sobota, 15 październik 2011 09:25

Nikołaj Maliszewski: Wkład Białorusi w energetyczny alians przeciwko Rosji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

elektrow   Nikołaj Maliszewski

Zmiana geopolitycznych wektorów w ramach Partnerstwa Wschodniego sprawia, że plusy statusu państwa tranzytowego i położenia geopolitycznego między FR i UE dla Białorusi stają się minusami. W dodatku wejście tych państw w orbitę UE praktycznie przekształca postradzieckie republiki w energetyczny wytrych służący do włamania się do bogatej w surowce Eurazji.

Pod koniec września 2011 roku w Polsce odbył się szczyt Partnerstwa Wschodniego. Akurat to ten moment, aby reanimować ów projekt, wysunięty trzy lata temu przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP przy współpracy z innymi krajami basenu Morza Bałtyckiego, przede wszystkim z Litwą i Szwecją, w którym bierze udział sześć postradzieckich republik – Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Armenia, Azerbejdżan i Gruzja – wybrano niezwykle trafnie. Z jednej strony jest to dobry czas, ze względu na obecne przewodnictwo Polski w Unii Europejskiej (począwszy od lipca 2011 roku) i pragmatyczną politykę rządu Donalda Tuska, który, jak tylko to możliwe, odżegnuje się od złośliwych docinków i krytyki pod adresem Moskwy, tak znamiennych dla polskich postradzieckich rządów. Z drugiej zaś, dzięki ostatnim próbom politycznego zdystansowania się od Moskwy Kijowa, Mińska i Kiszyniowa, które zachowały przy tym dotacje na rosyjskie surowce.

Program Partnerstwa Wschodniego, zainicjowany przez Brukselę i Waszyngton, faktycznie został zapoczątkowany działaniami dyplomacji polskiej w 2008 roku, wkrótce po zakończeniu nieudanej gruzińskiej agresji przeciwko Osetii. W rzeczywistości program ten stał się swego rodzaju przedłużeniem Organizacji na Rzecz Demokracji i Rozwoju (GUAM), która podczas owych sierpniowych wydarzeń zademonstrowała swoją wojskową i polityczną bezpodstawność.

Udział w programie Białorusi i Armenii (nie wchodzących w GUAM) to próba rewanżu za Gruzję. Głównym „operatorem” projektu na Zachodzie jest Polska, na Południu – natowska Turcja [1]. Oficjalnym sponsorem zaś Bruksela. Celem projektu jest:

- rozszerzenie strefy polityczno-gospodarczego wpływu Zachodu i zmarginalizowanie wpływów rosyjskich na terytorium postradzieckim;

- przeorientowanie republik postsowieckich z Rosji na Polskę i UE (w perspektywie także na NATO) i stworzenie alternatywy lub „rozmywanie” WNP i OUBZ;

- wyparcie Rosji z Kaukazu i oderwanie postsowieckich republik od Rosji, a także odseparowanie ich w kwestii gospodarczej, wojskowej i politycznej;

- integracja regionalnej strefy energetycznej, infrastruktury i rynków republik postsowieckich z Unią Europejską, jak również transport energii omijający Rosję (z obszarów kaukaskich i kaspijskich). 

Interes Brukseli – przekształcenie postradzieckich republik w energetyczny wytrych, aby włamać się do bogatej w surowce Eurazji (do Rosji i środkowoazjatyckiego regionu).

W zamian za tę kontrolę Zachodu nad energetycznym transportem i infrastrukturą republikom postsowieckim oferuje się „szczególny status” w stosunkach z UE i możliwość wypraszania się o kredyty.

Tak naprawdę o Partnerstwie Wschodnim można mówić, jako o jednym z instrumentów energetycznego kolonializmu, przekształcenia Rosji w surowcowy dodatek Zachodu, „wyparcia” na północny-wschód Euroazjatyckiego kontyngentu i utworzenia „sanitarnego” Bałtycko-Czarnomorskiego kolektora naftowego wzdłuż rosyjskich granic. Nie bez powodu „dziś wielu Rosjan uważa, że Partnerstwo Wschodnie to swego rodzaju „kalka” koncepcji Hitlera o „rozszerzeniu przestrzeni życiowej” na Wschód” [2].

Obecny szczyt był niezwykle ważny dla Polski, szczególnie zainteresowanej, aby program Partnerstwa Wschodniego zadziałał w pełnym wymiarze. Warszawa, będąca „pod skrzydłami” Brukseli, dąży do tego, aby ubiec Kreml i wykorzystując zwłokę w procesach integracyjnych na terytorium postradzieckim, „zatrzymać” postsowieckie republiki za sobą, a także zrealizować projekt legendarnej Sarmacji w sensie politycznym (integracja w ramach czwartej Rzeczpospolitej Polskiej) i gospodarczym w sferze transportu energii, który połączy Morze Czarne z Morzem Bałtyckim. 

Pomoc w tym zakresie okazują Polsce Waszyngton, Sztokholm, państwa basenu Morza Bałtyckiego i władze samych republik postsowieckich. Ukraińcy mają nadzieję dzięki Polsce „stać się Europejczykami”, Mołdawia, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan także liczą na Polskę w kwestii swoich prozachodnich dążeń i nadziei na uregulowanie sporów terytorialnych (Naddniestrze, Karabach, Osetia, Abchazja), oczywiście na ich korzyść.

A jaki interes i wkład ma Białoruś w program Partnerstwa Wschodniego?

Po pierwsze – to wyciągnięcie korzyści na linii Zachód-Wschód, czyli ze statusu państwa tranzytowego przez które transportuje się na Zachód surowce z Rosji. 6 maja 2009 roku po spotkaniu z Julią Tymoszenko prezydent Białorusi potwierdził gotowość Mińska do uczestnictwa w projekcie utworzenia Bałtycko-Czarnomorskiego kolektora naftowego, a także gotowość uzgodnienia polityki tranzytowej z Kijowem w kwestii dostaw rosyjskich węglowodorów na rynki europejskie, przebiegających przez terytorium Ukrainy i Białorusi. Już następnego dnia, 7 maja, szef białoruskiego MSZ Siarhiej Martynau wymieniał się w Pradze z Europejskim Komisarzem ds. Stosunków Zewnętrznych i Europejskiej Polityki Sąsiedztwa Benitą Ferrero-Waldner, wariantami tekstu deklaracji dotyczącej uczestnictwa Białorusi w programie. Dokument ten zakłada zbliżenie Białorusi i UE w kwestii uregulowania i przeprowadzania reform w sektorze energetycznym, wymiany informacji o strategiach i programach energetycznych [3].

Po drugie – to organizowanie, alternatywnych dla rosyjskich, dostaw nośników energii. Jako jedną z najbardziej prawdopodobnych alternatyw podaje się zwykle możliwość podpięcia się pod ropociąg Odessa-Brody-Płock-Gdańsk, otwierający dostęp do ropy naftowej z Azerbejdżanu i Iraku, czyli z rejonu Morza Kaspijskiego. Strona białoruska przygotowała już wszystkie niezbędne techniczno-gospodarcze uzasadnienia budowy węzła Bobowiczi-Kościukowicze, co według planu powinno pozwolić na dostarczanie ropy przez Nowopołock i Windawę.

Po trzecie – otrzymanie korzyści na linii Północ-Południe, przez bałtycko-czarnomorski kolektor naftowy. 12 maja 2008 roku Białoruś, Litwa i Ukraina podpisały w Wilnie stosowne trójstronne porozumienie dotyczące „rozwoju przewozów kontynentalnych z regionu Morza Bałtyckiego nad Morze Czarne”. Wtedy też ogłoszono zamiar rozszerzenia zasięgu tego projektu, zapraszając do uczestnictwa Turcję, Azerbejdżan, Gruzję „i inne zainteresowane państwa” [4]. Spółka Ukrtatnafta, kontrolująca krzemieńczucką rafinerię ropy naftowej, rozpoczęła zakup ropy z Białorusi [5], a sama Białoruś zaczęła gwałtownie podnosić poziom eksportu ropy i produktów naftowych przez litewską Kłajpedę.

Niestety dla zwolenników Partnerstwa Wschodniego wśród szefostwa białoruskiego, pomimo zagwarantowania swoich interesów w teorii, w praktyce istnieją obiektywne czynniki, które wnoszą istotne poprawki w ich błogie zamiary odnośnie wkładu Białorusi w tym projekcie.

Po pierwsze, jeszcze żadnemu państwu na świecie nie udało się uzyskać istotnych korzyści ze statusu państwa tranzytowego. Przyczyna – zysk przewoźnika odzwierciedla się w cenie, wypłacanej docelowemu kontrahentowi (w naszym przypadku UE). W istocie jest to czysto „afrykański zysk”, podobny do tych, jakie otrzymuje Egipt z kontroli nad Kanałem Sueskim. Co więcej część białoruskich partnerów i kuratorów Partnerstwa Wschodniego stopniowo traci status państw tranzytowych [6] i nie zamierzają one zajmować jawnie antyrosyjskich pozycji, w czasie kiedy druga ich część po prostu nie ma na to siły i środków. Było to naocznie zademonstrowane kilka lat temu na tzw. szczytach energetycznych w Krakowie, Wilnie i Kijowie.

Po drugie, rurociąg Odessa-Brody, pierwotnie przewidujący tranzyt kaspijskiej (azerbejdżańskiej i irańskiej) ropy naftowej, tak aby ominąć Rosję i móc bezpośrednio transportować surowce do Centralnej Europy i portów Morza Bałtyckiego, nie bez powodu budowano przez 5 lat. A później jeszcze przez trzy kolejne nie był użytkowany, po czym trzeba było uruchomić go w trybie awaryjnym korzystając z pomocy Rosjan. Problem tworzenia alternatywnych dla rosyjskich dostaw nośników energii polega na tym, że „partnerstwo pokrzywdzonych” postradzieckich republik w kwestii transportu surowców energetycznych nie może odbyć się bez udziału Rosji, również dlatego, że bez Rosji nie będzie zainteresowany owym partnerstwem Kazachstan. Ten sam, którego możliwości eksportowe, jeśli chodzi o energię przewyższają potencjał Azerbejdżanu, ten który omawia możliwość podłączenia się do rosyjsko-europejskiego ropociągu BTS-2, omijającego terytorium Białorusi i terytorium innych krajów uczestników-kuratorów Partnerstwa Wschodniego, ten który został wyróżniony, jako że Kazachstan był pierwszym krajem, gdzie z wizytą udał się nowo wybrany prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i z którym Rosja tworzy Wspólną Przestrzeń Gospodarczą.

Po trzecie, swego czasu obecny prezydent Białorusi zbił kapitał polityczny, który pomógł mu dojść do władzy, a następnie pozwolił przez wiele lat tę władzę utrzymać. Aleksandr Łukaszenka utworzył go na krytyce jawnego mitomaństwa wrogów Rosji i idei nacjonalistycznych radykałów, coś na wzór budowy bałtycko-czarnomorskiego kolektora naftowego. Wtedy też, tzn. prawie dwadzieścia lat temu, ekonomiści udowodnili bezpodstawność podobnych planów, do realizacji których oprócz czysto transportowo-logistycznych strat należy dodać gruntowną modernizację procesu technologicznego opartego na rosyjskich surowcach (pod względami technologicznymi rafinerie naftowe w Mozyrzu i Nowopołocku są zorientowane właśnie na rosyjską ropę naftową Urals), poszukiwanie nowych rynków zbytu i to zupełnie nowych nie tylko pod względem jakościowym, ale także pod względem cen produktów itd. [7].

Ogólnie rzecz ujmując „zmiana geopolitycznych wektorów” w ramach Partnerstwa Wschodniego sprawia, że plusy statusu państwa tranzytowego i położenia geopolitycznego między FR i UE stają się minusami, co skazuje Białoruś, jak również inne republiki postradziecckie, na przekształcenie się w:

- kontrolowany przez Brukselę za pośrednictwem Warszawy obszar tranzytu rosyjskich surowców;

- w na wpół kolonialne źródło taniej siły roboczej i innych zasobów;

- w rynek zbytu wcale nie lepszych europejskich produktów;

- w bufor pomiędzy Europą i Rosją, gdzie działania UE będą utrzymywane na takim poziomie, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

Tekst pochodzi z portalu World Intellectual Network.

fot. sxc.hu

Tłumaczenie: Justyna Matyjek

____________________________________________________
PRZYPISY:
[1] Dlaczego Polce i Turcji przypadła rola „operatorów” w programie Partnerstwa Wschodniego? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w godnym uwagi wywiadzie ze znanym amerykańskim politologiem i Dyrektorem Generalnym prywatnej agencji wywiadu USA Stratfor G. Friedmanem, opublikowanym w gazecie Rzeczpospolita 25.11.2008 roku. Oto kilka cytatów:
„…Problemem strategicznym jest to, że Rosja w ciągu najbliższych kilku lat powróci nad polską granicę. Poprzez Białoruś oraz w regionie Karpat… Polska znajduje się w wyjątkowo newralgicznym punkcie – pomiędzy Rosją a Europą. To sprawia, że jesteście dla Ameryki naturalnym sojusznikiem, jedynym krajem, który będzie w stanie powstrzymać rosyjskie ambicje.
…Rosyjskie i niemieckie interesy – choćby w sprawach energetycznych – są obecnie zgodne. Niemcy nie są potencjalną siłą antyrosyjską, tylko państwem, które może stworzyć sojusz Europy Zachodniej z Rosją. Taki sojusz zaś dla Ameryki jest absolutnie niedopuszczalny. To byłaby zbyt potężna kombinacja. Dlatego właśnie teraz Polska stanie się naszym strategicznym sojusznikiem w tym regionie... Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat… I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza.
…W przeciągu kilku najbliższych dziesięcioleci siły Niemiec i Rosji znacznie się zmniejszą. Powstanie próżnia, w której musi się pojawić jakiś nowy potężny gracz. Geografia mówi, że to może być tylko Polska. Jeżeli wykorzystacie tę szansę, możecie się stać motorem napędowym Europy i jednym z najważniejszych państw na świecie. Szczególnie, jak się oprzecie na pewnym „egzotycznym sojuszniku” (USA - przyp. autora artykułu N.M.)… Rosja, która dziś wydaje się tak silna, będzie coraz słabsza, a Niemcy się wypalają. A gdy upadają stare potęgi, zawsze powstaje coś nowego… Nowy rywal pojawi się w Europie w XXI wieku. Turcja…
- Gdy wspomniał pan o Turcji, pomyślałem o XV i XVI wieku. Niemcy były wówczas podzielone i słabe, a Rosja się nie liczyła. Polska była zaś bardzo potężna, a naszym największym rywalem było właśnie Imperium Osmańskie, z którym się ścieraliśmy na południowo-wschodnich rubieżach.
Odpowiem tak: w mojej nowej książce – w której opisuję to, jak się potoczy historia świata
w najbliższym stuleciu – pomiędzy innymi mapami zamieściłem mapę przedrozbiorowej Polski. Historia lubi się powtarzać”.
[2] Szczegóły: Światowy kryzys, Europa i „przemilczane strefy” na postsowieckim terytorium // www.imperiya.by, 4.10.2009.
[3] Cytat pochodzi z referatu zastępcy dziekana katedry gospodarki i polityki światowej Wyższej Szkoły Gospodarki w Moskwie A. Suzdalcewa, wygłoszonego na posiedzeniu Rady OUBZ „Program Partnerstwa Wschodniego i zagrożenia z nim związane wobec Rosji” na temat: „Geopolityczne uwarunkowania w kwestii odpowiedzialności państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i krajów z nimi graniczących”,22.09.2009.
[4] BiełaPAN, 14.05.2008.
[5] RBK-Ukraina, 13.05.2008.
[6] Ukraina stopniowo traci status państwa tranzytowego // RBK, 28.07.2008.
[7] Mińsk i rosyjsko-wenezuelska ropa naftowa // REGNUM-Białoruś,18.03. 2010.

Czytany 8407 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04