poniedziałek, 27 maj 2013 08:06

Tomasz Otłowski: Atak terrorystyczny w Londynie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

London-attack  Tomasz Otłowski

Bestialski mord, do którego doszło w londyńskim Woolwich 22 maja br. – w biały dzień, na pełnej ludzi ulicy – okazał się aktem islamskiego terroru. Atak, którego ofiarą padł brytyjski żołnierz służby czynnej, dokonany został z pobudek politycznych i religijnych, ewidentnie motywowanych skrajną interpretacją islamu. Sprawcami okazali się dwaj imigranci z Afryki, radykalni muzułmanie znani już brytyjskim służbom bezpieczeństwa. Zdarzenie to może stanowić początek nowego rozdziału w działaniach tzw. samotnych strzelców dżihadu, operujących w krajach zachodnich i realizujących (najczęściej nieświadomie) nową strategię Al-Kaidy. 

Morderstwo dokonane w biały dzień w londyńskim Woolwich w dn. 22 maja br. przyciągnęło uwagę mediów i opinii publicznej nie tylko brutalnością działania sprawców, ale też (a może przede wszystkim?) szybko ujawnionym islamistycznym tłem całego zdarzenia. Bardzo szybko również zmieniono zarówno medialną, jak i formalno-prawną kwalifikację tego wydarzenia, uznając ją (całkowicie zasadnie) za klasyczny akt terrorystyczny. Sprawcami makabrycznego zabójstwa, dokonanego na młodym żołnierzu armii brytyjskiej, okazali się dwaj znani już wcześniej policji londyńskiej imigranci z Nigerii, radykalni muzułmanie (przy czym jeden to konwertyta, wychowany w głęboko wierzącej (sic!), chrześcijańskiej rodzinie). Jeden z morderców zdołał wykrzyczeć swoje polityczne i ideowe credo przypadkowemu przechodniowi, nagrywającemu go telefoniczną kamerą. Z tego improwizowanego „przesłania” jasno wynika islamistyczna motywacja sprawców. Również sam przebieg incydentu i późniejsze zachowanie morderców noszą klasyczne znamiona islamistycznego aktu terrorystycznego: brutalność i bezwzględność zamachowców, sposób dokonania zabójstwa (w tym zwłaszcza użyte w nim narzędzia zbrodni), a także czas i miejsce ataku miały wywołać jak największy szok i przerażenie (a więc sterroryzowanie) opinii publicznej. Sami sprawcy po dokonaniu zbrodni zachowywali się zaś tak, jakby chcieli stać się islamskimi „męczennikami świętej wojny”, prowokując konfrontację z przybyłą na miejsce zdarzenia policją.

Nie jest póki co jasne, czy ofiara ataku – Lee Rigby z Królewskiego Regimentu Fizylierów – był przypadkowym celem zamachu, czy też sprawcy wybrali go już wcześniej i zaatakowali z premedytacją. Rigby służył w armii od wielu lat, był także weteranem wojny afgańskiej (kilka lat temu odsłużył ze swym oddziałem turę w brytyjskim kontyngencie ISAF), co mogło stać się pretekstem dla zamachowców. Jego obecna praca jako rekrutera w wojskowej komisji werbunkowej ułatwiała zaś rozpoznanie jego zachowań i zaplanowanie spektakularnego ataku, przeprowadzonego niemal dosłownie „w świetle kamer”.

Ocena i wnioski

Dramat z Woolwich to kolejny w ostatnim czasie przypadek, wpisujący się w nasilający się wyraźnie trend „nowego terroryzmu” islamskiego, charakteryzującego się przerzuceniem przez islamistów gros wysiłku operacyjnego na Zachodzie na barki tzw. samotnych wilków. Ludzi o skrajnie radykalnych poglądach (wyrobionych m.in. dzięki studiowaniu odpowiedniej literatury lub kontaktom z innymi ekstremistami, zwłaszcza duchownymi muzułmańskimi) oraz zainspirowanych przez „fachowe” poradniki terrorystyczne publikowane w Internecie przez Al-Kaidę. Zdecydowana większość ataków terrorystycznych (lub prób ataków) na tle islamistycznym na Zachodzie w ostatnich kilku latach dokonana została właśnie przez takich „samotnych strzelców dżihadu”, działających samodzielnie lub w niewielkich, kilkuosobowych grupkach.

Eliminacja Osamy bin Ladena i będące jej następstwem zmiany na szczytach kierownictwa Al-Kaidy w istotny sposób wpłynęły na zmiany w jej strategii. Nowy lider organizacji, Ajman az-Zawahiri, za priorytet działania kadrowych struktur Al-Kaidy uznał szerzenie ideologii dżihadu w samym świecie muzułmańskim (Dar al-Islam), szczególnie w krajach arabskich objętych „arabską wiosną”. Walkę terrorystyczną z „niewiernymi” na samym Zachodzie pozostawił w głównej mierze tamtejszym „samotnym strzelcom dżihadu”, a także grupom ekstremistycznym, powstającym i działającym lokalnie w poszczególnych krajach Europy Zachodniej i w USA. Aktywizacji działań tego typu „samorodnego” ekstremizmu i terroryzmu islamskiego (ang. homegrown terrorism) na Zachodzie służyć ma wzmożenie propagandowej aktywności medialnych komórek Al-Kaidy (szczególnie osławionej „agencji” As-Sahab). Ważne miejsce w tym procesie zajmuje internetowy anglojęzyczny magazyn „Inspire”, wydawany przez Al-Kaidę Półwyspu Arabskiego (AQAP). To w nim właśnie, już kilka lat temu, pojawiły się sugestie dla islamskich zelotów żyjących na Zachodzie, aby atakować „niewiernych” np. poprzez inicjowanie wypadków samochodowych, dokonywanie masowych zatruć w restauracjach itp. Porady takie, wyśmiane a priori przez ekspertów zachodnich, mogą jednak padać na podatny grunt w środowiskach islamskich radykałów w Europie i USA, a w przypadku prób ich przekucia w czyn stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi i wyzwanie dla służb bezpieczeństwa krajów Zachodu.

Analizując atak terrorystyczny w Woolwich, warto zwrócić uwagę na fakt, że dokonano go z użyciem broni białej, co jest swoistą nowością i może stanowić początek nowej jakości w modus operandi islamistycznych „samotnych wilków”. Dotychczas preferowali oni ataki z użyciem konstruowanych przez siebie prymitywnych urządzeń wybuchowych (jak np. niedawny zamach w Bostonie, a wcześniej próby zamachów w Sztokholmie i Nowym Jorku) lub działali jako tzw. aktywni strzelcy (active shooter), tak jak miało to np. miejsce w przypadku incydentu w Fort Hood w Teksasie w 2009 roku czy ataku na żołnierzy amerykańskich we Frankfurcie n. Menem w 2011 roku. Zaplanowanie i przeprowadzenie ataków zarówno z użyciem prymitywnego IED, jak i broni palnej wymaga jednak sporego wysiłku logistycznego, organizacyjnego i operacyjnego (choćby np. w postaci rozpoznania celu i zaplanowania akcji), nie mówiąc już o konieczności posiadania minimalnej choćby wiedzy na temat sztuki konstruowania ładunków wybuchowych czy obsługi broni palnej. Wydaje się więc, że dla odpowiednio zmotywowanego i zdeterminowanego terrorysty potencjalnie prostszym sposobem skutecznego przeprowadzenia ataku „w imię Allaha” może okazać się zamordowanie wybranej ofiary z użyciem zwykłego noża, maczety lub siekiery. W tym sensie atak w Woolwich to niebezpieczny precedens, który może znaleźć w najbliższej przyszłości wielu naśladowców, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii.

Warto w tym miejscu odnotować symboliczny wymiar sposobu zabójstwa, zastosowany przez sprawców, którym najpewniej chodziło o dekapitację ofiary. Miało to zapewne podkreślić, zgodny z tradycją islamską, „czysty” religijnie charakter czynu. Zabijanie ofiar poprzez obcięcie im głowy jest formą tradycyjnego w islamie pozbawiania życia przeciwnika (wroga) lub osoby skazanej na śmierć, sankcjonowanym przez ortodoksyjną interpretację szariatu i wciąż oficjalnie funkcjonującym jako kara główna w kilku sunnickich krajach muzułmańskich (szczególnie w Arabii Saudyjskiej). Jest ono też szeroko praktykowane przez islamistów, którzy tak właśnie mordują pojmanych przez siebie zakładników w Afryce Północnej, Iraku, Syrii czy Pakistanie (jak np. zabójstwo inż. Piotra Stańczaka w 2009 roku).

Strategia obecnego kierownictwa Al-Kaidy, zakładająca wzmożone wykorzystanie samorodnych bojowników „świętej wojny” na terytorium państw zachodnich, może z upływem czasu okazać się skuteczna. Skuteczna w tym sensie, że wywoła efekt „kuli śniegowej” – szeroko nagłaśniane w mediach incydenty i ataki, takie jak ten z Woolwich, sprowokują kolejnych adeptów dżihadu do pójścia w ślady wcześniejszych „męczenników”. Państwa i społeczeństwa Zachodu – rozumianego tu jako kategoria geopolityczna – nie mają tymczasem żadnych możliwości (sił i środków), aby choćby zminimalizować takie zagrożenie (nie mówiąc nawet o jego eliminacji). Nikt i nic nie jest w stanie zapobiec sytuacji, w której motywowany religijnie pojedynczy szaleniec rzuca się z nożem w dłoni na przechodnia na środku ulicy. Bracia Carnajewowie, którzy przygotowali i przeprowadzili zamach w Bostonie, byli – jak się dziś okazuje – częścią większej islamskiej grupy ekstremistycznej w USA, a mimo to uniknęli wykrycia przez amerykańskie służby bezpieczeństwa. A co dopiero mówić o pojedynczych fanatykach, nienawidzących Zachodu i wszystkiego co z nim związane i zdolnych do najbardziej nikczemnych działań w imię swej fałszywie pojętej wiary?

W takich przypadkach tradycyjna czujność i prewencja – oparta o działania policji, służb kontrwywiadu, ale też i o zwykłą obywatelską czujność – po prostu nie funkcjonuje. Incydent w Woolwich może więc okazać się pierwszym z wielu podobnych aktów indywidualnego terroru wyznawców Allaha, z jakimi będziemy mieć do czynienia w najbliższej przyszłości na Zachodzie. Może się przy tym okazać, że zwykłe noże i maczety okażą się w działaniach islamistycznych „samotnych wilków” bardziej skuteczne, niż „zaawansowane” technologicznie nowinki z zakresu konstrukcji prymitywnych IED i innych tego typu środków walki. 

Artykuł ukazał się w nr 16/2013 "Policy Paper" Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae alt

Fot. na podst. www.upi.com

Czytany 4669 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04