niedziela, 17 czerwiec 2012 10:48

Piotr Boroń: XXI wiek - nowa era kosmiczna?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

ringed_planet


  Piotr Boroń

Przestrzeń kosmiczna jest niezwykłym rezerwuarem energii i surowców, które mogą drastycznie zmienić obecną sytuację geopolityczną na świecie. Państwa, które będą wspierać tę nową, innowacyjną gałąź gospodarki z pewnością w XXI wieku zapewnią swoim obywatelom niebywałe możliwości rozwoju. Jak to wpłynie na globalną grę interesów strategicznych mocarstw? Czy dojdzie do konfliktu o kosmiczne bogactwa?

Można się zastanowić, czy faktycznie początek dwudziestolecia XXI wieku jest początkiem komercyjnego podboju kosmosu. Wszystko jednak na to wskazuje, gdyż liczna aktywność prywatnych firm, chcących czerpać profity z eksploatacji przestrzeni kosmicznej w ostatnich czasach lawinowo rośnie.

Podbój kosmosu przestaje być tylko marzeniem ekscentrycznych wizjonerów z pogranicza fantastyki naukowej, ale nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Składa się na to kilka elementów – rozwój technologii materiałowych, systemów informatycznych i wzrost mocy obliczeniowych, ale także obniżenie kosztów wytwarzania elementów niezbędnych do budowy urządzeń nośnych czyli rakiet, statków powietrznych itp. Jednym z bardziej istotnych czynników jest kurczenie się zasobów surowców na naszej planecie, jak i wzrost świadomości naukowców i biznesmenów w tej kwestii.

O ile jeszcze kilkadziesiąt lat temu loty kosmiczne miały charakter pionierski i wymagały ogromnych nakładów finansowych dwóch skonfliktowanych bloków polityczno-militarno-gospodarczych, a sukces miał gównie znaczenie propagandowo-militarne, to dziś, w epoce pozimnowojennej główny aspekt eksploracji kosmosu zyskał charakter w większym stopniu naukowy niż militarny. Misja teleskopu Keplera, budowa teleskopu Jamesa Webba, następcy teleskopu Hubbla, mają głównie na celu poszukiwanie nowych planet poza układem słonecznym typu ziemskiego (Kepler), czy poznawanie głębokich struktur kosmosu (James Web).

Od kilkunastu lat prywatne firmy wykorzystują przestrzeń kosmiczną głównie w zakresie usług telekomunikacyjnych (łączność satelitarna, nawigacja, zdjęcia mapy do różnych celów). Nie próżnują też państwa. Z powodzeniem funkcjonuje amerykański system nawigacji GPS, rozwijany jest rosyjski państwowy system Glonass, czy europejski Galileo. Jednak główwnym inwestorem i administratorem powyższych systemów są podmioty publiczne i państwa (agencje i firmy kontrolowane w większości przez poszczególne rządy), co ma obecnie niebywałe znaczenie militarne, gospodarcze i geostrategiczne. Na tym „państwowe” wykorzystanie przestrzeni kosmicznej się nie kończy. Poszczególne kraje dokonuję m.in. oceny zasiewów rolnych za pomocą zdjęć i obrazów satelitarnych, co w dużym stopniu pomaga w podejmowaniu działań na giełdach towarowych z sporym wyprzedzeniem czasowym. Także poszukiwania surowców naturalnych o znaczeniu strategicznym również opiera się na analizie zdjęć Ziemi w różnych widmach promieniowania, czyli spektroskopii. Metoda ta pozwala wstępnie ocenić, czy na danym terenie mogą zalegać złoża metali, węglowodorów itp.

U wrót możliwości staje jednak zupełnie nowe przedsięwzięcie. Jest nim wykorzystanie kosmosu w formie czysto rozrywkowej. Mowa tutaj o turystyce kosmicznej. Firma Adventure Space, czy Virgin Galactic sir Richarda Bransona oferują loty w swych statkach - SpaceShipOne od przyszłoego roku z nowo wybudowanego portu kosmicznego w Nowym Meksyku USA. Bilet kosztuje ok. 200 tys. dolarów od osoby.

Wydawać by się mogło, że to w sumie kres możliwości naukowo-technicznych człowieka i zapędów w komercyjnym podboju kosmosu. Jest to jednak błędne mniemanie. Przestrzeń kosmiczna, oprócz skrajnie nieprzyjaznych warunków dla człowieka (temp. -270°C, brak atmosfery, grawitacji, sile promieniowanie kosmiczne) może zaoferować w niedalekiej przyszłości spore możliwości rozwoju i praktycznie niewyczerpywane źródło energii i surowców tak potrzebnych nowoczesnym gospodarkom i rozwojowi społeczno-ekonomicznemu ludzkiej populacji, liczącej aktualnie ponad 7 mld ludzi (wg dość konserwatywnych analiz demografów liczba ludności zwiększy się do ok. 9-10 mld pod koniec tego stulecia).

Obecny problem z pozyskaniem energii sprowadza się niestety do konieczności spalania kopalnych nośników energii, bądź używać urządzeń czerpiących energię ze źródeł odnawialnych (hydroelektrownie, farmy wiatrowe, farmy słoneczne), co niestety wiąże się w dużym stopniu z ingerencją w ekosystemy. Te technologie ponadto wymagają ogromnych inwestycji, bądź wiążą się nadal niestety z możliwością skażenia promieniotwórczego bądź chemicznego. W odpowiedzi na to ciekawym rozwiązaniem wydaje się koncepcja budowy w przestrzeni kosmicznej elektrowni słonecznych [1] i to z kilku powodów. Po pierwsze siła nasłonecznienia poza atmosferą Ziemi jest ok. 8-10 razy większa, a ponadto trwa przez 24 ziemskie godziny. Po drugie pojawia się możliwość dostarczania energii na odległość w formie mikrofal w praktycznie dowolne miejsce (koszty budowy stacji odbiorczej są stosunkowo niewielkie) np. na tereny gdzie trudno budować klasyczne elektrownie – Afryka, rejony arktyczne i antarktyczne itp. Efektem zastosowania tego rozwiązania, w zależności od zapotrzebowania w danej chwili, można skierować antenę satelitarnej elektrowni słonecznej praktycznie w dowolne miejsce kuli ziemskiej. Takiej mobilności nie posiada żadna „klasyczna” elektrownia – nawet proponowane przez Rosjan pływające elektrownie atomowe, nie są wstanie dostarczyć energii w ciągi kilku godzin w miejsca odległe o dziesiątki tysięcy kilometrów zarówno na lądzie, jak i na morzu.

Kolejna przewaga elektrowni kosmicznej nad ziemskimi źródłami energii to brak grawitacji, a raczej mikrograwitacja co ma niesłychanie istotne znaczenie dla możliwości przechowywania energii elektrycznej. Dzisiejsze najnowocześniejsze elektrownie atomowe, czy wodne są całkowicie pozbawione tej możliwości, gdyż nie posiadają zdolności akumulowania energii poza szczytem poboru mocy. Tymczasem znajdująca się na orbicie elektrownia słoneczna może posiadać w zestawie baterie elektromechaniczne. Urządzenia te, ze względu na brak grawitacji, co drastycznie ogranicza zjawisko tarcia, mogą bardzo długo i efektywnie przechowywać energię elektryczną w formie ruchu wirowego. Czy powyższa koncepcja jest zatem wyłącznie mrzonką rodem z seriali i filmów fantastyczno-naukowych?

W 2011 roku NASA zamówiła opracowanie, przez Artemis Innovation, projektu orbitalnej elektrowni słonecznej. W skrócie elektrownia ma wyglądać, jak ogromny kwiat o kształcie dzbanka, uformowanego z paneli baterii, skupiających promieniowanie słoneczne. Na jej na końcu ma się znajdować antena przekazująca energię w formie promieniowania na Ziemię. Szacunkowa moc to ok. 1,2 GV czyli 1200 megawatów, która jest w stanie w pełni zaopatrzyć 700-tysięczne miasto w energię elektryczną. Czy poza energią coś jeszcze można z kosmosu importować na Ziemię?

Odpowiedź znów będzie twierdząca – surowce mineralne. Koncepcja górnictwa kosmicznego jest dość stara ale nigdy nie przybrała realnego kształtu ze względu na olbrzymie koszty i ograniczenia technologiczne, pozostając bardziej domeną naukowców i futurystów, niż biznesmenów. Jednak nie dawno właśnie takie plany ogłosiła firma Planetary Resources. 24 kwietnia w Muzeum Lotnictwa w Seattle odbyła się konferencja z udziałem przedstawicieli firmy, na której dokonano prezentacji przedsiębiorstwa i jego zamierzeń na najbliższe lata. Jak łatwo się domyślić głównym kierunkiem będzie pozyskiwanie surowców mineralnych z przestrzeni kosmicznej, a konkretnie z asteroid [2]. Założycielami przedsiębiorstwa są Peter H. Diamandis oraz Eric Andersen – obaj związani z sektorem badań i komercjalizacji kosmosu. Wśród inwestorów znaleźli się między innymi właściciele wyszukiwarki Google – Larry Page i Eric E. Schmidt, jeden z byłych prezesów Microsoftu Charles Simonyi, syn miliardera Rossa Perota, a także znany reżyser filmowy James Cameron, który dołączył do grona doradców. Łączny majątek inwestorów szacuje się na ponad 50 mld dolarów.

Z powyższego wynika, że od strony finansowej przedsięwzięcie ma duży potencjał początkowy. Od chwili prezentacji firma otrzymała ponad 2500 ofert inwestycyjnych z całego świata, ciesząc się tym samym ogromnym zainteresowaniem i entuzjastycznym przyjęciem w świecie globalnego biznesu. W początkowej fazie przedsięwzięcie ma się skupiać na opracowaniu minisond teleskopów Akryd-100 Leo o bardzo niskim koszcie budowy szacowanym, na ok. 10 milionów dolarów każda. Urządzenia, wystrzelone na orbitę okołoziemską, mają „przyglądać się” przelatującym w pobliżu naszej planety asteroidom. Druga faza będzie polegała na wysłaniu minisond Akryd-200 w pobliże wytypowanych wcześniej najbardziej perspektywicznych asteroid, w celu dokładnego zbadania ich składu. Kolejna seria sond Akryd-300 będzie miała na celu bardzo dokładne zbadanie wybranych asteroid pod kątem najbardziej dogodnej eksploatacji górniczej. Ostatnią fazą będzie przechwycenie lub wejście na miniorbitę tych ciał i rozpoczęcie procesu pozyskiwania z nich surowców. Jak szacują założyciele firmy, mała asteroida o średnicy 500 m może zawierać min. wodę w formie lodu, wartą w przestrzeni kosmicznej ok. 50 mld dolarów, z której można uzyskać wodór oraz tlen. Wartość metali znajdujących się w takim ciele może sięgać paru bilionów dolarów.

Można się zastanawiać czy to ma w ogóle sens? Czy jest uzasadnione ekonomicznie?

Na powyższe pytanie można odpowiedzieć twierdząco. Asteroidy zwierają nadzwyczajną koncentrację metali i cennych pierwiastków (od 10 do 20 razy większą niż w złożach na powierzchni Ziemi). W 1997 roku ukazała się w USA słynna książka profesora nauk planetarnych z Uniwersytetu Stanowego Arizony Johna S. Lewisa pt “Mining the Sky: Untold Riches from the Asteroids, Comets, and Planets” dotycząca możliwości eksploatacji górniczej przestrzeni kosmicznej. Jej autor starał się m.in. oszacować koszty i zyski płynące z takiej eksploatacji. Obecnie profesor John S. Lewis jest doradcą naukowym wspomnianej wyżej firmy Planetary Resources. Na pytanie zadane na potrzeby niniejszego tekstu, jaka obecnie asteroida posiada największą wartość gospodarczą, naukowiec odpowiedział, że na podstawie najnowszych badań spektroskopowych szacuje się że asteroida 1986 DA (średnica ok. 2,3 km) zawiera ok. 40 miliardów ton żelaza, 3 miliardy ton niklu, 300 milionów ton kobaltu i ok. 1-4 miliona ton metali z grupy platynowców (platyna, pallad, iryd, rod, ruten), a wartość tych metali waha się od 25 bilionów do 100 bilionów dolarów. Cała wartość tej asteroidy przekracza 200 bilionów dolarów (dla porównania PKB Polski to ok. 0,5 bln dolarów, a całego świata na podstawie danych międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2011 ok. 70 bilionów $). Zatem jest to wartość astronomiczna, na miarę kosmicznego przedsięwzięcia.

W jaki sposób ten niewyobrażalny skarb można sprowadzić na Ziemię (biorąc pod uwagę ogromną masę oraz prędkość z jaką porusza się taka ogromna skała kosmiczna bez ryzyka kolizji)?

Profesor Lewis stwierdza, że można to zrobić bez narażania Ziemi i jej mieszkańców. Eksploatacja będzie polegać na wstępnej obróbce asteroidy w przestrzeni kosmicznej. Automatyczne urządzenia rozdrobnią skałę a następnie ten drogocenny pył z zawartością metali zostanie w kapsułach bezpiecznie sprowadzony na Ziemię. Gdyby doszło do wypadku, na powierzchnię spadnie pył bez szkód dla ludzi... Istnieją jednak ograniczenia. Zdaniem naukowca w składzie asteroid nie występują metale ziem rzadkich. Na podstawie dostępnych danych nie wynika aby w meteorytach, które spadły na Ziemie występowały powyższe pierwiastki.

Jak się wydaje eksploatacja kosmosu może przynieść niewyobrażalne dziś zyski dla pionierów tej ryzykownej gry biznesowej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt narodowości i kraju pochodzenia. Prócz właścicieli firm, ogromne profity będą czerpać państwa – w tym przypadku gospodarka USA. Rozwijanie nowej branży, nowe technologie mogą przynieść kolejne biliony dolarów do budżetu oraz ogromną zmianę w dostępie do wręcz nieograniczonego źródła surowcowo-energetycznego, co znacząco wpłynie na rozwój nowych technologii i sektorów gospodarki, zmieniając życie przeciętnego obywatela XXI wieku w sposób niewyobrażalny. Przykładowo może nas czekać przepotężny rozwój branży motoryzacyjnej, opartej na napędzie elektrycznym. Ze względu na drastyczne potanienie surowców całą branżę elektroniki czeka swoisty renesans. Obecnie, przykładowo tworzenie nowych, wysokowydajnych baterii z użyciem metali szlachetnych nie jest wprowadzane z uwagi na bardzo wysokie ceny surowca. Podobnie jak budowa całej gamy urządzeń elektronicznych w oparciu o nowe procesory, czy dalszy rozwój inżynierii materiałowej, biomedycznej, itp.

Na niedawno stworzonej przez Iana Webstera stronie internetowej Asternak.com można znaleźć informacje odnośnie wartości 580 tys. asteroid, krążących w samym tylko układzie słonecznym. Dane zostały oparte na ogólnodostępnych informacjach z baz NASA. Na stronie zostały oszacowane masy i potencjalna zawartość tych ciał, prawdopodobne koszty dotarcia do nich oraz eksploatacji w oparciu o współczesne ceny w branży kosmicznej. Przykładowo asteroida 241 Germania składa się głównie z magnetytu (wysoka koncentracja żelaza ok. 72%, domieszki tytanu, wanadu, manganu, magnezu, chromu), wodoru, amoniaku i azotu. Jej wartość szacuje się na ponad 100 bilionów dolarów, a zysk z eksploatacji szacowany jest na 95 bilionów dolarów.

Oprócz asteroid ważnym miejscem ekspansji branży kosmicznej z pewnością stanie się Księżyc. Dlaczego? Przecież już w latach 70. XX wieku zakończono próby eksploracji naszego naturalnego satelity z prozaicznego powodu... zupełnej nieprzydatności pod względem militarnym. Odległość z powierzchni Księżyca do Ziemi wynosi ok. 350 tys. km, co stanowi zbyt duży dystans do pokonania dla rakiet z głowicami atomowymi. Łatwiej i szybciej można dokonać uderzenia wyprzedzającego z powierzchni Ziemi lub orbity geostacjonarnej. Budowanie bazy na Księżycu, ze względu na ogromne koszty finansowe oraz znikome korzyści materialne i militarne odłożono na bok, koncentrując się na najbliższej przestrzeni geostacjonarnej, umieszczając tam szereg satelitów telekomunikacyjnych, nawigacyjnych i szpiegowskich oraz wojskowych, posiadających zdolność ofensywną (prawdopodobnie zawierają możliwość neutralizacji wiązką lasera satelitów wrogich państw, oraz, być może, niektóre mogą przenosić głowice atomowe choć żadne państwo nie przyznało się do umieszczenia broni masowej zagłady w przestrzeni kosmicznej, czego zakazują konwencje międzynarodowe).

Dlaczego zatem Księżyc jest równie atrakcyjny, jak asteroidy? Czy również chowa wielkie skarby?

Odpowiedzą na to pytanie brzmi – Hel-3, praktycznie nie występujący na naszej planecie. Szacuje się całe światowe zasoby tego pierwiastka to zaledwie 10 kg. Hel-3 wytwarzany jest przez Słońce i przenoszony wraz z wiatrem słonecznym po całym układzie słonecznym. Na Ziemi nie występuje praktycznie ze względu na atmosferę i pole magnetyczne, które skutecznie osłaniają naszą planetę przez wiatrem słonecznym, odchylając trajektorię jego lotu. Księżyc, z uwagi na brak atmosfery i pola magnetycznego, przez miliardy lat na swojej powierzchni gromadził tę cenną substancję, która była nanoszona wraz z wiatrem słonecznym [3]. Dlaczego akurat ten pierwiastek jest tak niezwykle ważny?

Ponieważ może się stać ogromnym rezerwuarem energii jaką można pozyskać w wyniku reakcji termojądrowej, czyli procesu, jaki zachodzi nieprzerwanie od miliardów lat na powierzchni najbliższej nam gwiazdy. Hel-3 w reakcji z deuterem wytwarza kolosalne ilości energii. Szacuje się, że 40 ton Helu-3 zaspokoiłoby roczne zapotrzebowanie na energię elektryczną całych Stanów Zjednoczonych. Kolejną jego szczególną zaletą jest fakt, że to bardzo bezpieczne źródło energii, które nie generuje zabójczych odpadów promieniotwórczych, jak przykładowo w przypadku klasycznej elektrowni atomowej. W wyniku reakcji powstaje tylko niewielka ilość protonów oraz helu, który, jak wiemy, jest bezpieczny dla człowieka. Jak się szacuje 200 ton pyłu księżycowego, podgrzanego do temp. 800 °C może dać ok. 1 tony Helu-3. Początkowe, ogromne koszty związane z budową stacji kosmicznej na księżycu oraz instalacji do pozyskiwania tego pierwiastka mogą się zwrócić z równie wielką nawiązką dla pionierów tej niezwykłej przygody ludzkości.

Należy również pamiętać, że oprócz Helu-3 Księżyc kryje jeszcze jeden skarb – tytan. Zawartość tego pierwiastka w skałach księżycowych, dostarczonych przez misję Apollo wskazywała na bardzo wysoką koncentrację tego metalu – ok. 12%. Tymczasem ziemskie złoża posiadają go zaledwie od 0,5–1,5%. Firmy prywatne planujące komercyjną eksplorację księżycowego globu w najbliższej przyszłości to min. Moon Express, Shackleton Energy Company.

Kiedyś człowiek poszukiwał nowych terenów łowieckich wędrując za migrującą zwierzyną, zasiedlając wciąż nowe tereny. Później ekspansja, ze względu na surowce i zasoby, objęła całe kontynenty. Obecnie nie ma już praktycznie gdzie dokonywać nowych podbojów bez szkody dla środowiska naturalnego, chcąc jednocześnie zachować wciąż rosnący poziom życia dla miliardów ludzi. Jedyną alternatywą dla współczesnego świata jest zwrócenie się w kierunku najbliższej przestrzeni kosmicznej w naszym układzie planetarnym. Można oczywiście rozważać możliwości eksploatacji dna mórz i oceanów. Należy jednak pamiętać, że środowisko wodne i zasiedlające je biosystemy są bardzo wrażliwe na wszelakie zakłócenia i ingerencję technologiczną człowieka, zwłaszcza, że zanieczyszczenia, które przy obecnej technologii są praktycznie nie do wykluczenia, są dla nich zabójcze. Wydaje się zatem, że jedynie przestrzeń kosmiczna jest bezpiecznym miejscem dla ludzkiej ekspansji.

Jak wykazano powyżej, przestrzeń kosmiczna jest niezwykłym rezerwuarem energii i surowców, które mogą drastycznie zmienić obecną sytuację geopolityczną na świecie. Państwa które będą wspierać tę nową, innowacyjną gałąź gospodarki z pewnością w XXI wieku zapewnią swoim obywatelom niebywałe możliwości rozwoju. Jak to wpłynie na globalną grę interesów strategicznych mocarstw? Czy dojdzie do konfliktu o kosmiczne bogactwa?

Odpowiedź na te pytania jest trudna i złożona. Z punktu widzenia wyczerpujących się zasobów surowcowych naturalnych i wzrastającej populacji oraz dążenia setek milionów ludzi z ubogich krajów do awansu na wyższe poziomy życia, stajemy przed nieuniknionym konfliktem o dostęp do surowców,  żywności i energii. Czy w takim razie państwa i przedsiębiorstwa prywatne mogą sięgnąć do „gwiazd” w celu zaspokojenie ogromnych potrzeb współczesnych społeczeństw? Sprawa jest dość niejasna i trudna, ponieważ regulacje dotyczące przestrzeni kosmicznej powstały w okresie zimnej wojny oraz nie przewidziały tak szeroko zakrojonej ekspansji gospodarczej. Podstawowy problem w eksploatacji bogactw kosmosu leży tym samym w pytaniu, kto ma do nich prawo? Na jakich zasadach i kto ma pierwszeństwo?

Obowiązujące regulacje nie dają zbyt wielkiego pola manewru państwom i organizacjom państwowym. Z punktu widzenia traktatu o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku państwa nie mogą prowadzić eksploatacji ciał niebieskich. Jednak regulacja konwencji nie obejmuje podmiotów prywatnych. Co prawda późniejszy Traktat z 1979 roku zakazuje również podmiotom prywatnym zawłaszczenie ciał niebieskich, ale... został ratyfikowany zaledwie przez 13 państw, spośród których nie ma ani jednego sygnatariusza dysponującego technologiami kosmicznymi. Tym samym skazuje to całą regulację na status martwego prawa międzynarodowego. Ponadto należy pamiętać, że regulacja konwencji o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku może zostać w przypadku bardzo lukratywnych znalezisk w naszym układzie planetarnym wypowiedziana jednostronnie przez każde zainteresowane państwo. Jaki więc status prawny będą mieć bogactwa surowcowe i energetyczne przestrzeni kosmicznej?

Prawdopodobnie analogiczny do rozwiązań prawa mórz i oceanów. W wypadku np. ryb na pełnym morzu – kto je pierwszy złowi, stanie się automatycznie ich właścicielem. W tym przypadku morzem staje się przestrzeń kosmiczna [4].

Pozostaje pytanie, co z takim krajem jak Polska? Czy stać nas na bezrefleksyjne przyglądanie się, jak świat gna do przodu? Czy warto koncentrować się na miałkich sporach politycznych, pozbawionych koncepcji perspektywicznego rozwoju na najbliższe dziesięciolecia?

Na szczęście możemy mieć nadzieję że również polska nauka i gospodarka będzie mogła skorzystać na XXI wiecznej eksploracji kosmosu. 12 czerwca 2012 Rada Ministrów RP podjęła decyzję o przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Miejmy nadzieję że uczestnictwo w drugiej największej po NASA agencji badawczej na świecie pozwoli naszym naukowcom i przedsiębiorcom twórczo rozwijać technologię podboju kosmosu wnosząc znaczący wkład w krajowy PKB .


Akty prawe regulujące działalność człowieka w przestrzeni kosmicznej [5]:

1) Układ o zasadach działalności państw w zakresie badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej, łącznie z Księżycem i innymi ciałami niebieskimi z 1967 r.; 

2) Umowa o ratowaniu kosmonautów, powrocie kosmonautów i zwrocie obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną z 1968 r.;

3) Konwencja o międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne z 1972 r.;

4) Konwencja o rejestracji obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną z 1975 r.;

5) Układ normujący działalność państw na Księżycu i innych ciałach niebieskich z 1979 r. (ratyfikowany przez 13 państw);

Autor jest politologiem.
Interesuje się nowymi i innowacyjnymi technologiami oraz
wpływem rozwoju nauki na procesy społeczno-polityczne
w wymiarze krajowym jak i globalnym.

fot. sxc.hu
______________________________________________
1 www.spaceenergy.com
2 www.planetaryresources.com
3 www.explainingthefuture.com
4 “Who owns asteroids or the moon” -Paul Marks 4czerwca 2012 Newscientist nr 2867
5 Układ księżycowy - ostatni traktat dotyczący prawa kosmicznego - Wojciech Szalawski 28.09 2011 kosmonauta.net.
Czytany 9984 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04