piątek, 04 grudzień 2015 05:55

Oleg Friesen: Rumuni i Węgrzy na Ukrainie. Milczące mniejszości?

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Oleg Friesen

Lipcowe starcia ukraińskich sił bezpieczeństwa z bojownikami Prawego Sektora doprowadziły do wybuchu skandalu dyplomatycznego między Ukrainą a Węgrami. Rząd Viktora Orbana uważa się za adwokata mniejszości węgierskiej zamieszkującej Ukrainę i regularnie skarży się na jej sytuacje.

Wstęp

Przyczyny śmiertelnej strzelaniny pomiędzy ukraińską policją, a bojownikami Prawego Sektora, do której doszło w lipcu w Mukaczewie w zachodniej części Ukrainy, są nadal dyskusyjne. Ukraiński rząd zarzuca Prawemu Sektorowi snucie kryminalnych intryg, ten zaś twierdzi, że takim właśnie intrygom przeciwdziała. Wielu międzynarodowych obserwatorów widzi w tych zajściach oznakę słabości ukraińskiego rządu w stosunku do ochotniczych batalionów. Z całej sytuacji mogła cieszyć się rosyjska telewizja państwowa, która po raz kolejny donosiła o zagrożeniu ze strony nacjonalistów. Mimo, że Prawy Sektor rzuca się w oczy w krajobrazie politycznym Ukrainy, jego faktyczna siła jest znikoma. Zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych w 2014 roku, partia czy też raczej jej kandydaci, uzyskali zaledwie niespełna 1% głosów. Również dzisiejsze sondaże, nie dają temu ugrupowaniu szans na przekroczenie 5% progu, który pozwoliłby ugrupowaniu dostać się do Rady Najwyższej Ukrainy. Incydent na Zakarpaciu może jednak niepokoić i według wielu osób jest równoznaczny z polityczną niestabilnością Ukrainy. Szczególne zaniepokojenie wykazuje zachodni sąsiad Ukrainy – Węgry. Region Zakarpacia zamieszkuje niemal 150 tys. etnicznych Węgrów. Podczas gdy szef gabinetu premiera Węgier, polityk partii Fidesz – Janos Lazar zadeklarował, że w razie eskalacji sytuacji na Zakarpaciu jego kraj gotów będzie przyjąć etnicznych Węgrów jako uchodźców, szef węgierskiego wywiadu stwierdził, że na Ukrainie już działają węgierscy agenci, których zadaniem jest ochrona węgierskiej mniejszości i dbanie o interesy Budapesztu. Dla ukraińskiego MSZ wypowiedź ta była afrontem, za który z Kijowa odwołany został węgierski ambasador.

W istocie jednak, temat mniejszości węgierskiej od lat stanowi obciążenie dla stosunków między Kijowem, a Budapesztem, zwłaszcza w czasie walki wyborczej na Węgrzech. Prawicowo-konserwatywna partia Fidesz premiera Viktora Orbana rości sobie prawa do obrony praw etnicznych Węgrów na Ukrainie i domaga się przyznania im autonomii na Zakarpaciu. Do podobnych spięć dyplomatycznych dochodziło także między Ukrainą, a Rumunią ponieważ południowo-zachodnia część Ukrainy jest również ojczyzną dla znaczącej mniejszości rumuńskojęzycznej. Jednak w czasie, gdy stosunki pomiędzy Kijowem, a Budapesztem pozostają problematyczne, relacje Węgier i Rumunii po kijowskim Majdanie osiągają pozytywne apogeum. Budapeszt i Bukareszt często sztucznie napędzają rzekome problemy mniejszości węgierskiej i rumuńskiej, choć dla ich przedstawicieli na Ukrainie odgrywają one znikomą rolę.

Ogólne wiadomości o mniejszościach etnicznych na Ukrainie

Ukraina jest krajem wielokulturowym. Według spisu powszechnego z roku 2001, 77,8% obywateli kraju uważa za Ukraińców. Największą mniejszością etniczną są Rosjanie, którzy stanowią 17,3% ogólnej populacji kraju. Przynależność etniczna nie idzie jednak w parze z językiem ojczystym danej grupy, bądź językiem, jakim posługuje się ona na co dzień. Blisko 30% Ukraińców uważa mowę rosyjską za swoją ojczystą. Nie oznacza to jednak zawsze języka, którym dana grupa posługuje się na co dzień. I tak, choć wielu Ukraińców podaje język ukraiński jako swój ojczysty, w codziennej komunikacji używa języka rosyjskiego lub „surżyka", będącego mieszanką ukraińskiego i rosyjskiego. Nie istnieją jednak oficjalne dane, które potwierdzałyby ten stan rzeczy. Biorąc za punkt wyjścia użycie języka ukraińskiego i rosyjskiego, można stwierdzić zarówno istnienie różnic między wschodnią, a zachodnią Ukrainą, jak również miastem i wsią. W regionie ługańskim, przeważająca większość ludności wiejskiej posługuje się językiem ukraińskim, podczas gdy językiem większości mieszkańców miast w tej części kraju jest rosyjski. Językiem rosyjskim posługuje się jednak również wysoki odsetek ludności w południowo-zachodnich regionach Ukrainy – w obwodach zakarpackim oraz czerniowieckim.

Polityczne i kulturalne prawa mniejszości narodowych na Ukrainie, zwłaszcza prawo do autonomii językowej, pozostają kwestią dyskusyjną od czasów uzyskania przez kraj niepodległości. Chociaż ukraińskie prawo nie daje możliwości legalnego posiadania przez obywateli podwójnego obywatelstwa, wielu z nich pochodzenia innego niż ukraińskie legitymuje się drugim paszportem. Ugrupowania o poglądach nacjonalistycznych na Ukrainie, jak również były prezydent kraju Wiktor Juszczenko domagali się uczynienia ukraińskiego jedynym językiem urzędowym na wszystkich płaszczyznach administracji państwowej. W 2012 roku pod rządami Wiktora Janukowycza wprowadzono ostatecznie prawo, według którego język mniejszości, która w danym obwodzie, bądź okręgu stanowi ponad 10% ogólnej populacji, otrzyma status języka regionalnego. W ten sposób język rosyjski stał się drugim językiem urzędowym w 9 z 27 jednostek administracyjnych kraju oraz niektórych okręgach i gminach kolejnych regionów. Ze względu na niewystarczający udział mniejszości w ogólnej populacji, język rumuński i węgierski stały się językami regionalnymi jedynie w niektórych okręgach kraju. Obecnie, reforma decentralizacyjna – jeden z największych projektów reform planowanych przez Ukrainę po wydarzeniach na kijowskim Majdanie – ma na celu zabezpieczenie praw mniejszości poprzez zwiększenie kompetencji samorządowych okręgów i gmin.

Rumuni w Bukowinie północnej

Językiem ojczystym ponad 400.000 ludzi na Ukrainie jest rumuński. Grupa ta byłaby drugą po Rosjanach mniejszością narodową w kraju, jednak sama dzieli się jeszcze na Rumunów i Mołdawian. Stanowiący 0,4% ogólnej ludności kraju Mołdawianie są czwartą najliczniejszą mniejszością etniczną na Ukrainie. Według Eugena Petrascha – przewodniczącego Rumuńskiego Instytutu Kultury im. Eudoxiu Hurmuzachi w Czerniowcach, podział na Rumunów i Mołdawian jest skutkiem radzieckiej polityki „mołdawianizacji". Do 1940 roku, dzisiejszy obwód czerniowiecki, historycznie nazywany Bukowiną północną, należał do Królestwa Rumunii. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, został wraz z Besarabią, anektowany a potem okupowany przez Armię Czerwoną. Ze względu na tamtejszą mniejszość ukraińską, Bukowina północna i południowa Besarabia zostały wcielone do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a dziś stanowią obwód czerniowiecki i zachodnią część obwodu odeskiego. Reszta Besarabii stała się zaś Mołdawską Socjalistyczną Republiką Radziecką (MSRR), czyli dzisiejszą Republiką Mołdawii. Teza E. Petrascha, według której Mołdawianie są Rumunami, ma wśród rumuńskojęzycznej ludności zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Zwolennicy tezy mówią o wynalezieniu mołdawskiej tożsamości narodowej przez stalinizm, którego celem było usprawiedliwienie dokonanej przemocą aneksji tych obszarów i utworzenie MSRR. Po obu stronach nowo utworzonej granicy dążono do wyobcowania ludności poprzez zmuszanie Mołdawian do posługiwania się cyrylicą, czy slawizację rumuńsko brzmiących nazwisk. Dopiero wraz z uzyskaniem niepodległości przez Ukrainę, tamtejsi Rumuni mogli znów nazywać siebie Rumunami.

Mimo że natychmiast po odzyskaniu niepodległości Ukraina zniosła rubrykę „narodowość" w swoich paszportach, E. Petrasch skarży się, że Mołdawianie nie uważają się za Rumunów i nie wykazują zainteresowania skuteczną rumuńską polityką w stosunku do mniejszości narodowych. Instytut Kultury im. Eudoxiu Hurmuzachi w Czerniowcach jest jednak otwarty w równym stopniu na Rumunów, jak i Mołdawian.

Młodzi przedstawiciele rumuńskiej mniejszości emigrują do Rumunii od roku 1991. Zjawisko to przybrało na sile w 2007 roku po wstąpieniu Rumunii do Unii Europejskiej. Rumuni, którzy pozostali na Ukrainie posiadają najczęściej podwójne obywatelstwo. Odpływ wykwalifikowanych Rumunów z Ukrainy sprawia, że temu krajowi brakuje fachowców, a wielu rumuńskim szkołom w kraju brakuje nauczycieli. Od 1991 roku liczba szkół nauczających w języku rumuńskim nieustannie spada. Z jednej strony jest to spowodowane emigracją nauczycieli, z drugiej jednak wielu Rumunów czuje się zastraszonych żądaniami ukraińskich partii nacjonalistycznych, według których ukraiński musi stać się jedynym językiem wykładowym w szkołach. Żądanie to było częścią programu byłego prezydenta W. Juszczenki, co napędzało przedstawicieli mniejszości rumuńskiej do Partii Regionów, którzy obiecywali sobie po ugrupowaniu lepszej polityki w stosunku do mniejszości narodowych. Dzięki poparciu wielu rosyjskojęzycznych mieszkańców Czerniowiec, kandydujący z ramienia Partii Regionów Rumun dostał się do parlamentu w Kijowie, zaś samo miasto stało się bastionem tego ugrupowania na południowym wschodzie Ukrainy. Pod rządami W. Janukowycza nie doszło do oczekiwanej przez większość Rumunów integracji z Unią Europejską, mimo że jego rząd wprowadził prawo 10% dotyczące języków mniejszości, które uczyniło rumuński językiem urzędowym w wielu gminach w obwodzie czerniowieckim.

Dla wielu ukraińskich Rumunów integracja z Unią Europejską oznacza przede wszystkim intensywną wymianę z będącą członkiem UE Rumunią oraz polepszenie warunków podróżowania. E. Petrasch pokłada duże nadzieje w rządzie wybranym po wydarzeniach na kijowskim Majdanie oraz na jego pro-europejskim kursie. Niektóre z celów takich, jak zniesienie obowiązku wizowego dla mieszkańców obszarów przygranicznych, osiągnięto już w 2014 roku. Skorzystali z tego mieszkańcy zamieszkałego w 80% przez Rumunów, leżącego przy granicy rumuńskiej rejonu hercańskiego w obwodzie czerniowieckim. Zbliżenie pomiędzy Ukrainą a Rumunią po wydarzeniach na Majdanie umożliwia także transgraniczną współpracę gospodarczą i kulturalną pomiędzy oboma krajami. Wychowany w Tiraspolu (położonego w Naddniestrzu oderwanym od Mołdawii przy wsparciu Rosji) prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wygłosił przemówienie przed przedstawicielami mniejszości rumuńskiej w Czerniowcach, czym według E. Petrascha otworzył zupełnie nowy rozdział w stosunkach między Ukrainą a jej rumuńską mniejszością. Według naukowca, były prezydent kraju W. Juszczenko wyróżnił się również swoimi dyskryminującymi dowcipami na temat Mołdawian. Pomimo obecnego odprężenia między Ukrainą a Rumunią, w stosunkach między oboma krajami pozostają problemy jak choćby kwestia rumuńskich szkół.

Artur Kadelnyk jest pochodzącym z Bukowiny Rumunem, choć sam widzi swoją przyszłość na Ukrainie. Podczas gdy starsi ludzi żałują utraty przynależności Bukowiny północnej do państwa rumuńskiego i ubolewają nad jej nielegalną aneksją, dokonaną przez Związek Radziecki oraz nad deportacją tysięcy Rumunów, młodsi ukraińscy Rumuni, tacy jak on, postrzegają siebie jako Ukraińców rumuńsko-mołdawskiego pochodzenia. Obecne rozumienie pojęcia narodu na Ukrainie kształtuje się poza pojęciem pochodzenia etnicznego. A. Kadelnyk jest aktywnym członkiem społeczeństwa obywatelskiego na Ukrainie i jako członek „Klubu Młodych Reformatorów", który organizuje w Czerniowcach dyskusje pomiędzy studentami i politykami. W jego rodzinnej wsi, w obwodzie czerniowieckim nie ma ani jednej rumuńskiej szkoły. Mimo to, brał on regularnie udział w zajęciach pozalekcyjnych z języka rumuńskiego oferowanych przez szkołę, do której uczęszczał. A. Kedelnyk uważa naukę języka ukraińskiego za swój obywatelski obowiązek. Żądania członków mniejszości rumuńskiej, którzy domagają się prawa do uczęszczania na dodatkowe lekcje w języku rumuńskim są według niego równoznaczne z tym, że zarzutu „ukrainizacji" nie da się obronić. Według niego problem „ukrainizacji" dotyczy w znacznie większej mierze niektórych polityków w Rumunii, którzy kreują się na obrońców rzekomo zagrożonej mniejszości rumuńskiej na Ukrainie. Tę kartę rozgrywał choćby Victor Ponta, socjaldemokratyczny kandydat w rumuńskich wyborach prezydenckich w 2014 roku, który chciał wysunąć swoją „prawdziwą" rumuńską tożsamość jako argument przeciwko swojemu przeciwnikowi, pochodzącemu z Niemiec Klausowi Iohannisowi. Również wiele prawicowych partii w Rumunii, jak choćby odgrywająca do 2008 roku znaczącą rolę w rumuńskim parlamencie Partia Wielkiej Rumunii, która domagała sie od Ukrainy zwrotu Bukowiny północnej, podsycają dyskusję o dyskryminacji rumuńskiej mniejszości na Ukrainie.

Od wybuchu wojny na wschodniej Ukrainie, ukraińscy Rumuni nawoływani są do walki przeciwko kierowanym i wyposażanym przez Moskwę tzw. „separatystom". 8 lutego 2015 roku na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow stwierdził, że mniejszość węgierska i rumuńska podlegają na Ukrainie tzw. „pozytywnej dyskryminacji" w kwestii mobilizacji do ukraińskiej armii. W napędzanej przez rosyjskie media państwowe propagandzie, ukraińska armia jest często przedstawiana jako wojsko napędzane przez dowódców będących rzekomo pod amerykańskim wpływem. Między wierszami S. Ławrow zarzucił rządowi ukraińskiemu, który w zależności od przekazu dnia określany jest jako „nielegalny" lub jako „partner", chęć pozbycia się mniejszości narodowych. O tak absurdalnych twierdzeniach nie chcą słyszeć ani E. Petrasch, ani A. Kadelnyk. Nawet w Rumunii nikt nie odnosi się do tego zarzutu. Zamiast tego wpływowa rumuńska gazeta „Adevarul" wyprodukowała film dokumentalny o etnicznych Rumunach służących w ukraińskiej armii. Opowiadają oni o swojej codzienności, swojej rumuńskiej tożsamości, lecz również o konieczności walki w szeregach ukraińskiej armii. Od rozwoju stabilnej i demokratycznej Ukrainy ma przecież zależeć przyszłość mniejszości rumuńskiej w tym kraju.

Węgrzy na Zakarpaciu

Według spisu powszechnego z 2001 roku, w położonym na zachodniej Ukrainie obwodzie zakarpackim żyje 150.000 Węgrów, co stanowi 12% populacji całego regionu. 156.000 mieszkańców Ukrainy pochodzenia węgierskiego stanowi 0,32% ogólnej ludności kraju. Także i w obwodzie zakarpackim można znaleźć pojedyncze miejscowości, w których węgierski jest drugim językiem urzędowym. W okręgu Berehowo niemal połowa ludności, to Węgrzy, zaś wiele szyldów na ulicach napisanych zostało w języku węgierskim. W Sołotwinie – południowym okręgu obwodu zakarpackiego tablice informacyjne są nawet trójjęzyczne, gdyż region ten zamieszkuje także mniejszość rumuńska. Z powodu napływu ludności z innych części Związku Radzieckiego, wielu ludzi w regionie mówi także po rosyjsku, który staje się często uniwersalnym, międzykulturowym językiem komunikacji. Chociaż na Zakarpaciu mieszka wyraźnie mniej Węgrów niż w obwodzie czerniowieckim Rumunów, tutejsi Węgrzy zorganizowali się w partię o nazwie: „Partia Węgrów Ukrainy". Jej celem jest uzyskanie autonomii dla mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu pomimo niewystarczającego odsetka Węgrów zamieszkujących ten region. Żądania zakarpackich Węgrów wspierają prawicowe partie Fidesz i Jobbik. Minister spraw zagranicznych Rosji S. Ławrow skrytykował rząd Ukrainy za nieprzyznawanie zakarpackim Węgrom autonomii i domagał się zmiany konstytucji, która umożliwiłaby mniejszości węgierskiej wysłanie deputowanych do parlamentu Ukrainy. Jednak rosyjska dyplomacja stała się samozwańczym obrońcą mniejszości narodowych na Ukrainie dopiero po wydarzeniach na kijowskim Majdanie i związaną z nimi zmianą władzy na Ukrainie.

Codzienne problemy zakarpackich Węgrów przypominają te, z którymi zmagają się Rumuni zamieszkujący obwód czernowiecki. Od 1991 roku wielu Węgrów emigruje do Węgier lub innych państw Unii Europejskiej. Od czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości, kolejne węgierskie rządy hojnie rozdawały obywatelstwo etnicznym Węgrom na Ukrainie. Dlatego też w interesie węgierskich polityków leży, aby w walce wyborczej mówić o problemach i bolączkach mniejszości węgierskiej na Ukrainie. W wyborach z 2014 roku z ramienia partii Fidesz posłanką do Parlamentu Europejskiego wybrana została Andrea Bocskor – przedstawicielka mniejszości węgierskiej na Ukrainie. Tym samym stała się ona pierwszym członkiem Europarlamentu posiadającym (dodatkowe) ukraińskie obywatelstwo.

Tym, co motywuje Węgrów do opuszczenia Ukrainy są przede wszystkim czynniki natury gospodarczej. O otwartej dyskryminacji Węgrów na Ukrainie, jak również o tym, że mniejszość węgierska przystanie na roszczenia „Partii Węgrów Ukrainy" tak, by ta reprezentowała ich interesy nie może być jednak mowy. To również stawia to pod znakiem zapytania wysuwane przez nią żądania zmiany konstytucji, które przyznałyby mniejszości węgierskiej miejsca w Radzie Najwyższej Ukrainy.

Oleksandr Solontaj jest ekspertem Instytutu Edukacji Politycznej w Kijowie. Pochodzi z Węgier, zaś jego ojciec jest etnicznym Węgrem. Mimo że uważa się za obywatela Ukrainy i bieże udział w działaniach proeuropejskich i demokratycznych, w wywiadzie udzielonym ukraińskiej gazecie internetowej "Glavcom", mówi otwarcie o obawach mniejszości węgierskiej. Chociaż incydent w Mukaczewie z 12 lipca 2015 roku miał zupełnie inne tło, to wywołał wśród ukraińskich Węgrów obawy o destabilizację regionu. Wypowiedzi szefa węgierskich służb specjalnych o węgierskich agentach broniących interesów Budapesztu i mniejszości węgierskiej na Ukrainie prowadzą do dyplomatycznego rozdźwięku pomiędzy oboma krajami. Jednak również O. Solontaj przyznaje, że mniejszość węgierska na Ukrainie może w istocie dokonać mocnego zwrotu na Budapeszt i poprosić o go o interwencję, jeżeli rządowi Ukrainy nie udałoby się zagwarantować bezpieczeństwa w regionie.

Stosunki między Ukrainą a Węgrami są chłodne. Premier V. Orban zaprosił prezydenta Rosji Władimira Putina mimo kryzysu na Ukrainie oraz unijnych sankcji nałożonych na Moskwę. „Patriotycznie" usposobieni, czołowi politycy rosyjscy, ze względu na konserwatywne wartości wyznawane przez partię Fidesz, widzą w jej politykach bratnie dusze. Znany ze swoich prawicowo-populistycznych wypowiedzi, rosyjski polityk Władimir Żyrinowski, zirytował się do tego stopnia, że oświadczył, iż należy dokonać podziału Ukrainy i zwrócić Zakarpacie Węgrom. Co prawda w czasach monarchii habsburskiej, obszar ten należał do Królestwa Węgier, ale w dwudziestoleciu międzywojennym było już częścią Czechosłowacji. Praga przyznała szeroką autonomię regionom zamieszkanym w większości przez Ukraińców. Region otrzymał nazwę „Karpato-Ukrainy". W roku 1939 Zakarpacie zostało anektowane przez będącego sojusznikiem Trzeciej Rzeszy rząd Miklósa Horthy'ego. Po 1945 roku Związek Radziecki anektował region, nie oddając go odrodzonej Czechosłowacji. Dlatego też określenie Zakarpacia jako regionu historycznie przynależącego do Węgier jest historycznie fałszywe. Mimo zbliżenia osobistego zbliżenia między węgierskimi a rosyjskimi politykami, Węgry wspierają europejskie sankcje przeciwko Rosji i ponadto biorą udział w tzw. „odwróceniu przepływu", które ma na celu dostarczenie gazu z Węgier na Ukrainę.

Wnioski

Mniejszości etniczne na Ukrainie często odgrywają rolę w jej stosunkach z sąsiadami. Mimo tego relacje te niekoniecznie zależą od faktycznej sytuacji mniejszości narodowych na Ukrainie. Węgierska partia Fidesz, czy też kandydat w rumuńskich wyborach prezydenckich V. Ponta są przykładami na to, jak środkowoeuropejscy politycy usiłują poprawić swoje notowania poprzez kreowanie się na obrońców własnych mniejszości na Ukrainie. Ukraiński rząd zadeklarował, że zapowiedziana reforma decentralizacyjna zagwarantuje mniejszościom zamieszkującym terytorium kraju większe prawo do samostanowienia. Od czasu uzyskania przez Ukrainę niepodległości, zastanawiano się również nad wprowadzeniem dwuizbowego parlamentu w celu przyznania regionom większego prawa głosu w polityce ogólnokrajowej. Tak daleko idąca reforma nie znajduje się jednak obecnie w planach ukraińskiego rządu.

Przekład: Bartłomiej Sokół
Tytuł oryginału: Analyse: Die Rumänen und Ungarn der Ukraine – stille Minderheiten?1
Źródło: http://www.bpb.de/internationales/europa/ukraine/214890/analyse-die-rumaenen-und-ungarn-der-ukraine-stille-minderheiten1
Fot. www.kyivpost.com

Czytany 5400 razy