środa, 05 czerwiec 2013 09:44

Ronald Lasecki: Geopolityczny sens Tureckiej Wiosny

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

hagia_sophiageopolityka  Ronald Lasecki

Protesty rozpoczęte na placu Taksim 31 maja, przez dziennikarzy nazywane niekiedy „Turecką Wiosną”, można i należy interpretować przez pryzmat tureckich debat pomiędzy okcydentalistami i orientalistami. Wpływowy za życia amerykański politolog Samuel Huntington (1927–2008) w swojej najbardziej znanej książce Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego (1996, wyd. polskie 1997) zaklasyfikował Turcję jako kraj na cywilizacyjnym rozdrożu – pomiędzy światem islamskim a Zachodem. 

Zachodnie aspiracje Turcji i ich odrzucenie

Prozachodnia orientacja Republiki Tureckiej wiązała się z pryncypialnym odwróceniem się Turków od świata arabskiego, oskarżanego przez kemalistów o zdradę podczas probrytyjskiego powstania arabskiego w 1916 r. Dokonano zatem laicyzacji szkolnictwa i sądownictwa, wprowadzono, wzorowany na szwajcarskim kodeks cywilny, zakazano noszenia fezów i chust islamskich, w zamian lansując noszenie europejskich kapeluszy, zastąpiono tradycyjny kalendarz muzułmański kalendarzem gregoriańskim, wykreślono z konstytucji zapisy o islamie jako o religii państwowej, zaś w 1928 r. zastąpiono alfabet arabski pismem łacińskim.

Po drugiej wojnie światowej stosunki Turcji z jej południowymi sąsiadami obciążała przynależność do wrogich sobie bloków geopolitycznych: od 1952 r. Turcja pozostaje członkiem NATO, gdy tymczasem Egipt, po przewrocie 1952 r., Syria pod rządami Hafiza al-Assada po 1970 r. oraz Irak pod rządami partii Baas po 1968 r. – były zorientowane antyzachodnio i utrzymywały bliskie kontakty z ZSRR. Z drugiej strony negocjacje w sprawie przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej przyniosły Turcji rozczarowanie. W 1959 r. Ankara wyraziła wolę stowarzyszenia z ówczesnymi Wspólnotami Europejskimi. Status taki przyznano Turcji w cztery lata później. W 1987 r. Turcja złożyła wniosek o przyjęcie do Wspólnot, jednak aż do 1999 r. nie udało się jej uzyskać statusu kandydackiego, i to pomimo wyraźnego forsowania kandydatury tureckiej przez Waszyngton, chcący w ten sposób zapobiec politycznej konsolidacji Europy. Negocjacje zostały co prawda otwarte w 2005 r., ale szereg pojawiających się w Europie obaw i zastrzeżeń spowolnił znacznie ich dynamikę. Obawy istnieją także po drugiej stronie – w środowisku tureckich wojskowych, wielokrotnie łajanych przez Brukselę, zaś spowolnienie procesu negocjacyjnego spowodowało zniechęcenie opinii publicznej, wzrosłe jeszcze w warunkach kryzysu finansowego UE po 2008 r. Czynnikiem zwiększającym niechęć Ankary wobec Zachodu, w tym również wobec Europy, było również coraz bardziej powszechne, po zakończeniu Zimnej Wojny, uznanie przez Zachód rzezi Ormian w latach 1915–1917 za ludobójstwo. W 2010 r. decyzję taką podjęły USA, zaś w 2011 r. Francja przyjęła przepisy o karaniu publicznego negowania ludobójstwa Ormian.

Rozczarowanie Turcji orientacją zachodnią dało o sobie znać już zresztą w połowie lat 90-tych. W przeprowadzonych w 1994 r. wyborach lokalnych islamska Partia Dobrobytu przejęła władzę nad dwoma głównymi miastami kraju: Stambułem i Ankarą. W 1996 r. jako posiadająca najwięcej mandatów w Medżlisie współtworzyła rząd koalicyjny.

Turcy jako naród talassokratyczny

Nastroje religijne znacznie częściej dały się przy tym zauważyć w Anatolii, niż w stanowiącym kolebkę historycznej państwowości osmańskiej regionie Morza Marmara. Związek tych dwóch krain jest wysoce problematyczny. Pierwsze państwo tureckie na początku XIV w. swoimi wschodnimi granicami opierało się o góry Zachodniego Pontu, do 1326 r. mając stolicę w Söğüt, na północy i na zachodzie obejmując zaś Niceę i pełniące w latach 1326–1365 rolę stolicy miasto Bursa. W 1334 r. państwo osmańskie oparło się na północy o Cieśninę Gallipoli, po kolejnych podbojach przenosząc stolicę z Bursy do Adrianopola, aż wreszcie w 1458 r. do zdobytego sześć lat wcześniej, i przemianowanego na Stambuł, bizantyjskiego Konstantynopola. Geopolityczny rdzeń państwowości tureckiej stanowił zatem nizinny obszar na wybrzeżach Morza Marmara, od wschodu, graniczący ze śródgórskimi dolinami płaskowyżu anatolijskiego, nie nadającymi się co prawda pod uprawę roli, ale gromadzącymi na zboczach okalających je gór zimne powietrze, które opadając ku morzu, skraplało się w formie opadów deszczowych. Azjatyckie wybrzeża Morza Marmara i znajdująca się naprzeciw nich w Europie równinna Tracja, dzięki łagodnemu morskiemu klimatowi i dobremu nawodnieniu tworzyły zatem sprzyjające warunki dla rozwoju rolnictwa.

Posiadanie wewnętrznego akwenu morskiego o relatywnie (w zestawieniu z wielkością zajmowanego terytorium lądowego) długiej linii brzegowej tworzyło zaś warunki dla rozwoju wysokiej kultury handlowej typu talassokratycznego. Paradoksalnie zatem, przybywszy z Azji Centralnej i będący zasadniczo koczowniczym narodem kontynentalnym Turcy, przez obranie sobie za siedzibę narodową wybrzeży Morza Marmara nabrali cech kultury morskiej. Nie pozostaje to naszym zdaniem bez wpływu na charakter wspomnianych na początku tekstu protestów przeciwko władzy AKP, do czego wrócimy jeszcze w dalszej części tekstu. Geoekonomiczne znaczenie Cieśnin Czarnomorskich jest dobrze znane: przechodzi tamtędy jedyna droga morska, łącząca Morze Egejskie, za jego zaś pośrednictwem Morze Śródziemne, z Morzem Czarnym. Ponadto przez Bosfor i Konstantynopol wiodła niezwykle ważna, w okresie sprzed wielkich odkryć geograficznych, lądowa droga handlowa z Europy do zachodniej Azji. Kontrola nad skrzyżowaniem najważniejszego morskiego szlaku handlowego z najważniejszym lądowym szlakiem handlowym pozwoliły aż do XV w. odgrywać Imperium Osmańskiemu, wraz z zamożnymi włoskimi miastami doliny Padu, wiodącą rolę w handlu lewantyńskim, podobnie jak rolę taką odgrywało w starożytności miasto Bizancjum. Niewielki basen Morza Marmara sprzyjał zatem przekształceniu kultury jego mieszkańców w kulturę handlową, kosmopolityczną, liberalną i talassokratyczną, skłaniając też do ekspansji z powodów tak strategicznych, jak i merkantylnych.

Region Morza Marmara – siedziba narodowa Turków jest regionem wewnętrznie zintegrowanym, zamożnym, zorientowanym na zewnątrz. Ze względu na wąskość cieśnin i zarazem rozdzielenie akwenem morskim swoich terytoriów lądowych, strategicznie jest bardziej podatny na atak lądowy niż morski.

Anatolia – kontynentalna kotwica Turcji

Inaczej rzecz przedstawia się w przypadku Półwyspu Anatolijskiego. Rozdziela on Morze Śródziemne od Morza Czarnego, podobnie jak Półwysep Pirenejski oddziela Morze Śródziemne od Oceanu Atlantyckiego. Obydwa półwyspy łączy jeszcze więcej podobieństw: są zbliżonej wielkości, północne regiony każdego z nich otrzymują duże ilości opadów i nie występuje tam pora sucha, podczas gdy w regionach południowych występują suche i gorące lata. Na obydwu półwyspach znajdują się też układające się równoleżnikowo pasma górskie.

Losy każdego z tych krajów potoczyły się jednak odmiennie: o ile Lizbona i Sewilla stały się punktami wyjściowymi dla wypraw wzdłuż wybrzeża afrykańskiego i konkwisty Ameryki, o tyle Anatolia nie posiada własnych tradycji morskich. Wybrzeża Anatolii są pozbawione zatok, góry zaś opadają stromo ku wybrzeżu, utrudniając zakładanie portów. Jedynymi bardziej znaczącymi są Antalya i Adana na wybrzeżu południowym. Interior Anatolii trudniej poddaje się kontroli politycznej, gdyż doliny są tam węższe i mają bardziej strome oraz wyższe zbocza niż te graniczące z niziną u brzegów Morza Marmara. Ze względu na trudne warunki naturalne rozbudowa infrastruktury i rozwój rolnictwa jest tam bardziej kapitałochłonna. Anatolia nie posiada żeglownych rzek, liczących się bogactw naturalnych ani znaczącej wielkości ziem uprawnych.

Podjęte w XX w. tureckie projekty gospodarczej aktywizacji tego regionu przybrały formę rozwijanego w latach 80-tych przez premiera Turguta Özala Projektu Anatolii Południowo-Wschodniej (GAP), polegającego na budowie w górnym biegu Eufratu 22 tam i wykorzystania zgromadzonej w ten sposób wody dla rozwoju miejscowego rolnictwa. Projekt wywołał szereg zastrzeżeń – również międzynarodowych. Pojawiły się nawet głosy o chęci pozbawienia wody położonych na południe od granic Turcji państw arabskich i dążeń do skolonizowania tradycyjnie kurdyjskich regionów przez osadników tureckich, by w ten sposób zmienić stosunki etniczne w kraju. Na skutek sprzeciwu Syrii zaniechano budowy rurociągu mającego połączyć wybudowane przez Turcję zbiorniki retencyjne z Izraelem. Równie kontrowersyjny był projekt poprowadzenia rurociągów do Arabii Saudyjskiej. Można jednak podejrzewać, że wobec rosnącego zapotrzebowania na wodę wśród krajów arabskich – zajmujących wszak głównie stepy, pustynie i półpustynie – znaczenie zasobów tego surowca, dzięki opadom znad Morza Śródziemnego gromadzących się zimą w dużej obfitości w formie śniegu na zboczach Taurusu, będzie z pewnością coraz większe.

Pomimo tych zabiegów, znaczenie ekonomiczne Anatolii pozostaje niewielkie. Im dalej na wschód, tym kraina ta staje się bardziej stroma, skalista i sucha. Współczynnik przyrostu naturalnego mieszkańców Anatolii jest typowy dla ludności „krajów rozwijających się”, podobnie jak tamtejszy typ gospodarowania, toteż pozostaje ona wciąż niesamodzielna pod względem produkcji żywności.

Anatolia jako bufor pomiędzy Turcją a Azją

Większe jest znaczenie strategiczne Anatolii: z perspektywy regionu Morza Marmara jest ona strefą buforową, zabezpieczającą turecką siedzibę narodową przed najazdami koczowników od strony Azji. Bezpośrednia bądź pośrednia kontrola nad Anatolią na zachód od 36° długości geograficznej wschodniej ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa Stambułu i przyległych do niego krain. Zaangażowanie dalej na wschód jest już bardziej problematyczne, wydłużając linie zaopatrzenia wojsk i wciągając turecki ośrodek polityczny w konflikty azjatyckie: z Kurdami, z państwami arabskimi, z Iranem i z Rosją. Gdyby wschodnie granice dzisiejszej Turcji sięgały nie dalej niż do miasta Sebastia, nie istniałyby geopolityczne podstawy dla uwikłania tego państwa w konflikt kurdyjski, iracki, czy obecnie syryjski. Niemożliwe byłoby prowadzenie przez Ankarę awanturniczej polityki „panturańskiej”, czy też „neoosmańskiej”. Zarazem suche i niemal pustynne góry i doliny środkowej Anatolii skutecznie chroniłyby bogaty region Morza Marmara i wybrzeża Morza Egejskiego przed oddziaływaniem wszelkich azjatyckich awantur. Orientacja geopolityczna Turcji byłaby w takich warunkach najpewniej jednoznacznie zachodnia.

Zadziwiająca mieszanka tellurokracji i talassokracji

Pozbawienie Turcji imperium w jego części europejskiej i azjatyckiej oraz długoletnia zimnowojenna izolacja przeorientowały kierunki aktywności gospodarczej Turków. Tradycyjne związki z basenem Dunaju i Niziną Panońską zostały zerwane i nie było możliwe ich odnowienie w warunkach ustanowienia w tych krajach ustroju socjalistycznego i sformowania ich we wrogi Turcji blok geopolityczny. Zorganizowana na zasadach liberalnych gospodarka turecka była też niekompatybilna z socjalistycznymi gospodarkami, sąsiadujących z Turcją od południa, państw arabskich. Jedynymi możliwymi partnerami gospodarczymi, kulturalnymi i politycznymi Turcji stały się, podczas Zimnej Wojny, państwa bloku zachodniego. Aktywność gospodarcza i kulturalna elit tureckich oparła się zatem z jednej strony na więziach z Zachodem, z drugiej zaś skierowana została ku infrastrukturalnej i gospodarczej modernizacji Anatolii.

W 1952 r. Turcja stała się członkiem NATO, zaczęła korzystać z amerykańskiej pomocy finansowej i miliardowych środków na wzmocnienie bezpieczeństwa. Tureckie siły zbrojne były wyposażane i szkolone przez Zachód a na terenie kraju powstały amerykańskie bazy wojskowe. Turcja stała się rodzajem zachodniego protektoratu, definitywnie zrywając więzi ze Wschodem. Zarazem zgodnie z kemalistowskimi hasłami reformizmu, turecki kapitał kierowany był do Anatolii, gdzie inwestowano go w infrastrukturę, oświatę i urbanizację. Z czasem pozwoliło to rozwinąć się endemicznej anatolijskiej klasie średniej, która z kolei zwiększać zaczęła swój wpływ na turecki aparat policyjny, wojskowy i biurokrację państwową. Na początku lat 2000-nych znaczenie „kontynentalnych” w swoim charakterze elit anatolijskich zaczęło równoważyć dotychczasowe wpływy „morskich” elit stambulskich w sferach kulturalnej, politycznej, wojskowej i ekonomicznej. Znalazło to wyraz między innymi we wspomnianych już sukcesach konserwatywnych partii religijnych – Partii Dobrobytu w latach 90-tych oraz trzykrotnym zwycięstwie wyborczym Partii Sprawiedliwości i Rozwoju po roku 2002. Wobec kosmopolitycznej, laickiej, permisywnej i merkantylnej kultury elit stambulskich coraz większe znaczenie zyskiwała bardziej konserwatywna i religijna kultura kontynentalnych elit anatolijskich. Wyrażało się to także w coraz wyraźniejszym strategicznym, politycznym i kulturowym ciążeniu Turcji ku Azji już od lat 90-tych. Turgut Özal co prawda poparł jeszcze amerykańską agresję na Irak w 1991 r., ale wywołał tym wielkie społeczne protesty, zaś kolejny prezydent Süleyman Demirel jako pierwszy spośród przywódców bloku zachodniego wystąpił z wnioskiem o zniesienie sankcji nałożonych po wojnie na Irak.

W wyniku zmian zachodzących w środowisku międzynarodowym, polityce zagranicznej i gospodarce powojennej Turcji doszło także do zmiany postrzegania przez Turków swojej roli i miejsca w stosunkach z innymi narodami i w polityce międzynarodowej. Ponadnarodowe tradycje Imperium Osmańskiego zostały odrzucone na rzecz kemalistowskiego jakobinizmu. Zasadami określającymi konstytucyjną tożsamość nowej, republikańskiej Turcji stało się sześć tak zwanych „strzał kemalizmu”: populizm, republikanizm, nacjonalizm, laicyzm, etatyzm i reformizm. Odbiło się to na zmianie stosunku Turków do narodów, z którymi przyszło im współżyć w granicach jednego organizmu politycznego. Imperium Osmańskie dokonując ekspansji w dolinie Dunaju i na Nizinie Panońskiej zetknęło się z zamożnymi, wysoko zorganizowanymi społecznościami, zamieszkującymi żyzne ziemie z prosperującym rolnictwem. Potencjał demograficzny Turków uniemożliwiał im kolonizację tych ziem i zastąpienie dotychczas zajmujących je ludów. Kooptowali je zatem w miarę potrzeb i możliwości do administracyjnej i niekiedy nawet politycznej elity Imperium. Niemuzułmańskie grupy religijne – prawosławne, ormiańskie, żydowskie zorganizowane były w system milletu dający im autonomię prawną, wyznaniową i gospodarczą. Republika Turecka obejmowała jedynie zamożny region Morza Marmara i ubogą Anatolię. Turcy nie musieli już liczyć się z miejscowymi elitami anatolijskimi i z mniejszościami narodowymi. Kemalizm był bliskowschodnią wersją jakobinizmu, w innych słowach przemycając znane z rewolucji francuskiej 1789 r. hasło „republiki jednej i niepodzielnej”. Stosowane konsekwentnie zasady kemalizmu implikowały między innymi negowanie istnienia narodu kurdyjskiego, tępienie jego języka oraz negowanie ludobójstwa Ormian. Republika Turecka w XX w. stanowiła zadziwiający przykład państwa łączącego elementy tożsamości „morskiej” i „kontynentalnej”, była osobliwą mieszanką tallasokracji i tellurokracji. Dominujące w życiu politycznym, wojskowym, gospodarczym i kulturalnym stambulskie elity kemalistowskie miały charakter typowo „morski”: ich zachodnia orientacja kulturowa, cywilizacyjna i geopolityczna, podobnie jak szowinistyczny stosunek do społeczności nietureckich i do religii znamionuje materialistyczny i eksploatatorski typ tallasokratyczny. Położenie geopolityczne Turcji oraz ewolucja jej środowiska międzynarodowego - szczególnie po II wojnie światowej – wymusiły jednak międzynarodową izolację i wsobny rozwój tego państwa, nadając mu przez to wiele cech tellurokracji.

Wektor azjatycki w polityce Turcji

Rządy AKP i premiera Recepa Tayyipa Erdoğana można w tym układzie interpretować jako specyficzny rodzaj sytuacyjnie prozachodniej tellurokracji. Prozachodniość nie polega jednak w tym przypadku na definiowaniu tożsamości Turcji przede wszystkim jako części Europy lub Zachodu, jak było to w przypadku kemalistów, ale na odwoływaniu się do pomocy Stanów Zjednoczonych i NATO dla wzmocnienia pozycji Turcji jako państwa bliskowschodniego i azjatyckiego. Po niepowodzeniu kemalistowskiej polityki, zmierzającej do integracji Turcji z Unią Europejską i Zachodem, R. Erdoğan pragnie redefiniować jej miejsce w stosunkach międzynarodowych jako państwa również bliskowschodniego i azjatyckiego. Turcja ma być jednak graczem znaczącym, stąd kontakty z Bractwem Muzułmańskim i współpraca z Katarem dla zainstalowania posłusznego sobie rządu Braci w Damaszku. Ankara i Doha nie są w stanie samodzielnie zrealizować tego planu, stąd też uciekają się do pomocy bloku atlantyckiego. W ten oto paradoksalny sposób, wyrażający się w ambicjach (albo raczej w urojeniach) „neoosmańskich”, partykularyzm polityczny Ankary nadaje jej polityce zagranicznej charakteru tallasokratycznego, podczas gdy swą tożsamość geopolityczną państwo to definiuje wyraźnie jako tellurokratyczną.

Kontynentalny charakter AKP to nie tylko redefiniowanie tożsamości Turcji jako państwa również azjatyckiego. Chodzi także o politykę wewnętrzną: R. Erdoğan oskarżany jest przez swych przeciwników o odchodzenie od zasad liberalnej demokracji i uleganie pokusom dyktatorskim. Sam też podkreśla chęć „przywrócenia silnej roli kultury muzułmańskiej” w od lat laickim państwie. Liberalne stambulskie elity zarzucają mu wprowadzenie elementów nauczania religii do szkół państwowych, zgodę na noszenie przez kobiety chust islamskich w miejscach publicznych, przyjęcie przez parlament ustawy zakazującej sprzedaży alkoholu po 22. i przedstawiania jego spożycia w publicznych środkach masowego przekazu, co uzasadnia się dbałością o islamską obyczajność, a także wydanie policji zgody na interweniowanie wobec publicznie całujących się par.

Pastiszowa modernizacja i lichwiarska gospodarka

Żeby uczynić rzecz bardziej skomplikowaną, odnotować jednak należy, że forsowana przez R. Erdoğana ostrożna retradycjonalizacja ma w dużej mierze charakter pastiszowy i że równie dobrze można interpretować ją jako zjawisko typowe dla merkantylnego modelu „morskiego”. Symbolem niech będzie dający początek protestom na placu Taksim spór o park Gezni. Jest to jeden z ostatnich pozostałych w centrum Stambułu zieleńców. W zamysłach związanych z R. Erdoğanem autorów nowej koncepcji urbanistycznej, ma zostać wycięty, by zwolnić miejsce pod współczesną kopię historycznego budynku Koszar Artylerii. Sam pomysł odbudowy Koszar wydaje się jak najbardziej wpisywać w program umiarkowanej retradycjonalizacji. Okazuje się jednak, że historyczna replika ma mieścić całkiem współczesne centrum handlowe ze sklepami wielkopowierzchniowymi, na wszystkim zaś zyskać ma stojący za tym przedsięwzięciem zięć premiera. Zamiast retradycjonalizacji mamy zatem postmodernistyczne kapitalistyczne simulacrum. Podobny charakter ma wiele innych projektów forsowanych przez AKP.

Przy gwałtownie wzrastającym wskaźniku krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego, wzrastającym zadłużeniu konsumenckim gospodarstw domowych i spadku w ostatnim roku wskaźnika zatrudnienia w gospodarce formalnej poniżej wskaźników samozatrudnienia i zatrudnienia w gospodarce nieformalnej, a także ślimaczym wzroście PKB na poziomie 3% w 2013 r., R. Erdoğan forsuje program budowy trzeciego mostu łączącego brzegi Cieśniny Bosfor. Wybudowanie, mającej sobie liczyć 260 km autostrady, kosztować ma 2,6 mld dolarów i wpisywać się w komunikacyjny projekt unijnego szlaku transportowego na kierunku Europa-Kaukaz-Azja (TRACECA). Projekt mostu na Bosforze komentowany jest powszechnie w Turcji jako architektoniczny koszmar, a jego koszta jako zbyt wysokie. Plany rządu obejmują także budowę 50 km kanału, mającego łączyć Morze Marmara z Morzem Czarnym. Inwestycja ma zostać ukończona do 2023 r. a jej koszt ma sięgnąć 20 mld dolarów. Wybudowanie kanału ma pomóc odblokować Bosfor, zaś wraz z budową trzeciego mostu i trzeciego portu, także przesunąć środek ciężkości miasta do słabiej rozwiniętych północnych kwartałów Stambułu. Powstać tam mają dwa kolejne lotniska i dwa mniejsze zespoły miejskie. AKP nazwała projekt „transformacją miasta” i uzasadnia go chęcią uniknięcia skutków kolejnego trzęsienia ziemi, podobnego do tego z 1999 r.

W rzeczywistości, inwestycje zmieniły strukturę tureckiego PKB, powodując gwałtowny wzrost w nich wydatków rządowych od lutego 2012 r. począwszy, podczas gdy w tym samym czasie wskaźnik wydatków gospodarstw domowych spadł do zera (wskaźnik inflacji zaś wzrósł przy takiej strukturze wydatków do 7%). Wraz z rosnącym zadłużeniem gospodarstw domowych powoduje to wzrost niezadowolenia społecznego, turecką gospodarkę upodabnia zaś do opartych na spekulacyjnej bańce gospodarek latynoamerykańskich – na przykład argentyńskiej z 2002 r. Sytuację pogarsza dodatkowo spekulacja cenami przez właścicieli nieruchomości w obszarach nowych inwestycji rządowych. Ceny na rynku nieruchomości są sztucznie zawyżane przez, powiązane z rządzącą AKP, agencje TOKI i KIPTAS. Zakup mieszkania lub innego rodzaju nieruchomości na terenach inwestycyjnych stał się w konsekwencji dla przeciętnego Turka niemożliwy. Przypomnijmy, że w ostatnim roku 5% spośród zatrudnionych w gospodarce formalnej przeszło do sektora gospodarki nieformalnej lub do samozatrudnienia, co oznacza po prostu że wrócili ze Stambułu na wieś. Grupą docelową inwestycji AKP jest głosująca na nich wyższa klasa średnia Stambułu. Widać zatem doskonale, że partia ta odrywa się od swojego pierwotnego konserwatywnego elektoratu anatolijskiego.

Swój marsz do władzy państwowej R. Erdoğan rozpoczął od zdobycia władzy w Stambule w 1994 r. Jego projekty infrastrukturalne wpisują się w klasyczną „morską” kulturę mieszkańców regionu Morza Marmara. Motorem wzrostu gospodarczego mają być obsługa infrastruktury transportowej, pośrednictwo w handlu (50% zagranicznych obrotów handlowych Turcji obsługuje sam Stambuł) i przyciągnięcie zachodniego kapitału. Nie ma mowy o rozwoju infrastruktury przemysłowej, rolnictwa lub oświaty. Zapóźniona cywilizacyjnie Anatolia znów spychana jest na margines życia gospodarczego. Pastiszowa modernizacja i postmodernistyczny, oparty na zadłużeniu i obrocie nieistniejącym kapitałem neoliberalizm ekonomiczny rządów AKP odpowiada lichwiarskiej kulturze gospodarczej „morskich” elit Stambułu, marginalizuje zaś „kontynentalne” elity anatolijskie.

Dotychczas, motorem gospodarki tureckiej był eksport nisko- i średnioprzetworzonych produktów przemysłowych do krajów europejskich, azjatyckich i poradzieckich. Turcja była rezerwuarem taniej siły roboczej dla kapitału europejskiego i azjatyckich fabrykantów. Kryzys zadłużeniowy 2008 r. zamknął jednak przed towarami wytworzonymi w Turcji pogrążone w zapaści rynki europejskie i pogrążone w stagnacji rynki eurazjatyckie i azjatyckie. Zachodni kapitał zmniejszył swoją aktywność i ograniczeniu uległy jego możliwości. Deficyt w obrotach bieżących Turcji wzrósł do 10% w 2012 r. Finansowany był przez średnioterminowe kredyty, których dostarczycielami były lichwiarskie monarchie naftowe Zatoki Perskiej. Stopa wzrostu krótkoterminowego zadłużenia zagranicznego Turcji wynosi 30% rocznie, w pierwszych zaś 3 miesiącach 2013 r. wyniosła 70%. Zadłużenie konsumenckie wzrosło 10-krotnie od roku 2006, zaś w ciągu ostatniego roku o 40%. Gdy zestawi się to z 5% wzrostem wydatków konsumenckich i 7% inflacją, okazuje się że tureccy konsumenci zapożyczają się na duże kwoty, by spłacać raty od już zaciągniętych kredytów. Rząd AKP wbrew własnym przechwałkom i popularnym w zachodnich środkach masowego przekazu komentarzom nie dokonał modernizacji tureckiej gospodarki. Turecka ekonomia nie stała się „kontynentalną” ekonomią opartą na walorach materialnych. Zachowała swój lichwiarski „morski” i kosmopolityczny charakter charakterystyczny dla starożytnego Bizancjum, średniowiecznego Konstantynopola i osmańskiego Stambułu. Ta lichwiarska ekonomia oparta jest na fikcyjnym kapitale, pochodzącym z zadłużenia i właśnie traci swą wiarygodność. Nie jest to kryzys na miarę greckiego lub północnoafrykańskiego – turecka gospodarka będzie funkcjonować nadal, ale najpewniej będzie generować zyski dużo poniżej oczekiwań społecznych. Protesty na placu Taksim w Stambule to również wystąpienie zagrożonej majątkową degradacją tureckiej klasy średniej.

Niespójność polityki Recepa Erdoğana

Politykę R. Erdoğana cechuje strukturalna niespójność. W tureckim społeczeństwie wyróżnić można dwie grupy. Pierwsza z nich związana jest z historyczną siedzibą narodową Turków nad Morzem Marmara. Grupa ta rozwinęła merkantylną kulturę morską i w okresie istnienia Imperium Osmańskiego opierała swoje znaczenie na związkach gospodarczych i penetracji basenu Dunaju oraz Niziny Panońskiej. W czasach Republiki stała się rzecznikiem laicyzacji i kulturowej westernizacji. Do dziś dominuje w sądownictwie, wojsku i gospodarce, przechwytując większość dochodu narodowego. Druga grupa to Anatolijczycy. Ich znaczenie w życiu politycznym i kulturalnym Turcji na przeciągu ostatnich dwóch dekad znacznie wzrosło. Są rzecznikami retradycjonalizacji i reislamizacji kraju. Ich rosnące znaczenie sprawia, że Turcja coraz bardziej odwraca się od Europy i ciąży ku Azji. Zaangażowanie na Bliskim Wschodzie podbudowane jest jednak ideologią „neoosmańską”, co nadaje mu partykularny charakter i stwarza warunki do instrumentalizacji tureckiej polityki zagranicznej dla potrzeb imperializmu USA.

Neoliberalna polityka ekonomiczna R. Erdoğana odpowiada typowi lichwiarskiej kultury gospodarczej rozwiniętej przez mieszkańców Stambułu. Dotychczasową legitymizacją władzy AKP był oparty na bańce spekulacyjnej wzrost gospodarczy. Jak stwierdziliśmy wyżej, legitymizacja ta ulega właśnie falsyfikacji. W dłuższej perspektywie około 20 lat, gospodarka turecka zmierzyć się będzie musiała także z problemami strukturalnymi. Od piętnastu lat współczynnik dzietności wśród obywateli Turcji dla których język turecki jest pierwszym językiem spadł do charakterystycznego dla społeczeństw zachodnich poziomu 1,5%. Turcja nie jest jednak państwem zachodnim, lecz gospodarką rozwijającą się.

Warto zwrócić uwagę, że społeczeństwo tureckie szybko się zatem starzeje, zaś turecki system zabezpieczenia społecznego generuje straty sięgające 5% PKB. W tym czasie sięgająca piątej części populacji Turcji mniejszość kurdyjska notuje współczynnik dzietności dwu- lub trzykrotnie wyższy niż etniczni Turcy. W przypadku utrzymania się obecnych trendów, na przeciągu życia jednego pokolenia połowa poborowych służących w armii tureckiej będzie Kurdami, na przeciągu 20 lat zaś stanowiący obecnie większość populacji tureccy sunnici znajdą się w mniejszości. R. Erdoğan wspierając sunnickie ugrupowania terrorystyczne działające w Syrii antagonizuje nie tylko opowiadających się po stronie rządu Bashara Al- Assada Kurdów syryjskich, ale również wprawia w niepokój rodzimych Kurdów tureckich, których procentowy udział w całości populacji Turcji będzie w nadchodzących dekadach wzrastał. „Neoosmańska” polityka zagraniczna miesza się tu w samobójczy sposób z charakterystycznym dla „morskich” elit Stambułu marginalizowaniem mniejszości etnicznych. Nie tylko zresztą etnicznych, bo polityka syryjska R. Erdoğana rodzi też obawy wśród stanowiących ok. 20% społeczeństwa i żyjących w środkowej części kraju alawitów. Podobnie jak syryjscy alawici, z którymi jednak nie mają wiele wspólnego, alawici tureccy popierają laicki charakter państwa, bojąc się prześladowań ze strony sunnickiej większości. Sunnicka reislamizacja Turcji przez R. Erdoğana i jego poparcie dla sunnickich rebeliantów w Syrii oraz dla Hamasu w Strefie Gazy nastraja alawitów opozycyjnie wobec władzy AKP.

Demonstranci na placu Taksim to zlaicyzowani i zwesternizowani mieszkańcy wielkich miast, niechętni konserwatywnej polityce rządu. Protesty szybko rozszerzyły się zresztą na inne miasta, jak Izmir, Antalya, Mugla, Adana, Bolu czy Eskisehir. Dotarły nawet do konserwatywnych i kontynentalnych bastionów AKP w rodzaju Kayseri, Konyi czy Ankary, co dowodzi tylko umowności zarysowanego wcześniej podziału na „typ kultury morskiej” i „typ kultury kontynentalnej” w Turcji – kosmopolityczni, wykorzenieni i permisywni z natury mieszkańcy miast nabierają cech „morskich”, niezależnie czy ich rodzinne miasto znajduje się na wybrzeżu, czy jest ośrodkiem śródlądowym. Ruch protestu ma charakter hedonistyczny i „zachodniacki”, będąc czymś na kształt lokalnego odpowiednika znanego z Europy i Ameryki ruchu Occupy. Demonstranci dają wyraz niepokojom, wynikającym z konsumpcyjnej niepewności mieszczańskich dorobkiewiczów świeżo awansowanych społecznie do klasy średniej. Boją się polityczności, religijności i utraty zdolności konsumpcyjnej. Tylko 12% spośród bazy wyborczej AKP popiera jej politykę sanacji moralnej i wzmocnienia pierwiastka religijnego w kulturze tureckiej. Protestujący są społecznym produktem postmodernistycznego kapitalizmu. Nie ma zatem racji rosyjski geopolityk i filozof Aleksander Dugin, nazywając Turecką Wiosnę „rewolucją eurazjatycką” i kontynentalną. Rewolucja w Turcji jest buntem zagrożonej w swoim konsumpcyjnym, hedonistycznym i indywidualistycznym stylu życia, pochodzącej ze świeżego dorobku mieszczańskiej klasy średniej. Grupę tę, której dotychczasowy styl życia pozbawiony jest w istocie solidnych podstaw gospodarczych, R. Erdoğan uczynił faktycznym zapleczem politycznym swojej partii. Strukturalna niespójność polityki tureckiego premiera polega więc na tym, że opierając się na „typie morskim” wśród mieszkańców Turcji, próbował w sferze wewnętrznej realizować „kontynentalną” politykę retradycjonalizacji i reislamizacji. W konsekwencji, polityka jego nabrała charakteru pastiszowego i symulakrycznego, antagonizując zarazem jednak tą część społeczeństwa która stanowi wyborcze zaplecze partii rządzącej. Owa część społeczeństwa koncepcjami ideologicznymi, ustrojowymi (planowanie zmiany ustroju Turcji na republikę prezydencką i ogłoszenie przez R. Erdoğana zamiaru wystartowania w kolejnych wyborach prezydenckich) geopolitycznymi i religijnymi była zaniepokojona, gdyż nie odpowiadały one jej oczekiwaniom. Konserwatyzm kulturowy wszedł w konflikt z postmodernizmem, hedonizmem i permisywizmem zlaicyzowanej miejskiej klasy średniej. Neoliberalna polityka gospodarcza podkopała zaś podstawy jej dobrobytu i ugruntowała trendy demograficzne zwiastujące jej rychły zmierzch oraz strukturalny kryzys gospodarczy (związany z deficytem sektora opieki społecznej). Planowane zniszczenie parku Gezni w Stambule, co stało się powodem rozpoczęcia protestów, jest przykładem grabieżczego charakteru neoliberalizmu. Przestrzeń publiczna ulega likwidacji, następnie zaś przekazywana jest prywatnemu kapitałowi, który obciąża się zadaniem i kosztami modernizacji. W zamian za inwestycje, prywatny kapitał zwalnia się od obciążeń publicznych i ograniczeń motywowanych czy to dobrem społecznym, czy ochroną środowiska, dając mu swobodną rękę w eksploatacji mającej zwrócić koszty inwestycji. Spójność społeczna i ochrona naturalnych dóbr i zasobów kraju zostają złożone na ołtarzu pozyskania prywatnego i zagranicznego kapitału.

Geopolityczne paradoksy

By wieloznaczności stało się zadość, wypada zauważyć że zwesternizowani, hedonistyczni, liberalni i permisywni demonstranci, reprezentujący „typ morski” w społeczeństwie tureckim, wyrażają postulaty częściowo odpowiadające „typowi kontynentalnemu”. Ochrona przestrzeni publicznej przed rozgrabieniem jej i wyeksploatowaniem przez prywatny kapitał, podobnie jak wycofanie się Turcji z poparcia syryjskich rebeliantów pojawiają się wśród postulatów Tureckiej Wiosny, w pierwszym przypadku będąc wręcz jej zaczynem. W przypadku potencjalnego obalenia rządu R. Erdoğana miałyby być może szansę realizacji. Paradoks dzisiejszej Turcji polega więc na tym, że żywiący się politycznie wzrostem znaczenia anatolijskiego „typu kontynentalnego” rząd turecki prowadzi politykę w znacznej mierze odpowiadającą zasadom i celom właściwym talassokracji (choć maskuje ją hasłami w znacznej jednak mierze pastiszowej retradycjonalzacji), podczas gdy reprezentujący lichwiarską i kosmopolityczną kulturę „typu morskiego” demonstranci, dają szansę na wycofanie się przez Turcję z niektórych polityk odpowiadających raczej typowi „atlantyckiemu” i „zachodniemu”, szczególnie na arenie międzynarodowej, w tym też w odniesieniu do kryzysu syryjskiego.


Czytany 5122 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04