poniedziałek, 10 listopad 2014 01:00

Rafał Ciastoń: Wojna z Kalifatem: siły, środki i działania koalicji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

  Rafał Ciastoń

Trwająca od kilkunastu miesięcy ofensywa sunnickich fundamentalistów spod znaku Państwa Islamskiego (IS, wcześniej znanego m.in. jako Islamskie Państwo Iraku i Lewantu – ISIL), doprowadziła latem b.r. do powstania na terenach formalnie podporządkowanych rządom w Bagdadzie i Damaszku nowego, quasi-państwowego podmiotu – Kalifatu. Niezwykła brutalność bojowników Abu Bakra al-Bagdadiego – kalifa Ibrahima, w połączeniu z całkowitym brakiem skuteczności armii irackiej i realnym zagrożeniem upadku stolicy Iraku, zmusiły Stany Zjednoczone, a wraz z nimi część państw Zachodu oraz kilku regionalnych sojuszników arabskich, do podjęcia działań przeciwko zbrodniczemu tworowi.

Prezydent Barack Obama stał się jednak zakładnikiem własnych zapewnień sprzed kilku lat, dotyczących gotowości Irakijczyków do wzięcia odpowiedzialności za własny kraj oraz zobowiązania do niewprowadzania tam po raz kolejny amerykańskich sił lądowych. W efekcie wymierzona przeciwko Kalifatowi kampania ma wyłącznie charakter operacji powietrznej, której lądowy komponent w Iraku stanowić mają (bo w chwili obecnej jeszcze nie bardzo mogą) wyłącznie armia iracka oraz kurdyjscy Peszmergowie, a w Syrii „umiarkowani” rebelianci. Jakimi zatem siłami i środkami dysponuje w regionie „koalicja chętnych” i czy mogą one okazać się wystarczającymi do realizacji zakładanych celów, tj. co najmniej powstrzymania dalszych postępów IS i powiększania zasięgu terytorialnego Kalifatu? 

Stany Zjednoczone 

Główną siłę prowadzonej od sierpnia 2014 r. w Iraku, a od września br. również na terytorium Syrii, operacji militarnej przeciwko Kalifatowi stanowi oczywiście komponent amerykański. Składa się on z trzech zasadniczych elementów, tj. grupy lotniczej lotniskowca USS „George H. Bush” (8. Skrzydło Lotnicze), okrętów wchodzących w skład 2. Grupy Lotniskowcowej (Carrier Strike Group-2, CSG-2) oraz rozlokowanych w regionie samolotów US Air Force i US Marines Corps. Według różnych danych, lotnictwo amerykańskie przeprowadza nawet do 80 proc. uderzeń na cele związane z IS w Syrii i Iraku.

W skład CSG-2, obok samego lotniskowca USS „G.H. Bush”, wchodzą także: krążownik rakietowy USS „Philippine Sea” oraz niszczyciele USS „Arleigh Burke”, „Roosevelt” i „Truxtun”. Dwie pierwsze jednostki wystrzeliły w początkowym okresie kampanii przeciwko IS w Syrii 47 pocisków samosterujących typu „Tomahawk”.1 Aktualnie okręty te nie angażują się już w działania bojowe przeciwko IS.

Znaczącą siłę bojową przedstawia naturalnie 8. Skrzydło Lotnicze, składające się z czterech eskadr myśliwskich: dwóch na samolotach F/A-18C Hornet (łącznie 20 maszyn) oraz kolejnych dwóch na maszynach typu F/A-18E/F Super Hornet (łącznie 24 samoloty), eskadry walki radioelektronicznej (5. maszyn typu EA-6B Prowler), eskadry wczesnego ostrzegania (4 sztuki platform E-2C Hawkeye), dwóch eskadr śmigłowców (8 sztuk MH-60S, 11 maszyn typu MH-60R) oraz eskadry transportowej (2 samoloty C-2A).

Samoloty 8. Skrzydła rozpoczęły naloty na cele IS w Iraku w dn. 8 sierpnia 2014 r., od 22 września br. angażują się także w operacje w przestrzeni powietrznej Syrii. Wg statystyk, do połowy października br. ok. 20 proc. amunicji lotniczej, użytej w operacji przeciwko Kalifatowi, zostało zrzucone przez lotnictwo US Navy.

Samoloty lotnictwa USA operują z kilku baz w regionie, są to: Al-Udeid w Katarze, Al-Dafra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Shaheed Mwaffaq w Jordanii oraz najprawdopodobniej również Isa w Bahrajnie. Jako centrum logistyczne służy także baza Ali al-Salem w Kuwejcie oraz baza Incirlik w Turcji, z której obok powietrznych tankowców operują również rozpoznawcze (i bojowe ?) bezzałogowce.

Al Udeid to miejsce stacjonowania 379. Ekspedycyjnego Skrzydła USAF. W jego składzie funkcjonuje do 90 samolotów, w tym: bombowce B-1B, samoloty rozpoznawcze i dowodzenia E-8C oraz RC-135 V/W, transportowe C-17, C-130 i C-21 i tankowce KC-135. Wprawdzie dane na ten temat nie są oficjalnie upubliczniane, trudno jednak zakładać, by w tak licznym zgrupowaniu lotniczym zabrakło maszyn myśliwskich – najpewniej stacjonuje tu więc przynajmniej po jednej eskadrze F-16 C/D Fighting Falcon i F-15E Strike Eagle.

W Ali Salam stacjonuje przede wszystkim 386. Ekspedycyjne Skrzydło Lotnicze USAF, wyposażone w Herculesy w wersjach transportowych oraz walki radioelektronicznej (EC-130), a także bezzałogowe, bojowe Predatory.

Al Dhafra to baza 380. Ekspedycyjnego Skrzydła Lotniczego USAF. Operują stąd m.in. AWACS-y E-3 Sentry, rozpoznawcze U-2 i bezzałogowe RQ-4 Global Hawk, a także tankowce KC-10A Extender. Do bazy trafiło także 6 maszyn typu F-22A Raptor z 27. eskadry myśliwskiej, na co dzień stacjonującej w Langley, które w kampanii przeciwko IS przechodzą swój chrzest bojowy, oraz kilka F-15E Strike Eagle.

Amerykańskie F-16 operują także z jordańskiej bazy Shaheed Mwaffaq, baza ta nie jest jednak wykorzystywana przez Amerykanów w sposób permanentny, a jedynie czasowo.

Obok ww. w regionie operują również samoloty AV-8B należące do Korpusu Piechoty Morskiej, EF-18 Growler oraz śmigłowce AH-64 Apache.

Sojusznicy – Zachód i państwa arabskie

Decyzje o skierowaniu lotnictwa do walki przeciwko Kalifatowi podjęło kilka państw europejskich – Wielka Brytania, Francja, Belgia, Holandia i Dania. Jeśli chodzi o sojuszników spoza Europy, swe siły wydzieliła Australia, a w ostatnim czasie również Kanada, która dotychczas wspierała koalicję jedynie maszynami transportowymi. W przeciwieństwie do lotnictwa USA, samoloty tych państw operują wyłącznie nad terytorium Iraku. 

Kontyngent francuski operuje z bazy w Al Dhafra, obok sześciu [2] myśliwców Rafale z eskadry myśliwskiej 3/30 Lorraine, stacjonuje tu także samolot rozpoznawczy Atlantique 2 oraz tankowiec C-135.

Bazą samolotów brytyjskich – sześciu uderzeniowych Tornado GR 43 oraz tankowca Voyager jest cypryjska Akrotiri (operują stąd również amerykańskie U-2).

Duńskie F-16 (cztery samoloty wykonują misje bojowe, trzy pozostają w rezerwie) stacjonują w kuwejckiej bazie Ahmed Al Dżaber.

Sześć belgijskich samolotów F-16 trafiło do Shaheed Mwaffaq.

W regionie stacjonuje także osiem holenderskich maszyn F-16.

Australijczycy skierowali do bazy Al Minhad w ZEA osiem myśliwców F/A-18F Super Hornet, tankowiec KC-30A oraz samolot wczesnego ostrzegania E-7A Wedgetail.

Zaangażowanie kanadyjskie to sześć myśliwców CF-18, jeden tankowiec CC-150 Polaris, dwa samoloty rozpoznawcze CP-140 Aurora oraz samoloty transportowe (C-130 i C-17).

W nalotach na pozycje IS uczestniczą również państwa arabskie – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Jordania, trudno jednak ocenić skalę ich zaangażowania, bowiem z uwagi na uwarunkowania wewnętrzne nie ujawniają one danych na ten temat. Wiadomo jedynie, że z bazy King Hussein w Jordanii operują samoloty typu F-16 należące do SP tego państwa, a także maszyny Bahrajnu i ZEA. Jordania dysponuje ok. 60 maszynami F-16, Bahrajn ponad 20, a ZEA ok. 80 [4], oczywistym jest jednak, iż w operacji uczestniczy kilka, maksymalnie kilkanaście maszyn z każdego z tych państw.

Z bazy King Fajsal w Arabii Saudyjskiej operują saudyjskie F-15. Rijad dysponuje przeszło 130 maszynami tego typu [5], znów jednak trudno przypuszczać, by w działaniach brało udział więcej niż kilkanaście maszyn. Koalicję wspiera również Katar, jednak siły powietrzne tego państwa nie biorą udziału w nalotach.

Skuteczność nalotów – próba oceny

Według słów gen. Lloyda J. Austina III, kierującego US Central Command, strategia przyjęta przeciwko IS „sprawdza się, lecz zniszczenie terrorystycznego ugrupowania wymaga strategicznej cierpliwości”. Generał przyznaje także, iż podstawowym celem nalotów jest zmiana sytuacji strategicznej w Iraku, powstrzymanie postępów islamistów i stworzenie dogodnych warunków do kontrofensywy armii irackiej. Temu podporządkowany jest także dobór celów – w pierwszej kolejności atakowane są rozpoznane centra dowodzenia i logistyczne Państwa Islamskiego oraz ograniczana jest zdolność projekcji siły IS. Kolejnym ważnym celem są kontrolowane (i wykorzystywane) przez Kalifat rafinerie, co w skali strategicznej ma go pozbawiać funduszy, w skali operacyjnej zaś – paliwa do setek pojazdów, wykorzystywanych jako „konie robocze” mobilnych zagonów sił IS.

Powstaje jednak pytanie czy tego rodzaju działania mogą przynieść pełen sukces na froncie irackim, tj. doprowadzić do wyparcia sił IS z tego państwa? Trudno być tu optymistą, na początku lata tego roku postępy islamistów brutalnie obnażyły fasadowość irackiej armii, świetnie uzbrojone jednostki porzucały nowoczesny sprzęt (który w znacznej części jest obecnie używany przez Kalifat i niszczony przez koalicyjne lotnictwo) i w popłochu uciekały przed grupami dżihadystów, znacznie słabiej uzbrojonymi, niż ma to miejsce obecnie.

Proklamowanie Kalifatu zapewniło także znaczący napływ ochotników, wg bardzo ostrożnych szacunków na obszarze Iraku i Syrii operuje dziś co najmniej 20-30 tys. bojowników świętej wojny, mniej ostrożne źródła oscylują wokół nawet trzykrotnie większych wartości. Armia iracka, przy aktywnym udziale koalicyjnego lotnictwa, jest w stanie w chwili obecnej utrzymać – i to z dużym trudem – status quo, należy jednak wątpić w jej zdolność do odbicia północnych i zachodnich obszarów kraju. Sukcesu nie zagwarantują także oddziały kurdyjskich Peszmergów, pozbawionych ciężkiego uzbrojenia i nie przygotowanych do regularnych działań zbrojnych.

Należy przy tym pamiętać, że Kalifat jest tworem quasi-państwowym, a nie normalnym państwem (w sensie jego wewnętrznej organizacji, skutecznego władztwa terytorialnego, instytucji itd.), wobec czego skuteczna ofensywa lotnicza przeciwko niemu sprowadza się w gruncie rzeczy wyłącznie do eliminacji jego siły żywej i sprzętu. Niszczenie elementów infrastruktury na terytoriach przezeń opanowanych może przynosić pewne korzyści (vide rafinerie), nie wpływa jednak na zmniejszenie morale i woli walki dżihadystów. Sukces gwarantuje tu jedynie ich całkowita fizyczna eliminacja, ta zaś jest niemożliwa do osiągnięcia wyłącznie z powietrza, choćby ze względu na samą liczebność armii Kalifatu, jej rozproszenie i wysoki stopień mobilności [6].

Ponadto, problemu Kalifatu nie sposób rozwiązać jedynie w Iraku – pamiętać należy, iż powstał on na terenach syryjskich i bez wyparcia go stamtąd nie może być mowy o jakimkolwiek sukcesie. Dzisiejsza Syria stanowi zaś arenę walk (zarówno militarnych, jak i politycznych) wszystkich regionalnych rozgrywających. Arabskie monarchie Zatoki Perskiej wciąż chętnie pozbyłyby się reżimu al-Assada, widząc u władzy ugrupowania określane na Zachodzie mianem demokratycznej opozycji bądź „umiarkowanych islamistów” (cokolwiek ten oksymoron miałby oznaczać). Również Turcja upatruje problemu przede wszystkim we władzy Baszara al-Assada, czego dobitnym dowodem są żądania utworzenia strefy zakazu lotów nad granicą turecko-syryjską, działania przeciwko tureckim Kurdom oraz rzekomo udzielana (i następnie wycofywana) zgoda na prowadzenie przez samoloty amerykańskie uderzeń na pozycje islamistów z bazy w Incirlik. Arabia Saudyjska i Turcja zgodziły się także na szkolenie na swoim terytorium „umiarkowanej” opozycji syryjskiej. Dla Stanów Zjednoczonych, jak już zostało to wspomniane, problemem jest zaś przede wszystkim sytuacja w Iraku, dopiero w dalszej kolejności Kalifat jako całość.

Swoje figury na szachownicy posiada również oczywiście Iran, który być może w największym stopniu przyczynił się do powstrzymania ofensywy sunnickich radykałów w Iraku i którego celem jest utrzymanie zarówno szyickiego reżimu w Bagdadzie, jak i alawickiego w Damaszku. Ignorowanie przez Stany Zjednoczone zarówno Teheranu, jak i Damaszku osłabia skuteczność działań wobec Państwa Islamskiego, zwłaszcza przy braku zaangażowania amerykańskich sił lądowych. Dobitną, a zarazem tragiczną ilustracją obecnej sytuacji są trwające od ponad miesiąca walki wokół kurdyjskiego miasta Kobane w płn. Syrii, przy granicy tureckiej. Pomimo ataków lotniczych sił koalicyjnych, bojownicy kurdyjscy nie są w stanie wyprzeć dżihadystów z IS. Przyznał to kilka tygodni temu rzecznik Pentagonu adm. J. Kirby mówiąc, że aby przerwać oblężenie Kobane, koniecznym byłoby zaangażowanie – niedostępnych w regionie – znacznych sił lądowych. Również kmdr E. Smith ze służby prasowej Pentagonu, w wywiadzie dla rosyjskiej RIA Novosti przyznała, iż naloty, choć są efektywne, jako takie nie doprowadzą samodzielnie do zniszczenia sił Kalifatu.

Niestety, tego rodzaju wypowiedzi mogą świadczyć, że w ciągu najbliższych miesięcy sytuacja na frontach wojny z Kalifatem nie ulegnie większej zmianie, a jeśli nawet, to nie będzie to zmiana korzystna dla Iraku, Syrii i kierowanej przez USA koalicji.


Załącznik 1
Skala operacji „Inherent Resolve” na przykładzie działań prowadzonych w dniach 20-26 października 2014 r.

wojna_kalifat01

wojna_kalifat02

Zestawienie własne na podstawie danych US CENTCOM


Załącznik 2
Operacje lotnicze w Iraku i Syrii – 2014 r. (stan na 30 września)

wojna_kalifat03

Zestawienie własne, na podstawie danych USAF CENTCOM Combined Air and Space Operation Center

Artykuł ukazał się w nr 27/2014 "Policy Paper" Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae alt

Fot.  jpost.com

________________________________________
1. Krążownik operował z wód Zatoki Perskiej, niszczyciel z obszaru Morza Czerwonego
2. Wg części źródeł – dziewięciu maszyn.
3. Wg części źródeł jest to osiem samolotów.
4. Oraz ok. 60 samolotów typu Mirage-2000.
5. A także blisko 90 maszyn typu Tornado i ponad 20 typu Eurofighter.
6. Wg syryjskich danych w ciągu miesiąca nalotów na pozycje IS w Syrii miało zginąć 464 bojowników Kalifatu oraz 54 należących do powiązanego z Al-Kaidą ugrupowania Front Al-Nusrah. Przy 30-50 tys. bojowników Państwa Islamskiego, taka skala strat to zaiste niewielki uszczerbek w sile żywej i zdolnościach operacyjnych Kalifatu.

Czytany 7199 razy