poniedziałek, 17 wrzesień 2012 08:01

Piotr Stradomski: Legalna wojna? Prawne aspekty potencjalnego zbrojnego ataku na Iran

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

paragraf


  Piotr Stradomski

Czy razie Izrael i Stany Zjednoczone potencjalnie atakując Iran, otwarcie tym samym złamią obowiązującego je prawo międzynarodowe? Sytuacja, jak to często bywa w relacjach między państwami, nie jest jednoznaczna. Czy zatem na gruncie legalistycznym atak na to bliskowschodni kraj jest dopuszczalny? A jeśli tak, to pod jakimi warunkami?

Ostatnimi czasy społeczność międzynarodowa z coraz większym przerażeniem mierzy się z perspektywą zbrojnego ataku na Iran. Wiadomości o konieczności reakcji na zagrożenie ze strony Teheranu obiegają świat od dłuższego już czasu. Jednakże na przestrzeni ostatnich kilku lat pojawiają się one ze zwiększoną częstotliwością, coraz bardziej niepokojąc opinię publiczną. Skutki podjęcia tak radykalnych kroków byłyby niewyobrażalne. Potencjalnym atakującym jest przede wszystkim Izrael. Jednak ewentualnego użycia sił zbrojnych nie wykluczają również Stany Zjednoczone, szczególnie w przypadku rozpoczęcia walk zbrojnych przez ich bliskowschodniego sojusznika.

Nawet osoba niezaznajomiona z prawem międzynarodowym zdaje sobie zapewne sprawę, że agresja zbrojna wymierzona w inne państwo jest bezprawna. Artykuł 2 ustęp 4 Karty Narodów Zjednoczonych stwierdza: "Wszyscy członkowie powstrzymają się w swych stosunkach międzynarodowych od stosowania groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub niezawisłości politycznej któregokolwiek państwa bądź w jakikolwiek inny sposób niezgodny z celami Organizacji Narodów Zjednoczonych". Czy w takim razie Izrael i Stany Zjednoczone otwarcie planują złamanie obowiązującego je porządku prawnego? Sytuacja, jak to często bywa w stosunkach międzynarodowych, nie jest jednoznaczna. Czy zatem na gruncie prawa międzynarodowego atak na Iran jest dopuszczalny? A jeśli tak, to pod jakimi warunkami?

Zakaz agresji stanowi jedną z podstawowych zasad prawa międzynarodowego, zaliczaną do tzw. norm kogentalnych – ius cogens. Po raz pierwszy została wyrażona ona w pakcie Briandta-Kelloga z 1929 r. Jej słuszność została potwierdzona wydarzeniami II wojny światowej. Dlatego też na niej oparta została Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obecnie, niezależnie od postanowień Karty NZ, zasada ta stanowi normę prawa zwyczajowego, które w stosunkach międzynarodowych odgrywa równie istotną rolę, co prawo pisane. Zakaz agresji obowiązuje więc wszystkie państwa niezależnie od ich zobowiązań traktatowych. Czy oznacza to, że na gruncie prawa międzynarodowego niedopuszczalne jest użycie siły niezależnie od okoliczności? Otóż Karta NZ przewiduje dwa przypadki dozwolonego użycia siły, które czynią wyłom w tej regule.

Pierwszy, związany jest z rolą, jaką odgrywa w systemie Narodów Zjednoczonych Rada Bezpieczeństwa. Na mocy Karty NZ Rada Bezpieczeństwa stwierdza istnienie zagrożenia lub naruszenia pokoju bądź aktu agresji oraz udziela zaleceń lub decyduje, jakie środki należy zastosować w myśl artykułów 41 i 42 w celu utrzymania lub przywrócenia międzynarodowego pokoju lub bezpieczeństwa. Artykuł 42 zezwala na użycie siły na mocy decyzji Rady, gdy uzna ona to za konieczne dla "utrzymania albo przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa". W swojej 67-letniej historii Rada skorzystała z artykułu 42 jedynie dwa razy: podczas wojny koreańskiej w 1950 r. (Rezolucja nr 83) i wojny w Zatoce Perskiej w 1990 r. (Rezolucja nr 678). Decyzja Rady jest de facto w pełni uznaniowa i ciężko uzależnić jej podjęcie od spełnienia konkretnych przesłanek. Z tego też względu jest to dogodna droga do zalegalizowania zbrojnego ataku. Niezwykle jednak problematyczne jest przekonanie do opowiedzenia się za tym stanowiskiem wszystkich członków Rady, a w szczególności pięciu "wielkich mocarstw", posiadających prawo weta. Z tego też względu jest to decyzja bardziej wyważona, gdyż podejmowana przez gremium 15 państw, a przez to niezależna od polityki jednego państwa. Trudno jednak, w obecnej sytuacji, wyobrazić sobie podjęcie przez Radę decyzji o ataku zbrojnym na Iran.

W obecnej sytuacji o wiele bardziej prawdopodobny wydaje się drugi przypadek legalnego użycia siły. Jest to przysługujące każdemu państwu prawo do samoobrony – indywidualnej lub zbiorowej. Stanowi ono normę prawa zwyczajowego. Uwzględnione zostało również w Karcie NZ. Artykuł 51 stanowi, iż "nic w niniejszej Karcie nie może uchybiać niepozbywalnemu prawu do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej". Karta stwierdza, że możliwość taka istnieje "w przypadku napaści zbrojnej na któregokolwiek członka Narodów Zjednoczonych". Po pierwsze więc, pojawia się pytanie, czy w przypadku omawianego sporu możemy mówić o zbrojnej napaści ze strony Iranu. Wydawać by się mogło, że oczywiście nie. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Pojawia się wiele głosów mówiących, że za takową można uznać zamachy na ambasadorów lub inne ataki, o które oskarża się Iran. Nie należy też zapominać o działalności terrorystycznych organizacji, np. Hezbollahu, Hamasu, za którą stoi Iran. Trudno jednak w świetle prawa międzynarodowego przypisać odpowiedzialność za te działania Teheranowi.

Zatem drugą wątpliwością, jaką należy rozważyć, jest dylemat, czy artykuł 51 stanowi pełny wyraz prawa do samoobrony. W doktrynie stanowiska w tej kwestii są różne. Niektórzy uważają, że zgodnie z wykładnią językową użyć siły można jedynie w odpowiedzi na zbrojną napaść ze strony obcego państwa. Przeciwnicy tej koncepcji zauważają, że Karta nie używa słowa "tylko", a prawo do samoobrony stanowi normę prawa zwyczajowego. Ma ona, co prawda, mglisty zakres znaczeniowy, ale w przypadku braku wyraźnego jej doprecyzowania przez artykuł 51, nie sposób twierdzić, że Karta wyklucza prawo do prewencyjnego użycia siły w przypadku groźby ataku ze strony innego państwa. Prawo zwyczajowe dopuszcza możliwość wyprzedzenia spodziewanego ataku. Jest to jednak ewentualność niezwykle niebezpieczna, gdyż może stać się usprawiedliwieniem agresji niedającej się pogodzić z zasadami prawa międzynarodowego. Dlatego też w doktrynie wyróżniono przesłanki, których zaistnienie usprawiedliwia prewencyjne użycie siły.

Zostały one po raz pierwszy przedstawione przez amerykańskiego sekretarza stanu, Daniela Webstera w słynnej sprawie "Caroline" z 1837 r. Problem dotyczył zatopienia przez Brytyjczyków znajdującego się na terenie USA parowca, dostarczającego broń kanadyjskim rebeliantom walczącym z Wielką Brytanią. D. Webster stwierdził, iż prawo prewencyjnego ataku przysługuje jedynie wtedy, gdy konieczność samoobrony jest natychmiastowa, przytłaczająca i niepozostawiająca wyboru środków ani momentu na zastanowienie. W nauce prawa międzynarodowego powszechnie przyjmuje się, że tylko w takim wypadku dopuszczalne jest prewencyjne użycie siły.

Spoglądając na omawiany przypadek, niezwykle trudno udowodnić istnienie tych przesłanek. Po pierwsze, konieczność samoobrony nie jest natychmiastowa. Wywiady poszczególnych państw, szczególnie wywiad amerykański, od lat gromadzą informacje na temat postępu Iranu w programie wzbogacania uranu. Powszechnie dostępne są informacje na temat stopnia wzbogacenia uranu, jaki udaje się osiągnąć w irańskich fabrykach, a nie trzeba być zwolennikiem teorii spiskowych, aby wiedzieć, że rządy zachodnie posiadają o wiele bogatszą wiedzę, którą nie dzielą się z opinią publiczną. Wiedza ta pozwala im dokładnie ocenić zagrożenie ze strony tego państwa. Obecnie USA i Izrael są zgodne, że konstrukcja bomby zajmie przynajmniej rok, a uzbrojenie w nią pocisku kolejny rok lub nawet dwa, natomiast z danych wywiadowczych wynika, iż Teheran nie podjął jeszcze decyzji o jej produkcji. Fakt znacznego rozłożenia w czasie wieści na temat rozwoju irańskiego programu atomowego zdaje się również wykluczać kolejną przesłankę. Ciężko stwierdzić, iż państwom zachodnim nie pozostawiony został czas na zastanowienie.

Informacje na temat potencjalnego zagrożenia nuklearnego ze strony Iranu obiegają świat od ponad 25 lat. Zachód – przede wszystkim Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy – wspierały irański program nuklearny do czasu rewolucji z 1979 r. Zatem już w połowie lat 80., po objęciu rządów przez Ruhollaha Chomeiniego, pojawiały się pierwsze głosy mówiące o zagrożeniu nuklearnym ze strony Iranu. W 2002 r. irańska opozycyjna Narodowa Rada Oporu ujawniła istnienie ukrytej przed światem fabryki w Natanz zajmującej się wzbogacaniem uranu. W 2009 r. prezydent Obama ogłosił istnienie podobnej placówki w Fordow, ukrytej głęboko w górzystym regionie niedaleko świętego miasta Qom. Na pewno więc zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone nie są zaskoczone potencjalnym zagrożeniem ze strony Iranu i już od wielu lat mierzą się z tym problemem.

Nie sposób również uznać, że użycie sił zbrojnych jest jedynym środkiem pozostającym w dyspozycji zagrożonych państw. Z pewnością godziłoby to w podstawowy cel Karty NZ, jakim jest utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Dlatego też akt ten przewiduje wachlarz środków, które mogą (choć nie muszą) poprzedzić ewentualne użycie siły. Artykuł 41 przyznaje Radzie Bezpieczeństwa możliwość wyboru środków służących realizacji jej decyzji zmierzających do utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Należą do nich przerwanie stosunków gospodarczych i komunikacji oraz zerwanie stosunków dyplomatycznych. Stosunki pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem są niezwykle napięte od czasu tzw. "kryzysu zakładników" z 1979 r., kiedy to rewolucjoniści irańscy wtargnęli do amerykańskiej ambasady w Teheranie i wzięli amerykańskich dyplomatów za zakładników. Od tamtego momentu Stany Zjednoczone uznają irański program nuklearny za zagrożenie i systematycznie wprowadzają, poczynając od dekretu prezydenta Jamesa Cartera z 1979 r. (Executive Order 12170), coraz ostrzejsze sankcje ekonomiczne mające powstrzymać jego rozwój.

Waszyngton nie jest odosobniony w swojej gospodarczej wojnie przeciwko Teheranowi. Sankcje wymierzone w irański program nuklearny sukcesywnie wprowadziła również od grudnia 2006 r. Rada Bezpieczeństwa, a także Unia Europejska. Nie należy również zapominać o licznych dwustronnych sankcjach wprowadzanych przez poszczególne państwa. Można się zastanawiać, czy środki te są skuteczne?

Z raportu Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych w Londynie wynika, że zapewne nie zatrzymają one irańskiego programu wzbogacania uranu. Zupełnie inaczej wygląda możliwość konstrukcji pocisków nuklearnych. Kwestia ta wydaje się najistotniejsza z punktu widzenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. MISS stwierdza, że sankcje ekonomiczne skutecznie wstrzymują budowę rakiet mogących efektywnie przenosić ładunki nuklearne. Iran, choć zdolny do samodzielnej produkcji o wiele mniej zaawansowanych typów rakiet, zapewne nie zdoła, przy obowiązujących sankcjach, pozyskać składników do produkcji rakiet typu Sajjil-2, mogących stanowić rzeczywiste zagrożenie nuklearne dla innych państw. Ostatnie testy rakiet tego typu odbyły się w lutym 2011 r. Choć można wskazać wiele przyczyn tak długiej przerwy w testach, najbardziej prawdopodobną wydaje się niemożność zdobycia dostawców materiałów niezbędnych do produkcji rakiet w stopniu pozwalającym na ich efektywność i niezawodność. MISS konkluduje swój raport stwierdzeniem, że wyprodukowanie przez Iran rakiet typu Sajjil-2 zajmie przynajmniej dekadę, o ile kiedykolwiek dojdzie do skutku. Zatem, choć nie można ze stuprocentową pewnością uznać, że pokojowe środki całkowicie zniwelują widmo ataku nuklearnego, z pewnością neutralizują je na tyle, iż wyklucza to skorzystanie z prawa do prewencyjnej samoobrony.

Stwierdziwszy, że atak na Iran w obecnej sytuacji, w świetle obowiązującego prawa międzynarodowego byłby bezprawny, należy zastanowić się, czy nie byłoby sensownym rozwiązaniem dokonanie rewizji stanu prawnego w zakresie prawa do samoobrony. Od czasu konferencji w San Francisco świat zmienił się znacząco. W 1945 r. wielkie mocarstwa nie przewidywały, że przyjdzie im się mierzyć z faktem prac nad energią atomową przez państwo niebędące stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa. System Narodów Zjednoczonych nie został stworzony do obrony przed bronią nuklearną. Widać to wyraźnie na przykładzie obecnego problemu z Iranem. Literalne rozumienie artykułu 51 zabezpiecza prawo agresora do pierwszego uderzenia. W przypadku ataku nuklearnego może oznaczać to całkowite zniszczenie zaatakowanego państwa. Wydaje się, że w sprawach tak istotnych nie powinno być miejsca na doktrynalne dywagacje. Państwa muszą jednoznacznie wypowiedzieć się w sprawie prawa do prewencyjnego ataku. Potencjalna ofiara ataku powinna mieć możliwość zabezpieczenia swojego istnienia.

Konieczna również wydaje się aktualizacja przesłanek dopuszczających prawo do prewencyjnego ataku. Dotychczas czołową rolę w tym zakresie odgrywa sięgająca I połowy XIX w. norma prawa zwyczajowego. Specyfika prac nad bronią nuklearną wymyka się ramom zwyczajowej definicji bezpośredniego zagrożenia. Do przeprowadzenia wyniszczającego przeciwnika ataku atomowego wystarczy wciśnięcie przysłowiowego guzika. Trudnym natomiast wydaje się wyznaczenie poprzedzającego ten moment wydarzenia, które usprawiedliwiałoby prewencyjne użycie siły. Za takowe nie można by chyba nawet uznać skonstruowania pocisku nuklearnego. Dodatkowym problemem w przypadku ubiegającej potencjalną agresję samoobrony jest ryzyko nadmiernego subiektywizmu w ocenie stopnia zagrożenia. Z pewnością uzbrojony w broń atomową Iran stanowi o wiele większe zagrożenie dla Izraela niż Stanów Zjednoczonych – zarówno ze względu na przewagę technologiczną Amerykanów, jak i znacznie większą odległość dzielącą ich od Teheranu. Kolejnym czynnikiem wchodzącym w grę jest stopień poinformowania w kwestii poczynań potencjalnego agresora. Zazwyczaj państwa w tych kwestiach opierają się na działalności wywiadowczej. Ilość uzyskanych informacji różni się w zależności od państwa, a zebrane dane nie zawsze są prawdziwe. Oparcie więc na nich ataku zbrojnego może okazać się więc zbyt pochopną decyzją, szczególnie w sytuacji gdy dane te nie są znane innym państwom.

Czy zatem możliwe jest zobiektywizowanie przesłanek w stopniu pozwalającym uniknąć kontrowersji co do słuszności samoobrony? Wydaje się, że pozostawienie decyzji w rękach pojedynczego państwa wyklucza taką możliwość, gdyż skazuje na subiektywną interpretację. Z kolei powierzenie decyzji samemu państwu stanowi sens prawa do samoobrony i wydaje się z nim nieodzownie związane. Czy jednak, w przypadku prewencyjnego ataku, możliwym byłoby jednoznaczne wskazanie agresora i ofiary? Trzeba się więc zastanowić, czy należy poszerzyć zakres prawa do samoobrony. A jeśli nie, to kto ma decydować o ataku uprzedzającym zamiary innego państwa? Czy ostatecznie jedynym ośrodkiem decyzyjnym powinien pozostać organ kolegialny, czyli Rada Bezpieczeństwa?

Niestety nie widzę, przynajmniej na chwilę obecną, możliwości osiągnięcia konsensusu w kwestii dokładnego prawnego uregulowania tego problemu. Sądzę, że tak naprawdę spór ten wymagać będzie rozstrzygnięć ad casum, w skutek których, być może, z czasem ukształtowana zostanie norma prawa zwyczajowego. Rozwiązanie problemu nuklearnego Iranu pozostaje zatem wciąż wielką niewiadomą. Sądzę, że w ocenie ewentualnego ataku prewencyjnego, w tym lub innym wypadku, przez inne państwa przeważać będą w znacznym stopniu czynniki polityczne. Wynika z tego, że w stosunkach międzynarodowych prawo musi, niestety, niejednokrotnie ustępować polityce i normom pozaprawnym.


Czytany 8843 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04