wtorek, 28 sierpień 2012 08:27

Piotr Wołejko: Nigeria: upadły kolos

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

nigerropa  Piotr Wołejko

Nigeria ma wielki potencjał. Kombinacja dużej populacji z bogactwem zasobów naturalnych może przynieść wspaniałe efekty – wyprowadzić ludzi z biedy i stworzyć solidną klasę średnią, doprowadzić do modernizacji kraju. Nie stanie się tak jednak bez poprawy bezpieczeństwa i ograniczenia korupcji. Mimo olbrzymiego potencjału, również geopolitycznego, kraj ten nadal stanowi kwintesencję wszystkich problemów afrykańskich.

Kolos Rodyjski musiał robić niesamowite wrażenie. Trzydziestometrowy posąg boga słońca Heliosa, wykonany z brązu, stał u wrót portu w Rodos. Jego budowa trwała 12 lat, a "żywot" ledwo ponad pół stulecia. Potężne trzęsienie ziemi w 226 r. p.n.e. pogrzebało kolosa na wieki. Dopiero w połowie XVII w. naszej ery Arabowie, którzy podbili wyspę, sprzedali pozostałości posągu wędrownemu kupcowi. Aby przetransportować metal potrzebował on 900 wielbłądów.

Po trzęsieniu ziemi "statua leżała na ziemi powalona trzęsieniem ziemi i przełamana w kolanach", pisał o rodyjskim kolosie Strabon, grecki geograf, historyk i podróżnik [1]. W takiej pozycji znajduje się dzisiaj Nigeria – kolos Afryki. Kraj ten ma wszystko, aby odnieść sukces, zapewnić dobrobyt swoim obywatelom, a sobie miejsce wśród światowych potęg. Zamiast tego stał się przykładem zmarnowanej szansy, toczonym przez mnóstwo chorób organizmem, o którym słyszy się głównie przy okazji niszczenia infrastruktury naftowej, krwawych zamachów i pogromów na tle religijnym bądź etnicznym lub poważnych zanieczyszczeń środowiska naturalnego.

Witamy w Nigerii, kraju paradoksów

Nigeria to największe państwo Afryki pod względem populacji – 170 mln osób. To dwa razy więcej niż Egipt i ponad trzy razy więcej niż Republika Południowej Afryki, czyli dwaj główni geopolityczni rywale Nigerii w drodze po palmę pierwszeństwa na Czarnym Lądzie. Niestety, blisko 70% Nigeryjczyków żyje poniżej granicy ubóstwa (za mniej niż 1,25 USD dziennie). W Egipcie i RPA ta przykra statystyka jest o wiele lepsza – RPA (14%), Egipt (2%). Nic dziwnego, skoro PKB per capita w Nigerii to zaledwie 1500 USD (nominalne, PPP – 2600 USD), a w RPA odpowiednio 8600 USD (nominalne) i 11000 (PPP).

Jak to możliwe, że siódmy eksporter ropy naftowej na świecie (ok. 2 mln baryłek dziennie) ma prawie pięciokrotnie mniejsze wpływy budżetowe od RPA (23 mld USD do 103 mld USD)? Odpowiedź jest bardzo prosta: oprócz ropy Nigeria w zasadzie nic nie eksportuje ani nie produkuje (ropa stanowi 95% eksportu). Dochody z ropy to ponad 90% nigeryjskiego budżetu. Nigeryjskie państwo nie jest też przesadnie pazerne, jeśli chodzi o podatki: przy nominalnym PKB wynoszącym 240 mld dolarów, przychody budżetu to zaledwie 23 mld dolarów (mniej niż 10% PKB).

Oprócz ropy naftowej Nigeria posiada także bogate zasoby innych surowców naturalnych, z gazem ziemnym na czele (ponad 5 bln m3). Wydobycie i eksport gazu ziemnego dopiero raczkują – odpowiednio 32 i 16 mln m3, a spore ilości błękitnego paliwa są przepalane jako produkt uboczny wydobycia ropy naftowej. Nigeria intensywnie pracuje nad ograniczeniem tego marnotrawstwa. W Nigerii znajdują się również złoża węgla, boksytów, złota, cynku i innych metali. Nie są jednak eksploatowane na większą skalę, gdyż górnictwo dopiero raczkuje.

Problemy społeczno-polityczne

W kraju, w którym współżyje ze sobą ponad 250 grup etnicznych, najpopularniejszym językiem posługuje się mniej niż 1/3 społeczeństwa, i który podzielony jest niemal na pół pod względem religijnym (50% muzułmanów, 40% chrześcijan, 10% animistów), nietrudno o konflikty. Jeśli dodamy do tego wspomniane wcześniej ubóstwo, otrzymujemy mieszankę wybuchową. Tym bardziej, że jest ona solidnie podlana ropą naftową. Czarne złoto, chociaż sprowadza do kraju inwestorów i przynosi wielkie pieniądze, stało się przekleństwem Nigerii.

Łatwy pieniądz zniechęca do wysiłku stworzenia różnorodnej i silnej gospodarki, a jest przyczyną korupcji na ogromną skalę. Z Nigerii wyprowadzono dziesiątki, a może setki miliardów dolarów. Proceder ten trwa w najlepsze, a kolejni dyktatorzy (obecnie prezydenci) niewiele w tej materii zmieniają. Bogaci się wąska grupa aktualnie sprawujących władzę oraz lokalni watażkowie. Na boomie naftowym korzystają też rozmaite grupy przestępcze, a ilość skradzionej ropy przyprawia o ból głowy. Niemal każdego dnia jest to przynajmniej 180-250 tys. baryłek, a czasem sięga nawet pół miliona. Kolejne setki tysięcy baryłek wyciekają przez zniszczone (nielegalne odwierty, sabotaż) ropociągi.

Wydobycie ropy, odbywające się głównie w Delcie Nigru, doprowadziło też do zniszczenia środowiska naturalnego na wielką skalę. Lekceważenie wszelkich norm z jednej, sabotaż i kradzieże ropy z drugiej strony przyczyniły się do degradacji środowiska, a przez to do pogorszenia stanu życia tysięcy mieszkańców terenów zasobnych w ropę naftową. Nic dziwnego, że powstały liczne grupy o charakterze przestępczym, terrorystycznym, a także politycznym, które dążą do zmiany sytuacji lub wykorzystania jej dla własnych potrzeb.

Kluczową organizacją jest tutaj MEND, Ruch na Rzecz Wyzwolenia Delty Nigru [2]. Powstał w 2004 roku, a w latach 2006–2010 przeprowadził wiele akcji, które w istotny sposób wpływały na stabilność nigeryjskiego wydobycia. Polityczna próba rozwiązania problemu MEND nie powiodła się, grupa wielokrotnie ogłaszała bądź przystawała na zawieszenia broni i rozejmy, negocjowała z rządem, ale ostatecznego porozumienia nie zawarto. Dziś w Delcie Nigru nadal jest niespokojnie, a nowatorskim pomysłem na ochronę infrastruktury naftowej jest wykorzystanie byłych bojowników ugrupowań, którzy tą infrastrukturę niszczyli [3]. W tym miejscu należy wspomnieć, iż oprócz MEND i jej podobnych grup, kolejnym zagrożeniem dla nigeryjskiego eksportu ropy jest nasilające się piractwo w Zatoce Gwinejskiej.

Oderwanym od ropy sporem jest natomiast dążenie grup islamistycznych do islamizacji kraju oraz wyrugowania z niego wpływów Zachodu. Płonące bądź wybuchające kościoły i masakry chrześcijan to niemalże nigeryjska codzienność. Czołową grupą atakującą wyznawców Chrystusa jest Boko Haram. Powstała na początku obecnego stulecia, a bardzo aktywna jest od 2009 roku. Ostatnią większą "akcją" Boko Haram jest zabicie ponad 130 osób podczas masakry w kilku wioskach [4]. Rząd postanowił rozpocząć (kolejny już raz) negocjacje z Boko Haram [5], a przedstawiciele obu stron spotkali się w Arabii Saudyjskiej.

Trudno spodziewać się jednak sukcesu tych rozmów. Celem Boko Haram jest zaprowadzenie szariatu na całym terytorium kraju, nawrócenie niewiernych i wyparcie zachodnich wpływów. Rozmowy są jej niewątpliwym zwycięstwem, ponieważ pokazują słabość rządu. Władza nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa nie tylko cywilom, lecz nawet funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa (w tym wojskowym), na których Boko Haram przeprowadziło liczne (udane) ataki. Obawiam się, że jakiekolwiek rokowania Boko Haram wykorzysta w podobny sposób do kolumbijskiego FARC – przegrupuje siły, wzmocni się i będzie gotowe do dalszej walki.

Światełko w tunelu

Prezydent Goodluck Jonathan nie może być zadowolony z sytuacji kraju, którym rządzi od dwóch i pół roku. Palącym problemem jest zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego. Od tego należy zacząć porządkowanie państwa. Jednym z kluczowych elementów tego zadania jest poprawa sytuacji bytowej obywateli i bardziej transparentne i uczciwe (większy udział regionów "naftowych") dysponowanie środkami pozyskiwanymi z eksportu czarnego złota. Wojsko i policja nie wystarczą, gdyż wiele problemów ma podłoże społeczne. Zdławione przemocą wybuchną prędzej czy później z większą siłą.

Po uporządkowaniu spraw domowych, Nigeria może z większą skutecznością prowadzić działania na arenie międzynarodowej. Jako czołowy "dostawca" żołnierzy dla misji pokojowych i stabilizacyjnych ONZ (prestiż oraz niezły zarobek) Nigeria może aspirować do roli strażnika bezpieczeństwa kontynentu i zbijać na tym polityczny kapitał. W wyścigu po stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (przedmiot sporu o reformę tego ciała) na razie plasuje się bowiem daleko za Republiką Południowej Afryki. Przy RPA Nigeria jest dzisiaj karłem. To RPA jest popularna i rozchwytywana. Jest po prostu sexy, co potwierdza doszlusowanie do grupy BRIC(S) oraz coraz intensywniejsze stosunki z Brazylią, gigantem Ameryki Południowej.

Nigeria ma wielki potencjał. Kombinacja dużej populacji z bogactwem zasobów naturalnych może przynieść wspaniałe efekty – wyprowadzić ludzi z biedy i stworzyć solidną klasę średnią, doprowadzić do modernizacji kraju i powstania nowoczesnej gospodarki. Zdaniem analityków Citigroup Nigeria należy do grona 11 państw, które będą motorem napędowym światowej gospodarki [6] (obok m.in. Chin, Indii, Indonezji, Egiptu i Wietnamu). Nie stanie się tak jednak bez poprawy bezpieczeństwa i ograniczenia korupcji.

Przed Abudżą stoi jasny wybór: może kontynuować dotychczasową drogę i tkwić na kolanach albo obudzić w sobie kolosa i porzucić dawne błędy, decydując się na nowe otwarcie. Nie będzie to łatwe, raczej nie nastąpi szybko, natomiast jest jak najbardziej możliwe i wykonalne. Którą drogę wybierze Nigeria?

Tekst pochodzi z bloga Dyplomacjafm.blox.pl Przedruk za zgodą autora.
Fot.: ebe.org.pl

_______________________________________
1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolos_Rodyjski
2. http://en.wikipedia.org/wiki/Movement_for_the_Emancipation_of_the_Niger_Delta
3. http://online.wsj.com/article/SB10001424052702304019404577420160886588518.html
4. http://news2.onlinenigeria.com/news/top-stories/177868-boko-haram-kills-130-innocent-villagers-in-plateau-state.html
5. http://www.minnpost.com/christian-science-monitor/2012/08/nigerian-government-enters-talks-boko-haram
6. http://en.wikipedia.org/wiki/3G_%28countries%29

Czytany 6951 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04