piątek, 04 styczeń 2013 08:17

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Scenariusze odłączenia się Wielkiej Brytanii od UE

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Union-Jack  dr Przemysław Żurawski vel Grajewski

Powody, dla których Zjednoczone Królestwo jest w UE, można sprowadzić do dwóch: rynek zbytu dla usług, towarów i inwestycji oraz miejsce przy stole gdzie zapadają decyzje. Natomiast wychodząc z UE, Londyn uwolniłby się od postrzeganych na Wyspach jako obciążenie: Wspólnej Polityki Rolnej, Polityki Regionalnej, Wspólnej Polityki Rybołówstwa oraz regulacji unijnych w zakresie opieki społecznej i polityki zatrudnienia, jak też oczywiście od konieczności uiszczania składki do budżetu UE.

Fakt odmowy przystąpienia przez Wielką Brytanię do przyjętego 30 stycznia 2012 r. na szczycie UE w Brukseli i podpisanego na kolejnym tego typu spotkaniu 2 marca 2012 r. Traktatu o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej (tzn. paktu fiskalnego) [1] ustawił Zjednoczone Królestwo w pozycji jednego z dwóch (obok Czech) państw nie zgadzających się na zawarte w nim zapisy. Wywołało to wrażenie izolacji Londynu w stosunku do pozostałych 25 państw – sygnatariuszy paktu i liczne pytania o przyszłe miejsce Wielkiej Brytanii w podlegającym silnym przemianom systemie Unii Europejskiej. Ponadto, będący tłem całej sprawy, kryzys zadłużeniowy w strefie euro przyniósł nie tylko ujawnienie poważnych sprzeczności brytyjsko-niemieckich co do wizji reakcji na problemy finansowe Unii Gospodarczej i Walutowej (UGiW) [2], do której Zjednoczone Królestwo nie należy, ale i głębokie ochłodzenie stosunków między Wielką Brytanią a Francją na tle sporu o pakt fiskalny, które ma miejsce od przełomu roku 2011 i 2012 [3]. Przedmiotem niniejszej analizy jest próba odpowiedzi na pytania o to, czy spór z Francją ma charakter długotrwały, czy wrażenie izolacji Zjednoczonego Królestwa jest zasadne oraz – co jest kwestią najważniejszą – jaki będzie najbardziej prawdopodobny model polityki brytyjskiej wobec UE, a co za tym idzie pozycja Wielkiej Brytanii w tej organizacji.

Zjednoczone Królestwo należy tradycyjnie do najbardziej eurosceptycznych krajów Europy. Źródeł tej postawy należy szukać jeszcze w doświadczeniach II wojny światowej. Wielka Brytania była bowiem jedynym państwem zaatakowanym przez III Rzeszę, które (nie licząc wysp na Kanale La Manche) nie wpuściło Wehrmachtu na swoje terytorium i skutecznie odparło niemiecki najazd. Państwo narodowe Brytyjczyków sprawdziło się zatem w swej podstawowej funkcji, czego nie można powiedzieć o innych państwach europejskich z Niemcami włącznie. Zjednoczone Królestwo zachowało więc swój prestiż i zaufanie swych obywateli, hołdujących zdrowej zasadzie głoszącej, iż „nie należy majstrować przy dobrze funkcjonującym urządzeniu”. Zgodnie z nią, pozostają oni niechętni do delegowania jego funkcji do instytucji zewnętrznych [4].

Unia Europejska w warunkach kryzysu strefy euro podlega postępującej ewolucji antydemokratycznej realizowanej w oparciu o zasadę „im mniej demokracji, tym lepiej dla rynków” [5]. Wielka Brytania jest zaś najstarszą wśród mocarstw decydujących o losach kontynentu funkcjonującą bez przerwy demokracją europejską. Ma stabilne, uświęcone wiekami tradycji obyczaje polityczne. Profesjonalną, apolityczną i stabilną służbę cywilną, nasyconą „państwowcami” i odporną na zawirowania związane ze zmianami rządów. Na Wyspach dominuje też tradycja zaufania obywateli do elit własnego państwa w zakresie kształtowania jego polityki zagranicznej. Zjednoczone Królestwo jest ponadto stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i mocarstwem jądrowym, ma najlepszą armię ekspedycyjną w Europie, specjalne stosunki z USA i z resztą świata anglosaskiego (dawne dominia). Jego wyspiarskie położenie w bezpiecznym regionie Europy usuwa z horyzontu codziennych trosk Brytyjczyków pytanie o fundamentalne gwarancje bezpieczeństwa narodowego ich państwa. Unia Europejska ma zatem dla Londynu znaczenie przede wszystkim w dwóch wymiarach:

1. Zapewnia dostęp do Jednolitego Rynku Europejskiego – ważny gospodarczo dla Zjednoczonego Królestwa i rozstrzygający o kondycji gospodarczej Wielkiej Brytanii;

2.  Pozwala wpływać na prawo regulujące ów rynek i generalnie na wszystkie pozostałe polityki unijne poprzez obecność przedstawicieli UK z silnym głosem stanowiącym w gremiach decyzyjnych UE.

Kwestia dalszego uczestnictwa Zjednoczonego Królestwa w procesie integracji europejskiej jest naturalnie także przedmiotem sporu ideologicznego na Wyspach. Ten jednak, jest rozpatrywany przez analityków jako czynnik składowy sytuacji, wymagający od rządu brania pod uwagę nastrojów społecznych – tzn. opinii wyborców, a nie jako busola planowania strategicznego [6].

Kryzys strefy euro był w Wielkiej Brytanii rozpatrywany pod kątem jego skutków dla systemu bezpieczeństwa północnoatlantyckiego. Odnoszący się do tego wymiaru sytuacji raport brytyjskiego połączonego rządowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego (Joint committee on the government’s National Security StrategyNSS) z 8 marca 2012 r., skierowany do obu izb Parlamentu i zawierający wezwanie do przygotowania kraju na wypadek rozpadu UGW, jest dowodem solidności aparatu państwowego Wielkiej Brytanii. Brytyjski KBN wzywa do przeanalizowania skutków ewentualnego rozpadu strefy euro dla obronności państw UE należących jednocześnie do NATO, wskazując, iż kryzys może skutkować cięciami w ich wydatkach zbrojeniowych, wzrostem migracji i napięciami społecznymi [7]. Analizy ewentualnych skutków, jakie przyniosłoby dla Zjednoczonego Królestwa zmaterializowanie się scenariusza rozpadu strefy euro, jeszcze nie dokonano, ale już postawienie publicznie takiego pytania pozwala sformułować tezę, że Londyn dostrzega negatywny wpływ kryzysu zadłużeniowego w eurolandzie na sytuację międzynarodową i jest zainteresowany stabilnością UGW. Kryzys w strefie euro niekorzystnie odbija się na interesach gospodarczych Wielkiej Brytanii [8] i z tego powodu jest ona żywotnie zainteresowana jego wygaszeniem. Nie oznacza to jednak, że gotowa jest dążyć do tego za cenę podporządkowywania się decyzjom podejmowanym bez jej udziału lub, że gotowa jest łożyć materialnie na ten cel.

Analiza możliwych dróg dalszego rozwoju relacji Wielkiej Brytanii z UE została już przeprowadzona przez ekspertów brytyjskich. Oparto ją na pięciu możliwych wariantach:

1.      Status quo – tzn. pozostanie Zjednoczonego Królestwa w UE w charakterze państwa członkowskiego;

2.      Opcji „norweskiej” – wystąpienie z UE, ale pozostanie w ścisłych z nią związkach w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG);

3.      Opcji „szwajcarskiej” – wystąpienie z UE i oparcie stosunków z nią na porozumieniu o wolnym handlu;

4.      Opcji „tureckiej” – rezygnacja z członkostwa w UE, ale pozostawanie z nią w unii celnej;

5.      Opcja „WTO” – pełne zerwanie z UE i oparcie relacji z nią na ogólnych zasadach Światowej Organizacji Handlu [9].

Powody, dla których Zjednoczone Królestwo jest w UE, jak wskazano wyżej, można sprowadzić do dwóch: rynek zbytu dla usług, towarów i inwestycji oraz miejsce przy stole gdzie zapadają decyzje, którym Wielka Brytania i tak musiałaby w lwiej części podlegać, chcąc handlować ze Wspólnotami (vide casus państw Europejskiego Obszaru GospodarczegoEOG).

Londyn wychodząc z UE uwolniłby się od postrzeganych na Wyspach jako obciążenie: Wspólnej Polityki Rolnej, Polityki Regionalnej, Wspólnej Polityki Rybołówstwa oraz regulacji unijnych w zakresie opieki społecznej i polityki zatrudnienia, jak też oczywiście od konieczności uiszczania składki do budżetu UE. Odsunięcie Wielkiej Brytanii od nowotworzonego sformalizowanego przez pakt fiskalny rdzenia decyzyjnego UE (szczytów grupy euro), które nastąpiło wskutek odmowy jej przystąpienia do tego paktu, wygasza także resztki powodów, dla których Londyn brał udział w grze wokół Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (WPZiB) oraz Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (WPBiO) UE, prawie nigdy zresztą nie będąc jej szczerym entuzjastą [10]. Wysoce prawdopodobny zanik brytyjskiego udziału w debacie na ten temat nie będzie miał jednak znaczenia dla pozycji Zjednoczonego Królestwa w łonie Unii Europejskiej, a to z uwagi na marginalizację politycznego znaczenia WPZiB i WPBiO w ramach debaty unijnej, zdominowanej przez zagadnienia związane z kryzysem w UGW [11].

Żadna z czterech wyżej wymienionych opcji, zakładających decyzję Londynu o opuszczeniu Unii, nie pociąga jednak za sobą przewagi korzyści nad kosztami. Wychodząc z UE Zjednoczone Królestwo w wersji minimum („norweskiej”) traci wpływ na decyzje regulujące rynek wspólnotowy, nadal im podlegając; w wersji maksimum („WTO”) ogranicza zaś swój dostęp do owego rynku. Skala strat i zysków zależy przy tym od trudnego do przewidzenia tempa i kierunku ewolucji samej Unii Europejskiej, przebiegającej w warunkach kryzysu finansowego w strefie euro. Gdyby kierunek ten okazał się negatywny dla interesów Wielkiej Brytanii (dalszy przerost regulacji unijnych, wzrost płatności do budżetu UE, marginalizacja polityczna itd.), sprecyzowany wyżej wniosek ogólny mógłby ulec zmianie [12].

Zjednoczone Królestwo jest po RFN, Francji i Włoszech czwartym co do skali płatnikiem netto do wspólnego budżetu UE, choć jego udział z uwagi na tzw. rabat brytyjski jest procentowo w stosunku do DNB niższy niż udziały wymienionych krajów, stanowiących wraz z Wielką Brytanią „wielką czwórkę” unijnych mocarstw. Wciąż nie wykluczone załamanie się finansów włoskich może zmienić ten ranking, ale nie ma to znaczenia dla istoty pozycji brytyjskiej. Ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z UE przyniosłoby oszczędność rzędu 60–70 mld euro w sześcioletniej perspektywie budżetowej – tzn. ok. 0,5% PKB Wielkiej Brytanii [13]. Nie jest to zysk równoważący ewentualne straty z tytułu wyjścia z Jednolitego Rynku Europejskiego. Obszar obejmowany przez zdefiniowany powyżej wymiar ekonomiczny unijnych interesów Zjednoczonego Królestwa nie może być zatem w chwili obecnej uznawany za przemawiający za racjonalnością ewentualnej decyzji Londynu o opuszczeniu UE. Interesy UK w tym wymiarze [14] mogą jednak być podstawą, i zapewne będą, sformułowania programu ograniczenia brytyjskiego udziału w integracji europejskiej do spraw związanych z Jednolitym Rynkiem i do odrzucenia części nadmiernych regulacji unijnych, rewindykacji licznych elementów suwerenności Wielkiej Brytanii, delegowanych w ubiegłych latach do Brukseli i redukcji zobowiązań finansowych Londynu na rzecz budżetu unijnego. Rząd JKM będzie się także zapewne starał wzmocnić swój nieformalny wpływ na politykę ekonomiczną UE z zamiarem popchnięcia jej na tory liberalnej deregulacji. Uzyskanie teki komisarza UE ds. rynku wewnętrznego i usług finansowych lub komisarza ds. handlu, zamiast stanowiska Wysokiego Przedstawiciela ds. WPZiB, będzie zatem zapewne celem polityki brytyjskiej, przy kolejnej obsadzie centralnych stanowisk w UE. Możliwe jest tez wsparcie na to stanowisko kandydata z kraju uznawanego nad Tamizą za przyjazny gospodarce liberalnej (Czechy, Holandia, Irlandia, Szwecja) [15]. Komisarze naturalnie formalnie nie reprezentują swoich krajów pochodzenia, ale ich narodowość nie jest bez znaczenia.

Obszarem wartym rozważenia w kontekście tytułowego pytania pozostaje także brytyjski udział formalny w procesie decyzyjnym UE.

Wejście w życie traktatu lizbońskiego osłabiło polityczne znaczenie instytucji wspólnotowych z wyjątkiem Europejskiego Banku Centralnego [16]. Kryzys w strefie euro wzmocnił natomiast dominację RFN jako głównego płatnika UE. Umocowane traktatowo unijne procedury decyzyjne nabierają charakteru teatralnego. Faktyczne rozstrzygnięcia następują zaś w gremiach pozatraktatowych, w których Wielka Brytania nie jest obecna (tandem francusko-niemiecki, Eurogrupa – tzn. rada ministrów finansów państw UGW, grupa frankfurcka [17]). Przed Londynem stoi zatem konieczność rozstrzygnięcia o charakterze strategicznym – gra toczy się o odpowiedź na pytanie o to, czy Wielka Brytania wejdzie do grona decydującego o głównych kierunkach polityki unijnej i o kształcie unijnych instytucji, czy też jej wpływ w tym zakresie ulegnie trwałej marginalizacji.

Istotnym elementem decyzji rządu brytyjskiego będzie zapewne nastawienie brytyjskiej opinii publicznej. Przywiązanie obywateli do suwerenności Parlamentu i do demokratycznej odpowiedzialności rządzących nimi polityków jest podstawą niechęci do pogłębiania procesu delegowania uprawnień do Brukseli, gdzie decyzje zapadają w gronie urzędników niepodlegających przejrzystym demokratycznym procedurom wyborczym. (Po wyborze Hermana van Rompuya i Catherine Ashton pytano – Who has elected them?) [18]. Jak wspomniano wyżej, w warunkach kryzysu strefy euro deficyt demokracji w instytucjach unijnych narasta [19]. Pogłębia to niechęć do nich licznych obywateli UE. Wzmacnia także eurosceptycyzm Brytyjczyków [20].

Zjednoczone Królestwo (podobnie jak Dania i Szwecja) z własnego wyboru nie jest państwem członkowskim strefy euro [21], pozostaje więc poza procedurami decyzyjnymi grupy należących doń krajów, zdominowanej przez tandem niemiecko-francuski, funkcjonujący do czasu elekcji na fotel prezydenta Francji Françoisa Hollande’a. Ten ostatni fakt, nadaje stanowisku brytyjskiemu charakter dynamiczny – powoduje bowiem konieczność jego dostosowania do zmieniających się uwarunkowań w relacjach niemiecko-francuskich, których nowy model nie jest jeszcze jasny. W epoce Sarkozy’ego ewentualny wybór przez rząd JKM opcji wsparcia idei nieformalnego dyrektoriatu UE, złożonego z Niemiec i Francji, pod warunkiem dopuszczenia doń Wielkiej Brytanii, byłby decyzją w sposób oczywisty błędną. Londyn znalazłby się w izolacji i zapewne byłby konfrontowany z mniej czy bardziej jednolitym frontem obu mocarstw kontynentalnych. Obecnie, coraz bardziej prawdopodobne głębokie pęknięcie tandemu niemiecko-francuskiego, mogłoby jednak zachęcić Londyn do podjęcia gry w ramach takiego dyrektoriatu, w nadziei na rozgrywanie sprzeczności między Berlinem a Paryżem. Kanclerz Angeli Merkel wyraźnie zależy na utrzymaniu współpracy z Londynem. Wielka Brytania może być bowiem użytecznym partnerem Niemiec w przełamywaniu tendencji Francji do omijania reguł jednolitego rynku europejskiego i do wznoszenia barier chroniących rynek francuski i francuskich przedsiębiorców [22]. Ostatni szczyt UE (22–23 XI 2012) i odbyta na nim debata nad perspektywą budżetową Unii na lata 2014–2020 wykazały też użyteczność współpracy niemiecko-brytyjskiej w zakresie ograniczania francuskich ambicji utrzymania wysokiego finansowania Wspólnej Polityki Rolnej i generalnie promowanej przez Paryż „polityki prorozwojowej”, nieodłącznie związanej z poluzowaniem dyscypliny finansowej. Znajdująca się pod presją niemieckich wyborców Angela Merkel z ochotą oddała Davidowi Cameronowi rolę głównego obrońcy europejskich podatników i wbrew nadziejom Françoisa Hollende’a nie wsparła francuskich żądań budżetowych. Szczyt ten wykazał zresztą nieprawdziwość tezy o izolacji Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Jej stanowisko negocjacyjne uzyskało bowiem wsparcie nie tylko Niemiec, ale też Szwecji, Holandii [23], a niewątpliwie bliskie jest także innym zwolennikom oszczędności budżetowych – tzn. Danii, Austrii i Finlandii.

Bez względu na niuanse gry w trójkącie Berlin-Paryż-Londyn, podział UE na „dwie prędkości” staje się jednak realny i rząd JKM w razie prób wepchnięcia Wielkiej Brytanii do grona państw drugiej kategorii, może rozpocząć grę nie tyle o wystąpienie z Unii, co o utworzenie bloku państw pod własnym przewodem, konkurencyjnego wobec rdzenia francusko-niemieckiego, czy choćby spotężniałych i coraz bardziej samotnych Niemiec. Do bloku brytyjskiego weszłyby zapewne państwa skandynawskie, kraje bałtyckie [24] i środkowoeuropejskie [25]. Wśród tych ostatnich Brytyjczycy widzą sojuszników głównie w Czechach [26], które podobnie jak Zjednoczone Królestwo pozostały poza paktem fiskalnym. O powodzeniu całej inicjatywy zadecyduje jednak postawa Polski. Tylko ona bowiem dysponuje potencjałem do konsolidacji regionu.

W interesie Rzeczypospolitej leży poparcie Brytyjczyków i sięgnięcie po przywództwo [27] w gronie nowych państw członkowskich UE i NATO z Europy Środkowej. W oparciu o tę kombinację możliwe byłoby bowiem odbudowanie podmiotowości polskiej polityki zagranicznej obecnie uprzedmiotowionej w ramach „głównego nurtu” polityki europejskiej, określanej przez Berlin i słabnący Paryż.

Zgodnie z wielowiekową tradycją brytyjską, Zjednoczone Królestwo zawsze przeciwdziałało dominacji aktualnego hegemona kontynentalnego. Wiele wskazuje na to, że ta właśnie natura polityki brytyjskiej, skonfrontowanej z rdzeniem francusko-niemieckim, a w razie jego pęknięcia z próbą dominacji RFN, może się odnowić. Poszerzanie różnic między Niemcami a Francją leży przy tym w interesie wielkiej Brytanii i będzie ona wspierała ten proces. Przykład takiej właśnie polityki przyniósł już wspomniany ostatni „budżetowy” szczyt UE (22–23 XI 2012), w trakcie którego stanowiska brytyjskie i niemieckie były sobie nawzajem bliższe niż każde z nich w stosunku do pozycji negocjacyjnej Francji [28]. Londyn prowadząc tę akcję zdołał przy tym uniknąć otwartego antagonizowania opinii publicznej w jakimkolwiek kraju. David Cameron domagając się w trakcie obrad Rady Europejskiej niskiego budżetu na lata 2014–2020, powstrzymał się od żądania redukcji środków dla konkretnych innych państw członkowskich. Zamiast tego wskazał na brak cięć budżetowych dotykających biurokracji brukselskiej, rażący w sytuacji poszukiwania oszczędności we wszelkich innych możliwych obszarach wydatków unijnych. Taktyka ta niewątpliwie jedna rządowi Wielkiej Brytanii sympatię nie tylko brytyjskich podatników [29].

Kwestie budżetowe, acz ważne nie są jednak jedynym polem, na którym uwidaczniają się odmienności interesów brytyjskich z jednej, a francuskich i niemieckich z drugiej strony. W interesie Wielkiej Brytanii (a także Polski, państw skandynawskich i generalnie nowych państw członkowskich UE) nie leży ujednolicenie europejskiej polityki fiskalnej, budżetowej i socjalnej, co jest (wprawdzie w różnym zakresie i kształcie) celem tak Francji, jak i Niemiec. Polegałoby ono bowiem zapewne na „europeizacji” standardów niemiecko-francuskich w tym zakresie, tzn. ich rozciągnięciu na pozostałe kraje UE w charakterze norm unijnych [30]. Tłumiłoby to konkurencyjność gospodarek państw potencjalnego „bloku brytyjskiego”.

Skala tych sprzeczności w żadnym razie nie może jednak wieść do wniosku o rychłym prawdopodobieństwie opuszczenia UE przez Zjednoczone Królestwo lub też o biernym poddaniu się procesowi wypchnięcia Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. Kandydatów do roli wypychającego trudno byłoby wskazać, przynajmniej po klęsce wyborczej prezydenta Sarcozy’ego. Kanclerz Merkel publicznie zaś zadeklarowała w Parlamencie Europejskim, w dyskusji z brytyjskim eurodeputowanymprzywódcą eurosceptycznej United Kingdom Independence Party (UKIP)Nigelem Faragem, nawołującym do wycofania się jego kraju z UE, iż nie wyobraża sobie Unii Europejskiej bez Wielkiej Brytanii [31].

Wnioski

Nie ma groźby izolacji Wielkiej Brytanii w UE. Wrażenie takie, zrozumiałe bezpośrednio po odmowie Londynu przystąpienia do paktu fiskalnego okazało się błędne, co udowodnił „budżetowy” szczyt UE z listopada 2012 r. Znacznie bardziej prawdopodobne jest natomiast względnie trwałe ochłodzenie stosunków francusko-brytyjskich. Ma ono bowiem przyczyny w obiektywnej sprzeczności interesów obu państw i w naturze gry o pozycję Wielkiej Brytanii w UE, wymagającej od Londynu manewrowania na sprzecznościach niemiecko-francuskich.

Zjednoczonemu Królestwu, jak wskazano wyżej, obecnie nie opłaca się występować z UE. Unia w kształcie jaki znamy dożywa jednak swych dni. O opłacalności przynależności do tej, która wyłoni się z obecnego kryzysu, zadecyduje zaś charakter owej przyszłej Unii.

W polityce obowiązuje zasada, iż „nie ma strat zbyt dużych, których nie opłacałoby się ponieść dla uniknięcia jeszcze większych”. Kierunek ewolucji procesu integracji europejskiej czyni zaś prawdopodobnym scenariusz, w którym koszty polityczne i gospodarcze pozostawania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej będą zbyt wysokie. Londyn jednak zapewne najpierw podejmie próbę przekształcenia UE zgodnie z własnymi interesami (budowa kontr-bloku równoważącego tandem RFN-Francja, rozbijanie tego ostatniego, redukcja własnych zobowiązań finansowych na rzecz UE, rewindykacja części uprawnień z Brukseli i ograniczenie kompetencji instytucji unijnych wobec Wielkiej Brytanii do kwestii gospodarczych – tzn. minimum niezbędnego do sprawnego funkcjonowania Jednolitego Rynku) [32]. Opcja wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z UE byłaby rozważona jedynie w sytuacji, gdy celów opisanych powyżej nie udałoby się osiągnąć, a megalomania niemiecko-francuska groziłaby narzucaniem obywatelom brytyjskim praw, w których uchwalaniu nie mieliby istotnego udziału. Wejście w życie w 2014 r. lizbońskiego systemu głosowania w Radzie Unii Europejskiej stworzy sytuację, w której 55% państw, w których mieszka 65% ludności UE będzie mogło przegłosować odpowiadające im rozwiązania prawne. 17 państw strefy euro, w których mieszka 66% ludności UE spełnia oba te kryteria [33]. Warunki funkcjonowania Wielkiej Brytanii (a także Polski) po 2014 r. zmienią się zatem na niekorzyść obu krajów. Do 2017 r. będą się one mogły odwołać do systemu nicejskiego, potem jednak nastąpi zapewne albo zatwierdzenie systemu wypracowanego w 2007 r. w Lizbonie, albo jego renegocjacja. Może to rozstrzygnąć o ostatecznej pozycji Wielkiej Brytanii w UE. Obywatele brytyjscy nie poprą bowiem polityki pogłębiania integracji europejskiej przy jednoczesnej marginalizacji roli Londynu w kształtowaniu tego procesu. Punktem zwrotnym w znaczeniu negatywnym byłoby, uderzające w interesy Londyńskiego City, utworzenie unii bankowej [34] w ramach pogłębienia procesu integracji UGW [35]. Prawdopodobieństwo wejścia Wielkiej Brytanii do takiej konstrukcji jest bliskie zeru. Oznacza to jednak, że rząd JKM będzie prowadził politykę zmierzającą do uznania prawa Zjednoczonego Królestwa do przyjęcia modelu własnego udziału w procesie integracji europejskiej na zasadzie zbliżonej do formuły Europe á la carte – tzn. wyboru z acquis communautaire (niczym z restauracyjnego menu) tych obszarów, które odpowiadają interesom Wielkiej Brytanii i odrzuceniu pozostałych zobowiązań. Jest wysoce prawdopodobne, że polityka ta będzie skuteczna. Jej powtórzenie przez inne państwa ewentualnego „bloku brytyjskiego” aczkolwiek trudniejsze do przeprowadzenia (żadne z nich, poza sama Wielką Brytanią, nie jest wszak mocarstwem), dogłębnie zmieniłoby charakter Unii Europejskiej.

* autor jest analitykiem, adiunktem na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologii Uniwersytetu Łódzkiego, absolwentem Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ. Profesor wizytujący Białoruski Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego w Wilnie. 2005–2006 ekspert EPP-ED w Parlamencie Europejskim, redaktor "The Portfolio"
Ukrainian and East European Bulletin. W 1992 r. pracował w Biurze Ministra Obrony Narodowej ds. Planowania Polityki Obronnej, w latach 1995–96 w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Integracji Europejskiej i Pomocy Zagranicznej, następnie w Instytucie Europejskim w Łodzi. Zajmuje się wspólną polityką zagraniczną i bezpieczeństwa UE; autor książek i licznych artykułów z tej dziedziny.


Tekst pochodzi z portalu NowaPolitologia.pl logo-Nowa_politologia

Artykuł ukazał się pierwotnie pod tytułem:  Pozycja Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej w świetle odrzucenia przez Zjednoczone Królestwo paktu fiskalnego

Fot. http://thegospelcoalition.org

_________________________________
[1]Traktat o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Walutowej, Pakt fiskalny – wybrane dokumenty (stan na 13.03.2012), OIDE, s.1-24,http://european-council.europa.eu/media/639256/16_-_tscg.pl.12.pdf.
[2]W. Lorenz, P. Jendroszczyk, Starcie unijnych gigantów, „Rzeczpospolita”, nr 268(9084), 18 listopada 2011, s.A10. O brytyjskim spojrzeniu na niemieckie przywództwo w UE w kontekście kryzysu w strefie euro patrz też: C. Howarth, Projekt niemiecki nas nie interesuje, „Rzeczpospolita”, Plus-Minus, nr 8(991), 25-26 lutego 2012, s.P4.
[3]Scysja na szczycie, „Rzeczpospolita”, nr 248(9064) 24 października 2011, http://www.rp.pl/artykul/118801,738620.html. R. Kostrzyński, W. Lorenz, Koniec entente cordiale?, „Rzeczpospolita”, nr 293(9109), 17-18 grudnia 2011, s.A8. Por.: A. Słojewska, Kryzys podzielił Unię, „Rzeczpospolita”, nr 287 (9103), 10-11 grudnia 2011, s.A1; Ida, Unia francusko-niemiecka, „Rzeczpospolita”, nr 287 (9103), 10-11 grudnia 2011, s.A8; T. Bielecki, Po szczycie Unii Europa się czołga, „Gazeta Wyborcza”, nr 287.7408, 10-11 grudnia 2011, s.3 oraz M. Magierowski, Nagonka na Albion, „Rzeczpospolita”, nr 288(9104), 12 grudnia 2011, s.A16.
[4]Szerzej o historycznej ewolucji pozycji Wielkiej Brytanii w procesie integracji europejskiej patrz: Britain and European Integration 1945-1998. A Documentary History, ed. by David Gowland and Arthur Turner, London, New York, 2000, ss.252. Por.: J.W.Young,Britain and European Unity 1945-1992, Hong Kong 1993, ss.229oraz Britain for and Against Europe. British Politics and the Question of European Integration, ed. By David Beaker and David Seawright, Oxford 1998, ss.252.
[5]Patrz uwagi Jürgena Habermasa na kanwie odwołanego referendum w Grecji: J. Habermas, Nie o taką Europę szło, „Gazeta Wyborcza”, nr 269.7390, 19-20 listopada 2011, s.16. Por.: S. Skaperdas, Pożegnanie z euro, „Rzeczpospolita”, nr 270(9086), 21 listopada 2011, s.A16 oraz P. Buras, DNA Europy. Jak uratować Unię i nie zniszczyć demokracji, „Gazeta Wyborcza”, nr 151.7575, 30 czerwca – 1 lipca 2012, s.18. Patrz też: J. Makowski, Prawdziwy koniec zjednoczonej Europy, „Rzeczpospolita”, nr 150(9270), 29 czerwca 2012, s.A13.
[6]S. Booth, C. Howarth, Trading Places: Is EU membership still the best option for UK trade?, “Open Europe”June 2012, London 2012, s.4.
[7]Security: UK 'must plan for euro collapse', BBC News UK Politics, March 2012, http://www.bbc.co.uk/news/uk-politics-17295461.
[8]Kryzys UGW jest jednym z głównych powodów recesji gospodarczej w Wielkiej Brytanii. W. Lorenz, Brytyjska gospodarka w recesji, „Rzeczpospolita”, nr 13(9133), 17 stycznia 2012, s.A9.
[9]S. Booth, C. Howarth, op.cit., s.6-34.
[10]Szerzej o stosunku Wielkiej Brytanii do WPZiB i jej wymiaru wojskowego patrz: P. Żurawski vel Grajewski, Wielka Brytania wobec Wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Unii Europejskiej1992-1999,  [w:] W. Michowicz, R. Łoś, P. Żurawski vel Grajewski (red.:),Ze studiów nad brytyjską polityką zagraniczną XX wieku, Łódź 2009, s.166-188.
[11]Szerzej patrz: P. Żurawski vel Grajewski, Wpływ kryzysu w strefie euro na Wspólną Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa oraz Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony Unii Europejskiej. Ocena przydatności instrumentarium unijnego z punktu widzenia jego użyteczności jako narzędzia polskiej polityki zagranicznej, „Analizy Natolińskie”, 5(57) 2012, s.38-41, http://www.natolin.edu.pl/pdf/analizy/Natolin_Analiza_5_2012.pdf.
[12]S. Booth, C. Howarth, op.cit., s.4.
[13]Wielka Brytania wpłaca do budżetu UE ok. 15 mld funtów rocznie, ale 6 mld odzyskuje dzięki tzw. rabatowi brytyjskiemu wynegocjowanemu przez Margaret Thatcher, roczny koszt netto jej przynależności do UE wynosi więc 9 mld funtów czyli ok. 11,44 mld euro. Wojciech Lorenz, Londyn opuści Brukselę?, „Rzeczpospolita”, nr 189(9309), 14-15 sierpnia 2012, s.A8.
[14]Wprowadzenie podatku od transakcji finansowych (co proponuje Komisja Europejska, popierają zaś Niemcy, a do czasu Hollande’a też Francja, a czemu sprzeciwia się Wielka Brytania i Szwecja) uderzyłoby w londyńskie City i według obliczeń rządu brytyjskiego kosztowałoby Wielką Brytanię ok. 26 mld funtów (30 mld euro). Sprzeciwia się mu więc zdecydowanie premier David Cameron. Cameron o Europie: więcej rynku i odwagi, „Rzeczpospolita”, nr 22(9142), 27 stycznia 2012, s.A1. Patrz też: M. Magierowski, Nagonka na Albion, „Rzeczpospolita”, nr 288(9104), 12 grudnia 2011, s.A14. Por.: To weto w obronie wspólnego rynku (rozmowa Wojciecha Lorenza z przywódcą torysów w Parlamencie Europejskim Martinem Callananem), „Rzeczpospolita”, nr 290(9106), 14 grudnia 2011, s.A10.
[15]S. Booth, C. Howarth, op.cit., s.4 i 49. Patrz też: A. Słojewska, Brytyjska rebelia budżetowa, „Rzeczpospolita”, nr 256(9376), 2 listopada 2012, s.A8.
[16]Przewodniczący Komisji Europejskiej stracił swą dominującą pozycję, musząc się nią dzielić z Przewodniczącym Rady Europejskiej i Wysoką Przedstawiciel ds. WPZiB. Oboje nowi wysocy urzędnicy unijni są przy tym osobami bez własnego istotnego zaplecza politycznego i nie stanowią realnych partnerów do gry dla kanclerz RFN i prezydenta Francji. Marginalizacji uległa też rola prezydencji. Zamiana jednego głównego silnego urzędnika wspólnotowego na trzech słabych i technicyzacja roli prezydencji obniżyła pozycję polityczną instytucji wspólnotowych i ich sojuszników – małych i średnich państw, wzmocniła zaś rolę głównych mocarstw.
[17]W skład nieformalnego gremium, zwanego grupą frankfurcką, wchodzą: kanclerz RFN Angela Merkel, prezydent Francji (pierwotnie Nicolas Sarkozy obecnie François Hollande), szef eurogrupy Jean-Claude Juncker, prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, Przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy, szefowa MFW Christine Lagarde, przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso i komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn. Ciału temu przypisuje się walny udział w usuwaniu premierów niepodległych państw – Jeorjosa Papandréu i Silvio Berlusconiego. F. Nelson, Grupa frankfurcka – europejskiekomando, „The Spectator”, 16 listopada 2011, Presseurop, http://www.presseurop.eu/pl/content/article/1177171-grupa-frankfurcka-europejskie-komando. Por.: Grupa Frankfurcka, Ósemka trzymająca władzę, „El Mundo” 10 listopada 2011, Presseurop, http://www.presseurop.eu/pl/content/news-brief/1155751-osemka-trzymajaca-wladze.
[18]Pytanie to nabierało szczególnego znaczenia w stosunku do Catherine Ashton, należącej w latach 1970. i 1980. do lewackiej i penetrowanej przez sowieckie służby specjalne organizacji Kampania na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) będącej obiektem zainteresowania brytyjskiego kontrwywiadu. P. Zychowicz, Czerwona baronessa, „Rzeczpospolita”, nr 274(8480), 23 listopada 2009, s.A13.
[19]M. Magierowski, Mechanizm skubania Europejczyków, „Rzeczpospolita”, nr 4(9124), 5-6 stycznia 2012, s.A11. Por.: Brytyjczycy za Cameronem. Co drugi chce wyjścia z Unii, Świat TVN24, 11 grudnia 2011,http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/brytyjczycy-za-cameronem-co-drugi-chce-wyjscia-z-unii,193702.html.
[20]R. Kostrzyński, Brytyjczycy mają dość jarzma UE, „Rzeczpospolita”, nr 213(9029), 20 września 2011, s. A11, oraz J. O’Sullivan, Nie oddamy sterów, „Rzeczpospolita”, nr 293 (9109), „PlusMinus” nr 50(981), 17-18 grudnia 2011, s.P5. Por.: A. Rybińska, Bunt Wyspiarzy, „Gazeta Polska”, nr 30(990), 25 lipca 2012, s. 23 oraz J. Pawlicki, Dlaczego Cameron powiedział Unii: „Nie”, „Gazeta Wyborcza”, nr 287.7408, 10-11 grudnia 2011, s.3. Patrz też: O. Alehno, Cameron ma własną wizję UE, „Gazeta Polska Codziennie”, nr 76, 8.12.2012, s.7.
[21]O powodach odrzucenia przez Danię, Szwecję i Wielką Brytanię członkowstwa w UGW i o konsekwencjach ich decyzji szerzej patrz: M. Dunin-Wąsowicz, Suwerenność i pieniądz w Europie 1870-2002, Warszawa 2009, s.288-329. Por.: A. Konarzewska, Królestwo Danii, Królestwo Szwecji i Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej a Unia Gospodarcza i Walutowa, Warszawa 2010, s.143-356.
[22]W. Lorenz, Merkel walczy o Brytyjczyków, „Rzeczpospolita”, nr 33(9153), 9 lutego 2012, s.A8.
[23]Media: Cameron obrońcą europejskiego podatnika, Ekonomia24, „Rzeczpospolita”, 23 listopada 2012, http://www.ekonomia24.pl/artykul/706235,955016-Media--Cameron-obronca-europejskiego-podatnika.html.
[24]W grupie państw skandynawskich i bałtyckich postawa Finlandii i Estonii, będących państwami strefy euro, wymagałaby osobnej analizy.
[25]Czechy konsekwentnie poparły stanowisko brytyjskie wobec paktu fiskalnego, a Węgry demonstrowały swoją do niego sympatię. Mimo głosów, że pozycja tych państw ostatecznie ulegnie zmianie, jak dotąd nic takiego nie nastąpiło, a pogłębianie się kryzysu UGW sprzyja utrwaleniu ich eurosceptycyzmu. J. Groszkowski, Czechy nie ratyfikują umowy fiskalnej, „BESTOSW”, nr 3(204), 18.01.2012, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/best/2012-01-18/czechy-nie-ratyfikuja-umowy-fiskalnej oraz idem, Wielotorowość czeskiej polityki europejskiej po odrzuceniu paktu fiskalnego, „BESTOSW”, nr 8(209), 22.02.2012, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/best/2012-02-22/wielotorowosc-czeskiej-polityki-europejskiej-po-odrzuceniu-paktu-fiskalne. Patrz też: M. Gniazdowski, J. Groszkowski, Węgry i Czechy wobec założeń paktu fiskalnego i pogłębiania integracji gospodarczej UE, „BESTOSW”, nr 40(200), 14.12.2011, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/best/2011-12-14/wegry-i-czechy-wobec-zalozen-paktu-fiskalnego-i-poglebiania-integracji-go. Por.: W. Lorenz, K. Zuchowicz, Czy Węgrzy i Czesi opuszczą Brytyjczyków, „Rzeczpospolita”, nr 287(9103), 10-11 grudnia 2011, s.A9. Por.: J. Stróżyk, Bój o suwerenność, „Rzeczpospolita”, nr 289(9105) 13 grudnia 2011, s.A1.
[26]S. Booth, C. Howarth, op.cit., s.49.
[27]Przywództwo to należy rozumieć nie jako możność rozkazywania innym krajom regionu, lecz jako zdolność do skutecznego forsowania na forum unijnym także ich interesów i płacenia za to kosztów politycznych starć z państwami trzecimi. Polska, w interesie Europy Środkowej może przyjmować na swe barki ciężary, których inne mniejsze państwa regionu nie są w stanie udźwignąć. Powinna więc to czynić także w interesie naszych mniejszych sąsiadów. O naturze postulowanego przywództwa Polski w regionie patrz: P. Żurawski vel Grajewski, Polityka jagiellońska dziś, „Gazeta Polska Codziennie”, nr 19.05.2012, s.10.
[28]Koniec osi Berlin-Paryż? Merkel wsparła Camerona, „Polskie Radio. Wiadomości”, 24.11.2012, http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/731464,Koniec-osi-BerlinParyz-Merkel-wsparla-Camerona. Por.: W.Brytania.Media: Camerkel wysadził z siodła Merkollande, „Gazeta.pl Londyn”, 25.11.2012, http://londyn.gazeta.pl/londyn/1,79739,12922374,W_Brytania_Media__Camerkel_wysadzil_z_siodla_Merkollande.html.
[29]Media: Cameron obrońcą europejskiego podatnika, Ekonomia24, „Rzeczpospolita”, 23 listopada 2012, http://www.ekonomia24.pl/artykul/706235,955016-Media--Cameron-obronca-europejskiego-podatnika.html.
[30]P. Jendroszczyk, Demonstracja jedności w Berlinie, „Rzeczpospolita” nr 7(9127), 10 stycznia 2012, s.A11. Por.: M. Magierowski, Na wzór i podobieństwo Niemiec, „Rzeczpospolita”, nr 31(9151), 7 lutego 2012, s.A10. O oficjalnej niemieckiej wizji przyszłego kształtu UE patrz: A. Merkel, Bez białych rękawiczek, „Gazeta Wyborcza. Duży Format”, nr 4/962 26 stycznia 2012, s.2-4.
[31]I. Hardman, Angela Merkel: I can’t imagine UK quitting the EU, “The Spectator”, 7 Novembre 2012, http://blogs.spectator.co.uk/coffeehouse/2012/11/angela-merkel-i-cant-imagine-uk-quitting-the-eu/.
[32]S. Booth, C. Howarth, op.cit., ss.49. Patrz też:G. Eustice, Britain can do better than leave the EU. We can change it, “The Guardian”, 10 June 2012,http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/jun/10/britain-can-change-eu-better-leave. Por.: A. Słojewska, Brytania bardziej brytyjska, „Rzeczpospolita”, nr 177(8993), 1 sierpnia 2011, s.A8.
[33]W. Lorenz, Londyn traci wpływy, „Rzeczpospolita”, nr 262(9078), 10-11 listopada 2011, s.A11.
[34]O oficjalnym projekcie unii bankowej patrz: Unia bankowa dla Europy – 26/06/2012, Komisja Europejska, http://ec.europa.eu/news/eu_explained/120626_pl.htm Patrz też: M. Samcik, Unia bankowa, czyli…co?, „Gazeta Wyborcza”, nr 144.7569, 22 czerwca 2012, s.28 oraz A. Słojewska, Unia Europejskie wołanie o unię bankową, „Rzeczpospolita”, nr 147(9267), 26 czerwca 2012, s.B8. O skutkach ewentualnego utworzenia unii bankowej patrz komentarz prezydenta Pracodawców RP Andrzeja Malinowskiego: A. Malinowski, Unia bankowa może być groźna, „Rzeczpospolita”, nr 170(9290), 23 lipca 2012, s.A13 oraz J. Kurasz, Trzymajmy się z dala od unii bankowej, „Rzeczpospolita”, nr 151(9271), 30 czerwca 2012, s.A2 i A jednak unia bankowa, „Gazeta Polska Codziennie”, nr 145(240), 23-24.06.2012, s.6.
[35]Idem, Londyn opuści Brukselę?..., s.A8.

Czytany 7724 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04