poniedziałek, 24 marzec 2014 06:02

Stanisław Niewiński: Dlaczego Zachód raczej nic nie zrobi w sprawie rosyjskiej interwencji na Krymie?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

west-ukraine06  Stanisław Niewiński

Zachód, jak dotąd, zrobił nie wiele w sprawie rosyjskiej interwencji na Ukrainie i nie zrobi raczej więcej. Najprawdopodobniej ograniczy się do finansowego wsparcia nowych porewolucyjnych. Wynika to z podstawowej przyczyny: ani główne mocarstwa UE, ani USA nie mają interesu w poważniejszym konflikcie z Rosją.

Na przełomie lutego i marca 2014 r. Rosja zdecydowała się na interwencje zbrojną w kwestii ukraińskiej. Na miejsce ingerencji wybrała zamieszkany w większości przez Rosjan Półwysep Krymski. W ciągu kilku dnia rosyjscy żołnierze opanowali większość strategicznych miejsc na półwyspie oraz odizolowali go od reszty Ukrainy. W kilku garnizonach pozostają jeszcze wierni władzom w Kijowie żołnierze (część z nich przeszła już na stronę rosyjską), jednakże są skutecznie blokowani przez wojska rosyjskie. Co istotne, niniejsza rosyjska interwencja odbywa się – jak dotąd przynajmniej – niemal bez wystrzałów oraz bez ofiar śmiertelnych. W znacznym stopniu rosyjski Krym pragnie połączyć się z Federacją Rosyjską.

Światowa opinia publiczna wyraża zdziwienie zastałą sytuacją. Polskie i zagraniczne media wydają się być zszokowane wydarzeniami na Krymie. Warto zwrócić uwagę na to, że należało się spodziewać takiego rozwoju sytuacji. Wspierana przez Zachód prozachodnia rewolucja na Ukrainie stanowiła zbyt radykalną próbę zmiany geopolitycznego układu sił w regionie. Takie wydarzenia nie mogą odbyć się bez porozumienia z Rosją. Prezydent Władimir Putin wkroczył na Ukrainę pragnąc utrzymać ten kraj w jakimś stopniu w swojej strefie wpływów. Ku czemu dąży ostatecznie?

Być może pragnie skłonić obecne kierownictwo w Kijowie do podzielenia się władzą z ugrupowaniami przychylnymi wobec Rosji – tym samym przywracając polityczne status quo sprzed rewolucji. W sytuacji, gdy Kijów się nie ugnie Rosja najpewniej zdecyduje się na rewizje granic. Krym już de facto znajduje się w jej władaniu. Niewykluczone, że Rosjanie oderwą także zasobny w przemysł Donieck. W konsekwencji reszta Ukrainy będzie kontynuować zbliżenie z Zachodem, ale już jako kraj słabszy i biedniejszy.

Zachód, jak dotąd, zrobił nie wiele w sprawie rosyjskiej interwencji na Ukrainie i nie zrobi raczej więcej. Najprawdopodobniej ograniczy się do finansowego wsparcia nowych porewolucyjnych. Wynika to z podstawowej przyczyny: ani główne mocarstwa UE, ani USA nie mają interesu w poważniejszym konflikcie z Rosją. Jednakże u poszczególnych stron wynika ona z innych przyczyn.

W wypadku najważniejszych państw Unii Europejskiej (Niemiec, Francji, czy Wielkiej Brytanii) niechęć do poważniejszego angażowania się przeciwko Rosji spowodowana jest głównie obawą przed potencjalnymi stratami ekonomicznymi mogącymi być skutkiem takiej decyzji. Z powyższego powodu państwa UE są dość niechętne idei nałożenia sankcji gospodarczych na Rosję, o konflikcie militarnym z nią nawet nie wspominając. Dla przykładu Hans-Werner Sinn (szef Institut für Wirtschaftsforschung – Ifo, jednego z wiodących niemieckich instytutów ekonomicznych) zwraca uwagę na to, że podczas trwającej właśnie reformy systemu energetycznego niemiecka gospodarka jest uzależniona od gazu z Rosji [1]. Dlatego nie należy spodziewać się poparcia przez Berlin sankcji wobec Rosji. Także władze Wielkiej Brytanii zauważają, że uderzenie sankcjami w Federację Rosyjską może poskutkować zahamowaniem ożywienia gospodarczego w Europie [2].

Warto pamiętać, że problem utraty części swojego terytorium przez Ukrainę na rzecz Rosji nie musi stanowić kłopotu dla unijnych elit. Ewentualna rosyjska inwazja na wschodnie tereny Ukrainy, uczyni to państwo krajem jeszcze uboższym, słabszym politycznie i jednocześnie bardziej homogenicznym etnicznym. Kadłubowe państwo ukraińskie będzie zmuszone podporządkować się Zachodowi, głównie Niemcom. Podsumowując – Ukraina bez Doniecka i tak stanie się wasalem Zachodu. Scenariusz taki jest szczególnie groźny dla Polski. W wyniku jego realizacji znajdziemy się pomiędzy Niemcami (największym mocarstwem UE), a ich wasalem – okrojoną przez Rosję od wschodu Ukrainą. Sytuacja ta bardzo graniczny mobilność Polski na arenie międzynarodowej.

Stany Zjednoczone nie są mocno związane gospodarczo z Rosją. Dysponują także najpotężniejszą armią świata. Wojska amerykańskie mogą bez problemu (w przeciwieństwie do wojsk mocarstw europejskich) konkurować z rosyjskimi. Niemniej także Stany Zjednoczone nie zdecydują się najpewniej na głębsze zaangażowanie na Ukrainie. Administracja Baracka Obamy od kilku lat ogłasza, że priorytetowe znaczenie geopolityczne dla Waszyngtonu ma współcześnie basen Pacyfiku i Azja Wschodnia. Tym samym Europa ma dla USA stosunkowo niewielkie znaczenie. Amerykanie wiedzą, że w Azji Wschodniej umacnia się ich najpoważniejszy przeciwnik w tym stuleciu, czyli Chiny.

Stosunek Chin do wydarzeń na Ukrainie jest ambiwalentny. Z jednej strony delikatnie krytykują rosyjską interwencję oraz zapewniają Ukrainę o swoim poparciu dla jej integralności terytorialnej [3]. Takie deklaracje są podyktowane względami polityki wewnętrznej. Chiny są od tysięcy lat mocarstwem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Pekin sam ma liczne problemy z separatyzmami (głównie ujgurskim i tybetańskim) i dlatego nigdy nie popiera oficjalnie wykorzystywania ich przez inne państwa. Nie ma tutaj znaczenia, czy robią to rywale ChRL (Stany Zjednoczone), czy obecni sojusznicy (Rosja).

Z drugiej strony pod wieloma względami polityka Rosji na Ukrainie jest korzystna dla ChRL. Prezydent Władimir Putin wyrósł w ostatnim czasie na głównego wroga Zachodu. Opanowując Krym skupił na sobie uwagę Stanów Zjednoczonych. Tym samym Amerykanie nie mogą w pełni zaangażować się w problemy Azji Wschodniej. W konsekwencji Chińczycy mogą poświęcić się umacnianiu swojej pozycji. Wypełniają w ten sposób testament ojca chińskich reform Deng Xiaopinga. Dawny przywódca Chin zaznaczył wówczas, że (…) nie należy podnosić głowy i wysuwać się przed szereg, nie udawać lidera i nie pełnić tej roli, lecz czekać na stosowną chwilę i nabierać sił (...) [4]. Konflikt na Krymie w jakiejś mierze pozwala realizować zalecenia Deng Xiaopinga. Dzięki temu Chiny mogą kontynuować swoje najważniejsze zadania: restrukturyzację gospodarki oraz program zbrojeń. Chińska Republika Ludowa pragnie w tym wydać w armię 132 mld USD [5]. Są to dane oficjalne, które w rzeczywistości mogą być zaniżone. Analitycy SIPRI twierdzą, że już w zeszłym roku Chiny wydały na armię 250 mld USD [6]. Nie można także wykluczyć, iż Chiny chcą wykorzystać zaangażowanie Zachodu na Ukrainie, aby powoli rozwijać swoje wpływy w regionie. Będą chciały m.in. dalej zaciskać współpracę z Tajwanem oraz wywierać nacisk na Japonię w sprawie wysp Senkaku/Diaoyu.

Z powyższych powodów Chiny będą dyskretnie wspierać Rosję podczas kryzysu krymskiego. Podobnie czyniły podczas kryzysu w Libii oraz Syrii. W ciągu minionego tygodnia dawały już tego typu przykłady. Przewodniczący Xi Jinping konsultował się w kwestii ukraińskiej z prezydentem W. Putinem [7]. Obaj przywódcy wyrazili nadzieję, że (…) kroki podjęte przez rosyjskie kierownictwo pozwolą na zmniejszenie (...) napięcia i zapewnią bezpieczeństwo rosyjskojęzycznym obywatelom mieszkającym na Krymie i we wschodnich regionach Ukrainy [8]. Pod koniec lutego oficjalny dziennik partii komunistycznej „Renmin Ribao” („Dziennik Ludowy”) skrytykował Zachód za stosowanie zimnowojennej mentalności wobec Rosji i zaapelował o współpracę z nią celem rozwiązania konfliktu na Ukrainie [9]. Rosja to najważniejszy aliant militarny Chin. Chiny potrzebują Rosji, aby realizować swoje geopolityczne cele.

Waszyngton najpewniej rozumie kalkulacje polityczne Pekinu odnośnie kryzysu krymskiego. Z tego powodu należy przypuszczać, że nie będzie dążył do większego zaangażowania w tej sprawie. Oprócz geopolitycznego utknięcia w Europie administracja B. Obamy pragnie zrealizować także pewne zadanie. Ameryka od lat dąży do tego, aby Państwo Środka zostało poddane politycznej izolacji przez swoich sąsiadów. Amerykanie starają się doprowadzić do pogorszenia relacji Chin z m.in. Japonią, Koreą Południową, Wietnamem, Indonezją, Birmą, czy Indiami. Największym sukcesem amerykańskiej dyplomacji byłoby skłócenie Chin z Rosją. Wydaje się, że w interesie Stanów Zjednoczonych w kontekście długofalowym leży jakaś forma resetu w stosunkach z Federacją Rosyjską. Zaangażowanie się USA na Ukrainie bardzo pogorszy ich stosunki z Moskwą, a wzmocni więzi rosyjsko-chińskie. Każda interwencja Zachodu (Irak, Libia, czy Syria) doprowadzała do zacieśnienia kontaktów Kremla i Zhongnanhai. Ameryka chce najwyraźniej tym razem tego uniknąć.

Polska wychodzi z ukraińskiej zawieruchy osłabiona. Polskie elity same doprowadziły do takiej sytuacji, podgrzewając emocje prozachodnio nastawionych obywateli Ukrainy. Realnie grozi nam teraz otoczenie ze strony Niemiec. Należy mieć tylko nadzieję, że nie zrealizuje się inna nadzieja rodzimych rusofobów – konflikt rosyjsko-chiński. W takim wypadku ponad Polską dokona się pojednanie Waszyngtonu i Moskwy. Kompletnie ograniczy ono Polsce możliwość manewru geopolitycznego. 

Fot. www.rappler.com

________________________________________________
1. Sankcje przeciwko Rosji uderzą w Unię, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.
2. Wielka Brytania niechętna sankcjom handlowym wobec Rosji, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.
3. Napięcie na Ukrainie nie słabnie. Zaskakujący apel Chin, www.wiadomosci.onet.pl, 9 III 2014.
4. B. Góralczyk, Przebudzenie smoka. Powrót Chin na scenę globalną, Warszawa 2012, s. 132.
5. R. Tomański, Pozory mogą mylić, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.
6. Tamże.
7. Kreml: prezydenci Rosji i Chin mają bliskie stanowiska ws. Ukrainy, www.wiadomosci.wp.pl, 9 III 2014.
8. Tamże.
9. Chiny: Rządowa gazeta krytykuje „zimnowojenną mentalność” Zachodu ws. Ukrainy, www.bankier.pl, 9 III 2014.

Czytany 5781 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04