sobota, 17 październik 2015 07:33

Tomasz Formicki: Kampania wyborcza jako element walki informacyjnej

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Tomasz Formicki

Truizmem jest stwierdzenie, że żyjemy w epoce rewolucji naukowo-informacyjnej. Informacja jest w dzisiejszych czasach zasobem strategicznym i organizatorem w sterowaniu społecznym. Od początku ludzkości informacja była cennym towarem, choć nie zawsze ludzie byli tego świadomi. Używając nomenklatury klasyka strategii wojskowej, generała Carla von Clausewitza, autora dzieła „O wojnie”, można pokusić się o stwierdzenie, że we współczesnych czasach to informacja jest „środkiem ciężkości”. Spotykamy się z nią na każdym kroku – dzięki niej pracujemy, kontaktujemy się, zdobywamy wiedzę. Nie bez powodu mówimy dziś o społeczeństwie informacyjnym. Informacja to motor rozwoju w każdej dziedzinie życia.

Komputer, mikroprocesor i innowacje w telekomunikacji stały się symbolami rewolucji naukowo-informacyjnej. Jest ona naturalną konsekwencją ogromnego rozwoju skomputeryzowanych technologii informacyjnych i komunikacyjnych. W dużym uproszczeniu rewolucja informacyjna sprowadza się do połączenia komputerów i telekomunikacji, w wyniku czego powstają zintegrowane sieci systemów.

Zjawiska, o których powyżej mowa, determinują praktycznie wszystkie aspekty działalności ludzkiej. W tym kontekście warto pokusić się chociaż o krótką refleksję nad wpływem rewolucji naukowo-informacyjnej na obecnie trwającą w naszym kraju kampanię wyborczą do Sejmu i Senatu RP.

Czym jest walka informacyjna?

W procesie rozwoju cywilizacyjnego na przestrzeni dziejów zmianom ulegał przedmiot i cel wojen. W fazie epoki agrarnej, nazwanej przez amerykańskiego futurologa Alvina Tofflera I Falą, najistotniejsza była i jest (wszak są części globu, gdzie jeszcze dominuje ta faza rozwoju technologicznego) rywalizacja o ziemię. Ziemia stanowi tam zatem główny, materialny cel zmagań.

Wojny toczone przez państwa epoki rewolucji przemysłowej, a więc – używając terminologii A. Tofflera – II Fali, koncentrowały się na pozyskiwaniu środków produkcji oraz wszystkich potrzebnych im elementów, jak np. surowce naturalne. Aczkolwiek już wówczas, w epoce rewolucji przemysłowej, zaczęły powstawać pierwsze Agencje Informacyjne, a sama informacja stała się towarem nie mniej cennym niż stal i węgiel.

Przetaczająca się obecnie przez świat rewolucja naukowo-informacyjna, nazwana przez A. Tofflera III Falą, całkowicie zmieniła najważniejsze cele toczonych konfliktów. Ustaliła  ich  globalny charakter, zmieniła hierarchię i cel gry. Najistotniejsze akcenty rywalizacji zostały przesunięte z walki o zasoby materialne na walkę o zasoby intelektualne i duchowe. Główna gra toczy się o ludzką świadomość. Jest to wojna bez linii frontów. Polem bitwy stał się umysł człowieka.

Walka informacyjna jest szczególnym przypadkiem procesu sterowania społecznego, którego celem jest niszczenie przeciwnika za pomocą informacji. Tak więc walka informacyjna, to starcie na różnych płaszczyznach. To część konfliktu zbrojnego, elementy konfliktów asymetrycznych. Obejmuje także działania polityczne, propagandowe i protesty społeczne. To też działania różnych frustratów, wandali i przestępców (por. wykradanie pieniędzy z banków w cyberprzestrzeni).

Wymienione wyżej aspekty ludzkiej aktywności sprowadzają się do istnienia walki rozstrzyganej przy użyciu informacji, która jest orężem skierowanym przeciwko potencjałowi informacyjnemu przeciwnika przy równoległej ochronie własnych zasobów informacyjnych.

Prowadzenie walki informacyjnej bez wątpienia otwiera nowe możliwości w drodze do osiągania założonych celów, ale stanowi także poważne źródło zagrożeń zarówno dla atakowanego, jak i atakującego.

Umiejętność pracy i korzystania z informacji w dzisiejszej epoce rewolucji naukowo-informacyjnej jest sine qua non funkcjonowania przeciętnego człowieka, który – czy mu się to podoba, czy nie – jest zanurzony w przestrzeni informacyjnej. Tym bardziej, że jak zauważa generał Bolesław Balcerowicz: „W erze informacyjnej innego sensu nabiera stosowanie przemocy drogą tradycyjnie pojmowanej wojny” [1]. Obecnie informacja jest zasobem strategicznym i stosowana bywa nie tylko jako broń, ale jest także traktowana jako cel. Specjaliści w tym zakresie zwracają uwagę na konieczność traktowania przestrzeni informacyjnej, włącznie z cyberprzestrzenią jako nowego obszaru walki.

Osoba, która chociaż w stopniu podstawowym nie umie operować informacją, analizować jej i na tej podstawie wyciągać wnioski, narażona jest na bycie łatwym celem dla różnej maści manipulatorów oraz staje się naturalnym obiektem dezinformacji ze strony infoagresorów.

Rywalizacja partii politycznych elementem walki informacyjnej

Jak wyżej wspomniano działania polityczne, propagandowe i protesty społeczne są elementami prowadzenia walki informacyjnej. Sposób prowadzenia kampanii wyborczych przez partie polityczne ewoluował od XIX wieku. Partie polityczne miały charakter masowy, potrafiły liczyć po kilkaset tysięcy członków, którzy stanowili potężny aparat propagandy, rekrutacji oraz łącznika pomiędzy partią, a społeczeństwem. Kampanie wyborcze prowadzone były na ulicy, bowiem wówczas nie było medium, które docierałoby do domów. Używając nomenklatury wspomnianego wcześniej A. Tofflera – była to kampania epoki I Fali.

Obraz kampanii wyborczych zmienił się, gdy do powszechnego użytku najpierw wszedł aparat radiowy, a później telewizor. Wówczas ciężar agitacji partyjnej w dużej mierze przeniósł się z ulicy do reklam, słuchowisk, audycji telewizyjnych. Symbolem epoki telewizji w kontekście kampanii wyborczych stały się przedwyborcze debaty, które elektryzowały i po dziś dzień elektryzują miliony ludzi. To do tych debat specjaliści od public relations i spin-doktorzy tygodniami przygotowują kandydatów, bowiem przy wyrównanych sondażach partii politycznych determinują one końcowy wynik wyborów. Przedwyborcze starcia partyjne w epoce dominującego wpływu medialnego radia i telewizji, to kampania polityczna II Fali.

Jednakże we współczesnej epoce rewolucji naukowo-informacyjnej supremacja radia, telewizji i tradycyjnych gazet, nazywanych przez politologów i socjologów „czwartą władzą”, zmierza ku końcowi. Na scenę dynamicznie bowiem wszedł Internet. Widać to po trendach w sferze reklamy. Reklamodawcy coraz chętniej prezentują się w mediach III Fali, a więc w Internecie. Siłą rzeczy ciężar kampanii wyborczej także przenosi się do sieci.

Kryzys dziennikarstwa, czyli V władza wchodzi na scenę

Przenoszenie się ciężaru kampanii wyborczych do sieci spowodowane jest faktem, że kolejne roczniki młodzieży wchodzą w wiek prawa wyborczego i automatycznie stają się celem przekazu informacyjnego ze strony partyjnych specjalistów od propagandy. Dla młodszych pokoleń sieć internetowa to nie tylko instrument do korespondencji i telefon. Jest to epicentrum świata, miejsce gdzie robi się niemal wszystko. To w Internecie młodsze pokolenie zawiązuje przyjaźnie, tam wybiera lektury, filmy i programy do oglądania. Tam też wyraża się własną tożsamość i osobowość. Wreszcie w sieci organizuje się aktywność polityczną.

Popularny dziennikarz Mariusz Max Kolonko w jednym ze swoich materiałów w charakterystyczny dla siebie sposób zwraca uwagę na fakt, że powstanie tzw. „drugiego obiegu informacji” w sieci, który żyje niezależnie od stacji telewizyjnych, radiowych i koncernów prasowych bierze się nie tylko stąd, iż młode pokolenie czerpie pełnymi garściami z nowinek technologicznych i tam szuka informacji. M.M. Kolonko stawia tezę, że przeżywamy kryzys dziennikarstwa, publicystyki oraz mass mediów i jest to reakcja na tenże kryzys. To zjawisko dotyka to nie tylko Polskę [2].

Dawniej ikoną dziennikarstwa był reporter, który pozostawał swego rodzaju outsiderem. Wiele osób, które podjęło ten zawód, miało skłonność władzy raczej się przeciwstawiać, niż jej służyć – nie tylko ze względu na ideologię, ale także na własne usposobienie.

To wszystko się zmieniło, gdy największe światowe korporacje kupiły firmy mediowe. Większość gwiazd mediów stała się wysoko opłacanymi pracownikami korporacyjnymi. Drogę dziennikarzy mass mediów obecnie charakteryzują te same cechy, które prowadzą do sukcesu w hierarchii korporacji: stopień, do jakiego zadowalają swych korporacyjnych szefów. Wówczas pozostaje bardzo mało miejsca na rzetelność dziennikarską, obiektywizm i własny, publicystyczny punkt widzenia.

Ci dziennikarze, którzy funkcjonują w strukturach wielkich korporacji medialnych, zazwyczaj lepiej potrafią zadowalać instytucjonalną władzę, niż ją kwestionować. Dlatego reporterzy, odnoszący sukcesy w korporacyjnym dziennikarstwie, są przyzwyczajeni do chodzenia władzy na rękę. Identyfikują się z kierownictwem, które w różnoraki sposób bywa powiązane z najwyższymi czynnikami władzy – wiedzą, jak mu służyć, a nie, jak z nim walczyć.

Kryzys zaufania społecznego do mediów jest faktem i on się stopniowo pogłębia. Wystarczy poczytać fora internetowe i komentarze internautów, aby przekonać się, że nie tylko w młodszym pokoleniu występuje – najdelikatniej rzecz ujmując – trend ograniczonego zaufania do głównego nurtu mass mediów. Nic więc dziwnego, że niektóre partie polityczne sięgają po nowoczesne instrumenty komunikacji z wyborcami, próbując ich złowić” w Internecie swoją socjotechniką przekazu informacyjnego.

Walka informacyjna o wyborcę w Internecie

Polityk, który nie korzysta z arsenału możliwości dotarcia do elektoratu, jaką daje Internet, praktycznie pozbawia się szans na sukces w kampanii wyborczej. Wyklucza się z udziału w V władzy.

Dzisiaj politycy, którzy mają być ambicję skutecznymi, są skazani na zakrojoną na szeroką skalę działalność w Internecie. Już nie wystarczy ograniczać się do podręcznika marketingu politycznego, czyli strony internetowej i Facebooka. Spektrum instrumentów przekazu informacyjnego w sieci jest coraz szersze. Jedno „kliknięcie” może być skuteczniejsze niż czasochłonne wyjazdy „w teren” i dziesiątki spotkań z wyborcami, które oczywiście są ważne, ale bez ich odpowiedniego zsynchronizowania z kampanią w sieci mają o wiele słabszy wydźwięk i efekt.

Partie polityczne, które korzystają z nowoczesnych instrumentów internetowych, wynajmują do współpracy agencje interaktywne, które wypracowują strategię komunikacji z potencjalnymi wyborcami w sieci. Wraz ze sztabowcami partyjnymi wykuwają główne kierunki komunikacji i socjotechniki przekazu informacyjnego: jak uderzać przeciwnika i które czułe punkty atakować bez pardonu, których tematów unikać, bo są słabą stroną partii. Ten poziom determinują jeszcze koordynaty dla wszystkich kanałów.

Kolejny poziom, to praca tzw. spin-doktorów, którzy wraz ze specjalistami z agencji interaktywnych „szlifują” i „dopieszczają” niektóre pomysły. Część koncepcji powstaje w gronie „góry” partyjnej, dziennikarzy sympatyzujących z daną opcją i bywa, że także z młodymi działaczami partyjnymi specjalizującymi się w informatyce.

Najniższy szczebel, to środowiska sympatyzujące z daną partią i pojedynczy internauci, którzy pracują w Internecie na rzecz kampanii: komentują na forach, mobilizują na różnych portalach społecznościowych potencjalnych zwolenników swojej partii, produkują tzw. memy, piszą wreszcie na Facebooku i ostatnio bardzo popularnym wśród dziennikarzy i polityków Twitterze. Organizują się w grupy pracujące dla idei partyjnej oraz werbują tzw. „trolli”, którzy uprawiają czarny PR w sieci, czyli tzw. „hejt”.

Socjotechnika przekazu informacyjnego w rywalizacji toczonej w sieci pomiędzy konkurencyjnymi partiami nie jest skomplikowana i wysublimowana. Liczy się przede wszystkim prostota i gra na emocjach. Najczęściej stosowane instrumenty z arsenału propagandy politycznej, to: mit, stereotyp, plotka, strach, piękne ogólniki, eufemizm, przenoszenie, owczy pęd, naciąganie faktów i argumentów...

W celu dyfamacji przeciwnika politycznego stosowanych jest niejednokrotnie kilkanaścioro fałszywych kont prowadzonych przez tę samą osobę. Fałszywe profile służą także do poprawiania statystyk, „podkręcania” facebookowych „lajków” czy twitterowych „podaj dalej”. Twitter jest też dla partyjnych propagandzistów znakomitym instrumentem w celu rozpowszechnienia plotki, bo tam jest największe prawdopodobieństwo jej dotarcia do polityków lub dziennikarzy.

PiS – polityczny król Internetu

Nie trzeba być wybitnym ekspertem, aby dostrzec, że w trwającej kampanii wyborczej najlepiej funkcjonującą „armię” w sieci posiada Prawo i Sprawiedliwość. Pierwsze, jeszcze nieśmiałe próby posługiwania się Internetem jako jednym z głównych pól walki informacyjnej z polityczną konkurencją, miały miejsce trzy lata temu podczas realizacji „operacji prof. Gliński”. W 2012 r. swoją obecność ogłosiła światu grupa prawicowych dziennikarzy, która nazwała się „hipsterprawicą” i był to kolejny krok środowisk będących w orbicie PiS. Zmienił on postrzeganie tej partii na ten element przestrzeni informacyjnej.

Później odbyły się wybory samorządowe, gdzie można było dostrzec progres tej formacji politycznej w posługiwaniu się narzędziami przekazu, jakie daje Internet. Boleśnie przekonał się o tym m.in. były prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak, który zlekceważył kampanię internetową i w efekcie tego z kretesem przegrał z 29-letnim kandydatem PiS, którego zaplecze prowadziło intensywną i zsynchronizowaną kampanię w sieci.

A propos wyborów samorządowych – w wielu miejscowościach w naszym kraju dało się zauważyć ciekawe zjawisko: zwyciężyli bardzo młodzi kandydaci. Bez wątpienia jednym z głównych czynników ich zwycięstwa było umiejętne i skuteczne posługiwanie się instrumentami przekazu informacyjnego, jaki stwarza Internet przy jednoczesnym lekceważeniu tego narzędzia przez ich konkurentów.

Kampania wyborcza Andrzeja Dudy była już przykładem, jak należy prowadzić skuteczną promocję polityka w Internecie. Specjaliści i eksperci zgodnym chórem podkreślają, że jednym z kluczowych czynników zwycięstwa kandydata PiS w walce o fotel prezydenta RP była znakomicie prowadzona operacja informacyjna w sieci w skali całego kraju i umiejętne zsynchronizowanie jej z wiecami, mitingami wyborczymi i wydarzeniami realizowanymi w ramach kampanii.

Obecna kampania wyborcza PiS jest w zasadzie umocnieniem wcześniej obranego kursu. PiS rządzi i dzieli w Internecie. Praktycznie zdominował dyskurs polityczny w tej przestrzeni informacyjnej. W każdym z czterdziestu okręgów wyborczych partia ta powołała specjalnych szefów kampanii internetowej, z szerokim zakresem kompetencji. Internet jest jednym z kluczowych elementów ugrupowania i działalność na tej płaszczyźnie jest jej integralną częścią.

Decydujący czynnik ludzki

Kampanie wyborcze są elementami walki informacyjnej, bowiem używa się w nich środków charakterystycznych dla operacji informacyjnych (INFO OPS) i operacji psychologicznych (PSYOPS). Machiny partyjne stosują w kampaniach wyborczych całą gamę instrumentów z arsenału socjotechniki propagandy, PRu, czarnego PRu, dezinformacji, manipulacji, wpływania czy dezintegracji.

Oczywiście powyższe rozważania nie wyczerpują tematu. Są zaledwie wprowadzeniem do zagadnienia rywalizacji politycznej w kontekście walki informacyjnej ze szczególnym uwzględnieniem roli Internetu.

Podsumowując temat należy podkreślić, że pomimo ogromnego rozwoju automatyzacji, używania nowoczesnych technologii oraz komputeryzacji tak charakterystycznej dla naszej epoki, nadal najistotniejszym czynnikiem w działaniach na froncie walki informacyjnej, także w kontekście kampanii wyborczej, jest człowiek.

Meir Amit, były szef Mossadu, gdy w latach 1960' Izraelczycy wprowadzali na masową skalę komputery i inne środki techniczne, podkreślał, że we współczesnej walce informacyjnej niezbędne są przede wszystkim utalentowane jednostki.

Walka informacyjna – według M. Amita – „polega na współzawodnictwie sił duchowych i mózgów, a rolą gadżetów i usprawnień technicznych jest wspomaganie człowieka w jego dążeniu do sprostania intelektualnym wyzwaniom”. W walce informacyjnej wykorzystuje się „współdziałanie człowieka i maszyny, ale w tym zespole czynnik ludzki jest decydujący”.


Fot. www.hannover2012.cdu.de

Autor jest właścicielem firmy ARMARE Szkolenia i Ochrona Biznesu, specjalistą ds. komunikacji strategicznej i doradcą w kilku przedsiębiorstwach w zakresie bezpieczeństwa informacyjnego.

____________________________________________
1. Bolesław Balcerowicz – „Siły zbrojne w stanie pokoju, kryzysu i wojny”, Warszawa 2010, str. 218
2. Mariusz Max Kolonko – „V władza nadchodzi” https://www.youtube.com/watch?v=u11sPfVYO28

Czytany 3907 razy Ostatnio zmieniany sobota, 17 październik 2015 14:10