piątek, 14 grudzień 2012 08:13

Paweł Michalski: Chiński plan na lepsze jutro. Czy aby na pewno?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

China_wall_09geopolityka  Paweł Michalski

Podczas gdy świat zmaga się z największym kryzysem ekonomicznym od 100 lat, w Chinach ów kryzys pozostaje niezauważony. Czy aby na pewno? Może to chińskie władze nie chcą o nim słyszeć? A może wiedzą o nim, tylko nie dopuszczają myśli, że ów kryzys stoi w przedsionku Państwa Środka? Tak czy inaczej, przyszłość azjatyckiego giganta zależeć będzie już od nowej elity rządzącej.

Mija miesiąc od rozpoczęcia XVIII zjazdu Chińskiej Partii Komunistycznej. Zjazdu o tyle ważnego, ponieważ wynosi na szczyt nowe pokolenie chińskich przywódców. Jednak to, co jest w nim najważniejsze, to czas, w którym ów zjazd się odbywał. Chiny, które ostrzą sobie zęby na pozycję hegemona w dzisiejszym świecie, muszą sprostać kilku bardzo ważnym wyzwaniom. Wyzwaniom trudnym do realizacji i niekiedy nawet bolesnym w skutkach. Jednak bez tych działań chińska państwowość nie będzie w stanie osiągnąć zamierzonych celów. A przecież owe cele są niesamowicie ambitne, szczególnie jeden – status supermocarstwa. Co stoi na przeszkodzie i jak osiągnąć cel – oto jest pytanie, które w kuluarach zadają sobie decydenci z Pekinu.

Chińska Republika Ludowa (ChRL), od zakończenia rządów Mao ponad 30 lat temu, rozwija się nieprzerwanie w tempie 10% PKB rocznie. Państwo Środka przez ten czas stało się największym eksporterem na świecie, rokrocznie notując dodatni bilans handlowy. Szacowane na dziś rezerwy walutowe wynoszą ok. 4 bln dolarów [1]. Przez te wszystkie lata wzrostu wytworzyła się klasa średnia, która jest dziś szacowana na 300 mln Chińczyków [2]. Ogromne inwestycje w infrastrukturę oraz w budownictwo mieszkaniowe pozwoliło Pekinowi jeszcze bardziej napędzić rozwój gospodarczy. Naturalnie wszystkie te sukcesy w kierowaniu krajem, Partia Komunistyczna zawdzięcza liberalizacji gospodarki przy ścisłej kontroli władz centralnych. Sztuczne zaniżanie przez rząd wartości yuana przy niskich kosztach pracy, spowodowało chiński boom eksportowy, na którym Pekin opiera swój sukces. Do tego doszły liczne inwestycje zagraniczne, które z roku na rok rosną, osiągając w 2011 roku pułap 105 mld dolarów [3]. Wszystkie te czynniki po części nie byłyby możliwe, gdyby nie rok 2001 i wstąpienie Chin w szeregi Światowej Organizacji Handlu (WTO). Członkostwo Pekinu w tej organizacji umożliwiło intensyfikację liberalizacji eksportu i importu z resztą świata.

Cały sukces chińskiej gospodarki oparty jest na założeniach merkantylizmu gospodarczego. Doktryna ta, która wywodzi się z przełomu XVI i XVII wieku z Francji oraz Anglii, idealnie wpasowuje się w chińskie realia. Dodatnie saldo bilansu handlowego uzyskane dzięki rozwojowi eksportu i kontroli importu przez różnego rodzaju cła, to główny katalizator rozwoju gospodarczego tego systemu. Silny rząd centralny w Pekinie z łatwością kontroluje (czyt. zaniża) wartość chińskiej waluty. To daje możliwość sprzedaży produktów oznaczonych jako „made in China” po cenach niższych niż rynkowe. Koszty produkcji są tak małe, że zachodnie koncerny bez wahania poprzenosiły swoje zakłady do Państwa Środka. To naturalnie pozwoliło obniżyć bezrobocie i ściągnąć do kraju środki inwestycyjne. Jednak na dłuższą metę taki model gospodarczy może w pewnym momencie tąpnąć. Chiny w głównej mierze nastawione na eksport mogą być narażone na spadek popytu swoich produktów u głównych swoich odbiorców. Mowa tu o Stanach Zjednoczonych, które są największym importerem chińskich towarów. Już teraz jest zauważalny spadek eksportu chińskich produktów do USA, co jest spowodowane mniejszym popytem ze strony amerykańskich konsumentów. Wszystko przez światowy kryzys, który dotknął również inne kraje importujące chińskie produkty. Przekłada się to na mniejsze zyski z eksportu i powoduje spowolnienie gospodarcze. W prognozach na ten rok PKB ma wzrosnąć o 7,5% [4]. Patrząc na kraje Zachodu jest to wynik rewelacyjny, jednak z perspektywy Pekinu jest to znaczący spadek w porównaniu do poprzednich lat.

Oprócz spadków w gospodarce rośnie też świadomość chińskiego społeczeństwa. Koszty pracy, wraz z rozwojem, wzrastają, co już teraz staje się zauważalne. Zachodnie firmy, które przez ostatnią dekadę lokowały swój kapitał w Państwie Środka, powoli zaczynają się wycofywać. Wystarczy tylko przybliżyć wzrost przeciętnego wynagrodzenia, które w ostatnich 15 latach oscylowało na poziomie 300 juanów (ok. 150 PLN). Dziś jest to ok. 3000 juanów [5]. Co więcej wynagrodzenia Chińczyków wciąż będą rosnąć. Według raportu amerykańskiego ośrodka badawczego – Boston Consulting Group oraz francuskiego Banku Inwestycyjnego Natixis, za 4 lata przeciętne chińskie wynagrodzenie będzie na poziomie amerykańskiego [6]. To naturalnie spowoduje odwrót zachodnich inwestorów i przenoszenie fabryk w inne miejsca. Jednak ten proces niesie ze sobą jeszcze większe zagrożenie już nie tylko dla chińskiej gospodarki, ale dla chińskiej państwowości i integralności.

Wspomniana już wcześniej chińska klasa średnia, która liczy przeszło 300 mln ludzi wciąż się powiększa i, co ważne, bogaci. Bogaci się głównie we wschodnich Chinach, ściślej ujmując na wschodnim wybrzeżu. Tam, gdzie handel ma najlepsze warunki do rozwoju. Jednak oprócz klasy średniej jest też niższa warstwa, zamieszkująca środkową część kraju. Są to naturalnie mieszkańcy prowincji, biedni, niewykształceni bez perspektyw na przyszłość. Z myślą o lepszym jutrze migrują do miast w celach zarobkowych. Nielicznym udaje się zatrudnić, a jeśli już to za najniższą płacę. Większość rozczarowanych życiem w miastach wraca do swoich wiosek, inni zostają, zwiększając przy tym bezrobocie. Wszystko to powoduje rosnące dysproporcje społeczne między bogatym wybrzeżem, a biednym kontynentem. Na dziś sytuacja jest opanowana, ponieważ Chiny są wciąż na ścieżce silnego wzrostu. Pytanie, co się stanie, kiedy do Chińczyków przyjdzie kryzys? Czy wyrwa pomiędzy bogatymi a biednymi powiększy się?

Bardzo możliwe, że tak. W tak wielkim kraju, jak Chiny, gdzie nierówności społeczne są tak duże, jedna ze stron może dążyć do destabilizacji. Dziś, gdy Pekin wciąż ma odkręcony kurek z pieniędzmi i hojnie je rozsyła po całym kraju, wszyscy są syci. Trzeba to powiedzieć wprost, to co scala Chiny w jedność to pieniądze. Ideologia partyjna zeszła na dalszy plan wraz ze śmiercią Mao. Pytanie brzmi, jak zareagują Chińczycy, gdy dopływ rządowych pieniędzy trzeba będzie znacznie ograniczyć?

Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w historii Chin. Jeszcze przed panowaniem Mao Zedong’a, za czasów dominacji brytyjskiej w Azji Południowo-Wschodniej, Chiny podzieliły się na dwie części. Bogate wybrzeże, które zyski czerpało głównie z handlu z zachodnimi imperiami oraz biedne wnętrze kraju. Przedsiębiorcom z wybrzeża bardziej zależało na dobrych stosunkach z zagranicznymi kontrahentami niż własnym rządem. Tamta sytuacja bardzo przypomina podziały, jakie zarysowały się dziś. Chińscy nowobogaccy, którzy dorobili się na interesach z USA bądź krajami Europy, a nie z Pekinem, w dobie kryzysu będą bardziej lojalni tym pierwszym. Co więcej, dla obrony swoich interesów, chińscy przedsiębiorcy będą chcieli przyciągnąć obce mocarstwa. Z kolei ci biedniejsi, z głębi kraju, widząc nadbrzeżne bogactwa, zaczną migrować do miast [co już ma miejsce]. Mogą również wywrzeć presję na rząd, aby dał im więcej pieniędzy. A skąd? Wiadomo, z opodatkowania bogatego wybrzeża. Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Pierwsze, to takie, że władza centralna straci kontrolę nad całą sytuacją, a kraj się podzieli. Drugie, zgoła odmienne, to powrót do izolacyjnej doktryny z czasów Mao. Naturalnie oba rozwiązanie nie są dobre z punktu widzenia Pekinu. Dlatego też przed nowymi władzami stoi naprawdę trudne zadanie.

Chiny, oprócz potencjalnego wyzwania związanego narastającymi nierównościami społecznymi, mają problem z tym, co jest głównym kołem napędowym chińskiego eksportu – prywatnymi przedsiębiorstwami klasy średniej. Jeśli przyjrzymy się chińskiemu modelowi gospodarczemu, możemy stwierdzić, że jest to w pewnej mierze kapitalizm. No właśnie, tylko z pozoru tak to wygląda. Cała gospodarka jest kontrolowana przez państwo, a nie przez wolnorynkową rzeczywistość. Lokowanie kapitału i inwestycji nie zależy od opłacalności danego przedsięwzięcia, tylko od układów politycznych. Znajomości i korupcja są znacznie wyżej w hierarchii chińskiego modelu gospodarczego niż rentowność i zysk z inwestycji. W takich okolicznościach przez chińskie banki przepłynęły miliardy dolarów nieuzasadnionych rynkowo kredytów, które najprawdopodobniej nigdy nie zostaną zwrócone. Takie pożyczki są szacowane w przedziale od 600 do 900 mld dolarów [7]! Obecnie pieniądze na pokrycie tych długów pochodzą z eksportu tanich chińskich produktów. Jednak coraz wyższe koszty pracy chińskich przedsiębiorstw czynią je mniej konkurencyjnymi. To powoduje świadome obniżanie cen eksportowanych produktów, co doprowadza do zmniejszenia zysków. Zwiększa się sprzedaż, ogólny eksport również, ale przychody pojedynczych firm już niekoniecznie. W taki sposób jest napędzana spirala zadłużeniowa. W niektórych przypadkach powoduje ona zaciąganie następnych kredytów, aby nierentowne przedsiębiorstwo utrzymało się na powierzchni. Takie działanie jest czysto populistyczne i ma za zadanie ograniczać bezrobocie i związane z nim niepokoje społeczne. Na dłuższą metę, tak zbudowany system musi w końcu okazać się niewydolny. Aby skutecznie zaradzić takiej patologii potrzebna jest reforma liberalizująca chiński system bankowy. Jednak nie będzie ona efektywna, jeśli Pekin nie podejmie skutecznej walki z korupcją i nie zmieni podejścia samych Chińczyków do tej sprawy.

Myśląc o chińskim społeczeństwie i potencjale w nim drzemiącym, nasuwa się pewne pytanie. Czy wprowadzona w 1977 roku tzw. „polityka jednego dziecka”, mająca na celu ograniczenie urodzin, może negatywnie odbić się na chińskim społeczeństwie i gospodarce? Pierwotnie założenia tego programu dotyczyły zmniejszenia ekonomicznych, społecznych, a także środowiskowych zagrożeń tamtego czasu. Szacuje się, że taka polityka od momentu jej wprowadzenia do dziś doprowadziła do 400 mln urodzin mniej [8]. Przez lata, gdy Chiny rozwijały się w zawrotnym tempie, nie pomyślano, że rosnąca gospodarka będzie potrzebowała większej ilości rąk do pracy. Już teraz chińskie przedsiębiorstwa zaczynają odczuwać skutki tego programu – w Państwie Środka zaczyna brakować siły roboczej. Problem zmniejszającego się przyrostu naturalnego poruszyła w ostatnim czasie Fundacja Badań na Rzecz Rozwoju Chin – rządowy think tank. Opublikowany przez nią raport mówi że: „Do 2020 roku należy zrezygnować z jakichkolwiek ograniczeń urodzeń.” [9]. Rozwiązaniem tego problemu, według specjalistów, ma być stopniowe zwiększenie liczby urodzeń z jednego do dwóch. Począwszy od przyszłego roku tylko w niektórych prowincjach, a w 2015 „polityka dwójki dzieci” miałaby obowiązywać już na terenie całego kraju. Jednak zdaniem niektórych ekspertów z dzieciny demografii, jest bardzo możliwe, że na takie zmiany jest już za późno. W przeciągu kilku lat nie da nadrobić się zaległości, które zaczęły być widoczne już kilkanaście lat temu. Pojawiają się głosy, że ograniczenia w liczbie urodzeń nigdy nie powinny być wprowadzone. Oprócz samej gospodarki, która już odczuwa skutki takiej polityki, problem pojawia się także gdzie indziej. Starzejące się chińskie społeczeństwo, już za 20 lat ma wygenerować przeszło 300 mln emerytów. Już teraz statystyki są niepokojące – na dwoje Chińczyków przypada średnio 1,8 dziecka [10]. To w przyszłości spowoduje najprawdopodobniej katastrofalne skutki już nie tylko gospodarcze, ale także społeczne i problem z „obciążającą” państwo armią emerytów.

Wszystkie te bolączki, które zaczęły poważnie zagrażać chińskiej drodze ku mocarstwowości, stały się aktualne wraz z nastaniem światowego kryzysu ekonomicznego. Elita rządząca, która po dekadzie opuszcza szczyty władzy, zostawia kraj z jednej strony jeszcze silniejszy niż 10 lat temu. Natomiast z drugiej strony, lata ciągłego rozwoju spowodowały pojawienie się trudności, z którymi trzeba będzie się zmierzyć. Kraj, który od ponad 30 lat nieprzerwanie się rozwija, w pewnym momencie musi dojść do momentu, w którym pojawiają się problemy. To, czy zwalczy potencjalne trudności, zależy wyłącznie od państwowych przywódców. Tylko czy będą oni w stanie zauważyć nasilające się oznaki kryzysu?

Po drugie trzeba jak najszybciej przystąpić do realizacji reform, które zapobiegną narastaniu niepokojących zjawisk. Wydaje się, że chińscy politycy zaczęli realizować właśnie pierwszy punkt takiego założenia. Podczas inauguracyjnego przemówienia na XVIII zjeździe Komunistycznej Partii Chin, na którym rządy objęło piąte pokolenie chińskich przywódców, odchodzący prezydent Hu Jintao, podsumował chiński rozwój gospodarczy: „W ciągu ostatnich 30 lat ciągłego poszukiwania reform i otwierania się na świat wysoko nieśliśmy wspaniały sztandar socjalizmu o chińskiej specyfice, odrzucając starą, sztywną politykę zamkniętych drzwi, ale i nie zgadzając się na jakiekolwiek próby odejścia od socjalizmu i zejścia na niewłaściwą drogę” [11] – zaczął swoją przemowę Hu. Następnie chiński prezydent bronił się przed zarzutami, że ostatnia dekada była straconym czasem. Podkreślił, że Chiny stały się drugą gospodarką na świecie, osiągając rozwój we wszystkich możliwych dziedzinach. Zaznaczył również, że Chiny czeka w nadchodzącym czasie wiele wyznań, którym trzeba będzie sprostać. Zdaniem Hu do najważniejszych z nich należy walka z korupcją, pogłębiające się rozwarstwienie społeczne, degradacja środowiska oraz praca nad nowymi technologiami. Receptą na kryzys ma być, jak to nazwał – „nowy rodzaj rozwoju”, który ma być bardziej zrównoważony niż dotychczas. Jedną z pierwszych zmian, która ma uchronić Chiny przed stagnacją, ma być zwiększenie popytu wewnętrznego [12]. Ma to spowodować zmniejszenie zależności chińskiej gospodarki od rynków zewnętrznych. Hu Jintao mówił także o dwukrotnym zwiększeniu płac w ciągu najbliższych 10 lat, a także o podwojeniu chińskiego PKB. Chiński przywódca zaznaczył jednak dość wyraźnie, że Pekin nie będzie naśladował zachodniego wzorca rozwoju i będzie szedł własną drogą. „Nigdy nie będziemy kopiowali politycznego systemu Zachodu” [13] – oznajmił kategorycznie, odcinając się od jakiejkolwiek demokratyzacji państwa.

Cele przed nowym pokoleniem przywódców Chińskiej Partii Komunistycznej zostały już postawione. Teraz Ci nowi muszą sprostać wymogom, które stawia przed nimi teraźniejszość. Nowy chiński przywódca, dotychczasowy wiceprezydent, a już niebawem prezydent – Xi Jinping, niewątpliwie musi sprostać przede wszystkim oczekiwaniom chińskiego społeczeństwa. Najbliższe 10 lat będzie dla Pekinu nie lada wyzwaniem. Po ponad 30 latach ciągłego rozwoju, Państwo Środka staje przed nowym, trudniejszym zadaniem. Polega ono na zwalczeniu negatywnych skutków spowodowanych przez wysoki i długotrwały wzrost gospodarczy. Zadanie jest o tyle trudne, ponieważ Chiny w swojej najnowszej historii nigdy jeszcze nie stały przed takim wyzwaniem. Czy nowe kierownictwo partii poważnie potraktuje zapowiedzi odchodzącego prezydenta Hu Jintao i przystąpi do realizacji niezbędnych reform? Odpowiedź na to pytanie poznamy w najbliższym czasie.

____________________________________
1 S. Niewiński, www.polska-azja.pl, grudzień 2011.
2 Radosław Pyffel, „Firma Chiny zmienia zarząd”, Wprost, listopad 2012, s. 67.
3 „Zagraniczne inwestycje w Chinach”, egospodarka.pl, marzec 2012.
4 „Chiny: w II kw. wzrost najniższy od trzech lat”, forbes.pl, lipiec 2012.
5 „Koszt pracy w Chinach rośnie. Inwestorzy wycofują się”, gospodarka.dziennik.pl, lipiec 2012.
6 „Płace w Chinach rosną razem z wydajnością”, forbes.pl, sierpień 2012.
7 G. Friedman, „Następne sto lat”, Warszawa 2009, s. 111.
8 „Pekin rezygnuje z polityki "jednego dziecka". Będzie więcej Chińczyków”, wiadomości.gazeta.pl, wrzesień 2010.
9 K. Sikora, natemat.pl, listopad 2012.
10 „Pekin rezygnuje z polityki "jednego dziecka". Będzie więcej Chińczyków”, wiadomości.gazeta.pl, wrzesień 2010.
11 A. Borowiak, wyborcza.pl, listopad 2012.
12 „Chiny: Hu Jintao wezwał na otwarciu zjazdu KPCh do walki z korupcją”, Polska Agencja Prasowa, listopad 2012.
13 Zmiana władzy w Chinach. "Musimy pracować ciężej", wiadomości.gazeta.pl, listopad 2012.

Czytany 7597 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04