liczbę mandatów (najbardziej skorzystały partie z Lipawy i Windawy), a co za tym idzie wpływy w koalicji, to Partia Ludowa i LPP/LC przeżyły prawdziwy desaster: Liczba miejsc w Sejmie spadła z 33 do 8. Ugrupowania te znalazły się na zupełnym marginesie. Wpływy oligarchów mierzone łącznie spadły z 49 mandatów w Sejmie IX do 30 mandatów w Sejmie X kadencji. „Jedność” świętowała, bardziej wnikliwi obserwatorzy widzieli już lembergsową pętlę zaciskającą się na szyi premiera Dombrovskisa.

Po klęsce z 2010 r. wydawało się, że dla oligarchów nadejdą w perspektywie 2-3 lat lepsze czasy, ale wszystko pokrzyżowało rozwiązanie de facto Sejmu przez prezydenta pod koniec maja b.r. Po powstaniu nowego ugrupowania politycznego o charakterze prozachodnim i antyoligarchicznym: Partii Reform Zatlersa (ZRP) jego lider eksprezydent Valdis Zatlers zapowiedział, że nie wyobraża sobie współpracy z LPP/LC, Partią Ludową i ZZS. Sprzymierzeńcami mogą być zatem wrogowie oligarchów – albo z łotewskiej centroprawicy („Jedność”, „Wszystko dla Łotwy!”– TB/LNNK), albo z rosyjskojęzycznych („Centrum Zgody”, SC). Rozumowanie to ma swoje pułapki – np. SC nad wyraz często wspierało w Sejmie X kadencji interesy „przedsiębiorców”: w głosowaniu z 26 maja o udostępnieniu mieszkania lidera LPP/LC rosyjskojęzyczni stanęli murem po stronie ZZS i PLL. Trudno jednak wymagać od wszystkich logiki w okresie kampanii wyborczej. W kwestii „trzech panów” zabrała głos była prezydent Vaira Vīķe-Freiberga. Wg niej oligarchów jest o wiele więcej niż trzech i „są nie tylko narodowości łotewskiej”. Sugestia delikatna, ale wyraźna – wielu łotewskich polityków boi się, że na retoryce antyoligarchicznej może wygrać nie tylko łotewska „Jedność”, ale i rosyjskojęzyczni. Po drugie: jest tajemnicą Poliszynela, że ubiegłoroczne wybory w łonie elektoratu rosyjskiego Centrum Zgody wygrało z partią Tatiany Żdanok nie tylko siłą argumentów i przyciągania, ale i partyjnej kiesy. Diagnozę Zatlersa – nie tak znowu oryginalną – na temat „trzech muszkieterów” podziela „Jedność”. Co więcej, poglądy te głosiła na długo wcześniej, zanim przejął je eksprezydent – złośliwi dodają, że dopiero w tym momencie, gdy jego szanse na reelekcję spadły do zera. Choć na retoryce „walki z brudnymi rękami” zbudowana była ubiegłoroczna kampania wyborcza „Jedności” do Sejmu, „Vienotība” miała od początku wyraźny problem o inicjałach A.L. O ile LPP/LC od początku rządów Dombrovskisa pełniła rolę opozycji, a Partia Ludowa odeszła z koalicji w tym samym miesiącu, w którym powstała centroprawicowa „Jedność”, to ZZS Lembergsa aż do dzisiaj jest jednym z dwóch filarów obecnego rządu. Stąd ostrożność, z jaką zmuszeni są traktować Lembergsa politycy koalicji, kontrastująca z rozdawaniem ciosów na prawo i lewo przez „niesfornego burmistrza”. Ulubione cele: była redaktor naczelna pisma „Diena”, a obecnie minister kultury w rządzie Dombrovskisa Sarmīte Ēlerte, która jako dziennikarka zjadła zęby na opisywaniu i krytyce niejasnych powiązań w łotewskiej polityce, a dziś jest przez oligarchów demaskowana jako „sorosistka”. Od maja b.r. na pierwszym miejscu „czarnej listy” Lembergsa znajduje się prezydent Zatlers, którego lider ZZS zdążył już posądzić o przyjęcie od Sorosa walizki pieniędzy w zamian za rozwiązanie Sejmu (obserwator polityki łotewskiej, znający realia polskie, nie może się oprzeć wrażeniu, że wypowiedzi Lembergsa jako żywo przypominają niegdysiejsze występy ś.p. A. Leppera). Nierównomierność zależności między „Jednością” a Lembergsem pogłębia fakt, że burmistrz do reelekcji na kolejną kadencję – w 2013 r. będzie obchodzić ćwierćwiecze rządów – poparcia „Jedności” nie potrzebuje. Siła centroprawicy w Ventspils prezentuje się zresztą skromnie – w 2009 r. zdobyła tu 11,3%, rok później – 17,9%.

Agencja LETA nazwała w maju 2011 r. Lembergsa „najtrudniejszym orzechem do zgryzienia ze wszystkich oligarchów”. Nie chodzi tylko o trzymanie na smyczy „Jedności”, ale również o autentyczną popularność w społeczeństwie, mocne osadzenie w strukturze samorządu, który jest de facto nie miejscem pracy, a organem Lembergsa. W dodatku koalicja ZZS, której jest mentorem i sponsorem, notowała w maju b.r. 20% poparcia w sondażach opinii publicznej. Gdyby w zeszłym roku Łotysze wybierali premiera w wyborach bezpośrednich zostałby nim Lembergs, a nie Dombrovskis. O takiej pozycji Šlesers i Šķēle mogą tylko marzyć. Dochodzą wreszcie rozliczne umiejętności. Jak twierdzi kulturolog Dagnija Beitnere Lembergs „potrafi precyzyjnie komunikować się ze społeczeństwem. Ma wrodzone talenty w wielu dziedzinach. Ja już wiele razy mówiłam, że jeśli by zrezygnował ze wszystkich swoich milionów i rozpoczął życie Świętego Franciszka, byłby świętym, ale on nigdy tego nie zrobi. Jego fenomen polega na tym, że społeczeństwo widzi, co można zrobić, jeśli się chce. Ale czy jest to osiągnięte za pomocą uczciwych środków? Moim zdaniem, dzięki głosowaniom [chodzi o głosowanie na prywatną partię Lembergsa w wyborach sejmowych, a także głosowania na forum parlamentu – przyp. red.] Ventspils uzyskał więcej środków finansowych niż inne okręgi i miasta Łotwy. Blask Ventspils jest kosztem innych części Łotwy. Powinny istnieć fundusze solidarności, które na Łotwie nie funkcjonują. Ventspils jako perłę na tle innych regionów Łotwy trudno uznać za świadectwo demokratycznego społeczeństwa, a koniec końców nie świadczy to również nic dobrego o mieście Ventspils”. I dodaje: „Lemberga nie można oceniać jednoznacznie tj. Andrisa Šķēlego. Lembergs jest pełen sprzeczności właśnie dlatego, że coś z siebie dał społeczeństwu jako bardzo silny i utalentowany gospodarz. Łotysze bardzo kochają tych co robią, a nie tych, co gadają. Ale jeszcze raz chcę powiedzieć, że to co osiągnął, osiągnął w niedemokratyczny sposób”.

Oligarchowie, od lat obiekt ostrej krytyki części mediów i klasy politycznej, bronią się przez atak, nazywając swych najgroźniejszych przeciwników, choćby z antykorupcyjnej organizacji „Delna”, marionetkami w rękach międzynarodowej finansjery sorosowskiej – groźniejszej niż lokalna oligarchia, bo anonimowej (ten sposób argumentacji opanowali najlepiej Lembergs i Šlesers, ten ostatni publicznie dopytywał się, od kogo wzięli pieniądze organizatorzy „pogrzebu oligarchów”), z drugiej strony pokazują zaś własne osiągnięcia. „Rządzona przez Lembergsa Ventspils wygląda o niebo lepiej niż zarządzana przez gabinet Dombrovskisa Łotwa” – z taką opinią można się spotkać wśród wielu zwykłych obywateli Łotwy, mówiła już o tym wspomniana Dagnija Beitnere. Bezsens porównania zarządzania miastem z odpowiedzialnością za organizm państwowy nie do każdego trafia. Oligarchowie zarzucają swym przeciwnikom zazdrość, postsowieckie myślenie odznaczające się nieufnością dla ludzi majętnych – choć sami w postsowieckie układy umoczeni są po uszy – a także obłudę, bo partie antyoligarchiczne „również mają swoich sponsorów”. W tym kontekście trzeba wymienić nazwiska Olafsa Berķisa – związanego z „Nową Erą” (a obecnie „Jednością”) oraz Olega Stiepanowa – bliskiego rosyjskiemu „Centrum Zgody”. Traf chce, że obaj panowie pochodzą z Ventspils, obaj są na śmierć i życie poróżnieni z Lembergsem. Argument, że „każda partia ma swego sponsora” jest może przekonujący, choć jak to z błyskotliwymi argumentami bywa, wprowadza fałszywą symetrię. Czym innym jest bowiem sponsoring – za którym być może idą określone sprzyjające decyzje – czym innym tworzenie przez przedsiębiorców prywatnych partii politycznych („Łotwie i Windawie”, „Partia Lipawska”, LPP), które są de facto komitetami wykonawczymi biznesmenów. Inaczej na sprawę patrzy Guntis Belēvičs, przedsiębiorca i były przewodniczący rady politycznej ugrupowania „O lepszą Łotwę” (PLL). Belēvičs, któremu nie można odmówić szczerości, problem widzi nie tyle w samym istnieniu oligarchów, co ich nieproporcjonalnym „rozdysponowaniu” między siły polityczne. Wg byłego polityka, a obecnie również blogera i komentatora łotewskiej polityki „problemem nie są oligarchowie, ale fakt, że jest ich tylko trzech, czterech czy pięciu. Gdyby było ich 30, 40 czy 50, mielibyśmy przynajmniej pewną polaryzację poglądów, by móc z czego wybierać”. Charakteryzując bohaterów artykułu Belēvičs z odpowiednią dawką pochlebstwa stwierdza: „wszyscy oni są wybitnymi ludźmi, zarówno Šķēle, jak i Šlesers i Lembergs. Lembergsa można najprościej ocenić przyjeżdżając do Ventspils – człowieka należy sądzić po tym, czego dokonał”. Drugi z oligarchów A. Šlesers jest „sympatyczny, bo ma w sobie olbrzymią energię”. Dobrych słów Belēvičs nie skąpił również Šķēlemu.

Nie trzeba powoływać się na ekscentrycznego (i mało obiektywnego) Belēvičsa, by postawić znak zapytania nad sensem tak szeroko zakrojonej „walki z oligarchią”. Działacze socjaldemokratycznego ugrupowania LSDSP – od 2010 r. zupełnie zmarginalizowanego – twierdzą, że Łotwie potrzebna jest kuracja polegająca nie tylko na przepędzeniu z polityki podejrzanych biznesmenów, ale także zmianie paradygmatu polityki gospodarczej: ze wspierającej przedsiębiorczość „za wszelką cenę” na bardziej „zrównoważoną społecznie”: chodziłoby np. o rezygnację z wprowadzonego swego czasu podatku liniowego. W dalszej kolejności poszłyby inne reformy na wzór skandynawski. Na ile takie recepty w dobie kryzysu gospodarczego w Europie są możliwe do realizacji, a na ile są tylko pobożnymi życzeniami wynikającymi z przesłanek ideologicznych pozostaje odrębną kwestią. Wprowadzenie progresywnego podatku od dochodów – czego domaga się nie tylko LSDSP, ale i koalicyjna SCP – mogłoby doprowadzić do uderzenia w zwykłych przedsiębiorców: oligarchowie i tak swe pieniądze lokują najczęściej poza Łotwą . Są inne recepty – polityków o poglądach liberalnych – dla których rozprawienie się z oligarchami jest tylko wstępem do ułatwień dla drobnych i średnich przedsiębiorców, rozwoju rodzimego biznesu opartego na uczciwych podstawach, nie zaś znajomościach z okresu sowieckiego i „szczęściu” w dobie powszechnej prywatyzacji. Która z tych opcji zwycięży?

Na razie mecz „oligarchowie”/„przeciwnicy oligarchów” – w wymiarze politycznym, bo cała sprawa ma jeszcze aspekt prawnokarny – należy ocenić jak 1:1. Sprytni przedsiębiorcy do sukcesów mogą zaliczyć wybór własnego prezydenta przez koalicję SC – ZZS – PLL w maju b.r. i upokorzenie „Jedności”, po stronie przeciwnej jest poparcie społeczne i szansa uzyskana od losu po lipcowym referendum, w którym naród rozwiązał Sejm. Obie strony zanotowały też porażki tj. konieczność rozwiązania istniejącej od 1998 r. Partii Ludowej, śmierć kliniczna LPP/LC, utrata prestiżu w oczach społeczeństwa po wyborach prezydenckich rozegranych w fatalnym stylu (oligarchowie), rozbicie centroprawicy, na której trzy stronnictwa („Jedność” – Zatlers – narodowcy) ubiegają się o ten sam elektorat, rozwiązanie Sejmu w najgorszym możliwie terminie dla sił modernizacyjnych (przeciwnicy oligarchów). Za pięć tygodni wybory: „na dziś” obie strony zdają się mieć wyrównane szanse: oligarchowie mogą liczyć na opieszałe sądy, część działaczy Partii Ludowej już znalazła sobie szalupy ratunkowe w innych projektach politycznych, ZZS Lembergsa na pewno znów będzie w Sejmie, a i do LPP/LC być może uśmiechnie się los. Po wyborach zaś cztery scenariusze równie prawdopodobne: kontynuacja obecnej, niezwykle trudnej koalicji „Jedność” – ZZS, sojusz „Zatlers-„Jedność”-narodowcy”, historyczny kompromis „Jedność” – Zatlers – „Centrum Zgody”, albo „cała władza w ręce oligarchów”: SC – ZZS – PLL. W ostatnim przypadku byłoby najlepiej, w innych – zwłaszcza w wariantach nr 2 i 3 – już gorzej. Ale z nie takich opresji oligarchowie wychodzili. Nie bez powodu jeden z nich – Ainārs Šlesers – ma pseudonim „Buldożer”.

Tekst został opublikowany równolegle na portalu politykawschodnia.pl

Czytany 8484 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04