Wydrukuj tę stronę
wtorek, 04 wrzesień 2012 07:59

Modest Kolerow: Nowe punkty zapalne: Kurdystan, Karabach, Rosja

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

geopolityka  flame  dr Modest Kolerow

Nawet najwięksi radykałowie nie byli w stanie przewidzieć, w jak szybkim tempie degradacji ulegnie Stary Świat. Konsumencki socjalizm Unii Europejskiej nie jest już w stanie nie tylko finansować kolejnych rozszerzeń Unii, ale nawet utrzymać swe święte „prawo do wypoczynku”. Terrorystyczno-rangerskie „arabskie rewolucje” duszą najważniejszą forpocztę Zachodu na Bliskim Wschodzie - Izrael. Nieoczekiwanie szybko, po dekadach podwójnych standardów, miejsce czołowych wrogów Zachodu w regionie zajęli zlaicyzowani autokraci i technokraci, a miejsce największych sojuszników – zislamizowani terroryści i monarchiczne dyktatury.

W tych warunkach formułowane przez rosyjską klasę polityczną uprawnione, choć mające klanowy i abstrakcyjny charakter, żądania wewnętrznych zmian w sferze procedury podziału władzy, dostępu do podupadających środków propagandy, ale już nie te związane z  bezpieczeństwem narodowym – po raz drugi od dwudziestu lat obnażyły naszą bezsilność: każde, nawet przelotne osłabienie władzy politycznej czy zaćmienie jej rozumu, oślepia ogromny organizm całego kraju, który na obecnym etapie nie tylko „przez politykę”, ale i „wbrew ekonomii” walczy o przetrwanie. Władza uległa podziałom, a jej mózgi obsługujące te podziały gotowe są na dowolny układ z politycznymi diabłami, aby tylko zrzucić z siebie odpowiedzialność za dobrobyt i bezpieczeństwo państwa, żyjąc w bezsilnej nadziei, że komfortowy „ład z chaosu” ustanowi się samorzutnie. Jednak tam, gdzie zamiast konkurencji odbywa się grabież majątku, zamiast równowagi panują podziały i rozczłonkowanie, a zamiast nowych przywódców – starzy radzieccy kompradorzy, którzy raz już sprzedali obcy sobie komunizm, by teraz sprzedawać swój polityczny nacjonalizm i całą państwowość – taki chaos zrodzić może jedynie kolejny chaos. A za tym pójdzie wyzbycie się tego, co jeszcze pozostało – całych łomonosowowskich rezerw rosyjskiej północy – tym, którzy doprowadziwszy do bankructwa swoje „miasto położone na szczycie góry” (Mt 5.14, bibl.) dobijają „arabskimi rewolucjami” Unię Europejską i wysadzają w powietrze całą Eurazję, by w ogniu pożarów spłonęły Chiny, a dolarowe długi spadły do zera.

Judeochrześcijański Wschód i Zachód oraz muzułmański Wschód w równym tempie zbliżają się do katastrofy: mania wielkości, samobójcza ignorancja i gabinetowy cynizm rozlicznych operujących na ich przestrzeni graczy przekonanych, że udało im się wejść w skład „wielkiego rządu światowego”, nie pozwalają im zrozumieć, że każdy Frankenstein hoduje własnego kata, a każdy historyczny eksperyment przynosi atomowy chaos. Nie usiłującego przekroczyć próg jądrowego klubu Iranu, lecz dawno już ten próg przekroczywszych Indii, Pakistanu, Izraela.

W obliczu tej nadciągającej katastrofy zewnętrzni i wewnętrzni emigranci z Rosji próbują nie pamiętać, że nie mająca nic wspólnego z wirtualną globalizacją dającą graczom po kilka „żyć”, realna historia człowieczeństwa pełna jest przegranych, zanikających, unicestwionych społeczności i państw i nie zna ani jednego przypadku bezkarnego historycznego eksperymentu. Ci zaś, którzy w imię „pokoju na całym świecie” zapomnieli o regule Margaret Thatcher głoszącej, iż „wszelki pokój możliwy jest tylko z pozycji siły”, już zgubili swoje narody i oddali je pod topory „demokratycznej” inkwizycji. I ten, kto – jak dziś robi to Rosja – bezsilnie wymachuje konwencjami ONZ przed oczyma Zachodu, Turcji, Arabii Saudyjskiej i Kataru, które politycznie, finansowo, zbrojeniowo, technicznie, informacyjnie, wywiadowczo i terrorystycznie wykreowały ludobójczą „opozycję” w Syrii – skazuje na śmierć nie tylko Syrię, ale też samego siebie.

1.

Syrii, jaką do tej pory znaliśmy, wkrótce już nie będzie. Nie powstaną jednak też obiecywane przez doradcę Baracka Obamy ds. zagranicznych z czasu jego kampanii wyborczej rusofoba Zbigniewa Brzezińskiego „globalne Bałkany od Kosowa po Sinciang”. Nie po to Stany Zjednoczone składały w ofierze swojego wiernego żołnierza Mubaraka, nie po to oddawały swojego lojalnego sojusznika Izrael na pastwę terrorystycznych „arabskich rewolucji”, by graniczącym z „Wielkim Bliskim Wschodem” Unii Europejskiej i Rosji pozostawić choćby cień nadziei na pozorną stabilność Bałkanów. Przed nami z rozmysłem stworzony chaos, tylko na pierwszy rzut oka poddający się wpływom i sterowny. Właśnie powstaje strefa próżni. Próżnia ta stanowi cel realizowanych przez USA planów, jej uzyskanie to zadanie wytworzonego chaosu w strefie rozpościerającej się od arabskiego wschodu trasą „Nowego Jedwabnego Szlaku”, przez Azję Środkową (w części Azji Centralnej zajmowanej przez Afganistan i Pakistan mamy z nim już do czynienia), do Chin.

W próżni „Wielkiego Bliskiego Wschodu” wije się zarodek nowego, alternatywnego wobec antyamerykańskiego Iranu olbrzyma, potencjalnie obejmującego etniczny monolit liczący ponad pięćdziesiąt milionów ludności. Jest nim konsekwentnie wspierany przez USA i Izrael nowy Kurdystan, który doprowadzi do rozpadu Iraku, Syrii i Turcji i co najmniej zrównoważy potencjał Iranu. Rosja nie ma podstaw, by postrzegać nowy, niepodległy Kurdystan w kategoriach dziejowej katastrofy, czy też odrzucać prawo Kurdów do własnej państwowości, którą mają oni następnie prawo podporządkować dowolnej koalicji interesów. Póki co, nie zagraża ona interesom i bezpieczeństwu Rosji.

Jednak Rosja nie ma też do tej pory upublicznionego, rozpisanego na perspektywę długookresową, profesjonalnie i krytycznie wypracowanego stanowiska wobec przyszłego Kurdystanu jako kluczowego państwa regionu. Cóż może zaproponować dla interesów narodowych Rosji w Kurdystanie jej służba dyplomatyczna? Na co może sobie w tym przypadku pozwolić władza polityczna? Jaki będzie prognozowany efekt powstania Kurdystanu w strefie rosyjskich żywotnych interesów i wśród zamieszkujących ją narodów? Wreszcie, jak mógłby wyglądać kształt konsensusu klasy politycznej w sprawie Kurdystanu? I jakich ten konsensus wymagać będzie działań ze strony władz i służby zagranicznej? Kwestie te nie pojawiły się do tej pory w dyskusji nad polityką zagraniczną Rosji. Wkrótce jednak do porządku dnia wprowadzi je „światowy pożar”, od którego nie można będzie się schować za papierami o podziale kompetencji.

Popierany przez USA (a jeszcze bardziej przez Izrael, dążący do przesunięcia strefy konfliktów zbrojnych jak najdalej od własnych granic) niepodległy Kurdystan doprowadzi do gwałtownego wewnętrznego i zewnętrznego osłabienia Turcji, stawiając ją w sytuacji wyboru pomiędzy podjęciem ryzykownej wojny przeciwko Kurdom na własnym terytorium i poza nim, a ustąpieniem przed nimi na obu tych polach. Wybór pierwszego z wariantów pociągnie za sobą traumatyczną dla „neoosmańskiej” państwowości eksplozję, wybór drugiego scenariusza wywoła efekt domino, równie traumatyczny dla neoosmanizmu. Masowy napływ inwestycji amerykańskich korporacji do niepodległego Kurdystanu wymusi zagwarantowanie, niemalże eksterytorialnego korytarza ekonomicznego przez Turcję lub przez Syrię, podobnego temu, który wiedzie obecnie z regionu kaspijskiego do Turcji i ma de facto eksterytorialny wobec Baku, Tbilisi, gróźb Stepanakertu i Erewania charakter. Nawet bez tego przeciążone konfliktami państwa regionu (jeśli np. założyć, że jako pierwsza niepodległość irackiego Kurdystanu uzna Gruzja) nie są mentalnie gotowe do nowej rzeczywistości z państwem kurdyjskim. Jeszcze mniej gotowe są do respektowania jego praw. Świat wyraźnie już zapomniał o niedawnym jeszcze krajobrazie politycznym regionu podzielonego pomiędzy Imperium Rosyjskie, Imperium Osmańskie i Persję, a później między ZSRR, Turcję i Iran. Na styku imperiów, wraz z ustępowaniem z tych obszarów Rosji i Turcji oraz wzrastającą oczywistością klęski projektów „integracji europejskiej”, mnożą się nowe państwa, z których jednym z ostatnich będzie państwo Kurdów. W konsekwencji uznawanego za coraz bardziej prawomocny procesu fragmentaryzacji Zakaukazia widocznego w przypadku Abchazji, Osetii Południowej i Nagornego Karabachu, na politycznej mapie pojawi się dżoker – Kurdystan, wokół którego USA budować będą „małą ententę” swoich zakaukaskich protektoratów.

Kurdystan bez wątpienia stanowić będzie uzupełniające front azerbejdżański pole działań przeciwko Iranowi. W tej sytuacji zbędne okażą się dywagacje o tym, z której strony Izraelowi łatwiej będzie zaatakować irańskie obiekty jądrowe. Ustanawia się jeszcze jeden (poza „Południowym Azerbejdżanem”) casus belli dla wojny z Iranem, bez względu na potencjalne straty w związku z tym ponoszone. Kurdystan nie może przecież stać się sojusznikiem Iranu, podobnie jak nie może porzucić sojuszu z USA i Izraelem; potencjał wykorzystania przez kurdyjskie elity „rosyjskiego” wątku historycznego zakładającego pośrednictwo rosyjskie w negocjacjach z Iranem jest niewielki, a rzeczywistość ogranicza go do nie mających znaczenia politycznego sporadycznych kontaktów gospodarczych. Biorąc pod uwagę prawie wyłącznie informacyjny charakter wojaży rosyjskich dyplomatów do Kurdystanu, nie mając na własnym zapleczu jezydsko-kaukaskiego chóru instrumentów, trudno przecież byłoby też przypominać o radzieckim wsparciu narodowowyzwoleńczych dążeń Kurdów… Podobnie, jak nie „czerwony Gilan” [1] i komunistyczne podziemie lat 1920-tych i 1940-tych w Iranie, czy szeroko reklamowane obecnie w Azerbejdżanie pretensje stalinowskich władz azerbejdżańskich do irańskiego Południowego Azerbejdżanu [2].

Tym samym Kurdystan, szczególnie biorąc pod uwagę postępujący proces zaniku wewnątrzregionalnych granic pomiędzy Azerbejdżanem, Gruzją i Turcją, stanie się najbardziej wysuniętą na południe częścią Zakaukazia, na której obszar przeniesiony zostanie nadmiar energii i aktywności z Baku i Tbilisi. Jednocześnie jego powstanie dokona niemal pełnego zamknięcia kręgu terytoriów nieprzyjacielskich wokół Armenii, pozostawiając ją przed wyborem jeszcze bliższego celnego i komunikacyjnego połączenia z Gruzją, w formie kaukaskiego Beneluksu, lub… zgody na dokonanie przez Gruzję jej Anschlussu ekonomicznego. Geopolityczne osłabienie Armenii i pojawienie się na scenie międzynarodowej jeszcze jednego reprezentanta narodów uczestniczących w ludobójstwie Ormian w Imperium Osmańskim w 1915 roku – Kurdów, sprawi, że na pierwszym planie ormiańskiej polityki nie tylko pojawi się znów – właściwie już rozstrzygnięty – dylemat wyboru systemu gwarancji (od militarnych w ramach OUoBZ, po polityczne NATO i USA), ale także obdarzana nieproporcjonalnie (w porównaniu z jej wymiarem demograficznym) dużą wagą kwestia kontroli nad Nagornym Karabachem.

2.

Brak rozstrzygnięcia i niemożność rozwiązania w obecnych warunkach kwestii niepodległości Nagornego Karabachu czyni go przedmiotem oddzielnego scenariusza politycznego, w którym związki Azerbejdżanu z antyirańskimi planami USA i Izraela (ze stalinowskim w istocie projektem „Wielkiego Azerbejdżanu”, włącznie) i wzmożenie wysiłków na rzecz ich realizacji związane z Kurdystanem, w największym w okresie ostatnich lat stopniu neutralizują militarne zaangażowanie Baku w sprawie Karabachu. Z kolei nowe dążenie USA do likwidacji świeckich dyktatur stojących na drodze do triumfu radykalnego islamizmu neutralizuje suwerenność Alijewa.

Ustanowienie amerykańskiego protektoratu nad Nagornym Karabachem ma na celu ulokowanie na Zakaukaziu jeszcze jednego „niezatapialnego lotniskowca”, zlikwidowanie historycznej obecności Rosji w Karabachu, która sięga okresu dużo wcześniejszego niż w Armenii; wreszcie – zagwarantowanie trwałości swej obecności w regionie, niezależnie od potencjalnych przewrotów w Baku, Tbilisi i Erewanie. A wszystko to u progu planowanego wywołania chaosu w Iranie i dalej na wschodzie. Dla nowej, zakładającej fragmentaryzację wersji amerykańskiego „Wielkiego Bliskiego Wschodu” potencjalna nierówna, dynamiczna „oś” Kurdystan-Karabach jest w pełni wyobrażalna, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w morzu przyszłych wydarzeń to właśnie Kurdystan i Karabach stanowią dwie ważne flanki w kolejnych starciach, oraz dwa istotne obszary z punktu widzenia transportu surowców energetycznych na Zachód.

Na północ od Zakaukazia również oczekiwać można szeregu konfliktów, których węzłem stanie się już dawno wspominany w Azerbejdżanie w kontekście analogii z Karabachem i w celu „powstrzymywania” Rosji potencjalnie separatystyczny Kazań. Zwolennikom konspirologii może nawet wydać się nieprzypadkowym, że sekretarz stanu USA Hillary Clinton, zbaczając ze swoich ustalonych szlaków podróży, odwiedziła niedawno właśnie to miasto.

3.

Będąc jednym z podmiotów federacji pozbawionych dotacji, zbankrutowany Tatarstan istotnie wcześniej niż inne „tytularne” regiony narodowe Rosji postawił kwestię swojej niepodległości, po czym z wielkim niezadowoleniem zareagował na likwidację jej atrybutów. Jedną z metod finansowego wsparcia Tatarstanu stały się ostatnio „polityczne inwestycje” związane z zaplanowaną na 2013 rok w republice Uniwersjadą. Spór etniczno-językowy pomiędzy monopolem klanowo-biurokratycznym głoszącym postulaty etnokratyczne, a wielonarodową populacją republiki, która w charakterze czynnika konsolidującego postrzega język rosyjski, stał się oczywistością, nawet na tle współczesnej polityki narodowej w Rosji. Polityki, dodajmy, która zastąpiła perspektywy rozwoju wielonarodowej państwowości biurokratycznymi układami z etnicznymi i „tytularnymi” klanami, zamieniła niedawną pilną potrzebę realizacji „narodowego planu państwowego” nie sposobnymi do jakichkolwiek działań komisjami z udziałem takich energicznych i skutecznych „destalinizatorów”, jak prowadzący swoją własną „wojnę domową” Swanidze [3]. Faktycznie, czemu ogień „destalinizacji” nie miałby zapłonąć w sferze kwestii narodowych, przedwcześnie zlokalizowanych w rejonie prigorodnym [4]?

Konflikt eniczno-językowy mający swe źródła w gabinetach etnokratycznych polityków Kazania i ich wieloletnich grach z lokalnymi szowinistami prowadzącymi swą walkę przeciwko „rosyjskiej okupacji”, zyskał swój tragiczny wyraz w ostatnich aktach terroru, za którymi stoi rzeczywistość coraz bardziej masowego terrorystycznego podziemia na Powołżu, występującego już w Kazaniu otwarcie pod hasłami „islamizmu”. Poziom niespotykanej brutalności tego podziemia widoczny jest tym bardziej, że jego pierwszymi znanymi ofiarami stali się przywódcy wspólnoty muzułmańskiej Tatarstanu. Jego celem stanie się teraz Uniwersjada w 2013 roku – próby jego likwidacji powstrzymywane były dzięki jego „duchowym” więziom z lokalnymi szowinistami. Dziś na drodze do jego likwidacji dodatkowo stoi największy w ostatnich latach społeczno-wyznaniowy kryzys w Rosji i sytuacja, w której workiem treningowym dla autorów planowanych przewrotów politycznych stała się Rosyjska Cerkiew Prawosławna.

Narodowe interesy Rosji nie są dziś chronione przez niezależną, rosyjską klasę polityczną, na którą z przyzwyczajenia liczy większość społeczeństwa, postrzegając ją w roli gwaranta pokojowego współistnienia narodów i religii w kraju, zdolnego do podtrzymywania obrazu Rosji jako wyspy (lub kadłuba) imperialnej stabilności pomiędzy narodami w obliczu nadciągających z południa frontów wojen etnicznych i wyznaniowych. Tymczasem latem 2012 roku rosyjska klasa polityczna nie debatowała na tematy rzeczywiście istotne dla przyszłości państwowości i gospodarki Rosji, takie jak „arabskie rewolucje”, rekonfiguracja systemu bezpieczeństwa Azji Centralnej pod dyktando USA, praktyczne konsekwencje wstąpienia Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO), praktyka eurazjatyckiej Unii Celnej, kryzys liberalnego systemu emerytalnego, finansowy i budżetowy krach Unii Europejskiej itp., a zamiast tego wzmacniała medialno-symboliczną, czyli manipulacyjną, dominację w przestrzeni informacyjnej antycerkiewnej akcji Pussy Riot, która stała się niemalże jedynym problemem dotyczącym Rosji i rosyjskich interesów, wywołując zgodny chór pouczeń pod adresem Rosji ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych, kanclerz Niemiec, a nawet MSZ Łotwy. Tak oto symulakrum i falsyfikat, a nie Syria, nowy Afganistan czy problemy z własnym systemem emerytalnym, okazał się w centrum sporów rosyjskiej klasy politycznej, co prowadzi do zaniku jej niezależnego, narodowego istnienia.

Wspierana przez występującą przeciwko socjalkonserwatywnej większości medialno-polityczną liberalno-biurokratyczną mniejszość pornograficzna grupa Pussy Riot dokonała legitymizacji nawoływania do nienawiści na tle wyznaniowym jako instrumentu służącego osiąganiu celów społeczno-politycznych. Na jakich logicznych założeniach państwowych i prawnych opierać się teraz będzie walka Moskwy przeciwko nawoływaniu do waśni na tle narodowościowym i wyznaniowym nie tylko na Północnym Kaukazie czy Powołżu, ale też choćby przeciwko obecnej w metropoliach ksenofobii, w której wyniku ponadetniczni „tutejsi” jednoczą się przeciwko „przybyszom”, a władze zazwyczaj stają po stronie obrońców miejscowych, tradycyjnych i powszechnych wartości, domagając się dodatkowych instrumentów do walki z nielegalną migracją? Polityczny sukces Pussy Riot dowiódł, że w metropoliach nie działają już wspólne ponadwyznaniowe wartości, zaś Rosyjska Cerkiew Prawosławna – zgodnie z twierdzeniami o jej współgraniu w jednej orkiestrze z władzami politycznymi i państwowymi – jest ośrodkiem, który podobnie jak te władze można zniszczyć, „ostatnią, której broniłyby media”, podczas gdy nie mniej lojalne wobec władz inne rosyjskie wyznania tradycyjne (islam, judaizm, buddyzm, a od niedawna staroobrzędowcy) najwyraźniej korzystają nie tylko z ochrony owych władz, ale także i solidarnych z nimi w tym przypadku przedstawicieli polityczno-medialnej mniejszości. W takiej sytuacji nie może być mowy o jakiejkolwiek logice formalnej, o równości wyznań, a tym bardziej – o walce o wolność wyznaniową i swobodę sumienia.

Ale przecież ponad wszystkim jest „logika walki politycznej”, jak zwykł mawiać geniusz i mistrz unicestwienia całych państw i rewolucyjnej wojny, wielki cynik i oportunista, gotów poświęcić własny kraj i naród w imię zdobycia władzy terrorystycznej, dyktatorskiej, totalnej. „Logika walki politycznej”, jak mawiał Lenin.
Kolejną próbą wysadzenia Rosji w powietrze, niezależnie od rezultatów dywersyjno-terrorystycznych wysiłków podziemia na Uniwersjadzie w Kazaniu w 2013 roku, będzie Olimpiada w Soczi w 2014 roku, która zgromadzi dziesiątki tysięcy potencjalnych ofiar i zakładników, i która została już publicznie i oficjalnie ogłoszona przez władze Gruzji jako nowy cel antyrosyjskich działań, a przez zwolenników Pussy Riot publicznie uznana za kolejną okazję do trenowania destrukcji politycznej i mobilizacji radykalnej opozycji. Tym razem uruchomiona zostanie już dawno zmobilizowana przez Gruzję (i nie tylko przez nią, nie tylko na mocy decyzji jej samej) na rzecz upamiętnienia i upolitycznienia „ludobójstwa Czerkiesów w Imperium Rosyjskim” społeczność północnokaukaska, której nadal póki co wygodnie „nie zauważać” podziemia terrorystycznego czerpiącego z propagandy szowinistycznej i zachowywać milczącą solidarność z radykałami w nadziei na zwycięstwo ich „skrzydła politycznego” nad „skrzydłem zbrojnym”, dążącym do rozbicia federacyjnej państwowości rosyjskiej w interesie Gruzji, która swoją własną integralność już straciła. Hasłem będzie w tym przypadku kolejne wezwanie do bojkotu w imię „praw człowieka”, uzupełnione o zagrożenie terrorystyczne i ryzyko nowej wojny przeciwko niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, a także o kolejne prowokacje przeciwko Rosji, których autorzy, działający prawdopodobnie z terytorium Gruzji i w jej imieniu, otrzymają zapewnienie znaczącego zewnętrznego „wsparcia” militarnego, którego zakładnikami staną się miliony ludzi w olimpijskim Soczi.

Wszystko to jest wojna - nowa Wojna Ojczyźniana, dla zwycięstwa w której Rosji niezbędny jest zjednoczony naród i odpowiedzialna władza. Aby Rosja poniosła w niej porażkę zjednoczony naród i odpowiedzialną władzę próbuje się niszczyć każdego dnia.

Artykuł ukaże się we wrześniu w pracy zbiorowej „Точка взрыва: Ближний Восток, Кавказ, Россия”, Москва 2012.
tłum. dr Mateusz Piskorski
fot. sxc.hu

__________________________________________________________________
1. Gilan to jeden z regionów Iranu położony na wybrzeżu Morza Kaspijskiego i graniczący m.in. z Azerbejdżanem. W l. 1920-1921, przy pomocy bolszewików pochodzących głównie z Azerbejdżanu, proklamowano Gilańską Republikę Radziecką, następnie Perską Socjalistyczną Republikę Radziecką. Jesienią 1921 r. wojska irańskie wspierane przez Wielką Brytanię przywróciły kontrolę Teheranu nad regionem (przyp. tłum.).
2. Właściwie Azerbejdżan Irański, określany mianem Azerbejdżanu Południowego przez zwolenników separatyzmu i podziału Islamskiej Republiki Iranu, obejmujący terytorialnie cztery regiony (ostany) w północnej części kraju – Ardabil, Azerbejdżan Wschodni, Azerbejdżan Zachodni i Zandżan (przyp. tłum.).
3. Nikołaj Swanidze (ur. 1955) – dziennikarz, autor programów telewizyjnych, historyk, członek pozarządowej Izby Społecznej Federacji Rosyjskiej, od 2009 r. do jej likwidacji w 2012 r. członek Komisji ds. Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii wbrew Interesom Rosji. Zwolennik radykalnej destalinizacji (przyp. tłum.).
4. Rejon prigorodny wchodzi w skład Republiki Osetii Północnej – Alanii i obejmuje część jej granicy z Republiką Inguszetii. Od 31.10.1992 r. do 4.11.1992 r. miały miejsce starcia pomiędzy Osetyjczykami a Inguszami zamieszkującymi na jego terenie, w wyniku których zginęło ok. 600 osób. Do dziś nie przeprowadzono demarkacji granicy pomiędzy sąsiednimi republikami (przyp. tłum.).

Czytany 6687 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04