środa, 12 wrzesień 2012 08:42

Tadeusz Augustynowicz, Norbert Augustynowicz: Rozwój strategiczny Chin a walka o surowce

Oceń ten artykuł
(10 głosów)
chindrag dr Tadeusz Augustynowicz
 geopolityka Norbert Augustynowicz

Planiści chińscy zakładają prześcignięcie USA około roku 2030. Aby osiągnąć ten cel Chiny potrzebują ogromnych ilości ropy i gazu (już w 2010 stały się największym konsumentem ropy na świecie). Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) już w latach 2012–2030 Chiny i Indie będą zużywały 55% wzrostu światowej konsumpcji energii pierwotnej. Zapewnienie chińskiej gospodarce dostaw surowców energetycznych z różnych kierunków świata zmusiło Chiny do stworzenia ogromnego potencjału militarnego.

Tym, co od wieków charakteryzowało Chiny z punktu widzenia społeczeństw zachodnich, była ich tajemniczość, enigmatyczność, a nawet mistyczność — niezwykle skomplikowany, trudny do opanowania język, bariera informacyjna, niezwykła, a zarazem obca kultura. Wielu postrzegało (i nadal postrzega) Państwo Środka przez pryzmat niezbyt trafnych stereotypów i przychodzących na pierwszy rzut oka skojarzeń — niskiej jakości elektronika, jedzenie „take away”, tanie ubrania i zabawki.

Rzeczywistość, w której Chiny wyrosły na jedną z największych potęg finansowych i militarnych w skali globu, od dawna każe jednak zrewidować wszystkie te osądy i obiegowe twierdzenia.

Przed wenhua da geming, wielką chińską rewolucją kulturalną drugiej połowy lat 60., źródła z jakich zachodni eksperci czerpali wiedzę o Chinach dało się wręcz policzyć na palcach jednej ręki. Należały do nich głównie przemowy oficjalne oraz (niejednokrotnie bardzo trudne do zweryfikowania i oceny merytorycznej) relacje uciekinierów, głównie do Hong-Kongu.

Chiny były także przez całe dziesięciolecia niedoceniane przez strategów amerykańskich i nie wpłynęły na ten stan rzeczy nawet doświadczenia z 1951 roku, gdy w wojnie koreańskiej przeciw gen. Douglasowi MacArthurowi stanęło kilkaset tysięcy chińskich „ochotników”, wspieranych przez dość liczny i nowoczesny kontyngent lotniczy. Sowieci, a później Rosjanie także nie dostrzegali w Chinach żadnego zagrożenia. Jak opisuje to Wiktor Suworow w „GRU”, dla cywilnego radzieckiego wywiadu (KGB), „Chiny to pustynia”. Pozorny brak zagrożeń natury politycznej, wynikający z ideologicznej zbieżności pomiędzy Chinami i ZSRR skutecznie uśpił czujność Kremla zarówno w czasach radzieckich, jak i po upadku żelaznej kurtyny.

Nie da się jednak powiedzieć, że Sowieci nie doceniali potężnej, chińskiej siły militarnej. Działalność wywiadowcza, bogate wzajemne kontakty polityczne oraz doświadczenia wyniesione z prowadzenia wojen przeciw Japonii właśnie na obszarze Chin dały Rosjanom podstawy do sformułowania bardzo istotnych ze strategicznego punktu widzenia teorii o Chinach, które władze USA wypracowały i potwierdziły dopiero w ostatnich latach.

Jeden z polskich dowódców wojskowych biorących udział w radzieckim, wielonarodowym desancie na czeską Pragę (1968) doskonale pamięta wypowiedź jednego z kluczowych rosyjskich oficerów biorących udział w tej operacji, czterogwiazdkowego generała Antonowa. Ze stoickim wręcz spokojem mówił on o zagrożeniu, jakie stanowiła wielomilionowa chińska armia zdolna do druzgocących zdobyczy terytorialnych w ewentualnej wojnie, jakiej obawiał się Sztab Generalny ZSRR. Antonow zaznaczył na mapie Chin obszar, często opisywany jako „złoty trójkąt” pomiędzy Pekinem, Szanghajem i Nankinem (głównie Yangtze River Delta — YRD, do dziś „perła w koronie” Chin). „To są kły tygrysa. My wyrwiemy tygrysowi kły i pozbawimy go zdolności do agresji” — powiedział radziecki strateg.

I rzeczywiście, w planach ówczesnych sowieckich dowódców największym zagrożeniem dla Chin byłoby nuklearne uderzenie na ten właśnie trójkąt, w którym ulokowana była praktycznie cała chińska produkcja zbrojeniowa — fabryki, instytucje naukowe, stocznie, magazyny, znaczna część jednostek wojskowych. Prognozowane chińskie straty w tym, znacznie rozleglejszym przecież rejonie, byłyby — według Antonowa — porównywalne do zniszczeń zadanych przez radziecką artylerię centrum Berlina w 1945 (całkowitych).

Stan rzeczy opisany przez Antonowa wynika oczywiście z położenia geograficznego Chin i naturalnych barier stanowiących ograniczenie dla rozwoju przemysłu i dla urbanizacji (czy w ogóle jakiegokolwiek zagospodarowania) lwiej części Państwa Środka.

Doskonale oddaje to porównanie Chin do wyspy użyte w wydanej w tym roku przez STRATFOR analizie „The Island of China”. Według jej autorów, obszar zaludniony i wartościowy gospodarczo rozciąga się tylko od Hongkongu do Pekinu, zaś najdalej na zachód w głąb Chin sięga ledwie do setnego południka, podczas, gdy zachodni koniuszek kraju to południk siedemdziesiąty trzeci.

Oznacza to, że leżąca w samym sercu Chin prowincja Syczuan, znana za sprawą tragicznego trzęsienia ziemi (2008) ma de facto położenie peryferyjne, zaś dalej na wschód przez 3 tys. km (słownie: trzy tysiące!) rozciągają się obszary niezagospodarowane, wręcz bezwartościowe. Widać tu jednak olbrzymi postęp w stosunku do opisanego przez Rosjan „chińskiego złotego trójkąta”. Obszar, który niegdyś ograniczał się do delty jednej rzeki to obecnie już ponad milion kilometrów kwadratowych. To jednak wciąż mniej, niż 11% „oficjalnej” powierzchni Chińskiej Republiki Ludowej bez Tajwanu! W obszarze tym nie mieści się nawet geograficzny środek Chin (prowincja Gansu), ani historyczna stolica Xi’an ze słynną „terakotową armią”.

Azjatyckie imperium wciąż (podobnie jak Rosję) nazwać można „pustym” — zdecydowana większość kraju jest słabo zaludniona i trudno dostępna ze względu na dużą wysokość bezwzględną — to głównie Tybet, ogromna pustynia Gobi oraz liczne, ciągnące się setki i tysiące kilometrów pasma górskie, jak Kunlun, czy Qin Ling, po części także Himalaje. Powierzchniowo użyteczne gospodarczo ziemie są tak ograniczone, że plasują Chiny na 28, a nie — jak się powszechnie uważa — 3 miejscu w świecie pod względem powierzchni. Bez porównania większy potencjał mają na przykład Indie, na pozór trzykrotnie mniejsze. Pomimo tej, niewątpliwej słabości, Chiny mają szanse stać się światowym hegemonem. Obecny kryzys gospodarczy, problemy USA i wyraźne przesunięcie wpływów z zachodu na wschód dają Chinom historyczną okazję do współzawodnictwa ze Stanami Zjednoczonymi. Obecnie zdecydowanie niedoceniana Rosja, która dzięki szalejącym cenom surowców energetycznych podźwignęła się już dawno z zapaści, w jakiej trwała po rozpadzie ZSRR także jest na arenie międzynarodowej poważnym graczem i jest wysoce prawdopodobne, że może ona odegrać decydującą rolę w tym, na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa „konflikcie” pomiędzy Chinami i USA. Rosja z jednej strony zacieśnia niestety swoją, już i tak bliską, współpracę z Chinami, lecz z drugiej na wielu płaszczyznach państwa te wchodzą sobie wzajemnie w drogę.

W tym kontekście należy postawić pytanie, czy Chiny po raz kolejny nie są niedoceniane przez amerykańskich analityków — tym razem w aspekcie wywiadowczym. Napływ studentów, specjalistów, inżynierów i naukowców chińskich do USA jest od kilku lat bezprecedensowy. Nikogo nie dziwi już ich obecność w biznesie, handlu, na uniwersytetach. Nie wolno jednak dać się zwieść pozorom życzliwości, uprzejmości, kompetencji i pracowitości, jakie sprawiają Chińczycy. W rzeczywistości Chiny to niebezpieczny gracz, często stosujący triki znane karcianym szulerom, fałszujący karty. Znaczna część chińskiej społeczności jest niezauważalną częścią machiny wywiadowczej państwa środka, z której potęgi wielu nie zdaje sobie nawet sprawy. Masowość działań chińskiego wywiadu świetnie oddają liczby przywołane przez wywiad wojskowy Izraela. Jak twierdzi jego szef, gen. Aviv Kochavi, wywiad chiński działa w 103 krajach świata, mając swe rezydentury w 170 ważniejszych miastach i 50 stolicach globu. Warto dodać, że największe spośród tych rezydentur (według tego samego schematu, jaki przyświeca działalności GRU) mogą dysponować siatkami kilkuset agentów. Całość działań wywiadowczych koordynuje specjalnie powołane w tym celu Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego. Masowa obecność Chińczyków w technologicznych, zbrojeniowych i informatycznych gałęziach przemysłu jest świetną okazją do pozyskiwania bezcennych technologii, zaś obrona firmy lub jednostki naukowo-badawczej przed jej własnymi (chińskimi) pracownikami, z punktu widzenia służb kontrwywiadowczych jest niemalże niemożliwa.

W Ameryce działa już 7 niezależnych chińskich agencji wywiadowczych, zarówno cywilnych, jak i wojskowych, w tym dwa osobne wywiady „partyjne”. Mając świadomość rosnącej siły chińskich służb specjalnych, sekretarz obrony Leon Penetta (do niedawna szef CIA) z powodzeniem zwrócił się do prezydenta USA o zgodę na utworzenie odrębnej organizacji wywiadowczej ukierunkowanej wyłącznie na Azję. Zakres jej zadań leży pomiędzy Defense Intelligence Agency i CIA. Nowa instytucja o nazwie Defense Clandestine Services (DCS) zajmować się ma wywiadem agenturalnym (human intelligence — humint), a nie technologicznym i kosmicznym, na którym USA opiera swój aktualny potencjał wywiadowczy. DCS prowadzić będzie działalność głównie na kierunku chińskim, gdzie ma skierować kilkuset rezydentów (case officers), docelowo zatrudniać będzie kilka tysięcy funkcjonariuszy zajmujących się głównie problematyką rozwoju strategicznego Chin — także w dziedzinie polityki gospodarczej i energetycznej. Wiąże się to z przeznaczeniem znacznych środków finansowych, dotychczas wydawanych na wojny w Iraku i Afganistanie, bezpośrednio przeciw rosnącemu w potęgę Państwu Środka.

Należy tu wspomnieć także o wielu chińskich osiągnięciach na polu wywiadu cybernetycznego. Ma on nie tylko charakter ofensywny (ataki chińskich hakerów na serwery rządowe), ale także informacyjny — nie jest nawet znana skala danych, jakie udało się wykraść chińskiemu wywiadowi w USA i technologii, która w ostatnich latach właśnie dzięki wywiadowi cybernetycznemu wyciekła do pekińskiej Zhongguancun — tzw. „doliny krzemowej”. Niedwuznaczny jest także przypadek „uprowadzenia” i sprowadzenia przez Iran na ziemię amerykańskiego samolotu bezzałogowego, wymagający nie tylko specjalistycznego sprzętu i rozległej wiedzy o konstrukcji maszyny, ale przede wszystkim złamania doskonałych kodów szyfrujących sygnały i tzw. „praw sterowania”, specyficznych algorytmów pozwalających na przejęcie kontroli nad samolotem. Była to tak skomplikowana i trudna technologicznie operacja (zapewne przygotowywana od miesięcy, jeśli nie lat), że udział Chin w jej przeprowadzeniu należy uznać za bardzo prawdopodobny.

Niezależnie jednak od poziomu rozwoju technologicznego, Chiny posiadają także liczną armię, której zadania są determinowane właśnie przez położenie Chin w formie „wyspy”. Miejsca niedostępne, otoczone jak chińska „wyspa” przez morze i góry, cechują się przede wszystkim trudnościami natury logistycznej — zapewnienie zaopatrzenia, surowców energetycznych zwykle jest droższe, często przysparza problemów.

Rząd Chin docenia rolę surowców energetycznych (szczególnie na przykładzie Rosji, która znakomicie nimi gospodaruje), lecz jednocześnie musi uporać się z problemem zapewnienia sobie dostaw energii, której coraz więcej należy transportować na chińską „wyspę”. Wskutek wojny w Iraku i kryzysu gospodarczego, do potęg światowych dołączyły Chiny, Japonia, Rosja, Indie, Unia Europejska, a także szereg krajów, które dużego znaczenia na arenie międzynarodowej nigdy wcześniej nie miały, lecz obecnie rozwijają się bardzo dynamicznie. Wśród tych wszystkich „nowych potęg” Chiny starają się przejąć pozycję lidera dążąc do uzyskania kluczowej roli w zupełnie nowych organizacjach tych państw, jak BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Afryka Południowa) i G5 (Meksyk, Brazylia, Chiny, Indie, Afryka Południowa). Od kilku lat gospodarka chińska rozwija się najbardziej dynamicznie i już w 2010 Chiny wyprzedziły Japonię, wychodząc tym samym na drugie miejsce w świecie po USA. Obecnie produkt krajowy brutto Chin przekracza jedenaście bilionów dolarów.

Planiści Chińscy zakładają prześcignięcie USA około roku 2030. Aby osiągnąć ten cel Chiny potrzebują ogromnych ilości ropy i gazu (już w 2010 stały się największym konsumentem ropy na świecie). Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) już w latach 2012–2030 Chiny i Indie będą zużywały 55% wzrostu światowej konsumpcji energii pierwotnej. Zapewnienie chińskiej gospodarce dostaw surowców energetycznych z różnych kierunków świata zmusiło Chiny do stworzenia ogromnego potencjału militarnego.

O tym, jak istotny to cel strategiczny świadczą prognozy, wedle których Chiny w 2025 roku zużyją dziennie 41,2 mln baryłek ropy, z tego same wydobywają 10,9 mln. Oznacza to, że aż 76% zapotrzebowania na ten surowiec muszą pokryć z importu.

Celem strategicznym Chin jest dywersyfikacja źródeł dostaw. Chiny aktywnie działają w tym celu na kontynencie afrykańskim (Angola, Sudan, Demokratyczna Republika Konga). Z wielką determinacją „zdobywają” także rejon Morza Kaspijskiego i dążą do zapewnienia sobie dostępu do tamtejszej ropy i gazu. Dotyczy to także krajów Azji Centralnej (Kazachstan, Kirgystan, Tadżykistan, Turkmenistan, Uzbekistan). Pekin intensyfikuje również swoją politykę w Ameryce Południowej (w roku 1993 umowa z Peru, a od 2008 porozumienie z Wenezuelą, które w 2012 daje Chinom pół miliona baryłek ropy dziennie). Do kierunków działania Chin należy także pozyskanie dostaw ropy i gazu z Bliskiego Wschodu, Kanady i Rosji. Nie można wykluczyć, że w perspektywie wielu lat, poprzez swoje zaangażowanie w Kanadzie, Chiny włączą się w rywalizację o wpływy w wydobyciu surowców na Arktyce, do której pretensje zgłasza sobie Rosja (doktryna tzw. Szelfu Łomonosowa), obecnie w znacznej mierze kontrolowanej przez Kanadę i Norwegię.

Pogoń za surowcami energetycznymi przez najbliższe dekady będzie wyznaczać strategię militarną Państwa Środka. W tych warunkach czymś zupełnie naturalnym i niemal pewnym jest bliski sojusz Chin z Iranem. Jednocześnie nie może się obyć bez pewnych napięć w relacjach z Indiami, które także potrzebują surowców oraz z Rosją, której strefę wpływów w Azji naruszają Chiny pozyskując „na swoją stronę” byłe republiki radzieckie. Narusza to równowagę sił głównie w Azji Centralnej oraz w basenie Morza Kaspijskiego. Innym aspektem jest walka o technologie wydobycia gazu łupkowego w Chinach i zainteresowanie chińskich firm tym, stosunkowo nowym źródłem energii w E uropie (między innymi w Polsce). Chińczycy w walce o surowce dążą także do zdobyczy terytorialnych, szczególnie na Syberii, jednakże nie na drodze bezpośredniej agresji, ale poprzez wspieranie chińskiego osadnictwa za rosyjską granicą. Według nieoficjalnych danych chińska emigracja w głąb Rosji dotyczy od 6 do 10 milionów osób rocznie. To kolejny już obszar możliwego konfliktu z Kremlem.

Na marginesie należy dodać, że obydwa państwa są bardzo zróżnicowane etnicznie, zaś ich wewnętrzne zróżnicowanie, w dalszej przyszłości może spowodować zmiany konfiguracji granic. Rosji dotyczy stały spadek liczby ludności (populacja największego kraju świata rokrocznie maleje o 800 tysięcy osób). Już za 10 lat liczba ludności rdzennie słowiańskiej zamieszkującej Rosję spadnie do zaledwie 50% populacji. Na Syberii i rosyjskim Dalekim Wschodzie uaktywniły się niedawno tendencje separatystyczne (Jakucja, Buriacja, Tuwa, Ałtaj), z którymi nigdy wcześniej nie mieliśmy tam do czynienia.

Z podobnymi problemami borykają się Chiny, których ludność także jest zróżnicowana. Wiele mówi się nie tylko o sytuacji Tybetu, ale także o tendencjach separatystycznych w, już i tak autonomicznym, Xinjiang zamieszkałym przez muzułmanów (popieranych przez świat arabski). Prowincja ta stanowi w sumie 16% powierzchni Chin i jest niemal połowę większa od chińskiej „wyspy”. O wiele więk- szym problemem może jednak okazać się zróżnicowanie gospodarcze — istnieje prawdopodobieństwo oderwania się w niedalekiej przyszłości od centrum Chin prowincji wschodniego wybrzeża (wspomniane YRD), nadzwyczaj rozwiniętych przemysłowo i dość odmiennych kulturowo od ubogiej reszty kraju, którą Delta Yangtze musi niejako utrzymywać.

Wzajemna rywalizacja Chin i Indii oraz kolizyjny kurs w relacjach z Rosją powoduje współpracę Rosji z Indiami. Jej sztandarowym przykładem jest wspólny projekt niewykrywalnego dla radarów myśliwca Sukhoi PAK, w znacznej mierze finansowanego przez Indie. Jednocześnie widoczne jest dążenie Kremla do zainicjowania indyjskiego osadnictwa na Syberii.

Na tym tle doskonale widać zacieśnienie stosunków Chin z Pakistanem, największym wrogiem Indii. Pakistan ostatnio zaczął działać na niekorzyść USA blokując dostawy zaopatrzenia do Afganistanu, jednocześnie na niespotykaną dotychczas skalę rozwijając współpracę z Pekinem. Oba te państwa także łączy zrealizowany już projekt samolotu bojowego JL-8.

Jednak Pakistan nie jest kluczowym sojusznikiem Chin jedynie ze względu na jego antagonizm wobec Indii. Znacznie ważniejsze jest zapewnienie przez jego terytorium transportu drogą lądową gazu i ropy z Iranu. Jednocześnie Chiny starają się zapewnić sobie możliwość transportu tych surowców morzem, co doskonale obrazują ich niedawne utarczki z leżącymi u wrót „Morza Chińskiego” Filipinami. Drugim aspektem tego właśnie konfliktu jest obecność w rejonie Filipin podwodnych złóż węglowodorów. Bezprecedensową skalę ma także długotrwała ofensywa chińskiego wywiadu w Australii, w której według nieoficjalnych źródeł pracuje obecnie już prawie 1000 chińskich szpiegów. Dążąc do zdestabilizowania sytuacji w tym kraju, Chiny wytrącają z rąk USA potężnego sojusznika mogącego, jak wysunięty „amerykański lotniskowiec” z łatwością zablokować morskie szlaki transportowe Chin, rozciągające się na północ od australijskiego wybrzeża. Śledząc przebieg tych procesów należy prognozować wzmożoną aktywność Chin na Półwyspie Indochińskim. Nie mają one bowiem żadnego dostępu do Oceanu Indyjskiego (jedynie za pośrednictwem Pakistanu), którego uzyskanie zdywersyfikowałoby morskie szlaki transportowe Chin i osłabiło skutki ewentualnej ich blokady przez USA (od strony Australii i Japonii). W tym też kontekście nie można uniknąć pytania czy niedawne rozruchy i permanentna destabilizacja Tajlandii nie była wywołana przez wywiad chiński.

Najbardziej elektryzujący w tym wszystkim jest jednak coraz bliższy sojusz Chin z Iranem kosztem USA, stwarzający realne zagrożenie dla Izraela i amerykańskich wpływów na Bliskim Wschodzie. Chiny są żywotnie zainteresowane budową magistrali przesyłowej irańskiej ropy i gazu. Sojusz z Iranem ma także kardynalne znaczenie dla realizacji bardzo skomplikowanych logistycznie dostaw ropy z Kazachstanu i Turkmenistanu via Iran do terminali nad Zatoką Perską, skąd mogą być odebrane przez chińskie tankowce.

Wzrost potęgi militarnej Chin zmusił Biały Dom do strategicznej reorientacji w polityce obronnej. Dowodem tego jest ogłoszony niedawno projekt budżetu obronnego USA na rok 2013 oraz nowe Wytyczne Strategiczne Departamentu Obrony opublikowane na początku bieżącego roku. Wynika z nich przeniesienie zainteresowania USA z E uropy na Daleki Wschód. W ubiegłej dekadzie wydatki militarne Chin wzrosły przeszło 3-krotnie, mimo że stanowią zaledwie 25% kwoty wydatków amerykańskich poniesionych w tym okresie. Jednakże zbrojeniowe wydatki Chin stanowią zaledwie 1,5% PKB , czyli relatywnie bardzo niewielką część budżetu (mniejszą, niż np. w Polsce). Stąd mają olbrzymi potencjał wzrostowy, który w połączeniu z ogólnym wzrostem gospodarczym daje podstawy przypuszczać, że w perspektywie najbliższych lat leży przewyższenie amerykańskich wydatków zbrojeniowych przez Chiny.

Potwierdzeniem tych słów niech będzie ostatni, ponad 11% wzrost budżetu obronnego Chin (w porównaniu z rokiem 2011), który wystarczył, aby uplasować Chiny na drugim miejscu w świecie pod względem wydatków zbrojeniowych. Należy przy tym pamiętać, że dane te nie uwzględniają programu nuklearnego i kosztów badań naukowych.

Wzrost potęgi militarnej Chin skorelowany jest jednak z równoczesną modernizacją strategii militarnej. W ostatnich latach wyraźnie widać, że Chiny z wielu doktryn wojennych wybrały tą, która ma na celu pozbawienie Amerykanów swobody działania w rejonach sąsiadujących z Chinami. Chińska strategia zmierza do przełamania amerykańskiej hegemonii, szczególnie w rejonie Pacyfiku. Strategia amerykańska opierała się na fundamencie tak zwanej „projekcji siły” — z morza na ląd. Temu miały służyć operujące ze stale mobilnych lotniskowców samoloty oraz odpalane z krążowników samosterujące pociski rakietowe. W drugiej kolejności może, lecz nie musi, nastąpić desant Piechoty Morskiej.

Taktyka ta wymaga jednak zapewnienia po pierwsze osłony podwodnej, a po drugie powietrznej dla lotniskowców, a w dalszej kolejności także dla okrętów desantowych z siłami Piechoty Morskiej i transportowców zaopatrujących same lotniskowce. Wszystkie te warunki powodzenia amerykańskiej „projekcji siły” zostały dostrzeżone przez Chiny, które jak zwykle kierują się hasłem „Nie da nide wo da wo de” (ty walczysz na swój sposób, a ja na swój). Ogniwa obrony Chin to po pierwsze wyrzutnie pocisków rakietowych dalekiego zasięgu przeznaczone do skutecznego likwidowania amerykańskich lotniskowców z odległości większej, niż zasięg startujących z nich samolotów. Wyrzutnie te są zdolne także do likwidowania krążowników i osłaniających je korwet i fregat rakietowych.

Drugim ogniwem obrony Chin jest olbrzymia flota szybkich okrętów podwodnych zdolnych razić nie tylko lotniskowce i okręty desantowe, ale także ich osłonę podwodną i jednostki towarzyszące, odpowiedzialne za zaopatrzenie. Za sprawą tych dwóch ogniw amerykańska „projekcja siły” staje się nieskuteczna i wręcz niewykonalna z uwagi na ogrom potencjalnych strat.

Inne mechanizmy obronne, jakimi dysponują Chiny, to przede wszystkim technologie zwalczania satelitów przy pomocy pocisków Dong Feng (między innymi słynna próba SC-19 w roku 2007, która potwierdziła chińską gotowość do walki w kosmosie). Ponadto Chiny ustawicznie rozwijają technologię zwalczania statków powietrznych stealth, których działanie jest fundamentalne dla amerykańskiej taktyki ofensywnej (uderzenia realizowane przez niewykrywalne bombowce).

Jednak Chiny nie ograniczają się do systemów defensywnych — w zasięgu ich rakiet strategicznych (13 tys. km) znajduje się całe terytorium USA , a ponadto cała Rosja i Europa Zachodnia. Dodatkowo na wyposażeniu chińskiej floty jest także 5 atomowych okrętów podwodnych, również uzbrojonych w rakiety z głowicami jądrowymi. Zmiany w chińskiej strategii militarnej zostały dostrzeżone przez analityków Centrum Ocen Strategicznych i Budżetowych USA (CSBA). Dokonali oni badań zdolności militarnych Chin i odważyli się określić Państwo Środka jako potencjalnego przeciwnika USA. Mało tego, przedstawiają oni Koreę i Tajwan jako zdobycze praktycznie stracone z punktu widzenia Ameryki — chińska forteca obronna w najbliższych latach nieuchronnie je wchłonie. Sama nie da sobie rady także Japonia — jej los w całości zależy od determinacji i pomocy ze strony USA i bezwzględnego przestrzegania wzajemnego sojuszu przez obydwa kraje. Nawet to może się jednak okazać niewystarczające, jeśli USA i NATO nie wdrożą natychmiast działań prewencyjnych. Należy przy tym zdać sobie sprawę, że ogół zabiegów dyplomatycznych wobec Rosji, w tym słynny „reset” obecnej administracji, jest całkowicie w tej materii bezskuteczny i jak na razie doprowadził tylko do obniżenia amerykańskiego potencjału militarnego w E uropie (rezygnacja z elementów tarczy antyrakietowej) i sytuacji, w której Rosja bezkarnie wspiera Iran, Syrię i pozostałe państwa zagrażające Izraelowi.

O ile można było tolerować rozwój chińskich wpływów w państwach Trzeciego Świata (od zawsze będących „ziemią niczyją” pomiędzy USA i ZSRR), o tyle nie można tolerować wejścia Chin na obszary tradycyjnie amerykańskiej strefy wpływów, jak Ameryka Południowa (zgodnie z doktryną Monroe; współpraca z wywiadem kubańskim, współpraca wojskowa z Wenezuelą), Bliski Wschód i Pacyfik, a już tym bardziej bezpośredniego zagrożenia terytorium USA chińskimi rakietami.

Zamiast dyplomatycznego pozyskiwania Rosji przeciw Chinom, należy prowadzić politykę mającą na celu rozbicie rysujących się osi „Iran–Chiny–Pakistan” oraz „Rosja–Indie”, wcale niekoniecznie wobec siebie antagonistycznych, a z pewnością wrogich wobec USA.

Obok zmian o charakterze politycznym niezbędna jest także natychmiastowa rewizja doktryny obronnej, zarówno w aspektach strategicznych, jak i taktycznych. Z jednej strony należy dostosować całość systemów obrony przeciwrakietowej USA do przechwycenia pocisków chińskich i rozwijać je właśnie przeciw Chinom (w rozwoju rosyjskich wojsk rakietowych obserwujemy na razie pewną stagnację — cieszy przede wszystkim spektakularna seria kompromitujących niepowodzeń prób nowych pocisków, jak Buława), a z drugiej całkowicie zreorganizować taktykę nalotów stealth (na rzecz uderzeń pociskami dalekiego zasięgu odpalanymi z powietrza) oraz taktykę „projekcji siły” — przede wszystkim należy rozrzucić siły amerykańskie na Pacyfiku do szeregu mniejszych baz, rozwijać zupełnie odmienną taktykę ataku dużej ilości mniejszych okrętów (fregaty, niszczyciele). Nie mniej ważnym aspektem jest także poprawa ochrony kontrwywiadowczej USA poprzez zmianę polityki wizowej i emigracyjnej i zawężenie współpracy naukowej z Chinami. Jedynie realizacja tych postulatów, w połączeniu z wewnętrznymi problemami Chin (zróżnicowanie etniczne, możliwe „przegrzanie” gospodarki) daje nadzieję, na ostateczne zwycięstwo USA w geopolitycznej walce o wpływy.

Tekst ukazał się w ostatnim numerze czasopisma RUROCIĄGI POLISH PIPELINE JOURNAL

Bibliografia:
1. China Power and Perils STRATFOR Book, Strategic Forecast 2012, ISBN 978-1453866078,
2. http://www.sinodefence.com — The Chinese Military in the 21st Century
3. T. Szatkowski, Militarne Strategie Chin i USA, ny.pl, 02.03.2012, Polska na Strategicznym Rozdrożu, Fundacja Republikańska, 08.05.2012
4. JM/EPA — Chiny zwiększają budżet obronny o ponad 11 proc., Polska Agencja Prasowa, 04.03.2012
5. M. Michałek: Chiny — dynamiczny rozwój militarnej potęgi, Portal Spraw Zagranicznych, psz.pl 04.02.2010
6. M. Pillsbury, China’s Military Strategy Toward the U.S., USCC, 02.11.2001
7. Finkelstein, D.M. — China’s National Military Strategy (The People’s Liberation Army in the Information Age, chapter 7, RAND Corporation, 1999, strony 99–145), ISB N 0-8330-2716-6

Czytany 8855 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04