środa, 04 wrzesień 2013 08:43

Piotr Mieteń: Amerykańska strategia (de)stabilizacji Bliskiego Wschodu?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

syria-usa-mideast-plangeopolityka  Piotr Mieteń

Nieco ponad 10 lat od amerykańskiego ataku na Irak, Barack Obama, który do tej pory odżegnywał się od dziedzictwa swojego poprzednika, wchodzi dokładnie w taką samą retorykę, której używał George W. Bush. Jednak uzasadnianie coraz bliższej interwencji w Syrii jest dużo bardziej nieporadne niż jego poprzednika. Posługując się słabymi dowodami, nie czekając na wyniki śledztwa inspektorów ONZ, którzy badają sprawę na miejscu B. Obama groził interwencją militarną, już zawczasu będąc pewnym, że to rząd syryjski stał za użyciem broni chemicznej, co pozostaje kwestią dość wątpliwą [1].

Najpierw mówił on o „ukaraniu” reżimu Bashara Al-Assada, następnie o ściśle związanym z interwencją bezpieczeństwie samych Stanów Zjednoczonych. Gdy wydawało się, że atak jest już tylko kwestią czasu, amerykański prezydent zwrócił się o zgodę na interwencję do Kongresu, zyskując tym samym na czasie, ale także nie dotrzymując słowa danego rebeliantom podczas spotkania Przyjaciół Syrii, którzy byli pewni szybkiego wsparcia dla ich sprawy [2]. Jak zapowiada ambasador USA w Polsce Stephen Mull – Kongres najprawdopodobniej poprze inicjatywę prezydenta [3], gdyż w przeciwnym wypadku Barack Obama straciłby wiarygodność na arenie międzynarodowej.

Ta z kolei obecnie nie jest zbyt duża. David Cameron na początku za przykładem Tonego Blaira wspierał prezydenta USA i także wysłał część dodatkowych brytyjskich jednostek morskich na Cypr. Jednak po głosowaniu w Izbie Gmin doszedł do wniosku, że nie może podjąć decyzji o ataku wbrew woli narodu i stwierdził, że wobec opozycji Rady Bezpieczeństwa ONZ, a przede wszystkim własnego parlamentu Wielka Brytania nie będzie mogła podjąć żadnej akcji [4]. Jednak na miejsce stałego sojusznika USA we wszystkich współczesnych konfliktach szybko wskoczyły Niemcy, których kanclerz zadeklarowała telefonicznej rozmowie z prezydentem Francji Francois’a Hollandem, iż „użycie broni chemicznej w Syrii nie może pozostać bez konsekwencji” [5]. Jednak wsparcie niemieckie ewentualnej akcji jedynie będzie miało charakter polityczny z powodu przede wszystkim zbliżających się w tym kraju wyborów parlamentarnych, w których obecna pani kanclerz mogłaby zbyt dużo stracić, jeśli wysłałaby jakiekolwiek jednostki Bundeswehry w kolejny region zapalny.

Opinia społeczności międzynarodowej co do ewentualnego ataku i rzekomych dowodów na użycie przez reżim broni chemicznej jest już diametralnie różna od poprzednich konfliktowych sytuacji (Irak, Libia) [6]. Nie ma i nie mogło być już zgody Rady Bezpieczeństwa, jak w przypadku Libii, ani anglosaskiej koalicji, jak w przypadku Iraku. W społeczeństwach większości państw NATO, dominuje opinia, iż zaangażowanie militarne w Syrii jest zbędne, a same państwa sojuszu są podzielone w tej kwestii, jak pokazuje postawa D. Camerona, czy też polskiego rządu, który zdecydowanie odciął się od jakiejkolwiek możliwości udziału w atakach na Syrię, a także nowo sformowanego gabinetu włoskiego, który także nie przewiduje wsparcia interwencji [7]. Na czoło, formowanej koalicji przeciwko broni chemicznej wychodzą więc oczywiście USA. Zaraz potem sytuuje się Francja, której prezydent, Francois Holland, moralizatorską retoryką i własną pewnością dowodów o użyciu broni chemicznej przez wojska B. Al-Assada przewyższa chyba nawet B. Obamę. Kolejnym, wydaje się pewnym, sojusznikiem jest Turcja, której przypadek bombardowania z terytorium Syrii może być wykorzystany jako pretekst do wypowiedzenia wojny. Do wsparcia jedynie politycznego trójki dołączyły Niemcy, których wspólnota interesów z Turcją może niepokoić, po blisko stu latach od poprzedniego bliskiego  sojuszu tych państw.

Stałym punktem w różnych konfiguracjach koalicji w ostatnich „interwencjach humanitarnych są tylko USA, które mając pozycje hegemona we współczesnym porządku międzynarodowym, próbują ułożyć relacje na Bliskim Wschodzie najkorzystniej dla siebie, czego pozornie nie ukazują skutki konfliktów wywoływanych lub wspieranych przez to mocarstwo. Jednak analizując głębiej, jak układa się sytuacja w krajach po atakach USA, można wiele zaobserwować. Irak i Libia gdzie doszło do interwencji amerykańskich wojsk są obecnie całkowicie zdestabilizowane, a Al-Kaida, z którą Amerykanie rzekomo starają się walczyć, ma się bardzo dobrze w tych krajach" [8]. W Iraku, w atakach terrorystycznych giną codziennie dziesiątki osób, zaś Libię można uznać już za państwo upadłe, w którym nad konkretnymi terytoriami panują bojówki, uzbrojonych w zdobyczną broń terrorystów z Al-Kaidy, Islamskiego Maghrebu lub klanów plemiennych [9].

Egipt, w którym wpływy amerykańskie od lat są już bardzo silne, po niedawnym puczu wojskowych stoi na skraju wojny domowej. W przypadku obecnego przewrotu dokonało się to także za przyzwoleniem Amerykanów, z tym że cichym i raczej nie będącym na rękę hegemonowi, gdyż gabinet Mursiego deklarował i inicjował działania na rzecz interwencji w Syrii, między innymi dlatego musiał upaść, gdyż armia nie była za takim rozwiązaniem, a niezadowolenie społeczne było zbyt duże [10]. Jednak radykalizacja nastrojów jest ogromna, a Bractwo Muzułmańskie nie zamierza złożyć broni i patrzeć jak prezydent z ich ramienia jest bezkarnie odsunięty od władzy, demokratycznie (zgodnie z zachodnimi standardami) mu powierzonej.

Przewidywalność jeszcze większej eskalacji konfliktu po kolejnej „interwencji humanitarnej”, sprawia, iż warte zastanowienia jest jaka jest strategia amerykańska w kwestii wyjścia z trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Sytuacja kolejnych państw, w których po interwencjach amerykańskich dochodzi do destabilizacji, może doprowadzić do pytania: czy amerykańska strategia wobec Bliskiego Wschodu jest tak krótkowzroczna? Można zaryzykować odpowiedź, że być może tak, w skomplikowanym świecie arabskim ciężko przewidzieć konsekwencje niektórych posunięć, szczególnie militarnych. Jednak czy mocarstwo, posiadające tak dużą ilość  wybitnych ośrodków badawczych skupiających swoją uwagę na badaniach stosunków międzynarodowych i jedną z najlepszych na świecie agencji wywiadowczych, naprawdę może sobie pozwalać na błąd za błędem? Czy kolejne „fale destabilizacji” na Bliskim Wschodzie są  po prostu efektem nieudolnej polityki zagranicznej? Biorąc pod uwagę wyżej wymienione fakty należy co do tego powątpiewać.

Jaka więc w takim razie jest strategia Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu? Wszystkie dotychczasowe konsekwencje interwencji w sprawy bliskowschodnie w XXI w., począwszy od wojny w Afganistanie, przez Irak, Libię, a teraz Syrię, wskazują na to, że tą strategią jest właśnie  destabilizacja regionu i wspieranie grup ekstremistycznych, na czele z Al-Kaidą, która jest jedną z największych sił wśród syryjskich rebeliantów i która liczna jest w Libii, o czym alarmowali eksperci przed inwazją na ten kraj wojsk NATO [11]. Nie przypadkowe wydaje się także być to, iż w czasie największej destabilizacji w regionie toczą się izraelsko-palestyńskie negocjacje  pokojowe, które faktycznie dotyczą całego Bliskiego Wschodu, gdyż nie da się kwestii izraelskiej odłączyć od syryjskiej, libańskiej, egipskiej czy irańskiej. Wydaje się więc, że Stany Zjednoczone rozgrywają obecny konflikt w świecie arabskim mając w zanadrzu gotowe rozwiązania, które mogą doprowadzić do zatrzymania wojen w tym regionie, jednak będą mogły być użyte one dopiero przy sprzyjającej sytuacji międzynarodowej, która jest właśnie w toku rozlewu krwi. Pytaniem jest ile tej krwi musi jeszcze upłynąć, aby do tego doszło.

Fot. hotterthanapileofcurry.wordpress.com

_________________________________________
1. http://geopolityka.org/syria-2012/2412-casus-broni-chemicznej-w-syrii-hegemona-nikt-nie-zapyta-o-prawde
2. http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=458889
3. http://www.wprost.pl/ar/415217/Ambasador-USA-w-Polsce-Kongres-poprze-Baracka-Obame-ws-Syrii/
4. http://www.reuters.com/article/2013/08/30/us-syria-crisis-idUSBRE97K0EL20130830
5. http://www.rp.pl/artykul/28,1043164-Merkel-i-Hollande--nalezy-odpowiedziec-na-atak-chemiczny-w-Syrii.html
6. http://www.rp.pl/artykul/1042956-Coraz-wiecej-przeciwnikow-interwencji-w-Syrii.html
7. http://www.rp.pl/artykul/1042683-Tusk--Polska-nie-pojedzie-do-Syrii.html
http://www.rp.pl/artykul/1042726-Wlochy-nie-wezma-udzialu-w-ewentualnej-interwencji-w-Syrii.html
8. http://static.reuters.com/resources/media/global/editorial/interactives/alQaeda-network/alQaeda-network.html
9. http://rt.com/news/libya-gaddafi-fall-anniversary-981/
10. http://rt.com/op-edge/us-egypt-muslim-brotherhood-704/
11. http://plwww.geopolityka.org/analizy/2355-rola-nato-w-wydarzeniach-arabskiej-wiosny-2011-2013

Czytany 4621 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04