sobota, 22 marzec 2014 10:14

Tomasz Jankowski: Europa-Polska-Rosja. Studium ostatnich lat i szansa na trwałe porozumienie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

map_europe08geopolityka  Tomasz Jankowski

Co robić, aby zażegnać konflikt ukraiński i co należy uznać za stan pożądany? Media nadające w Polsce, wraz z politykami, nakręcają spiralę rywalizacji, która służy przede wszystkim partii rządzącej (efekt jedności w poczuciu zagrożenia), przygotowującej się do wyborów. Nie służy to jednak polskiej gospodarce...

Wstęp

Niniejszy artykuł ma na celu podsumowanie ostatnich lat relacji Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską, ze szczególnym uwzględnieniem roli Rzeczpospolitej Polskiej w kontekście kryzysu ukraińskiego. Nie jest to kalendarium, ale raczej analiza interesów poszczególnych uczestników geopolitycznej gry i efektów podjętych decyzji.

1. Partnerstwo Wschodnie czyli zwycięstwo opcji atlantyckiej

5 lat temu, w 2009 roku neoliberalne elity polityczne Polski odtrąbiły sukces polegający na ustaleniu ostatecznego kształtu Partnerstwa Wschodniego (PW) tj. pomocniczego programu w realizacji polityki rozszerzenia Unii Europejskiej czy też zacieśniania stosunków z zewnętrznymi podmiotami.

Wewnątrz PW rozgrywała się rywalizacja między koncepcją eurazjatycką i euroatlantycką. Ta pierwsza zakładała włączenie do programu Federacji Rosyjskiej celem zbliżenia Wschodu i Zachodu, co miało skutkować także rugowaniem ingerencji Stanów Zjednoczonych z rejonu kontynentu europejskiego. Druga z opcji przyjmowała narzucony przez amerykańskie ośrodki wpływu paradygmat konfliktu cywilizacyjnego między Rosją, a Zachodem, przy czym kształt tego co nazywamy „Zachodem” nie był tu ostatecznie określony. Paradoksalnie „wschodnie” partnerstwo stało się instrumentem „otaczania” Rosji i uderzenia w jej interesy poprzez „przeciąganie” na zachód nie tylko Europy Wschodniej (Ukraina, Białoruś) ale także państw południowego Kaukazu (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan).

Wyłączenie Federacji Rosyjskiej automatycznie postawiło w sytuacji konfliktu blok zachodni i blok wschodni. Przywróciło wprawdzie nie militarne, ale polityczne podstawy do powrotu Zimnej Wojny. Przy wydatnym udziale polityków z Polski (głównie z Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości) doszło do rozpoczęcia procesu realizacji amerykańskiej strategii, polegającej na zwiększaniu ilości baz wojskowych w rejonie bliskim dawnemu terenowi ZSRR.

2. Próba destabilizacji Republiki Białorusi i naczelna rola kół rządzących Polską

Poprzez różne techniki nacisku (telewizja Biełsat, stypendia dla opozycjonistów, finansowanie marginalnej acz głośnej części mniejszości polskiej) Polska wzięła na swoje barki zadanie obalenia legalnych władz białoruskich lub przynajmniej wywarcia wpływu na dopuszczenie do rządzenia kół prozachodnich.

Nie było jednak białoruskiego Majdanu. Polityka socjalna prezydenta Aleksandra Łukaszenki, ugruntowanie niepodległości Białorusi i rozwój gospodarczy skutecznie zabezpieczyły system rządów u naszego wschodniego sąsiada. Gospodarczo odbiło się to jednak na Polsce bardzo niedobrze. Wypadliśmy z pierwszej dziesiątki krajów handlujących z Białorusią (mimo bezpośredniego sąsiedztwa!), w której to np. bardzo wysokie miejsce zajmują obecnie Niemcy.

3. Kaukaska równia pochyła

Neoliberalna Europa zdawała się stawiać wszystko na jedną kartę także na południe od Rosji. Mimo ciążących zarzutów na byłym prezydencie Gruzji Michaelu Saakaszwilim, zdecydowano się udzielać mu politycznego wsparcia. Jego mocarstwowe plany okazały się jednak (co nie trudno było przewidzieć) groteską, a w obliczu zapaści w stosunkach z Rosją po wojnie kaukaskiej w 2008 r., utracił władzę na rzecz bardziej stonowanych kół politycznych, chcących normalizacji po kilkuletnim okresie kryzysu.

Również Azerbejdżan nie okazał się możliwym do połknięcia przez USA kąskiem, co wynikało z ekonomicznej kalkulacji. Bruksela chełpiła się przez pewien czas porozumieniem z Armenią, która jednak ostatecznie przystąpiła do ścisłej współpracy z Federacją Rosyjską.

Poza kilkoma „wybrykami” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Polska nie odegrała mimo wszystko, poprzez swoje państwowe instytucje, znaczącej roli w próbie destabilizacji Kaukazu, choć w dalszym ciągu Rzeczpospolita geopolitycznie wyglądała jak najbardziej wysunięty na wschód przyczółek USA.

4. Majdan i fala absurdów

Zachowanie „euroatlantyckich jastrzębi” w sprawie Ukrainy przypominało trenera drużyny piłkarskiej, który przegrywając 4-0 wprowadza dwóch napastników za dwóch obrońców i rozpoczyna frontalny atak na bramkę przeciwnika. Kończy się to oczywiście jeszcze większą porażką.

W przeciwieństwie do Białorusi, Ukraina nie wykształciła stabilnego systemu politycznego, a to odbijało się istotnie na warunkach życia ludności. Dodatkowo dominacja oligarchów nad niemal każdą liczącą się siłą polityczną powodowała ciągłe ubożenie społeczeństwa na rzecz ogromnych fortun „rekinów finansjery”.
Z tych przyczyn nie powinien dziwić rozmach Majdanu, nie powinny też niestety dziwić radykalne postawy i obudzenie wszelkiego rodzaju demonów, w tym szowinizmów narodowych i religijnych. Niemniej jednak to miałkość oferty Unii Europejskiej dla Ukrainy spowodowała odrzucenie umowy o stowarzyszeniu. Decyzję prezydenta Wiktora Janukowycza determinowała odpowiedź Rosji, która zaoferowała dużo lepsze warunki. Dopiero wtedy rozwścieczona „opinia publiczna Europy” zaczęła mówić o rosyjskim imperializmie, nie dostrzegając imperializmu USA, który posługiwał się instytucjami unijnymi do walki z Rosją o strefę wpływów tuż pod… jej granicami.

21 lutego minister spraw zagranicznych polskiego rządu Radosław Sikorski doprowadził do porozumienia opozycji z prezydentem W. Janukowyczem, ogłaszając sukces polskiej dyplomacji. Jednak już kilka dni później ta sama Polska kpiła z porozumienia, uwiarygodniając „nowe warunki” po zamachu stanu ukraińskiej opozycji. Wg polskiej władzy „łamanie umów” nastąpiło jednak dopiero wtedy, gdy Autonomiczna Republika Krymu, w ślad za Rosją, nie uznała nielegalnego rządu w Kijowie i rozpoczęła proces, który zakończył się powrotem Krymu do Rosji.

5. Zamiast wojennej retoryki – konsekwencja działań

Otwartym pytaniem pozostaje jednak, co robić, aby zażegnać konflikt i co należy uznać za stan pożądany? Media nadające w Polsce, nakręcają spiralę rywalizacji, która służy przede wszystkim partii rządzącej (efekt jedności w poczuciu zagrożenia), przygotowującej się do wyborów. Nie służy to jednak polskiej gospodarce. Straty wynikające z handlowego impasu ze Wschodem szybko dały o sobie znać, a to przecież dopiero początek. Nikt nie pójdzie na otwarty konflikt, ponieważ system współuzależnienia największych gospodarek świata skutecznie zniechęca graczy do podjęcia takich działań. Co więc leży w polskim interesie?

Przede wszystkim cofnięcie uznania dla rządu premiera Arsenija Jaceniuka, który to w świetle prawa Ukrainy, a co może ważniejsze: deklaracji ministra Rzeczpospolitej Polskiej, jest władzą nielegalną. Dodatkowo dochodzą do tego kolejne dwie okoliczności: rząd nacjonalistów jest nie do zaakceptowania zarówno przez mieszkańców Krymu, jak i wschodniej Ukrainy, co widać po ogromnych protestach w tych częściach kraju. Jest on także w dłuższej perspektywie zagrożeniem dla integralności terytorialnej Polski, bowiem niemałą rolę odgrywają w nim ugrupowania jawnie antypolskie i nastawione rewizjonistyczne w stosunku do naszych wschodnich granic.

Dopiero to stworzy warunki do ustabilizowania sytuacji na Ukrainie, otworzy możliwości zorganizowania tam wyborów, a co istotne: przestanie istnieć potrzeba ingerencji Rosji w sprawy Ukrainy i możliwe przyłączenie do Federacji Rosyjskiej wschodnich jej rejonów. Być może uda się też powrócić do status quo w kwestii krymskiej, choć jest to wątpliwe. Tak czy inaczej – czas działa tutaj na niekorzyść integralności Ukrainy.

6. Bezpieczna Europa zamiast Północnego Atlantyku

Nie ulega wątpliwości jednak, że nie ma powrotu do status quo w wewnętrznej polityce Ukrainy. Polska, zmieniając wektor swojej polityki zagranicznej, mogłaby przy współdziałaniu z Rosją doprowadzić do odsunięcia od władzy ukraińskiej oligarchii i zapewnienia wsparcia wschodniemu sąsiadowi celem wyjścia z kryzysu.

Trzeba sobie też powiedzieć, że euroatlantycki model Partnerstwa Wschodniego okazał się na każdym polu porażką. Jedynym graczem, mającym interes w kontynuowaniu kryzysu są w tym momencie Stany Zjednoczone, które po pierwsze podtrzymują wskutek tego temu możliwość ekspansji NATO, a po drugie – w toczących się negocjacjach o umowie handlowej z Unią Europejską – zyskują argument w postaci (nomen omen) TINA czyli There Is No Alternative: „Rosja nie jest dla Was partnerem, więc musimy Was zalać naszymi produktami”. Tym produktem dzisiaj jednak nie byłaby już szkodliwa doktryna ekonomiczna, ale surowce energetyczne, droższe od rosyjskich.

Wyraźnie widać, że w dłuższej perspektywie czasowej opieranie bezpieczeństwa w Europie na Stanach Zjednoczonych jest szkodliwe ekonomicznie dla całego obszaru geograficznej Eurazji. Powoduje konflikty, w których na nieszczęście na pierwszej linii frontu stoi… Polska. Skala aktywności NATO w Europie jest wprost proporcjonalna do temperatury sporu między Wschodem, a Zachodem.

Nie tylko ze względu na położenie geograficzne, ale też z uwagi na interes ekonomiczny, Polska powinna stać się tym lokalnym liderem Europy Środkowej, który przewartościowuje swoją rolę z „konia trojańskiego USA w Europie” na solidny filar pokoju i bezpieczeństwa na eurazjatyckim kontynencie. Nie wyłączając z niego Rosji. Geografia jest bowiem jak matematyka – nieubłagana i niezmienna.

Fot. www.consumerit.eu

Czytany 4576 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04