wtorek, 31 lipiec 2012 09:11

Modest Kolerow: Polska polityka wschodnia a Rosja: ramy historycznego pojednania

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Pol_Russ_flag  dr Modest Kolerow

Polska zapomina o swych dwustuletnich imperialnych celach na Wschodzie i nie jest gotowa, by przekształcić te tradycje w podstawę partnerstwa. Warszawa prowadzi dialog tylko po to, by Rosja pokajała się za ZSRR, jednocześnie nie zgłaszając gotowości do rezygnacji ze swych tradycyjnych obszarów zainteresowania na Wschodzie. Tego rodzaju polityczna i historyczna inercja ma sięgającą dwustu lat genezę, uznanie w polskim społeczeństwie i bogate intelektualne źródła. I właśnie do jej wymiarów może ograniczyć się obecne polsko-rosyjskie pojednanie. Dlatego też nie może być pojednaniem pełnowartościowym.

„Kraina pusta, biała i otwarta –
Jak zgotowana do pisania karta”

Adam Mickiewicz, „Dziady”

Polska to były (w drugiej połowie 2011 r.) kraj przewodniczący Unii Europejskiej i uznany inicjator polityki wschodniej UE, której centrum stanowi unijny program „Partnerstwa Wschodniego”, obejmujący Azerbejdżan, Armenię, Białoruś, Gruzję, Ukrainę i Mołdawię. Polska, a wraz z nią UE, jest zakładnikiem historii swojej polityki wschodniej, w której współistnieją sprzeczności, z jednej strony roli Polski jako cywilizowanej ofiary barbarzyńskiej starej i nowej Rosji, z drugiej – imperialnej misji Polski jako byłej metropolii dla krajów Europy Wschodniej i propagatora narodowego wyzwolenia dla Kaukazu, a nawet Turkiestanu. Jeśli Polska na poziomie swych emocji i retoryki pozostanie ofiarą imperialnej polityki Rosji/ZSRR (a dokładniej – spadkobierczynią nacjonalistycznego projektu Duchińskiego/Piłsudskiego), to nadal odgrywać będzie rolę „odwiecznego historycznego wroga” współczesnej, wielonarodowej, postimperialnej Rosji.

Jeżeli natomiast społeczeństwo i władze Polski zdobędą się nie tylko na retoryczne, ale też na krytyczne odniesienie do swego historycznego doświadczenia Rzeczypospolitej jako wielonarodowego imperium, to nie tylko uda się osiągnąć trwałe pojednanie ze współczesną Rosją, ale także odnaleźć drogę ku historycznemu, eurazjatyckiemu partnerstwu, zgodnemu z projektem Dmowskiego. Trzeba przyznać, że dziś agendę relacji polsko-rosyjskich tworzy się pod dyktando polityki „ofiary” żądającej sprawiedliwości, bez względu na faktycznie istotne, podejmowane przez Moskwę działania na rzecz uznania odpowiedzialności Stalina za rozstrzelanie polskich oficerów i urzędników w Katyniu w 1940 r. Nie ma zaś żadnych dowodów na to, by Polska gotowa była przypomnieć sobie o swych dwustuletnich imperialnych celach na Wschodzie i przekształcić te tradycje w podstawę partnerstwa. Warszawa prowadzi dialog tylko po to, by Rosja pokajała się za ZSRR, jednocześnie nie zgłaszając gotowości do rezygnacji ze swych tradycyjnych obszarów zainteresowania na Wschodzie. Tego rodzaju polityczna i historyczna inercja ma sięgającą dwustu lat genezę, uznanie w polskim społeczeństwie i bogate intelektualne źródła. I właśnie do jej wymiarów może ograniczyć się obecne polsko-rosyjskie pojednanie. Dlatego też nie może być pojednaniem pełnowartościowym.

Współprzewodniczący Rosyjsko-Polskiej Grupy ds. Trudnych, były minister spraw zagranicznych Polski, autor rusofobicznego apelu polityków postkomunistycznej Europy do Baracka Obamy o zaostrzenie polityki USA wobec Rosji (2009), Adam Rotfeld przyznał niedawno, że „rozbiory Polski wytworzyły w Polakach przekonanie, że kluczowa z punktu widzenia dalszego istnienia i przetrwania jest siła. A siłę taką ma Rosja. Z drugiej strony Polacy przejawiają w stosunku do Rosjan manię wielkości. Uważają, że Polska należy do świata zachodniego, że wyrosła z tradycji grecko-rzymsko-judeochrześcijańskich”. Poza tym, jego zdaniem, po odzyskaniu niepodległości Polacy praktycznie przestali mówić o zbrodniach niemieckich, za to zaczęli mówić i pisać wyłącznie o zbrodniach radzieckich.

Opisując królujący w polskiej świadomości społecznej trwały wizerunek Rosji jako odwiecznego historycznego wroga, szanowany polski historyk pisał niedawno: „obecnie w polskiej historiografii znacznie więcej miejsca poświęca się krzywdom, przestępstwom i prześladowaniom Polaków przez władze radzieckie niż tym zadanym w okresie okupacji niemieckiej”. I zaznacza, że w Polsce nie cieszy się popularnością pogląd guru tamtejszego rosjoznawstwa Andrzeja Walickiego, który mógłby stać się podstawą prawdziwego pojednania: nie mamy żadnych konfliktów granicznych, nie mamy problemów związanych z mniejszością rosyjską w Polsce, ani polską w Rosji… Jeśli tylko przestalibyśmy spoglądać na Rosję jak na odwiecznego, historycznego wroga, a siebie postrzegać jako obrońców Europy przed jakoby wciąż aktualnym zagrożeniem rosyjskim (…), prestiż Polski wzrósłby nadspodziewanie szybko" [1].

Inny współczesny polski badacz opinii społecznej zauważa, że poza przekonaniem o wyższości Europy – Polski nad Azją – Rosją, „dla współczesnej Polski istotny jest także motyw cierpień pod jarzmem Rosji. Czym ta lista cierpień jest dłuższa, tym więcej podstaw, by podkreślać moralną wyższość Polski w jej relacjach ze Wschodem i Zachodem” [2].

Współczesny niemiecki historyk pisze: „czymkolwiek by nie wyróżniały się stosunki polsko-radzieckie, w pamięci zbiorowej Polaków są one traktowane jako przedłużenie konfliktowych relacji polsko-rosyjskich. Dotyczy to przy tym także tych przestępstw przeciwko Polsce, które popełniane były wyłącznie przez reżim radziecki, a nawet własne władze komunistyczne, a nie Rosję. Zbrodnie reżimu stanowią za każdym razem przyczynek do ujmowania historii w kategoriach narodowościowych. Zgodnie z tym przekonaniem, na przykład głęboko tkwiący w zbiorowej pamięci Polaków fakt rozstrzelania polskich oficerów przez radzieckie NKWD w 1940 roku pod Katyniem, wpisuje się w ciąg wielowiekowej walki z Rosją. Z uwagi na nieprzerwane trwanie wspomnień wspólnotowych właśnie to wydarzenie jawi się jako punkt kulminacyjny męczeństwa narodu polskiego w historii najnowszej (…) zaś naród rosyjski niewystarczająco uderzył się w piersi za zbrodnię katyńską, tak jakby Rosjanie, których przecież wielu zginęło w latach stalinowskich, czy sam reżim radziecki nie ponieśli odpowiedzialności za mord w Katyniu. Z drugiej strony, zbrodnie popełnione przez nazistów w Oświęcimiu (których rozmiar i znaczenie są znacznie większe niż Katynia), dla Polaków stanowią dużo mniejszy ciężar w narodowej pamięci, a zatem wspominane są znacznie rzadziej. Być może jest tak dlatego, że ofiarami masowego, przemysłowego ludobójstwa padali nie tylko Polacy, a zatem pamięć o nich nie może być w pełni spolonizowana” [3].

W znanych opracowaniach Rosyjsko-Polskiej Grupy ds. Trudnych, które przygotowały grunt do „uznania Katynia” i zwieńczone zostały propagandowym projektem polskiego „Centrum Dialogu” na terytorium Rosji, nie odnajdziemy tych wątków ideowych, wzorca owego konsensusu dla praktyki politycznej. Nie ma w nich nawet cienia przyznania, że owe „trudne kwestie” mają w istocie charakter drugoplanowy, podrzędny wobec globalnego problemu dialogu i sprzeczności pomiędzy Rosją a Polską, w których obie strony są przegrane i nikt nie ma monopolu na bycie ofiarą. Zamiast tego w publikacjach grupy odnajdziemy jedynie wyczerpujący spis polskich pretensji w stosunku do Rosji, legitymizowany bez wahania przez MSZ Rosji i zaproszonych przez ten resort specjalistów [4].

Tymczasem prawda na temat podstaw polskiej polityki wschodniej i kontekstu relacji wobec Rosji jest taka, że nierzadko polskie władze i społeczeństwo wolą ją pomijać milczeniem. Właśnie dlatego mało kto wspomina, że w historycznej genezie polityki wschodniej UE (Polski) są i takie wypowiedzi, jak oświadczenie jednego z liderów „Solidarności” na jej pierwszym zjeździe we wrześniu 1981 r., o tym że „kremlowskie kuranty zagrają Mazurka Dąbrowskiego” [5], co było równoznaczne z wyraźną deklaracją, że polityczne i narodowe wyzwolenie bezpośrednio i nierozerwalnie wiązano z misjonarskim imperializmem na  Wschodzie. Nie jest tajemnicą, ze owe wyzwolenie narodowe począwszy od XIX wieku nie było tak charakterystycznym wówczas dla Niemców i Włochów postulatem narodowego zjednoczenia, lecz raczej walką o niezmienny cel odrodzenia Rzeczypospolitej w jej imperialnych granicach z 1772 r., naruszonych zaborami dokonanymi przez Prusy, Austrię i Rosję. Była to walka nie o państwo narodowe, lecz dążenie byłej metropolii do odzyskania swych uprzednio przyłączanych i kolonizowanych kresów, odrzucające z pobudek nacjonalistycznych prawa etniczne Kresów Wschodnich (etnograficznej Litwy, Białorusi, Ukrainy, a nawet Besarabii).

Wybór pomiędzy wąskim, narodowym a imperialnym scenariuszem rozwoju do dziś stanowi w Polsce nie tylko kwestię zainteresowania badaczy i muzealników, ale przedmiot żywych debat społecznych. W nim koncentruje się siła i różnorodność polskiej „polityki historycznej”, w nim kryją się źródła aktualnych wydarzeń a nieraz i konfliktów ulicznych w Polsce, pomiędzy historycznymi zwolennikami nacjonalisty, skłonnego do zawarcia imperialnego sojuszu z Rosją Romana Dmowskiego a stronnikami imperialisty Józefa Piłsudskiego, występującego w roli nacjonalistycznego przeciwnika Rosji.

Zjednoczone Wielkie Księstwo Litewskie i Polska od XV do XVII wieku z sukcesem konkurowały z Moskwą w podziale i konsolidacji staroruskich terytoriów etnograficznych, kulturowo-językowych i wyznaniowych, lecz w wieku XVIII przegrały tę rywalizację z Rosją. Rozbiory Rzeczypospolitej (nie tylko Polski, ale całego jej obszaru imperialnego, włączając w to Litwę) sprawiły, że w okresie od końca wieku XVIII do połowy wieku XIX (dokładnie do 1863 r.) w składzie Imperium Rosyjskiego Aleksandra I, a po nim też Mikołaja I, znalazło się nie po prostu Królestwo Polskie, lecz pełnowartościowe „imperium wewnętrzne”, mające do dyspozycji armię tylko o połowę mniej liczną od rosyjskiej i kontynuujące kulturową, językową i wyznaniową ekspansję na Kresach Wschodnich – już w ramach Rosji. W rezultacie nawet w warunkach klęski walk o niepodległość polska myśl polityczna opierała się na konsensusie w sprawie powrotu do granic z 1772 r. Jednocześnie, socjalizacja i demokratyzacja Kresów rozumiana była jako ich polonizacja: „tylko nieliczni występowali z postulatami autonomii i umożliwienia rozwoju kulturowo-językowego ziem ukraińskich, białoruskich i litewskich” [6]. W odróżnieniu od przedstawicieli rosyjskiej emigracji rewolucyjnej, pośród emigracji polskiej tylko „wyjątkowo nieliczni jej działacze dopuszczali możliwość uzyskania własnej, narodowej państwowości przez Ukraińców, Białorusinów i Litwinów” [7]. Kiedy na początku XX wieku walcząca z Rosją Japonia zaczęła finansować ruchy rewolucyjne i narodowe w celu osłabienia tyłów przeciwnika, polski socjalista Józef Piłsudski zaproponował rządowi japońskiemu wykorzystanie w tym celu nierosyjskich narodów Rosji, od regionu bałtyckiego po Kaukaz i Turkiestan, wskazując jednocześnie na argumenty przemawiające za kierowniczą rolą Polaków w takim projekcie.

Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 r., już w lutym 1919 r. celem państwowym nowych władz stało się zbrojne odzyskanie dawnych Kresów – Litwy, Białorusi i Ukrainy. Cieszący się największym autorytetem również w Polsce, znany rosyjski badacz Polski, zwraca uwagę, ze nawet w wydanym wówczas podręczniku dla żołnierzy zatwierdzonym przez polskie Ministerstwo Obrony, ideologia ekspansji w tym kierunku przedstawiana jest jako rozumna i w pełni uprawniona. W podręczniku tym czytamy: „dla Piłsudskiego najważniejszą kwestią było rozwiązanie problemu granic wschodnich. Uważał on (i okazało się, że miał słuszność), iż granice te można ustanowić wyłącznie drogą zbrojną”. Dalej czytamy o militarnych zadaniach nowej Polski: „Oderwać od Rosji te narody, które chcąc utworzyć niepodległe państwa, zgodzą się na związki federacyjne z Polską… Odrodzona po 123 latach niewoli Polska dążyła do włączenia w skład swojego terytorium tych ziem na Kresach Wschodnich, które należały do niej do 1772 roku. Drugorzędną kwestią była metoda osiągnięcia tego celu: czy za pomocą polityki inkorporacyjnej Dmowskiego, czy federacyjnej Piłsudskiego. Cel Polski polegał na oderwaniu od Rosji części ziem niegdyś do niej należących i tym samym osłabienia jej jako państwa” [8].

W latach 20. i 30. Polska dokonała ostatecznego wyboru strategii swej polityki zagranicznej: antyniemiecką „ideę piastowską” „ziem odzyskanych” na zachód od polskiej metropolii zastąpiono wywodzącą się z Rzeczypospolitej „ideą jagiellońską” ekspansji na wschód – Litwę, Białoruś, Ukrainę – i utworzenia wokół Polski imperium, którego głównym przeciwnikiem miała być historyczna Rosja, a największą korzyścią walki przeciwko niej – jej kresy, a nawet część obszaru jej metropolii na południu, Powołżu i Uralu. Skoro w myśli politycznej Polski XIX i XX wieku (do 1939 r.) państwo polskie (jego wizję) postrzegano jako jedyny na Wschodzie silny podmiot pomiędzy Rosją a Niemcami, logicznym było, że „idea jagiellońska” przekształcała się nie tylko w formułę ekspansji na Wschód, ale również w intelektualną podstawę walki o nowe „imperium wewnętrzne” – zjednoczenie pod przywództwem Polski Piłsudskiego krajów Europy Środkowej i Wschodniej pod postacią realizacji koncepcji Intermari (Międzymorza), federacji / konfederacji państw europejskich od Morza Bałtyckiego do Bałkanów i Adriatyku. Oczywistym przedłużeniem projektu Międzymorza na Wschód i praktycznym instrumentem walki przeciwko historycznej Rosji występującej pod postacią ZSRR stał się w latach 30-tych „prometeizm” – mający formułę antyimperialistyczną projekt rozbicia Związku Radzieckiego za pomocą szeregu ruchów nacjonalistycznych i radykalno-nacjonalistycznych na Ukrainie, Kaukazie, nad Wołgą, w Turkiestanie i na Syberii. W rzeczywistości była to wizja dynamicznie rozwijającego się na gruzach ZSRR imperium pod przywództwem Polski. O zadaniach „Prometeusza” następująco pisano w dokumencie polskiego Sztabu Generalnego z 1937 r.: „prometeizm jest ruchem wszystkich, bez wyjątku, narodów uciśnionych przez Rosję… jego zadaniem jest wywołanie rewolucji narodowych na obszarze ZSRR… ‘Prometeusz’ zrzesza swoich członków zgodnie z ich nieprzymuszoną wolą i na ich własną odpowiedzialność, nie biorąc na siebie żadnych zobowiązań wobec poszczególnych ośrodków narodowych… ‘Prometeusz’ powinien mieć prawo przejawiania narodowego radykalizmu po to, by jak najskuteczniej pobudzać dynamikę rewolucyjną. Tendencje radykalno-narodowe nie powinny być przedmiotem wyrzutów wobec niego i nie powinny być oceniane jako faszystowskie…” [9].

Świat powojenny, dokonane bez większych problemów pojednanie polsko-niemieckie, stworzenie i rozszerzenie Unii Europejskiej pozbawiły podstaw projekt Międzymorza, którego baza normatywno-retoryczna wykorzystana została przy konstrukcji bardziej odpowiadającego czasom projektu „Europy Środkowej” (Środkowo-Wschodniej), nawiązującego do niemieckiej tradycji Mitteleuropy. Badania dowodzą, że już w połowie lat 90. termin ten wyparł funkcjonujące do tej pory pojęcie „Europy Wschodniej”. Podobnie jak tureckie pojęcie „Południowy Kaukaz” miało na celu wyeliminowanie „imperialistycznego” pojęcia Zakaukazie, także termin „Europa Środkowa” wkrótce stał się środkiem intelektualnej korupcji, na przykład klasy politycznej Ukrainy, której – nie bacząc na sprzeczności historyczne i geograficzne – obiecywano (i czyni się to nadal) swoisty certyfikat genetycznej „europejskości”. Trudno zatem się dziwić, że z największym przekonaniem ów nowy instrument odniesienia do „Europy Środkowej” wykorzystywany jest właśnie przez władze Polski, wskazujące na wektor swej polityki wschodniej, skierowanej do Kresów – Litwy, Białorusi, Ukrainy, Besarabii [10].

Po upadku systemu komunistycznego w Polsce w 1989 r. koncentracja polskiego społeczeństwa i władz na „idei jagiellońskiej” i wypływającym z niej modelu polityki wschodniej miała na celu realizację tradycyjnego zadania przeciwstawienia się Rosji, a dodatkowo wykorzystania skutków rozpadu ZSRR, który miał pozwolić na przejęcie przez Polskę roli „adwokata” i lidera nowych niepodległych państw przed obliczem Zachodu. Oczywiste źródła założeń takiej polityki odnajdziemy nie tylko w dziedzictwie Piłsudskiego, ale też w rewolucyjnie szczerej filozofii politycznej Jerzego Giedroycia i jego „Kultury”. W latach 70. właśnie na łamach „Kultury” Giedroyć wraz z Juliuszem Mieroszewskim czysto po „prometejsku” apelowali do Polaków o zrzeczenie się imperialistycznych pretensji do Ukrainy, Litwy i Białorusi (ULB) i uznanie ich prawa do niepodległości (zapewne najpierw od ZSRR, a tylko później – od Polski), ale oczywiście wyłącznie w charakterze młodszych braci. O koncepcji ULB następująco pisał Juliusz Mieroszewski: „Obszar ULB determinował kształt stosunków polsko-rosyjskich, skazując nas albo na prowadzenie polityki imperialistycznej, albo na odgrywanie roli satelity. Byłoby naiwnością sądzić, że Polska może naprawić swe relacje z Rosją, uznając problemy ULB za jej kwestię wewnętrzną. Rywalizacja na tych obszarach zawsze miała na celu ustanowienie dominacji, a nie dobrosąsiedzkich stosunków polsko-rosyjskich”.

Współczesny autor białoruski dostrzega znaczenie tej filozofii nie w jej historycznej wspaniałomyślności, lecz raczej w otwartym przyznaniu się do określonego stanowiska, które – jak można sądzić po lekturze „Kultury” – stanowiło przedmiot konsensusu polskiej klasy politycznej tuż przed obaleniem komunizmu: „patriarcha polskiej emigracyjnej myśli politycznej Juliusz Mieroszewski… zauważał, że ‘idea jagiellońska’ nie miała nic wspólnego z imperializmem wyłącznie w oczach Polaków, gdy tymczasem dla Litwinów, Ukraińców i Białorusinów jawiła się najczystszą postacią tradycyjnego polskiego imperializmu. ‘W Europie Wschodniej – jeśli tylko na ziemiach tych zapanuje nie tylko pokój, ale też i wolność – nie ma miejsca dla żadnego imperializmu, ani rosyjskiego, ani polskiego. Nie możemy żądać, by Rosjanie oddali Ukraińcom Kijów, a jednocześnie domagać się od tych ostatnich Lwowa. Byłaby to ta sama ‘podwójna księgowość’, która w przeszłości uniemożliwiała przekroczenie bariery historycznego braku zaufania pomiędzy Polską a Rosją. Rosjanie podejrzewali, że jesteśmy antyimperialistami wyłącznie w stosunku do nich, to znaczy: chcemy, by miejsce ich imperializmu zajął nasz imperializm polski. Zachowujemy się jak szlachcic, który stracił swój majątek’…” [11]. 

Bez wątpienia jądro „nowego ujęcia” polityki wschodniej Polski Giedroycia i jego zwolenników stanowiła nadal – poddana kosmetycznym i retorycznym modernizacjom – „idea jagiellońska” polskiego misjonarstwa i imperialistycznego przywództwa na Wschodzie. Jak twierdzi jeden z ekspertów, „obecnie głównym zadaniem dla Polski jest niezależność regionu ULB od Rosji. Założeniem pozostaje ustanowienie szerokich polskich wpływów na tym obszarze, w ramach odrodzonej ‘wspaniałej idei jagiellońskiej’, od której obecna koncepcja niby próbuje się odciąć… Stosunki z Rosją są nadal w Polsce uznawane za ‘walkę o przywództwo na Wschodzie’” [12]. Jak pisze jeden ze współczesnych badaczy, w latach 80. pogląd ten był autentycznie kultywowany w szeregach ówczesnej polskiej opozycji politycznej: „w wielu wypadkach autorzy koncepcji przygotowywali społeczeństwo do zaakceptowania idei pojawienia się w regionie nowych podmiotów federacyjnych. W skład takiej unii wschodnioeuropejskiej, w zależności od proponowanych form integracji, powinny wejść różne kraje i narody, ale we wszystkich propozycjach jako potencjalni sojusznicy Polski wymieniane były Ukraina, Białoruś i Litwa” [13].

Wszystko to, owa szczerość do bólu na temat polskiego sposobu patrzenia na Wschód wniesiona przez Giedroycia i Mieroszewskiego, zaproponowane przez nich zastąpienie hard power piłsudczyków przez zindywidualizowaną soft power na Kresach, która w obecnych warunkach przekształciła się w soft power Unii Europejskiej na Kresach, ale też na Kaukazie, zasługuje na wyjątkową uwagę. Oczywistym jest, że na Kaukazie polski mesjanizm nigdy nie będzie znaczył więcej niż retoryczne gesty. Taka jest już twarda rzeczywistość naszego Zakaukazia. Ale już narastający konflikt Polski z Litwą (w którym problem praw mniejszości polskiej w rejonie wileńskim, często nie pozwala nam dostrzec czegoś ważniejszego – historycznej przepaści dzielącej polski antynazizm od litewskiego kolaboracjonizmu), postępujący paraliż Ukrainy i zbliżający się upadek Białorusi – wszystko to czyni posługiwanie się soft power przez Polskę i przez Rosję sprawiedliwym i racjonalnym.

Tymczasem panująca nadal w Polsce tradycja polityczna pozostaje wiernym uczniem, a tym samym zakładnikiem, antyrosyjskiego nacjonalizmu, który źródeł tożsamości doszukuje się w wizerunku Polaków – prometeistów, konfederatów, imperialistów, dziejowych konkurentów Rosji; zawiera wyobrażenie narodowej ofiary, która może od Rosji tylko żądać i wymagać, a nie dzielić się z nią historyczną odpowiedzialnością. Jak podsumowuje współczesna badaczka polskiej opinii społecznej, „Polska uważa, że Rosja jeszcze niedostatecznie ‘pokajała się’ za wszystkie krzywdy wyrządzone Polsce przez wszystkie wieki jej istnienia… Przy tym, rosyjskie ‘kajanie się’ na poziomie społecznym Polaków nie interesuje; żądają ‘pokajania się’ na poziomie oficjalnym, za którym mogłyby pójść konsekwencje polityczno-prawne i finansowe” [14]. Postulaty natury polityczno-prawnej, a w szczególności żądania natury finansowej pod adresem Rosji, która uznała już odpowiedzialność Stalina za Katyń stanowią – bez względu na wszelkie oficjalne sygnały pojednania – nie tylko odzwierciedlenie opinii publicznej, ale przede wszystkim rezultat „polityki historycznej” rządzących w Polsce władz.

Jak wiadomo, historycy odgrywają w polskiej polityce, szczególnie w dziedzinie spraw zagranicznych, znaczącą rolę. Często jednak zapomina się o tym, jaka jest ich świadomość i jak postrzegają oni swoją dziejową misję w stosunku do Rosji. Urzędujący prezydent Bronisław Komorowski, zapewne przygotowując grunt pod historyczne pojednanie, nie ukrywa tego, co tkwi u podstaw jego filozofii politycznej: Ukraina to utracone dziedzictwo Polski jako Europy, zaś Rosja to ciało dla Europy obce, podobnie zresztą, jak dla Ukrainy. Oto jego słowa: „Ukraina nie chce być postawiona przed wyborem: być z Zachodem, czy z Rosją. Kijów stoi na stanowisku, że można być z nimi obiema. Przyjdzie jednak czas, gdy Ukraina zmuszona będzie wybrać”. Nieprzypadkowo powyższe stanowisko prezydenta – historyka wiążę się z jego cywilizacyjnym mesjanizmem w stosunku do Rosji. Właśnie dlatego Komorowski całkiem niedawno wydał skandaliczne oświadczenie o tym, że wizyta premiera Rosji Władimira Putina na uroczystościach rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej na Westerplatte (1 września 2009 r.) „ma ogromne znacznie z punktu widzenia polskiej wrażliwości. Rosjanie w ten sposób przyznają, że II wojna światowa zaczęła się w Polsce 1 września 1939 roku, a nie 22 czerwca 1941 roku”. Dla rosyjskiej świadomości historycznej oczywistym jest, że – występując z takim stwierdzeniem – prezydent Polski padł ofiarą albo skrajnej, politycznej pychy, albo prymitywnego braku wiedzy. Bo przecież nigdy w historii – ani w ZSRR, ani we współczesnej Rosji – nikt nie twierdził, że II wojna światowa zaczęła się 22 czerwca 1941 r., z dniem napaści Niemiec na Związek Radziecki. 22 czerwca 1941 r., datę mającą fundamentalne znaczenie dla tożsamości rosyjskiej i niosącą istotę żałoby narodowej, uznawano i uznaje się za początek własnej, radzieckiej i mającej osobiste znaczenie dla większości Rosjan Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, która stanowiła jednak tylko część II wojny światowej. To wiedza na poziomie szkolnego abecadła. Przypuszczanie, że Rosja cierpi na tak daleko posunięty solipsyzm, że zrównuje początek II wojny światowej z początkiem wojny przeciwko niej, wypowiadając przy tym nawet najbardziej słuszne słowa o pojednaniu, to całkowita kompromitacja i ośmieszenie. Zapewne do dziś dla Polski owe pojednanie na poziomie „emocjonalnym” oznacza pojednanie niosącego światło cywilizacji z barbarzyńcą.

W latach 2005-2009 przedstawiciele Polski niejednokrotnie nieoficjalnie zapewniali przedstawicieli Rosji, że uznanie przez nią odpowiedzialność ZSRR za Katyń nie będzie miało dla niej żadnych praktycznych następstw, pozostając aktem o charakterze wyłącznie moralnym. Tymczasem w październiku 2010 r., zaraz po tym, jak Polska uzyskała ostateczne i jednoznaczne zapewnienia Rosji, że Moskwa przyjmuje polską wersję wydarzeń w „sprawach trudnych” wspólnej historii i – wychodząc z założenia o pierwszoplanowym znaczeniu historii dla wzajemnych relacji – „uznaje Katyń”, rząd polski poparł pozwy swych obywateli przeciwko Rosji w sprawie katyńskiej. W obliczu takiej perspektywy stają się coraz bardziej zrozumiałe cele i granice „historycznego pojednania”, na które w stosunku do Rosji zdecydowała się Polska. Choć to trudne, chciałoby się mieć nadzieję, że będą one równie dobrze zrozumiałe dla tych kręgów władz rosyjskich, dla których owo pojednanie stało się sferą ich państwowej i politycznej odpowiedzialności. Warto, by nie karmili się iluzjami.

Polska to dawny, genetycznie bliski, historycznie zaangażowany i intelektualnie aktywny konkurent i partner do rozmów dla Rosji. I nie da sobie z nim rady biurokratyczna, a priori gotowa na kompromis i pozbawiona historycznej wiedzy rosyjska dyplomacja. Bo przecież zadanie polega nie tylko na tym, by wytrzymać tę rywalizację, ale by jeszcze doprowadzić do narodzin historycznie uzasadnionego, ekonomicznie bezprecedensowego sojuszu Rosji z Polską, w ramach którego uda się odnaleźć wspólne polityczne rozwiązania dla Europy Wschodniej, Kresów Wschodnich i historycznej Rusi Zachodniej. Realizm, dziejowe doświadczenia i wszechobecna intuicja misjonarskiej polityki wschodniej, doświadczenie wielonarodowej Rzeczypospolitej (imperium) to jedyne stabilne fundamenty dialogu Polski z wielonarodową, nie-etnocentryczną Rosją (imperium). Dialog tych dwóch imperialnych doświadczeń, ich równie „postimperialny” charakter, to prawdziwa podstawa historycznego pojednania.

Autor jest historykiem, działaczem społecznym, doradcą władz rosyjskich. W latach 2005–2007 był szefem wydziału międzyregionalnego i kulutury przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej. Współpracownik ECAG.

Fot. The Voice of Russia

_______________________________________________________
1. Корнат М., Россия в польской политической мысли XIX-XX вв.: идеи и стереотипы [w:] Чубарьян А.О. (ред.), Россия и Запад: исторический опыт XIX-XX веков, Москва 2008, s. 237-238.
2. Зарицкий Т., Российский дискурс в Польше: образ России в конструировании польской идентичности [w:] Данилова Е.Н., Ядов В.А. (сост.), Россияне и поляки на рубеже столетий: Опыт сравнительного исследования социальных идентификаций (1999-2002 гг.), Санкт Петербург 2006, s. 73.
3. Динер Д., Круговороты. Национал-социализм и память, Москва 2010, s. 51.
4. Мальгин А.В., Наринский М.М. (ред.), Белые пятна – чёрные пятна: Сложные вопросы в российско-польских отношениях, Москва 2010.
5. Пачковски А., Власть и оппозиция в Польше по отношению к СССР (1980-1989) [w:] Дурачински Э., Сахаров А.Н. (ред.), Польша- СССР. 1945-1989: Избранные политические проблемы, наследие прошлого, Москва 2005, s. 287.
6. Фалкович С.М., Польская демократическая эмиграция 60-70-х гг. XIX века о проблеме „забранных земель” и взаимоотношениях польского и российского освободительного движения, „Проблемы славяноведения”, no 8, 2006, s. 225-226.
7. Ibidem, s. 231-232.
8. Матвеев Г.Ф., Можно ли было избежать войны России и Польши в 1919-1920 годах?, „Studia Slavica-Polonica”, 2009, s. 108.
9. Dokument polskiego Sztabu Generalnego o działaniach polskiego wywiadu przeciwko ZSRR. Замечания по вопросу реорганизации ‘Прометея’ в Париже, 17.8.1937 г. [w:] Соцков Л.Ф. (сост.), Секреты польской политики 1935-1945 гг.: Рассекреченные документы Службы внешней разведки Российской Федерации,  Москва 2010, s. 273-275.
10. Zob. np. powstałą w Polsce obszerną pracę zbiorową, w której autorzy starają się odnaleźć w formule „Europy Środkowej” osobliwą i odrębną treść historyczną, a nie ideologiczną. Kłoczowski J., Łaszkiewicz H. (red.), East-Central Europe in European History: Themes & Debates, Lublin 2009.
11. Мельников И., „Крес” здравого смысла: В польском обществе живет тоска по утраченным землям, “Независимое военное обозрение”, 30.10.2009.
12. Неменский О., IV Речь Посполитая: взгляд на Восток, Агентство политических новостей, 19.1.2006.
13. Милякова Л.Б., Внешнеполитические концепции польской оппозиции (1980-1989 гг.) [w:] Севостьянов Г.Н. (ред.), Революции 1989 года в Центральной (Восточной) Европы: Взгляд через десятилетие, Москва 2001, s. 143.
14. Погорельская С.В., Германия – Польша – Россия: Особенности взаимного восприятия и внешная политика, “Актуальные проблемы Европы”, No 3, 2008, s. 95.

Czytany 7214 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04